LOL SURPRISE - NAKLEJAJ, KOLORUJ, PROJEKTUJ..

LOL SURPRISE - NAKLEJAJ, KOLORUJ, PROJEKTUJ..


Podejrzewam, że niektóre mamy jak słyszą hasło "LOL SURPRISE" to mają już dreszcze?! Dziewczynki ( w różnym wieku ) oszalały na punkcie tych mini słodkich laleczek i wszystkich gadżetów i akcesoriów z nimi związanych ( wiecie, że jest też kalendarz adwentowy LOL? z laleczką i akcesoriami - nie ma czekolady! ).
Kilkukrotnie pokazywałam Wam książkowe pozycje z LOL i dziś po raz kolejny chciałabym Wam pokazać nowości z nimi związane. Wiem, że nie tylko ja jestem mamą fanki tych słodziaków, a Mikołajki zbliżają się wielkimi krokami, warto więc może kupić, schować w szafie i wyjąć na odpowiednią okazję?

Dziś pokażę Wam 4 nowe pozycje dotyczące LOL, każda z nich inna i każda gwarntuje mnóstwo zabawy, a jednocześnie kosztuje naprawdę niewiele. Nie przedłużając - zaczynajmy!

Pozwolę sobie zacząć od książeczki dla tych trochę starszych dziewczynek, czytających już ( chociaż te młodsze, przy pomocy mamy również będą miały fajną zabawę ).


L.O.L SURPRISE! TY DECYDUJESZ! STWÓRZ WŁASNĄ OPOWIEŚĆ L.O.L.
"Dzięki tej wspaniałej książce wymyślisz wiele nowych przygód L.O.L. Surprise!
To Twoja historia!
Ty decydujesz, co wydarzy się na każdej stronie. W środku czekają na Ciebie Twoje ulubione lalki i ich psiapsiółki! Przygotuj się na świetną zabawę!"

cena: 14,99zł ( teraz po obniżce - 11,24zł )




Książeczka liczy sobie kilkadziesiąt stron i na każdej z nich mamy do wyboru różne postaci, etapy opowieści. Tak naprawdę mamy niezliczoną ilość kombinacji a tym samym możliwość stworzenia wielu historii dotyczących L.O.L.
Zaznaczyłam na samym początku, iż uważam, że to najlepsza książka dla dziewczynek czytających, ponieważ samodzielnie mają możliwośc dokonywania wyborów i tworzenia swojej własnej bajki. W przypadku tych młodszych dzieci, zaangażowanie rodzica jest niezbędne by móc wszystko przeczytać i wyjaśnić dziecku samą ideę książeczki.
Tak czy siak - to takie całkiem coś innego - do tej pory nie spotkałam się jeszcze z tego typu książką, która pozwoli, ułatwi wymyślanie własnej historii z ulubionymi bohaterkami.


Druga książka, a raczej blok - najbardziej zachwycił moją 8-latkę. Jest na etapie rysowania, rysowania i jeszcze raz rysowania. Zeszyty, bloki, kartki, kolorowanki i wszelkie kolorowe akcesoria są u nas teraz na porządku dziennym. Wiedziałam, więc, że BAW SIĘ MODĄ. PROJEKTOWANIE I KOLOROWANIE będzie dla niej idealne.


"Książeczka z kolorowankami dla małych miłośniczek laleczek L.O.L. SURPRISE. Znajdziecie w niej pomysły na ciekawe stylizacje czy dodatki, które można wykonać za pomocą kredek i ołówka. Do tego naklejki i garść ciekawostek z krainy L.O.L. i podpowiedzi jak projektować."

cena: 12,99zł ( teraz za 10,39zł )




Duży format, trochę naklejek i mnóstwo kolorowanek..a do tego mnóstwo podpowiedzi pomocnych przy tworzeniu własnej garderoby dla uroczych L.O.L.. Uwierzcie mi, że moja córa nie mogła się już doczekać aż zrobię zdjęcia czystej książeczki i oddam jej ją w końcu do zabawy. Żałuję, że nie mogę pokazać Wam co już natworzyła, ale niestety to ten wiek, że już się niektórych rzeczy wstydzi i krępuje. A szkoda, bo uważam, że ma dzieciak talent w rękach ( wiem, wiem..każda mama chwali swoje dziecko ).


Jak kolorowanka to musi być też coś dla mniej wyćwiczonej rączki, prawda?


L.O.L. SURPRISE! DODAJ KOLORÓW. NASZA EKIPA.
"Weź się do kolorowania skarbie! Hejka psiapsiółko! W tej fantastycznej książce znajdziesz wszystkie swoje ulubione lalki!"

cena: 5,99zł



Czy może być coś lepszego dla małej księżniczki niż kolorowanka z ulubionymi bohaterkami? Niestety, małe elementy do kolorowania okazują się najczęściej nieodpowiednie dla niewprawionej rączki. W przypadku tej konkretnej książeczki mamy przed wszystkim duże obrazki ( jeden na stronę - a4, a stron jest 24 ) z czego zdecydowana większość z nich ma duży wyraźny obrys/kontur i duże elementy do kolorowania ( te drobniejsze też się znajdą ) co zdecydowanie ułatwi pracę małej rączki, gdy zajmie się upiększaniem ukochanych bohaterek.


