NOWOŚCI WYDAWNICTWA MEDIA SERVICE ZAWADA

NOWOŚCI WYDAWNICTWA MEDIA SERVICE ZAWADA


Co jakiś czas Wydawnictwo Media Service Zawada podsyła nam swoje nowości, które prezentuję Wam w postach najczęściej rozdzielonych wg płci, wieku. Dziś jednak będzie inaczej - będzie post zbiorczy. Będzie dużo - ostrzegam!
Dlaczego będzie wszystko razem? Zbliżają się Mikołajki, a książeczki z zagadkami i łamigłówkami, naklejki, książki z bajkami to idealny dodatek do prezentu od Mikołaja na 6 grudnia.
Nie ma co kombinować i przedłużać - zaczynajmy!


Na pierwszy ogień proponuję Świnkę Peppę. Wiem już od Was, że nie każdy rozumie fenomen tego zabawnego prosiaczka, ale coś w sobie ma skoro dzieciaki ją kochają, prawda?


Mamy wydanie z serii "Kino Domowe", w którym znajdziemy dwie płyty DVD z bajkami: jedna ma aż 60 minut bajek, druga 13 odcinków. Kupa zabawy i mnóstwo przygód Peppy i jej przyjaciół. Nie jestem zwolenniczką posadzenia dziecia przed ekranem ( szczególnie małego ) i "pozbycie się go" w ten sposób, ale czasami ( na chwilkę! i z głową! ) można.




I coś co mnie zachwyca bez względu na głównego bohatera. Najlepsza propozycja dla najmłodszych. Mnóstwo zabawy, łamigłówek, kolorowanek i przede wszystkim aż 500 naklejek! Nie ma nic lepszego niż ogrom naklejek, a gwarantuję Wam, że dzieciom zawsze będzie mało :)


Zostając w klimacie dla tych młodszych dzieci mam coś z Psim Patrolem.


O serii "Gotowi do nauki" pisałam Wam już jakiś czas temu, dość szczegółowo ( zainteresowanych odsyłam do postu o nowościach ). Idealna książeczka dla dzieci z początkowych klas szkoły podstawowej ( no..ewentualnie dla zerówkowiczów ).


Chyba każdy fan Blaze ucieszy się z książeczki z opisaną kolejną, niesamowitą przygodą 8-latka A.J. i jego przyjaciela, czerwonego monstertrucka o imieniu Blaze.


Książeczkę można kupić oddzielnie, ale w tym miesiącu czeka nas niespodzianka w postaci dodatku do magazynu nickjr. .
Magazyn adresowany jest do dzieci w wieku przedszkolnym i powstał w oparciu o licencje z ramówki stacji Nick Jr., takie jak Psi Patrol, Dora, Shimmer & Shine..
W każdym numerze znajdziemy opowiadania z ulubionymi bohaterami dzieci, zagadki, łamigłówki i kolorowanki. No i mamy też, tak bardzo lubiane przez dzieci, dodatki.


Koniecznie musze Wam jeszcze pokazać najnowszy numer magazynu Super Wings - fantastyczne dodatki! Pamietacie taką wyrzutnie z piłeczką i "loteryjkę" z czasów dzieciństwa?




Pora na coś dla starszaków - zacznę od dziewczynek: najnowszej propozycji z L.O.L. Surprise i najnowszy numer dwumiesięcznika Winx Club. A na sam koniec zostawiam smaczek - totalna nowość wydawnicza i tym razem dla chłopców.




