GDY WSZYSTKIEGO ZACZYNA BRAKOWAĆ..ZAKUPY NA RATUNEK!

 

Znacie ten moment, gdy nagle okazuje się, że wszystkiego zaczyna Wam brakować? Nie wiem jak jest u Was, ale u mnie zawsze jak kończy się mydło, to nagle i maski do włosów jakoś mało, a tonik dobija dna. Kurcze ja nie wiem jak to działa, ale czasami mam wrażenie, że to jakiś spisek bym przypadkiem nie zaoszczędziła trochę pieniędzy...

Wolicie robić zakupy w nowych sklepach czy raczej wracacie do tych, które Wam się sprawdziły? Ja przywiązuje się do miejsc i sklepów, w których zakupy okazały się udane i nie lubię zmian – zawsze wtedy obawiam się: czy z zamówieniem będzie wszystko ok, czy nie będę czekała wieków na przesyłkę, czy daty ważności produktów będą wystarczająco długie bym zdążyła coś zużyć przed utratą ważności.

Poprzednim razem, gdy zamawiałam kosmetyki ze sklepu internetowego Bee.pl – wszystko spełniło moje oczkiwania – i produkty i terminy i przesyłka. Dlatego przy kolejnym, „koniecznym i niezbędnym”, zamówieniu zdecydowałam się znowu zamówić w „Pszczółce”.

Dziś chciałabym Wam pokazać, co znalazło się w moim koszyku i dlaczego właśnie te produkty. Niektóre z nich są mi znane, inne to kompletne nowości ( więc w pierwszej kolejności poszły w ruch ). Nie będę przedłużać – zapraszam do oglądania i czytania.

Nie bez powodu zaczęłam od tego, że jak coś się kończy to kilka rzeczy naraz.. Nagle okazało się, że moje ukochane czarne mydło Agafii, dziwnym trafem sięgnęło dna. Mam podejrzenia, że ktoś systematycznie pomagał mi w jego zużywaniu ( a pamiętajcie, że mamy do czynienia z niesamowicie wydajnym produktem! ), ale w domu winnych brak. Krasnoludki jakieś chyba mamy?


Czy jest jeszcze ktoś komu nie zdarzyło się sięgnąć po tę gęstą, ale bardzo miękką i dość specyficznie ( ale przyjemnie ) pachnącą, czarną maź? Wątpię..Wrażenia są różne – jedni doceniają i uwielbiają ( tak jak ja ), a inni twierdzą, że to coś zbyt mocno oczyszczającego jak na ich skórę. Ja uważam, że to jeden z najlepszych i najtańszych ( 26zł za 500ml ) kosmetyków do oczyszczania skóry twarzy, z jakimi miałam do czynienia w swojej kosmetycznej karierze. Dlatego, bez żadnych wątpliwości, zawsze kupuję kolejne opakowanie i mam 100%-tową pewność efektów. Przy codziennym stosowaniu świetnie wpływa na naszą skórę ( ja używam do mycia twarzy ) - oczyszcza ją z codziennego brudu, działa na wyczyszczenie płytkich porów no i do kompletu ( co ważne dla osób o mieszanej bądź tłustej skórze ) stabilizuje wydzielanie sebum. Ten kosmetyk polecam Wam z pewnością.

Oprócz czarnego mydła, mam jeszcze jeden kosmetyk, który gości w mojej łazience już od jakiegoś czasu i ma w niej stałe miejsce. I co ciekawsze również jest to kosmetyk litewskiej firmy. Dam sobie rękę uciąć, że wszystkie z Was, które choć porzez chwilę miały etap „włosomaniactwa” dobrze znają maskę drożdżową, która obiecuje nam pobudzenie wzrostu naszych włosów. No bo, która z nas nie chciałaby zostać Roszpunką?



Drożdżowa maska do włosów to kolejny produkt Babuszki Agafii, który kosztuje dosłownie grosze – raptem niespełna 9zł za opakowanie 300ml. Jest to kosmetyk stworzony na bazie drożdży piwnych, olei tłoczonych na zimno, soku z brzozy i ziół – bez dodatków w postaci silikonów, PEGów i parabenów.

Dlaczego wracam do tego kosmetyku tak chętnie? Dlaczego jest polecany wśród osób dbających o włosy w sposób szczególny?