I ostatnia z dzisiejszych propozycji.


L.O.L. SURPRISE! HEJKA TO MY!
"Nowa książka z naklejkami dla fanek L.O.L. Surprise!
Poznaj lalki i ich sekrety! Dowiedz się więcej o nieziemsko uroczych lalkach i poznaj ich siostrzyczki. Odkrywaj sekretne wiadomości i baw się naklejkami. Ten boski przewodnik został stworzony tylko dla Ciebie!"





Czy niespełna 10zł za ponad 100 naklejek i 32 strony z ukochanymi L.O.L. i ich uroczymi siostrzyczkami, to dużo? Nie wydaje mi się.
Tutaj również mam takie mini spostrzeżenie, że owszem - książka ucieszy wszystkie dziewczynki, ale te starsze ( i znowu...czytające ) będą mogły samodzielnie korzystać z książki i poznawać fakty na temat laleczek.


To tak pokrótce na dziś - 4 kolejne pozycje dotyczace L.O.L. SURPRISE!, kosztujące naprawdę niewiele a zapewniające dziecku zabawe z ulubionymi bohaterkami.


Szykujecie się już do nadchodzących Mikolajek, świąt i zaczynacie powoli kupować różne drobiazgi i ukrywać w różnych zakamarkach domu, tak na później? Czy to tylko ja tak mam, że rozkładam świąteczne zakupy na dłuższy okres czasu a nie 1-2 tygodnie przed świętami? Chociaż u mnie to pewnie też wynika z tego, że grudzień mam mega prezentowy: córki urodziny i imieniny, męża urodziny i imieniny, mikołajki, nasza rocznica ślubu i święta... No jakoś trzeba rozłożyć te wydatatki by pod koniec grudnia portfel nie płakał z głodu..

BUZIAKI
OLA



POLSKIE, DROGERYJNE..A JAKŻE PRZYJEMNE DLA NOSA..

POLSKIE, DROGERYJNE..A JAKŻE PRZYJEMNE DLA NOSA..


Wiem, że ciężko jest się zdecydować na zakup jakiegoś zapachu bez wcześniejszego powąchania go. Ciężko po samym opisie podjąć decyzję. Przyznam jednak, że mi wielokrotnie się to zdarzało i po „przegrzebaniu” wzdłuż i wszerz internetu, przeczytaniu wielu opinii ( często nie do końca zbieżnych ze sobą ) - potrafiłam wyczuć czy dana woda toaletowa, perfumy będą mi pasowały.
Jasne, najfajniej jest móc powąchać, a jeszcze lepiej „psiknąć” dany zapach na swoją skórę i zobaczyć jak będzie się na niej rozwijał, niestety nie zawsze mamy taką możliwość.

W lipcu, w Drogeriach Natura pojawiły się nowe zapachy, polskiej firmy MAYbe Cosmetics - Arashe Parfums. Wsród 5-ciu zapachów każdy znajdzie coś dla siebie, bo mamy i coś świeżego, i zdecydowanie cięższego. Jest intrygująco...no ale o tym za moment.
Ciekawa jestem jakie podejście macie do zapachów drogeryjnych o przyjemnych, dla portfela, cenach ( 50zł/50ml )? Czy jesteście zwolenniczkami kupienia jednego, drogiego flakonu w perfumerii czy wolicie mieć kilka, tańszych zapachów do wyboru?



Wróćmy jednak do kolekcji Arashe.
Każda z pięciu wód perfumowanych zapakowana jest w biały, elegancki kartonik, który dodatkowo zabezpieczony jest folią. Mamy więc 100%-tową pewność, że nikt przed nami, nie włożył do nich swojego nosa. Opakowanie zdobi złota etykietka z nazwą marki. Jest prosto i minimalistycznie aż do bólu, a dzięki temu elegancko i przyznam, że patrząc na same pudełko – nie mamy wrażenia jakbyśmy mieli w ręce produkt drogeryjny. Powiem prosto z mostu – nie wygląda to tanio i byle jak.

W środku znajdziemy równie minimalistyczne flakony – opatrzone jedynie złotą etykietą z nazwą zapachu i złotym, opływowym, w kształcie, korkiem. I to tak naprawdę jedyne ozdoby. Flakony są z przezroczystego szkła i co ciekawe – każdy zapach ma inne kolor płynu. I taka ciekawostka – kolor idealnie odzwierciedla zapach, który znajdziemy w środku.


Poniżej zapraszam na krótkie przedstawienie każdego z zapachów, no i oczywiście moje wrażenia i odczucia. Z góry przepraszam za ilość zdjęć :) Tak jakoś mi się strasznie podobają..