Jak zawsze - długi komiks o przygodach, a dokładniej o talentacg... Na kilkunastu stronach mamy taki ogrom czarów, że każda fanka tych przeuroczych czarodziejek będzie zachwycona. Do tego mnóstwo informacji o zwierzakach i pupilach związanych z czarodziejkami z klubu Winx. Znajdziemy też propozycje jesienych stylizacji dla dziewczynek, łamigłówki, horoskop..
Ale chyba największy szał robią w tym miesiącu gadżety dołączone do magazynu..mamy breloczek do kluczy - był juz taki, ale chętnie wymienie sobie przy kluczach na nowy ( taaak, tak.. ja go mam przy kluczach od auta - preferuje duże breloki by łatwiej było znaleźć klucze w torebce ), a oprócz breloczka mamy niespodzianke w postaci bransoletek do samodzielnego ozdobienia naklejkami i diamencikami (!).


Najnowszą pozycję z naklejkami L.O.L. Suprise - "Hejka to my!" na pewno dorzucę córce do jakiegoś prezentu ( a okazji w grudniu mamy co nie miara: imieninym, urodziny, mikołajki, święta... ) i będzie ogrom radości. Przyznam, że już czekam aż odpuści już troche ten szał na L.O.L.






I na koniec, tak jak obiecywałam - totalna nowość!
TREASURE X! - propozycja idealna dla chłopców w wieku od 5-9 lat, którzy zafascynowani są przeżywaniem przygód, zdobywaniem skarbów, piratami.




Pierwszy numer ( pojawił się w kioskach 7 listopada 2019 ) opowiada o świecie Łowców Skarbów oraz kościotrupów. Poznajemy również głównego bohatera ( kreskówki z kanału Cobi na YT, bo to właśnie stamtąd pochodzi pomysł na stworzenie czasopisma ) - Parkera.






Co znajdziemy w tym czasopiśmie? Zagadki, quizy, ciekawostki i informacje związane z filmem Treasure X.. No i oczywiście zawsze pojawi się jakiś gadżet ( tym razem są to złote okulary ).

Magazyn kosztuje 11,99zł więc to chyba tana dość standardowa cena jak na tego typu czasopismo prawda?



I to tyle na dziś!

MIŁEGO DNIA KOCHANI
OLA
JESIENNE WEGAŃSKIE SZMINKI

JESIENNE WEGAŃSKIE SZMINKI


Z makijażem oczu raczej nie eksperymentuję – jest grzecznie: w brązo-beżach, złocie..Czasem wleci jakiś bordo-metaliczny akcent. Zasadniczo jednak jest zachowawczo i bezpiecznie. Jest jednak taki kosmetyk, taka część makijażu, z którym eksperymentuje i szaleję. A mianowicie są to produkty do ust, pomadki.
Kiedyś uwielbiałam czerwienie ( te w zimnym odcieniu ) - musiał być konkret na ustach i już. Później jednak stałam się ciut „spokojniejsza” i zainwestowałam w pomadki o różnych odcieniach różu – od tego brudnego i zgaszonego, po konkretną fuksję ( to ten „spokój” - pozorny jak widać! ). Co ja Wam będę tłumaczyć – lubię szminki i już.


Jakiś czas temu okazało się, że moja ukochana firma z kosmetykami mineralnymi ( pewnie wiedziałyście od razu, że chodzi o Lily Lolo, prawda? ) wypuściła nową linię pomadek. I nie byłoby to nic szczególnie innowacyjnego, gdyby nie to, że kolekcja jest totalnie wegańska.
Nothing to Hide - kolekcja wegańskich szminek, w skład której wchodzi 6 odcieni nude stworzonych z myślą, by pasowały osobom zarówno o jaśniejszej, jak i ciemniejszej karnacji, niezależnie od tonacji cery. Nowa formuła szminek gwarantuje fantastyczny kolor, trwałość oraz nawilżenie, a to wszystko zgodnie z ideą cruelty free oraz bez użycia składników pochodzenia zwierzęcego.”

Obejrzałam grafiki na stronie Costasy, przejrzałam grafiki google ( a nie za wiele można było znaleźć ) i zamówiłam dwa kolory, które uznałam, że będą najodpowiedniejsze i najlepiej będę w nich wyglądała. I tak w moje ręce trafiły: WITHOUT A STITCH i IN THE ALTOGETHER. Te z Was, które zaglądają na mojego instagrama ( zapraszam! ) już widziały te kolorki.