Rzadka, trochę budyniowa, konsystencja ułatwia nam nakładanie produktu na całe włosy ( ale..o tym za moment ), trzeba jednak uważać z ilością by nie marnować spływającego kosmetyku. No i zapach..ciekawa jestem jakie odczucia w tej kwestii mają te z Was, które miały styczność z tą maską. Czy według Was ona pachnie jak ciasteczka, czy to tylko ja mam takie nieokiełznane fantazje zapachowe?

No i z tą maską to jest taka historia, że przy pierwszym kontakcie z nią zrobiłam podstawowy błąd i nałożyłam ją na całą długość włosów. I efekty powalające nie były – wieki nie miałam takich problemów z rozczesaniem włosów. No skąd te zachwyty nad nią? Doczytałam jednak co nie co i okazało się, że zdecydowanie lepiej jest stosować ją tylko na skalp/skórę głowy, potrzymać trochę w cieple ( moja ulubiona metoda to folia spożywcza + turban z ręcznika ) i wtedy możemy liczyć na zauważalne efekty działania tej maski. To nie jest produkt typowo pielęgnacyjny, do stosowania na długość włosów. Ja stosuję ją w kuracjach około 2 miesięcznych: 2 miesiące z maską drożdżową i 2 miesiące przerwy..i powrót do drożdzy. Taki tryb stosuję od ponad roku...i przyznam, że już po drugiej turze byłam mile zaskoczona – wzrost włosa około 3-3,5cm wzrostu na 2 miesiące. Przy tak opornych włosach jak moje – uwierzcie, to jest efekt WOW!


O nowościach kosmetycznych za moment – taki mały domowy przerywnik. Sezon jesienny – jabłka, śliwki, gruszki – kupuję na giełdzie na kilogramy, suszę i mrożę na zimowe zapasy. Będą pyszne kompoty. Świeże owoce, na bieżąco, oczywiście też jemy. Znaczy się ja i mąż, bo nasza córka z owoców akceptuje tylko jabłka bez skórki.

Przez jakiś czas, przynosząc owoce z giełdy, wsadzałam je do zlewu, zalewałam wodą, opłukiwałam, wycierałam. Trwało to długo ( szczególnie przy dużej ilości owoców ), nachlapane było wszędzie. I tak w kółko..do momentu aż nie trafiłam na płyn do mycia owoców i warzyw. Koniecznie muszę Wam go pokazać – szczególnie w sytuacji w jakiej znajdujemy się teraz...no bo przecież nie wiadomo kto wcześniej brał w rękę owoce, które docelowo trafiły do naszego domu..


Mamy do czynienia z naturalnym detergentem, w którego składzie znajdziemy tylko 3 składniki: sodę, spirytus spożywczy i wyciąg z mydelnicy. Wspomoże nas w myciu świeżych owoców i warzyw, takich jak jabłka, winogrona, pomidory, ogórki itp. ale i poradzi sobie z tymi bardziej miękkimi jak brzoskwinie czy truskawki. Nie zostawia na owocach żadnego posmaku. Wystarczy zakupione owoce spryskać detergentem, zostawić na 20-30 sekund i później tylko opłukać wodą – i gotowe! Bez moczenia. Wystarczy 20zł i pozbywamy się wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń, bakterii, wirusów i pestycydów. A Wy macie jakiś swój sposób na mycie owoców i warzyw?


No i wracam w kosmetyczne klimaty – tu pojawiły się u mnie 3 nowości.

Skusiłam się na dwa kosmetyki marki FLUFF. Nie ukrywam, że te kolorki + zapachy ( moja córa ma arbuzowy krem do rąk – luuuudzie jak to pachnie! ) sprawiły, że musiałam zaryzykować.


Sięgnęłam po balsam pod prysznic ( takich nigdy dość, prawda? ) w wersji zapachowej: banan i migdał oraz mleczko do twarzy ( ale nie do demakijażu ) w wersji zielona herbata - z obietnicą jednoczesnego nawilżenia i zmatowienia skóry. Sprawdziłam!

Ale może najpierw kilka słów na temat balsamu pod prysznic. Od kosmetyków tego typu nie wymagam zbyt wiele – ma myć i ładnie pachnieć. I przyznam Wam, że nie oczekuję właściwości pielęgnacyjnych – od nawilżenia, ujędrnienia itp. mam sera i balsamy do ciała. No i tego czego od tego balsamu oczekuję, odmówić mu nie można – myć myje, pachnie ładnie ( choć to pewnie rzecz gustu ), opakowanie przyjemne dla oka – choć trochę gorzej z funkcjonalnością: albo wylewa się za dużo albo za mało – przydałaby się jakaś pompka.