Ahlena
Nuta głowy: mandarynka, jaśmin, imbir
Nuta serca: sól, wanilia
Nuta bazy: kaszmir, drzewo sandałowe

Kiedy w opisie jakiegoś zapachu pojawia się słowo „wanilia” to w mojej głowie zapala się mała lampka! Fakt – nie w każdym połączeniu ten zapach dobrze wypada, ale..czy wanilia, jaśmin i drzewo sandałowe – nie brzmi dobrze? Przy takim połączeniu mogłybyśmy spodziewać się mocno słodkiego, otulającego, ciepłego zapachu ( może trochę duszącego ), prawda? Warto jednak zauważyć, że mamy tu również mandarynkę i imbir ( oraz sól, ale o tym za moment ), które sprawiają, że ta słodycz robi się lekko ostrzejsza, orzeźwiająca.
Według mnie jest to dość mocny zapach, ale przełamany delikatną słodyczą. Zasugerowałabym, że mamy do czynienia z zapachem typowo wieczorowym, eleganckim i kobiecym, trochę zmysłowym.
Nie mamy tu do czynienia z typowo waniliowym zapachem, mam wręcz wrażenie, że jej nuta jest gdzieś z tyłu, jako dopełnienie. Na pierwszy plan wybija mi się sól, taka karmelowa sól – przyznam, że pierwszy raz spotykam się z tego typu aromatem, ale bezbłędnie byłam w stanie go określić. Rozwijając się na skórze Ahlenę zaczyna być czuć jaśminem i drzewem sandałowym, z przebijającymi się świeżymi nutami zielonej mandarynki i ostrzejszymi – imbiru.
Nie jest to oczywisty zapach, który pasuje wszystkim i który wszystkich zauroczy – ale mamy do czynienia z czymś niesamowicie oryginalnym i głębokim.


Elnath
Nuta głowy: pieprz różowy, kwiat pomarańczy
Nuta serca: kawa, jaśmin, lukrecja
Nuta bazy: wanilia, ,paczula, cedr, kaszmir

Coś o czym muszę wspomnieć już na samym początku to trwałość to trwałość tego zapachu. Mam wrażenie, że jest najsilniejsza z całej piątki. Zaskakująco długo utrzymuje się na ubraniach, długo jest wyczuwalny na skórze. Mam wrażenie, że to zapach, który czuć wokół nas. Jest dość ciężki, więc większość osób będzie wolała zostawić go na sezon jesienno-zimowy, ewentualnie na porę wieczorową.
Po otwarciu flakonu pojawia się ostrzejsza nuta różowego pieprzu i „cierpka” (?) kwiatu pomarańczy. Początkowo miałam skojarzenie z hydrolatem z kwiatu pomarańczy, jednak ten różowy pieprz sprawia, że zapach nie jest mdły a lekko pikantniejszy. Z czasem jednak zapach pięknie rozwija się na skórze i coś co mnie zaskoczyło to jego drastyczna przemiana. Znowu mamy wyczuwalną moją ukochaną wanilię, ale jako fantastyczny dodatek mamy tu też kawę. Niesamowite połączenie – pachnie jak piękna, warstwowa latte z waniliowym syropem. Pyycha! Dodając do tego cedr i kaszmir pojawia się zmysłowe, eleganckie połączenie aromatów, które sprawia, że Elnath jednoznacznie kojarzy nam się z elegancką, wytworną, dorosłą kobietą.

 

Hadar
Nuta głowy: migdał, kawa
Nuta serca: tuberoza, jaśmin
Nuta bazy: fasolka tonka, kakao, drzewo sandałowe, wanilia

Zapach jest mocno kwiatowy i słodki, a jednocześnie dość rześki i lekki. Nie jest to zapach, który otula nas, „oblepia”. To taki aromat, który mimo swojej słodyczy kojarzy się z lekkością bryzy. Dość uniwersalny – będzie pasował wielu osobom, na różne okazje. Bez żadnego konkretu typu: wieczorowa kolacja, czy jesienny wieczór. To taki zapach, który po prostu dobrze się nosi.
Mamy migdał, wanilie ( znowu! ), drzewo sandałowe i kawę – słodko, ciepło i otulająco, prawda? Dodajcie do tego jednak tuberozę, jaśmin i słodycz fasoli tonka. Nadal jest słodko, ale już bardziej z nutami świeżych kwiatów, z lekkością. Fantastyczne w tym zapachu jest to, że z czasem na skórze zyskuje na zwiewności i łagodności. Nie jest to aromat, który na skórze, rozwijając się, zyskuje na mocy i intensywności zapachu. Przyjemnie kobiecy aromat i myślę, że i te młodsze i starsze kobiety będą z niego zadowolone.


Shaula

Nuta głowy: liść czarnej porzeczki

Nuta serca: róża, frezja

Nuta bazy: wanilia, paczula, nuty drzewne


Tu mamy do czynienia z całkiem innym zapachem niż wcześniejsza trójka. Tamte były raczej z tych słodkich przełamanych inną nutą, która nadawała im charakteru, a tu mamy dość intensywny zapach, ale z tych lżejszych, łagodniejszych, romantycznych ( ale to tylko pozorne, takie jest pierwsze wrażenie ). Przyznam Wam, że początkowo, ze względu na różany aromat, ten zapach nie bardzo mi podpasował i nie byłam nim jakoś szczególnie zachwycona. Coś co powoduje, że ta kompozycja jednak może nas zaciekawić to jej rozwijanie się na skórze: początkowo wyczuwalna mocno jest róża ( a nie jest to mój ulubiony zapach w kosmetykach ), trochę frezja. Później na skórze zaczynają się pojawiać lekko duszące, orientalne może trochę kadzidłowe aromaty. I właśnie przez te nuty uważam, że ten zapach zachwyci starsze, dojrzałe kobiety – jest róża, a później coś orientalnego. Zmysłowy, kobiecy a jednocześnie powodujący powstanie jakiegoś niewidzialnego dystansu.