Zanim pokażę Wam kolory – krótka notka informacyjna. Mamy 4g cudnego koloru w prostym opakowaniu. Fajnie, że marka trzyma się jednego designu jeśli chodzi o wszystkie swoje produkty. Mamy więc czerń i biel, jest logo i nazwa firmy, na spodzie mamy naklejkę z nazwą koloru. Produkt dodatkowo zapakowany jest w kartonik o identycznych kolorach i stylistyce. Trzeba przyznać, że ta grafika, ten wygląd jest dla marki Lily Lolo jedyny i niepowtarzalny – nie trafiłam jeszcze na kosmetyki o ( chociażby ) podobnych opakowaniach. Ta czerń i biel, logo są nie do podrobienia.

Jeśli chodzi o codzienne używanie i aplikację: mamy do czynienia z fajną, lekką formułą. Szminki są aksamitnie gładkie i kremowe, z łatwością suną po ustach ( choć trzeba przyznać, że najlepiej wyglądają na tych wypielęgnowanych i nieprzesuszonych ). Warto wspomnieć, że pomadki ( ze względu na swój skład ) mają fantastyczne działanie wygładzająco-nawilżające. Oprócz produktu koloryzującego usta, jednocześnie otrzymujemy również coś do pielęgnacji.
Jeśli chodzi o trwałość to mamy do czynienia z pomadkami, które nieźle utrzymują się na ustach ( ale nie jest to produkt typu long-life ) - zjadają się dość równomiernie – bez smug, plam, rozmazywania się poza linię ust. Jest całkiem nieźle.

Szminki kosztują trochę ponad 55zł za sztukę, ale w tej chwili jest mega promocja – więc warto skorzystać! 10 zł zniżki to dużo prawda? ( szminki wegańskie )




Tak jak wspominałam wcześniej – zdecydowałam się na dwa kolory.
Without a Stitch - pół-transparenty brąz lekko złamany różem
In the Altogether - opalizujący jasny, chłodny róż dający półmatowe wykończenie.
Przyznam, że ciężko byłoby mi się zdecydować, który z tych kolorów jest moim ulubionym. Oba to typowe dzienniaki: takie bezpieczne kolory do wrzucenia w torebkę, takie które gdy mamy je pod ręką zawsze będą pasować, a my będziemy wyglądały elegancko i z klasą.

Przyznam Wam, że mam nadzieję, że Lily Lolo rozszerzy gamę kolorystyczną tych pomadek o jakieś konkretniejsze kolory – wtedy również chętnie się na nie skuszę.
Ciekawa jestem czy który z tych dwóch kolorów bardziej Wam podpasował?



MIŁEGO DNIA KOCHANI
OLA
NATURALNY BOTOKS BEZ IGŁY

NATURALNY BOTOKS BEZ IGŁY


O tym, że mam zmarszczki, wokół oczu, marudzę Wam już od dawna. Bez wstydu przyznaję się – jestem już 30+ a w sumie od sierpnia to już nawet +35 mi leci. Dziwne by było by się nie pojawiły, prawda? Mimo, iż nie mam problemu ze swoim wiekiem ( ja twierdzę, że na swoje 35 wcale nie wyglądam – taką mam nadzieję ) to jak każda kobieta chciałabym wyglądać młodziej. Kremy, mazidła, oleje – wszystko idzie w ruch by powstrzymać uciekający czas. Do ingerencji z tzw. „grubej rury” jeszcze nie dojrzałam, ale pewnie za jakiś czas i na to przyjdzie czas i pora ( taaak, taaak..nie wstydzę się przyznać, że myślę o medycynie estetycznej ). Walcząc o jak najlepszy wygląd delikatnej skóry pod oczami trafiłam na specyfik, naturalny specyfik, który swoim działaniem zaskoczył mnie na tyle, że decyzja o działaniu igłą zostaje odłożona na za jakiś czas ( w bliżej nieokreślonej przyszłości ). Ciekawe pewnie jesteście o czym mówię?