Jeśli chodzi o mleczko do twarzy – tu opakowanie jest o wiele bardziej przemyślane – mamy buteleczkę z mlecznego szkła + pipetka do aplikacji kosmetyku. Już na początku mamy duży plus – lubię ten typ opakowań w przypadku kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Delikatny, lekki ( na pewno nie będzie drażnił ), ale wyczuwalny świeży zapach to kolejny atut tego produktu. Fajna, lekka konsystencja mleczka bez problemu daje się nabrać dołączoną pipetą i w łatwy sposób zaaplikować na skórę. Szybkie tempo wchłaniania ( pod warunkiem, że nie przesadzimy z ilością kosmetyku ) myślę, że będzie kolejnym atutem, szczególnie dla osób, które zechcą stosować te mleczko jako kosmetyk pielęgnacyjny skórę, przed nałożeniem makijażu.

A co jeśli chodzi o efekty działania?

Jestem mile zaskoczona, ponieważ żadna z obietnic producenta nie jest przesadzona. Nawilżenie – jest! I to nawet takie odczuwalne. Skóra na twarzy robi się przyjemnie gładka, zniwelowane zostaje napięcie po porannej toalecie ( ja tego mleczka używałam i w sumie kończę używanie – jako kosmetyk dzienny ). Dużym zaskoczeniem okazało się jednoczesne zmatowienie skóry – spodziewałam się, że albo mat albo nawilżenie, a tu mamy 2w1.Skóra błyszczy się tylko dzięki użytym kosmetykom rozświetlającym – sebum jest pod kontrolą. Zdecydowanie podpasował mi ten kosmetyk. Mam chęć spróbować jeszcze wersję Anty-aging z żeń-szeniem..


Na koniec zostawiłam sobie kosmetyk z serii, która ciekawiła mnie już od dłuższego czasu – nie widziałam ich do tej pory stacjonarnie, więc gdy pojawiła się możliwośc zamówienia online – musiałam!

Markę BANDI zna pewnie większość z Was, prawda? A wiecie, że jakiś czas temu ( daaawno, ale ja jestem opóźniona w nowościach kosmetycznych ) pojawiła się linia ECOFRIENDLY CARE, w skład której wchodzi kilka kosmetyków, taka podstawa pielęgnacyjna: kojący krem przeciwzmarszczkowy, lekka emulsja nawilżająca, rewitalizujący krem pod oczy ( jest kolejnym kosmetykiem na mojej liście – z tych do wypróbowania ), peeling do twarzy i tonizujący żel do mycia twarzy, który właśnie zamówiłam i mam w użyciu.


Dobra – już pewnie spodziewacie się zachwytów od A do Z, prawda? Nie będę trzymać Was w napięciu – są zachwyty i to od samego opakowania zaczynając. Mamy fajne kartonowe, takie „makulaturowe” opakowanie – biodegradowalne! Ten brązowy, tłoczony kartonik robi naprawdę przyjemne wrażenie: jest skromnie, naturalnie i miło dla oka – i nie trzeba ferii kolorów i błyszczących napisów, by coś przyciągnęło nasz wzrok. Myślę, że ten kartonik na pewno wyróżniałby się na drogeryjnej półce – swoim spokojnym designem. W środku znajdziemy buteleczkę z brązowego, aptecznego szkła ( ktoś jeszcze ma takie skojarzenia? ), z pompką – taką jak przy różnego rodzaju serum. A w buteleczce żel – praktycznie niepachnący. Myślę, że część osób mogłaby stwierdzić całkowity brak zapachu. Zacznę od czegoś, co może część z Was zdziwić, a mianowicie – ten żel się nie pieni. Nie jest to mydlany kosmetyk, który po kontakcie z wodą, podczas masażu/mycia skóry stworzy nam mydliny. Ale bez obaw – myje i radzi sobie całkiem nieźle z usuwaniem codziennego brudu, sebum, resztek makijażu. Daje radę i bez mydlin, a do tego jest niesamowicie delikatny dla skóry – nie podrażnia, nie powoduje jej pieczenia czy nieprzyjemnego napięcia i ściągnięcia. Jest również bardzo delikatny dla okolic oczu – bez obaw, nie załzawimy się na amen. Polubiłam go i na pewno co jakiś czas będę po niego sięgać – zarzut mam tylko jeden: przydałaby się zdecydowanie większa pojemność.