Misamo

Nuta głowy: kwiat kaktusa

Nuta serca: jaśmin, kwiat róży, frezja

Nuta bazy: nuty drzewne, cedr


Niezwykle lekki i łagodny, orzeźwiający, świeży. Zielony. Fantastycznie pasujący na letnie, ciepłe dni. Myślę, że bardziej zachwyci te młodsze kobiety. Typowo kwiatowy zapach a jednocześnie ma w sobie tyle orzeźwienia, że nie jest mdły.

Słodkie, kwiatowe – z wyczuwalną nutą róży, frezji, ale nie jest to „oblepiający, klejący” aromat. Nie wiem skąd ale pojawiają się tu jakieś lekko cytrusowe nuty, a później coś „zielonego” ( pewnie kaktus ) - kojarzącego mi się z aloesem. I to właśnie te cytrusowo – zielone nuty sprawiają, że zapach zamiast typowej duszącej, kwiatowej słodyczy – zyskuje na świeżości i lekkości. To aromat dla żywej, dynamicznej kobiety – fantastycznie pasuje do osoby pełnej radości i życia.



Ciekawa jestem, który z tych zapachów najbardziej by Wam podpasował? A może któraś z Was miała już styczność z zapachami tej marki?


BUZIAKI
OLA

"SOMEBODY TO LOVE.." - O NAJWIĘKSZEJ LEGENDZIE MUZYKI

"SOMEBODY TO LOVE.." - O NAJWIĘKSZEJ LEGENDZIE MUZYKI


Lubię czytać biografie, chociaż nie wszystkie. Sięgam po książki o ludziach, którzy z jakiegoś powodu mnie ciekawią, fascynują ( może nawet nie oni sami a ich fenomen ). I przyznam, że zakres „znanych” osób jest w tym przypadku u mnie dość szeroki, choć przyznam, że najczęściej sięgam po książki o politykach.
Gdy pojawiła się ( 30 lipca 2019r - Wydawnictwo Zysk i S-ka ) książka „Somebody to love” autorstwa Matta Richardsa i Marka Langthorne’a to wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Książka o legendzie muzyki rockowej, o człowieku, którego znają wszyscy ( nawet Ci, którzy na świecie pojawili się już po jego śmierci ). Któż nie zna lub nigdy nie nucił pod nosem „We are the champions” albo „Bohemian Rhapsody” czy „Don't stop me now”? A „I want to break free” czy „We will rock you”? Na pewno nikt taki się nie znajdzie.



Umarł w 1991 roku – miałam wtedy raptem 7 lat i niewiele, jako dziecko, wiedziałam na temat zespołu Queen, Freddiego, AIDS. Mam tylko takie wspomnienie z tego czasu, że moi rodzice słuchali tego zespołu, były jakieś rozmowy na temat śmierci Mercury'ego, pamiętam, że te około 30 lat temu – tuż po Jego śmierci panowało jakieś takie poruszenie wśród ludzi..

Czas leciał, ja dorastałam i ze mną dojrzewała świadomość legendy zespołu i piosenek przez niego stworzonych. Przyznam Wam, że nigdy nie interesowałam się tym jak powstał zespół, kim był i skąd się pojawił Freddie – o jego śmierci też wiedziałam tylko tyle, że zmarł młodo, chorując na AIDS. Za to ta muzyka po prostu gdzieś wpadała mi w ucho.

Gdy zaczęły pojawiać się informacje o powstaniu „Somebody to love” i pierwsze recenzje, stwierdziłam, że czas najwyższy zgłębić niektóre zagadnienia. 
Zasadniczo spodziewać byśmy mogli się książki typowo biograficznej, ale Richards i Langthorn trochę inaczej „ugryźli” temat. Owszem mamy biografię Farrokha Bulsary ( tak powiem nazywał się Freddie Mercury ), ale nie tylko o nim i jego życiu jest tu mowa.
Książka podzielona jest w gruncie rzeczy na 4 części, z których każda mówi o czymś innym, o innym etapie życia, a mimo wszystko nierozerwalnie łączą się ze sobą i łączy je właśnie osoba Mercurego.
Wiadomym jest iż Freddie zmarł bardzo młodo, chorując na AIDS i to właśnie wirusowi HIV i AIDS poświęcona jest początkowa część książki. Jest jak równoległy „bohater” „Somebody to love”. Mowa jest o genezie powstania samego wirusa HIV, o tym jak w latach 70-tych i 80-tych był traktowany wirus, choroba AIDS i ludzie nim zarażeni, chorujący. Myślę, że dla samej książki i przybliżenia nam życia Freddiego, ma to ogromne znaczenie – tak by pomóc nam zrozumieć niektóre mechanizmy panujące w tamtych latach.
Z tego samego powodu również temat homoseksualizmu został ujęty w książce, choć uważam, że jeśli chodzi o samą osobę Freddiego jako artysty, nie byłoby to konieczne. Niestety panująca w Anglii, w tamtych latach, ogromna homofobia jak i problemy artysty z określeniem jego własnej tożsamości seksualnej, strach przed załamaniem się kariery wymuszały konieczność utrzymywania związków homoseksualnych w tajemnicy, i życia pod przykrywką. Udawania przed fanami, przed bliskimi, przed światem. Znany człowiek, pozornie otoczony tłumem ludzi, a jednak z konieczności żyjący w kłamstwie, w samotności.