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o chyba najbardziej luksusowym produkcie, kosmetyku naturalnym z jakim miałam do czynienia. Będzie o oleju z opuncji figowej.



Skład: 100% Opuntia ficus indica seed oil ( olej z opuncji figowej z takim składem to wysokiej jakości produkt – niestety możemy znaleźć ten olej z różnymi dodatkami w składzie, ale to już nie będzie ten cud, o którym dziś mowa. Warto też zwrócić uwagę w tym momencie na cenę – 100%-towy olej będzie droższy niż ten z dodatkami, ale i lepszy w działaniu )

Kraj pochodzenia: Indie

Opakowanie: szklana buteleczka ( 15ml ) z ciemnego szkła ( ochrona przed promieniami słonecznymi ), ze szklaną pipetą, która ma ułatwić aplikację oleju na skórę. Wiecie, że uwielbiam tego typu aplikatory, więc ja jestem bardzo na tak jeśli o to chodzi. Całość umieszczona jest dodatkowo w niewielkim kartoniku.

Cena: 68zł/15ml - MIRAKO ( Dlaczego olej z opuncji figowej jest taki drogi? Zbiory owoców odbywają się tylko raz w roku. W miąższy znajdują się nasionka, z którym tłoczony jest olej. Proces tłoczenia jest niesamowicie czasochłonny a sam koszt wyprodukowania 1 litra oleju niesamowicie kosztowny, bo potrzeba prawie 500 kg owoców. Wyobrażacie sobie tę ilość? ). 


W jaki sposób możemy używać oleju by jak najbardziej wykorzystać jego fantastyczne właściwości
- jako kosmetyk wygładzający zmarszczki i drobne załamania skóry
- mimo iż jest to olej to świetnie sprawdza się jako środek do regulowania nadmiernego wydzielania sebum ( osoby z tłustą cerą będą zachwycone tym działaniem )
- podobno ( nie miałam okazji sprawdzić ) świetnie sprawdza się jako środek ochronny przed działaniem promieni UV, leczeniu otarć
- spłyca delikatne blizny, rozjaśnia zmiany koloru na skórze ( plamy pigmentacyjne ), wyrównuje koloryt skóry
- podobno fantastycznie spisuje się jako odżywka do paznokci: stosowany codziennie na płytkę poprawia jej jakość, zwiększa twardość i zapobiega łamliwości
- można też stosować go na włosy jako maska, serum – ale przyznam Wam, że szkoda mi tego cuda do stosowania na włosy – zdecydowanie wolę go w pielęgnacji twarzy


Przyznam, że te niewielkie cudo zaskoczyło mnie niesamowicie. Nastawiałam się, że będzie to olej jak każdy inny, tylko, że drogi. Nie spodziewałam się jakichś wyjątkowych efektów jego działania. Owszem – moja skóra bardzo lubi oleje i dobrze na nie reaguje, no ale „efekt wow”?

Pierwsze zaskoczenie pojawiło się przy konsystencji. Nie ma mowy tu o lekko tępym poślizgu jaki mamy np. przy oleju arganowym. No i brak tej tłustej warstwy po aplikacji, raczej coś „miękko” satynowego. Nie ma mocno śliskiej i błyszczącej skóry - raczej pojawia się efekt podobny do zastosowania suchych olejków ( najfajniej spisuje się na lekko wilgotnej skórze: zwilżonej jakimś hydrolatem, tonikiem czy ewentualnie wodą termalną ). Jak dla mnie bomba. A stosowany razem z czystym kwasem hialurowym to w ogóle bajka! Idealnie nadaje się do stosowania i na dzień i na noc.