I to tyle na dziś.. Ciekawa jestem czy któryś z tych kosmetyków wpadł Wam w oko? A może miałyście coś z tych rzeczy? Dajcie znać w takim razie jakie były Wasze wrażenia z używania...

Mimo iż nie jest u mnie zbyt wesoło ( pisałam Wam o tym w poprzednim poście ) to staram się zacząć żyć normalnie i wracam do tego co sprawia mi ogromną radość.


OLA


22 komentarze:

  1. Podobają mi się Twoje zakupy. Mnie od pewnego czasu interesują kosmetyki fluff muszę chyba je w końcu zamówić.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie wszystkiego pod dostatkiem, ale sklep i niektóre produkty znam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciesze sie, ze nawilżenie jest zadowalajace ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Używałam ostatnio tego czarnego mydła :). Ja akurat jestem wielką fanką czarnego mydła, choć to akurat nie jest takim typowym tego typu produktem. Ma dużo dodatków, ale fajne i lubię jego zapach. Takiego typowego czarnego mydło nie powinno się używać codziennie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Używam czarnego mydła Babuszki Agafii i bardzo go lubię. 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Aktualnie używam to mleko do twarzy Fluff i jak na razie to mam mieszane uczucia. Znam też maskę drożdżową, ale nakładałam ją na długość i się nie polubiliśmy. Muszę do niej wrócić i tak jak piszesz, aplikować tylko na skalp. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie czarne mydło robi robotę! Zaczęłam nm też myć włosy - jest świetne. Mam też kilka masek do włosów i twarzy od Babuszki Agafii, takie w saszetce-tubce, są całkiem dobre, choć nadal szukam czegoś lepszego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Marka FLUFF bardzo mnie ciekawi i mam nadzieję, że niedługo pojawi się w moim domu. Taki mam plan - na razie staram się zużyć swoje zapasy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Marka Fluff ostatnio jest dosyć mocno popularna na instagramach, blogach czy Youtubie. Ja jeszcze nic z niej nie używałam, ale jestem ciekawa czy mi się również sprawdzi

    OdpowiedzUsuń
  10. Niektóre kosmetyki nawet znam osobiście. Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś często używałam tej drożdżowej maski i byłam zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  12. w oko wpadło mi parę rzeczy, ale wcześniej w ogóle ich nie widziałam ani o nich nie słyszałam, czas iść na zakupy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie znam tego stanu 😅 Zawsze mam spore zapasy

    OdpowiedzUsuń
  14. Nowości Fluss mnie ciekawią, zwłaszcza zielone serum. Ja mam krem na noc i chwale sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten płyn do mycia owoców jest naprawdę świetny. Nie wiedziałam że jest coś takiego. Z checia kupię taki preparat.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli chodzi o balsam pod prysznic. Trzeba z nim uważać lekko, i nie używać na szybkiego. Czasem lubi sobie pozostawić kolor na ciele, jeśli ktoś spłucze go "na szybkiego" :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiedziałam, że jest płyn do mycia warzyw i owoców. Super sprawa 😁

    OdpowiedzUsuń
  18. Właśnie do mnie dotarło ile kosmetyków mi się kończy!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Staram się ostatnio jak najmniej chodzić do sklepów i przenoszę się na zakupy online - również te kosmetyczne :) Dlatego z chęcią zajrzę na tę stronę i może tam również zrobię zakupy? :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Oooo, było się na zakupach :) I ja sobie zaszalałam ostatnio. Cudeńka kupiłam i będę używać. Coś do włosów i do twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  21. Z tego co widzę, zdecydowałaś się na wiele ciekawych kosmetyków, których osobiście nie znam. Mnie najbardziej intrygują produkty Fluffy, którym od dłuższego czasu bacznie się przeglądem. Póki co kupiłam dwa kosmetyczne kalendarze i raczej na brak kosmetyków narzekać nie będę.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja z Bee zamawiam wszystko, ostatnio łącznie z książkami :) A sytuacji bardzo współczuję i ściskam kciuki za to, żeby się z tego wylizała.

    OdpowiedzUsuń

Na moim blogu używam plików cookies różnych podmiotów (Google, Facebook, Instagram, wtyczki społecznościowe) do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu.
Dodając komentarz pod postem wyrażasz zgodę na zbieranie i przetwarzanie Twoich danych osobowych.