Oczywiście w książce znajdziemy również wątek dotyczący ozwoju kariery zespołu Queen: od samego dna, od początków, od problemów z pieniędzmi, od złej prasy – aż po ogromny sukces, pieniądze, rzesze fanów – pewnego rodzaju kult Queenu. Mam jednak wrażenie, że wątek dotyczący samego zespołu to tak naprawdę konieczny efekt uboczny.

Nie będę opowiadała Wam całej książki, bo to nie o to chodzi. Jeśli ktoś z Was ma ochotę na 500 stron rzetelnej, prawdziwej biografii, bez wulgarności, przesady ale i bez typowej „bulwarówki”, a jednak z pewnego rodzaju „smaczkami” - to warto sięgnąć po tę książkę. Wszystko jest opisane realnie, bez pruderii a jednak z ogromną dozą szacunku do Freddiego, bez oceniania go – to autorzy zostawiają nam samym.

Jest jakaś książka biograficzną, którą moglibyście mi polecić?




POZDRAWIAM CIEPŁO
OLA
KILKA NOWOŚCI DLA DZIECI - KSIĄŻECZKI

KILKA NOWOŚCI DLA DZIECI - KSIĄŻECZKI


Dzis tylko na momencik - od poniedziałku miałam mega intensywny tydzień. A absurdy naszej polskiej służby zdrowia gonią jeden za drugim. Ale obiecuję, że nie będę dziś narzekać - "słowo harcerza!"

Weekendowo chciałabym Wam podrzucić kolejne pozycje dla dzieci od Wydawnictwa Media Service Zawada - może wpadnie Wam coś w oko dla Waszych najmłodszych milusińskich.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła od ulubienicy wszystkich najmłodszych.





Pierwszą pozycją jest książeczka ( w twardej okładce ) "Dzień na morzu." ( dwie historie o niezwykłych przegodach małej świnki i jej przyjaciół - 19,99zł cena z okładki ).
"Peppa uwielbia morskie podróże. Chętnie wypływa w rejs z kapitanem dziadkiem świnką. Czy tym razem wyprawa będzie udana? Wrażeniami z dalekich rejsów chętnie dzieli się też tata Danny'ego. O czym teraz opowie dzieciom?"

Peppa to ulubienica maluszków, ale nie tylko dla nich znajdzie się coś w nowościach. Jacy bohaterowie są uwielbiani przez ciut starsze przedszkolaki? Oczywiście wesołe szczeniaki z Psiego Patrolu i trójka dzieciaków, które po zmroku zamieniają się w superbohaterów o niezwykłych mocach, czyli Pidżamersi.






PjMasks to książeczka z serii activity zapewniająca dziecku mnóstwo zabawy z rozwiązywaniem zagadek i łamigłówek, ćwiczeniem ręki przy łączeniu kropek czy pisaniu i rysowaniu po śladzie, no i co najważniejsze - mamy tu coś niezbędnego, przy każdej tego typu książeczce, - ponad 50 naklejek.
Regularna cena ( z okładki ) to 7,99zł ale spokojnie można online zamówić ją za zdecydowanie niższą cenę.


I na koniec - szczeniaki z Psiego Patrolu.



Tym razem nie jest to ani książka, ani kolorowanka, ani czasopismo.
"Nowa kolekcja Psiego Patrolu GOTOWI DO NAUKI!, składająca się z 256 kart i 16 książeczek z zadaniami, została przygotowana z myślą o rozwijaniu umiejętności niezbędnych w edukacji wczesnoszkolnej. Jednak nauka i trening motoryczny to nie wszystko. Oprócz zadań i kart edukacyjnych w serii znalazły się karty do układania obrazka z ulubieńcami z serialu Psi Patrol i aż 4 gry, które dadzą dzieciom i dorosłym możliwość wspólnej, doskonałej zabawy. 

- stałe miejsce w książeczce ( po 4 strony ) mają działy wprowadzające alfabet ( 32 litery ) oraz liczby ( od 1 do 20 ). W zależności od tematyki książki pojawiają się działy: kolory, kształty i figury, przyroda.
Pieski z Psiego Patrolu , ulubieni bohaterowie przedszkolaków, zachęcają dzieci do ćwiczeń manualnych ( szlaczki, wzory ), ćwiczenia spostrzegawczości ( szukanie różnic ), pisania i czytania liter, liczenia w zakresie od 1-20. Na końcu książki pojawia się zabawa, łącząca właśnie poznane przez dziecko tematy edukacyjne ( opis pochodzi ze strony KsiążeczkiBajeczki.pl )







KOLEJNY NUXE, KTÓRY POKOCHAŁAM..