Bezbarwny olej wchłania się zaskakująco szybko i praktycznie do zera. Jest niewielki efekt natłuszczenia, za to nawilżenie i odżywienie jest niesamowite i ekspresowe. Wszelkie napięcie i szorstkość znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. I pojawia się fantastyczna ulga dla przesuszonej i szorstkiej skóry, złagodzenie podrażnień. Idealny na jesienno-zimową porę, kiedy zmiany pogody, wiatr, niskie temperatury – dają naszej skórze do wiwatu. Warto tu wspomnieć o jego wydajności: 2 krople w zupełności wystarczą na całą twarz i szyję.

Rewelacyjnie nadaje się do stosowania jako kosmetyk pod oczy. Nawilża skórę, wygładza ją i mam wrażenie, że rozświetla, dzięki czemu nasze spojrzenie jest świeższe i zdrowsze, efekt zmęczonych oczu znika. I jest to efekt naocznie zauważalny. To chyba właśnie ten bezigłowy botoks. Jeśli chodzi o skórę twarzy - mam wrażenie, że odżywa po zastosowaniu tego oleju. Robi się rozświetlona, o zdrowszym kolorycie.

Muszę wspomnieć również o jego zapachu. Jak wiecie nie jestem fanką naturalnie ziołowych zapachów. No to nie moja bajka i raczej unikam takich kosmetyków ( chociaż czasami przekonuję się do danego kosmetyki pomimo zapachu ). W przypadku oleju z opuncji figowej obawiałam się jak to będzie: bo część osób pisała właśnie o jego „leśnym” aromacie, a część pisała o całkiem przyjemnym zapachu, który dość długo utrzymuje się na skórze, ale nie jest drażniący, męczący. To raczej coś relaksującego. A czym pachnie? Wiem, że moje porównanie będzie może dziwne, ale ten olej pachnie zimą, świętami. Czuć aromat zielonej choinki ( ale nie jest to sztuczny, chemiczny zapach znany nam z odświeżaczy ), mocno wyczuwalna jest nuta słodkiej szarlotki obficie posypanej cynamonem. Ten cynamon w sumie jest najbardziej wyczuwalny. Owszem zapach jest z tych „naturalnych”, ale uwierzcie, że jeśli taka „przeciwniczka” tego typu aromatów jak ja, jest nim zachwycona to naprawdę musi być boski.


Przyznam, że jestem mocno i mile zaskoczona działaniem tego oleju i z pewnością zaprzyjaźnię się z nim na dłużej. I trzeba tu koniecznie zaznaczyć: te kilkadziesiąt złotych na niego wydanych to bardzo dobrze zainwestowane pieniądze – nie ma szans by ktokolwiek żałował.

A Wy znacie już działanie oleju z opuncji figowej? A może macie na stałe u siebie coś innego?



MIŁEGO WEEKENDU KOCHANI
OLA
JESZCZE LISTOPADOWE NOWOŚCI WYDAWNICTWA ZYSK I S-KA

JESZCZE LISTOPADOWE NOWOŚCI WYDAWNICTWA ZYSK I S-KA


Zapraszam Was na szybki przegląd nowości, które pojawiły się/pojawią na dniach w księgarniach. A tym razem przegląd jest bardzo szeroki, a mimo wszystko ja znalazłam dwie książki, które na pewno trafią na moją półkę - i będą to dwie biografie.
Dwie biografie o całkiem dwóch różnych biegunach jeśli chodzi o charakter, życie..

Ciekawa jestem czy któraś z tych 10 pozycji wpadła Wam w oko i może trafi na listę prezentową do Mikołaja?
































POZDRAWIAM CIEPŁO
OLA
3 NAJLEPSZE PODKŁADY ORIFLAME

3 NAJLEPSZE PODKŁADY ORIFLAME


Podkłady...Temat rzeka u każdej z nas. Podejrzewam, że każda, ale dosłownie każda, dziewczyna w swoim życiu miała podkładowe przygody. Pamiętam moje makijażowe początki – fakt, było to wieki temu, ale wtedy wyboru nie było – ani jeśli chodzi o rodzaj, formułę – że o kolorach nie wspomnę. Wszystko było zdecydowanie za ciemne i żółto-pomarańczowe albo „świńsko” różowe. A do tego trwałość wołała o pomstę do nieba. Ale to było w poprzednim wieku :)
A teraz? Wybór mamy kosmiczny..Kolory, formuły, konsystencje, trwałość, ceny..Każdy znajdzie coś dla siebie. Tylko czy jak znajdzie to będzie do końca się trzymał jednego produktu? 
Pewnie nie – nasza babska ciekawość na to nie pozwoli, prawda? Każda z nas „przerobiła” z pewnością niezliczoną ilość podkładów ( a jak na tym skorzystały bliskie nam kobietki... - Wy też dajecie Waszym kosmetykom „drugie życie”? ) i znalazła za pewne kilka, które spełniały jej oczekiwania. Co nie przeszkadzało, oczywiście, by sięgać po kolejne i kolejne.



Dziś chciałabym Wam pokazać 3 z całego podkładowego asortymentu firmy Oriflame. Trzy podkłady, którym warto, moim zdaniem, poświęcić uwagę i wziąć je pod uwagę przy chęci poznania czegoś nowego. Trzy produkty, każdy totalnie inny i każdy świetny w swoim działaniu. Ta trójkę zdecydowanie mogę Wam polecić.


Nie przedłużajmy więc – pokrótce przedstawię Wam nasze trio + dodam moje spostrzeżenia – a o tym, na który z nich się zdecydować, podejmiecie decyzję już Wy.
Nie będę opisywała oddzielnie każdego z opakowań – wszędzie mamy 30ml podkładu w szklanych, przezroczystych buteleczkach z aplikatorem w formie pompki ( całość zapakowana jest w lakierowane kartoniki ). Jeśli chodzi o samo opakowanie – nie mam żadnych zastrzeżeń: pompki działają bez problemowo i aplikują odpowiednią ilość podkładu. Z całej trójki wizualnie najlepiej prezentuje się oczywiście podkład z serii Giordani Gold – czarna nakrętka, złote elementy – nie ma co ukrywać to robi wrażenie porządnego produktu ( no cóż..podobno seria Giordani Gold ma być tą makijażową, luksusową serią Oriflame ).


Podkład mineralny Giordani Gold Long Wear SPF 15 – cena: 69,90zł

Pielęgnuj i regeneruj skórę z pomocą podkładu mineralnego Giordani Gold. Jego długotrwała formuła zapewnia pełne krycie. Zawiera filtr SPF 15 i drogocenne minerały wulkaniczne pochodzenia włoskiego, które regenerują skórę i chronią przed starzeniem się.”