KOLEJNY NUXE, KTÓRY POKOCHAŁAM..


Zanim przejdę do konkretów, mam do Was takie małe pytanie. Co pielęgnacyjnego stosujecie na noc? Nie chodzi mi o konkretny kosmetyk i firmę a raczej o rodzaj. Czy wolicie na noc stosować kremy? A może serum? Czy raczej należycie do #teamolejek?
Już Wam mówię skąd to pytanie..
W ostatnim czasie sięgałam przy nocnej pielęgnacji raczej po kremy. Miałam przed dłuższy czas przedłużone rzęsy i nie chciałam ich traktować tłustymi kosmetykami ( czyt. olejkiem ). Kilka dni temu rzęsy zdjęłam i wróciłam do olejowej pielęgnacji twarzy na noc.
I? WOW! Nie mam pojęcia jak to działa, ale pielęgnacja kremem była ok - dawał mi to czego oczekiwałam ale nie pojawiło się nic takiego co spowodowałoby, że stojąc przed lustrem powiedziałabym "Ooo..fajnie!". Tak w skrócie rzecz ujmując - po prostu było ok. Natomiast już po pierwszych dwóch wieczorach z olejem na twarzy - kosmos! Od razu zauważyłam różnice w wyglądzie skóry.
No i mam taką rozkminę od kilku dni.. Czy to ten olejek działa takie cuda? Czy raczej moja skóra woli olejową pielęgnację na noc? A może zmiana formuły kosmetyku tak na nią podziałała? Jak myślicie?

No to tak na początek podzieliłam się z Wami moimi wątpliwościami - może ktoś z Was wpadnie na pomysł i wymyśli skąd taki efekt wow na skórze po zmianie kosmetyku. Przyznam, że "męczy" mnie to trochę..


Ale już nie "bleblam" tylko przechodzę do konkretów. Całkiem niezwiązanych z tym przydługim wstępem.

Tak się zastanawiam - z czym kojarzy Wam się marka Nuxe? 
Jestem więcej niż pewna, że 90% z Was wspomni o ich sławnym olejku, tym zwykłym albo tym z drobinkami ( uwielbiam <3 ). Ja oczywiście też do tych procentów należę. Jakby ktokolwiek zapytał mnie o kosmetyki tej marki - powiedziałabym o olejku i tyle..Znam, lubię i polecam. Wiem, że firma ma też inne kosmetyki, ale jakoś nigdy nie było okazji by sięgnąć w kierunku czegoś innego niż ich cudo w szkle.


Pewnie domyśliliście się, że chcę Wam dziś opowiedzieć o "nowym" ( dla mnie ) kosmetyku Nuxe, w który się zaopatrzyłam?

Sięgnęłam po Ultrakomfortowy Balsam do Ciała ( z serii NUXE Rêve de Miel ). 
Czytając opis tego kosmetyku dostajemy obietnicę:
- natłuszczenia skóry
- ukojenia, złagodzenia podrażnień i zmniejszenia napięcia skóry
- odbudowę płaszcza hydro-lipidowego
- wygładzenie i zmiękczenie skóry
- odnowę uszkodzonego naskórka

Brzmi nieźle, prawda? No i ten zapach..Kremowy, trochę kojarzący się z zapachem olejku - mam też wrażenie, że czuję w nim zapach miodu. Niesamowicie przyjemny aromat - z tych delikatnych, ciepłych, otulających. Tak, otulający to chyba najlepsze określenie zapachu tego balsamu. Idealny na jesienne i zimowe wieczory, szczególnie do nocnej pielęgnacji.

skład:
Aqua (Water), Caprylyc (Capric Triglyceride), Glycerin, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Glyceryl Stearate Citrate, Hydrogenated Coconut Oil, Hydroxystearic (Linoleic) Oleic Polyglycerides, Polyglyceryl-3 Stearate, Hydroxyethyl Acrylate (Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer), Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Mel (Honey), Magnesium Silicate, Parfum (Fragrance), Hydrogenated Lecithin, Tocopherol, Phenoxyethanol, Gluconolactone, Dimethicone, Cetearyl Alcohol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil Unsaponifiables, Lauroyl Lysine, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Tocopheryl Acetate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Extract, Sodium Benzoate, Allantoin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Glycine Soja (Soybean) Oil, Dimethiconol, Polysorbate 60, Sorbitan Isostearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Sodium Hydroxide, Hordeum Vulgare Cera (Spent Grain Wax), Calcium Gluconate, Tropolone, Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit (Leaf) Stem Extract, Beta-Carotene, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Glyceryl Distearate, Polysorbate 80, Linalool, Limonene, Benzyl Salicylate, Citronellol, Farnesol, Coumarin, Citral



Za kwotę około 60zł ( online jest taniej niż stacjonarnie ) dostajemy balsam o pojemności 200ml ( dość standardowa ). Samo opakowanie jest ascetycznie proste, bez żadnych udziwnień, wymyślnych rozwiązań i krzyczących napisów. Ale myślę, że Nuxe jest taką firmą, która ich nie potrzebuje? Prosta beżowa butelka ( z dość twardego materiału,więc im bliżej dna tym ciężej wydobyć kosmetyk, ale wystarczy trzymać buteleczkę do góry nogami i problem znika ), kilka napisów w języku francuskim.