odcienie: Porcelain, Light Rose, Natural Beige, Light Ivory, Rose Beige



Ten podkład mam w najjaśniejszym odcieniu – Porcelain. Wydaje mi się, że jest to najbardziej neutralny z tych trzech podkładów, jednak, gdy 3 buteleczki stoją obok siebie, to mamy wrażenie, że GG jest bardzo delikatnie różowawy ( chociaż może to wina tego, że pozostałe dwa podkłady to zdecydowanie te o ziemnym, żółtawym odcieniu ).
To podkład z idealnym kryciem dającym się budować, ( bez efektu maski, „szpachli” ) z jednoczesnym naturalnym i rozświetlonym efektem na skórze. Bardzo ładnie się w nią wtapia, nie pozostawiając smug i plam. Ma lekko satynowe, aksamitne wykończenie. Już przy samej aplikacji czujemy, że mamy do czynienia nie z „bylejakim” kosmetykiem. Z łatwością nałożymy go za pomocą wilgotnej gąbeczki, choć mam wrażenie, że dość szybko schnie na skórze więc aplikując go – nie ma co „myśleć o niebieskich migdałach” - trzeba działać. No i początkowo również mamy wrażenie „mokrości” ale dość szybko zanika, podkład szybko schnie ale nie staje się na skórze matowy. Wymaga sięgnięcia po coś pudrowego by utrwalić nasz makijaż. I co dalej? Jakie efekty? GG sprawia, że nasza skóra jest aksamitnie wygładzona, świeża i wygląda bardzo naturalnie. Sam jest bardzo lekki jeśli chodzi o konsystencje i takie samo wrażenie daje nam na skórze – jest kompletnie niewyczuwalny. Mile zaskoczył mnie tym jak ładnie współpracuje z różnymi kosmetykami – nic się nie ściera, nie roluje, nie waży. Utrzymuje się na twarzy długo, może nie cały dzień - pod koniec dnia lekko się ściera ( równomiernie blaknie, bez robienia na na twarzy nieestetycznych plam ). 



Podkład The ONE Illuskin Aquaboost Foundation SPF 20 – cena: 49,90zł

Ultralekki podkład o średnim stopniu krycia. Ożywia wygląd cery, nadając jej naturalnie promienny wygląd oraz świetnie ją nawilża. Wyjątkowo jedwabista, doskonale się rozprowadzająca formuła z technologią żelową, naturalną wodą z lodowca i filtrem SPF 20. Zapewnia skórze promienność i uczucie nawilżenia nawet do 8 godzin.”

odcienie: Nude Pink, Porcelain, Light Ivory, Vanilla, Fair Nude, Natural Beige


Jeśli chodzi o ten konkretny podkład, tu również mam najjaśniejszy, z dostępnych w gamie, kolorów – Porcelain. Jest to podkład o idealnie żółtym odcieniu w kierunku neutralnego – nie ma tu różowych podtonów. Taki „cielisty” kolor. Kolejną kwestią, o której nie sposób nie wspomnieć jest jego zapach: delikatny, ale jednak wyczuwalny. Przyjemny, taki kwiatowo-pudrowy. Wiem, że nie każdy lubi zapachowe kosmetyki makijażowe, ale w przypadku tego konkretnego podkładu – uważam, że to „plus”, który uprzyjemnia aplikację. Mamy do czynienia z dość ciekawą konsystencją: nie jest ani gęsta ani lejąca ( nie lepi się i nie klei ) – nie utrudnia w żaden sposób aplikacji. Zapytacie więc co jest innego niż w przypadku każdego innego podkładu? Jego niesamowita lekkość. Już przy pierwszej aplikacji tego podkładu miałam jednoznaczne skojarzenie z kwasem hialuronowym. Fantastycznie lekki, taki mokry-”wodnisty” w odczuciu. Te z Was, którym zdarzyło się używać czystego kwasu hialuronowego do nawilżenia twarzy na pewno wiedzą o jakim efekcie mówię. Przy aplikacji na skórę również mamy wrażenie „mokrości” - nie ma mowy o „tępym efekcie”. Skoro już zaczęłam o aplikacji: podkład ten możemy nakładać na twarz i za pomocą pędzla, gąbeczki i palców. Nie smuży się i nie robi plam. Osobiście uważam, że najlepiej współpracuje mu się z delikatnie wilgotną gąbeczką, chociaż początkowo możemy mieć wrażenie, że jest „za mokro” i podkład nie wtopi się ładnie w skórę i zostawi na niej stempelki od gąbki. Bez obaw! Idealnie się wtapia a my uzyskujemy niesamowicie naturalne wykończenie. To świetny dzienny podkład. Krycie ma dość lekkie, w kierunku lekko średniego – nie zakrywa niedoskonałości czy intensywnych zaczerwienień, natomiast fantastycznie wyrównuje koloryt – daje nam półsatynowe, idealnie naturalne wykończenie. Skóra jest wygładzona i uzyskuje takie naturalne rozświetlenie. Przyjemnie nawilża skórę, nie podkreśla suchych skórek, nie wchodzi w zmarszczki czy pory. I co ważne – nie zapycha i nie waży się na twarzy. W ciągu dnia równomiernie się wyciera – bez plam i zacieków na skórze. Trwałość nie jest powalająca – tak jak wspomniałam wcześniej: mamy do czynienia z idealnym podkładem dziennym. Myślę, że najbardziej zadowolone będą z niego posiadaczki cery suchej lub normalnej ale w kierunku suchej. Podkład nada jej „mokrości” dzięki czemu uzyskamy lekki, nienachalny, naturalny i zdrowy „glow”.