W środku - zastakująco gęsty balsam. Gęsty w konsystencji ale zaskakująco lekki jeśli chodzi o formułę - nie jest to trudny do rozsmarowania kosmetyk, z tępym poślizgiem ( takich przecież nie lubimy, prawda? ). Z łatwością daje się rozprowadzić na skórze i zaskakująco szybko się w nią wchłania ( polecam spróbować zaaplikować go na wilgotną skórę, tuż po prysznicu - wchłania sie ciut wolniej, ale ekspresowo nawilża skórę, odżywia ją.. A do tego jego cudny "pudrowo-miodowy" zapach jest na skórze dłużej wyczuwalny. Czy ja już wspominałam, że to idealny "wieczorny otulacz"?



Co możemy zauważyć jeśli chodzi o efekty jego działania?
Prawie natychmiastowo wyczuwalne jest nawilżenie skóry - solidne "mokre" nawilżenie. Niesamowita ulga, szczególnie jeśli ktoś ma problem z szorstką i napiętą z przesuszenia skórą. Do tego dołóżmy przyjemną gładkość skóry i jej elastyczność, lekkie natłuszczenie ( ale bez klejąco-lepiącego się filmu ). I najlepsze z tego wszystkiego jest to, że nie jest to efekt krótkotrwały – stosując regularnie ten balsam, zauważyłam, że efekt nawilżenia i uelastycznienia skóry utrzymuje się dłużej niż zazwyczaj przy standardowych balsamach.
Jak dodamy do tego wszystkiego ten otulający zapach ( już chyba ze 3 razy o nim pisałam, prawda ) to okazuje się, że mamy naprawdę bardzo fajny kosmetyk.


Olejki, które znam i uwielbiam, teraz balsam..Muszę bliżej poznać markę Nuxe. Może macie jakiś kosmetyk z ich asortymentu, który możecie mi polecić jako Wasz hit? Zastanawiałam się nad balsamem do ust (  tej samej serii co dzisiejszy bohater ) albo Rozświetlającym Balsamem pod oczy Nuxuriance Gold.
Może jest coś jeszcze fajniejszego?


BUZIAKI
OLA

SAKURA BEAUTY - KOBIECE, UROCZE, SŁODKIE..

SAKURA BEAUTY - KOBIECE, UROCZE, SŁODKIE..


Nie wiem czy jest bardziej dziewczęcy, kobiecy, delikatny, słodki...kolor niż pastelowy róż.. Jest? 
Trzeba przyznać, że wszystko co jest w tym kolorze jest po prostu urocze..Ja wiem, wiem..stara baba jestem a się różowością zachwycam :)

Z pasji do piękna i japońskiej precyzji powstała kolejna kolekcja pędzli KillyS - Sakura Beauty.
Czym jest "sakura"?  To japońska nazwa przepięknych drzew wiśniowych i ich kwiatów. Myślę, że każda z Was wie jak wyglądają - to te różowe cudowności obsypane niesamowitą ilością delikatnych płatków.
Sakura to chyba najbardziej rozpoznawalny znak Japonii, który wielu osobom kojarzy sie tylko i wyłącznie z tym krajem. A w związku ze swoim czarem - umieszczane są na najróżniejszych przedmiotach nawet codziennego użytku ( ja bym się chętnie skusiła na białą, porcelanową filiżankę ozdobioną malunkiem różowych kwiatów sakury ).

Przyznam więc, że nie dziwię się w ogóle, że ekspert, w branży kosmetycznych dodatków makijażowych, sięgnął po ten motyw przy jednej ze swoich najnowszych kolekcji. Czy może być coś ładniejszego niż połączenie pastelowego, delikatnego różu, metalicznego rose gold w pędzelkach, po które sięgamy prawie codziennie?


Kolekcja Sakura Beauty marki KillyS ( zajrzyjcie koniecznie do Rossmanna - do 31.10.2019! ) to seria pędzli składająca się z 10 produktów: 6 pędzli ( chociaż mamy też dwa podwójne zestawy, czyli w sumie jednak 8 sztuk ) oraz 4 gąbeczek.

Zacznę od gąbeczek, ok? Bo tak naprawdę mało, która z nas poradzi sobie ze zrobieniem pełnego makijażu bez użycia tych mięciutkich cudów. 


Sakura Beauty to 4 całkiem różne gąbeczki: każda w innym kolorze i przede wszystkim innym KSZTAŁCIE. Obie są do końca października w cenie 9,99zł ( regularna cena to 14,99zł ). 