Nowa, ulepszona formuła bestsellerowego podkładu The ONE EverLasting zapewnia trwałość przez 24 godziny. Technologia FreshFix zapewnia ultra trwałość podkładu i zwiększa uczucie komfortu skóry. Opatentowany kompleks SkinRenew odżywia, regeneruje i chroni skórę.”
odcienie: Fair Porcelain, Chestnut, Light Ivory, Natural Beige, Porcelain, Fair Nude, Nude Pink


Ostatnim podkładem, o którym chciałabym Wam dziś opowiedzieć to podkład do „zadań specjalnych” - i nie mam tu na myśli krycia a raczej trwałość. To jeden z tych podkładów, które nałożone rano, sprawiają, że wieczorem mamy co zmywać. Trzyma się na skórze cały dzień, nie wyciera ( a mimo tego nie obciąża skóry i nie powoduje jej zapychania, pojawiania się podskórnych gulek ). Mimo dobrych kilku godzin nieskazitelnej trwałości – podkład nie waży się na skórze, nawet w tak newralgicznym miejscu jak np. nos. Jak dla mnie to niezaprzeczalnie jeden z większych atutów tego kosmetyku. Podkład mam oczywiście w najjaśniejszym odcieniu ( nie utlenia się, nie ciemnieje na skórze ) – Fair Porcelain – i tak jak w przypadku podkładu Aqua Boost, mamy do czynienia z kosmetykiem o naturalnym odcieniu z żółtymi podtonami. Fantastyczny odcień, który na skórze nie ciemnieje, nie odcina się. Z łatwością daje się aplikować na skórę i kolejnymi warstwami pozwala stopniować krycie: od delikatnego krycia po całkiem przyzwoite ( ale bez efektu maski, „zaklejenia” twarzy ). Ładnie ujednolica koloryt skóry, przykrywa drobne przebarwienia i zaczerwienienia ( np. popękane naczynka czy niewielkie, niezbyt rozognione niedoskonałości ), sprawiając, że robią się mniej widoczne. Zmarszczki nie są podkreślone, suche skórki nie stają się bardziej widoczne. Podkład z niesamowitą łatwością wtapia się w skórę sprawiając, że pojawia się na niej naturalny, lekko rozświetlony efekt „blur”, a my wyglądamy świeżo, promiennie – jak wypoczęte i pełne życia. To również idealny podkład na dzień, ale on da nam wielogodzinny makijaż bez strachu, że już dawno nam się powycierał i nie mamy go na skórze.

Poniżej znajdziecie swatche wszystkich 3 podkładów z możliwością porówniania ich do siebie. Przypominam, że każdy z nich mam w najjaśniejszym kolorze. Od lewej ( od góry ): Podkład mineralny Giordani Gold Long Wear SPF 15 w kolorze PORCELAIN ( 31802 ), Podkład The ONE Illuskin Aquaboost Foundation SPF 20 w odcieniu PORCELAIN ( 33155 ), THE ONE Podkład The ONE EverLasting w kolorze FAIR PORCELAIN ( 35304 ). 





Ciekawa jestem, który z tej trójki najchętniej zobaczyłybyście u siebie i który z nich byłby idealny dla Was?
OLA