Ja mam dwie gąbeczki: 
LIPPY - "bezkonkurencyjny kształt gąbeczki pozwala na uzyskanie efektu idealnej cery. Perfekcyjną aplikację podkładu zapewnia płaska część gąbeczki a jej stożkowe zakończenie umożliwia precyzyjne nałożenie korektora. Idealna dla wszystkich rodzajów kosmetyków."

ABSOLUTE - "specjalnie zaprojektowana dla najbardziej wymagających konsumentów, gąbeczka zaskoczy swoją precyzją. Przeznaczona do aplikacji różnego rodzaju kosmetyków od podkładu, przez rozświetlacz po korektor czy puder. Idealnie podkreśli kości policzkowe różem w kamieniu, pudrze lub  kremie."

Obie są bardzo fajne: całkiem ładnie rosną pod wpływem wody, są miękkie a zarazem sprężyste, podczas nakładania kosmetyku nie robią nam na twarzy "stempli" - równo rozprowadzają aplikowany kosmetyk. I to co mnie mile zaskoczyło to to, że nie "piją" podkładu jak szalone. Nie ma nic gorszego niż gąbeczka, która więcej podkładu wchłania w siebie niż pozwala nałożyć na skórę.

Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne - jestem na tak i z pewnością zrobię zapas ABSOLUTE, bo bardzo podpasowała mi swoim kształtem - szczególnie tym mocno ściętym czubkiem - idealny do nakładania korektora pod oczy.

Oprócz dwóch powyższych gąbeczek, w kolekcji mamy jeszcze: Bullet ( tą też muszę dokupić - będzie idealna do nakładania korektora! ) i Hexagon.


Jak widzicie - kolekcja inspirowana kwiatem wiśni, to nie tylko gąbeczki - to przede wszystkim pędzelki: różowe, urocze, słodkie..3 pojedyncze "puchacze" + 1 mini pędzelek do brwi i eyelinera, i dwa podwójne komplety pędzelków do makijażu oka.

Zanim pokażę Wam jednak te pędzle muszę zwrócić uwagę na jedną rzecz. Moim zdaniem dość innowacyjną, sprawiającą, że te różowe cuda stają się czymś wyjątkowym. A mianowicie: włosie tych pędzli ( syntetyczne ) zawiera japoński biały węgiel Binchotan, który jest najczystszym węglem słynącym ze swoich właściwości oczyszczających i antybakteryjnych. Biały węgiel ma sprawiać by włosie pędzli dłużej było czyste, świeższe a dzięki temu miało również wydłużoną żywotność.

Pora na oglądanie - nie przerażajcie się..zdjęć będzie dużo, ale miałam problem z wyborem.


Oprócz pędzli, które zaraz pokażę Wam z bliska, w kolekcji znajdziemy również 3 typowe "puchacze": pędzel do pudru ( pełny, krągły kształt i spektakularnie puszyste włosie ), pędzel do różu i bronzera ( wyprofilowany pod kątem ) oraz pędzel do rozświetlacza ( puszysty i sprężysty, o kształcie idealnym do strobingu ) . Jedna seria i pełen komplet pędzli do wszystkiego. 

W moje ręce wpadły te mniejsze pędzelki, służące nam do makijażu oka i tak naprawdę mając te 5 sztuk, spokojnie możemy wykonać pełny, nieskomplikowany makijaż powieki i brwi.




Mamy tu pojedynczy, ścięty pędzelek skośny ( S6 ), który będzie idealny do wyrysowania kształtu brwi i wypełnienia jej kolorem, a dzięki swojemu elastycznemu włosiu wspomoże nas również w wyrysowaniu kreski na powiece.

Angled Brow & Eyeliner Brush to również syntetyczne włosie, zawierające, wspomniany przeze mnie wcześniej, biały węgiel o działaniu antybakteryjnym i oczyszczającym.
cena: do 31.10.2019 kosztuje 8,99zł ( standardowa cena to 12,99zł )



Pozostałe pędzle to dwa podwójne komplety:
S4 - All Over Shadow & Crease Brush: za pomocą, którego możemy wykonać kompletny makijaż
S5 - Smoky Shader & Blender: z pomocą, którego wykonanie smoky eye staje się prostsze niż mogłoby się na wydawać.
Każdy z tych kompletów kosztuje obecnie 12,99zł ( za dwa pędzelki ) - jego regularna cena to 18,99zł ( więc naprawdę fajna obniżka - 6zł na komplecie ).


Ciekawa jestem co myślicie  tej najnowszej serii pędzli KillyS. Czy Was również zauroczyły, swoją różowością, te pędzle? 
Zwracacie w ogóle uwagę na wygląd takich makijażowych akcesoriów czy raczej mają być funkcjonalne a wyglądać już nie muszą? Przyznam Wam, że ja jestem okrutnym wzrokowcem ( ale chyba większość kobiet tak ma? ) i lubię sięgać po ładne rzeczy. A jak jeszcze okazują się być świetne jakościowo i w fantastycznie przyjemnej dla portfela cenie - to cóż chcieć więcej?

BUZIAKI
MIŁEGO DNIA KOCHANI!
OLA