ZAPRZYJAŹNIJ SIĘ ZE SWOJĄ SKÓRĄ!

ZAPRZYJAŹNIJ SIĘ ZE SWOJĄ SKÓRĄ!


Jeśli oczy są zwierciadłem duszy, to skóra jest obrazem ukazującym stan naszego zdrowia. To też najwiekszy organ ludzkiego ciała, który wyznacza granicę między nami a światem zewnętrznym, ulega wpływom zarówno tego, co okrywa, jak i otoczenia.
Pucci Romano, lekarz dermatolog, napisała książkę zarazem lekką i rzetelną naukowo, będącą kopalnią fascynującej wiedzy, ciekawostek i drogocennych porad.
W kolejnych rozdziałach opisuje anatomię i fizjologię skóry, dokonując przeglądu jej typów i potrzeb zależnie od wieku.
Opowiada o najczęstszych schorzeniach dermatologicznych i uczy, jak ze skóry odczytywać znaki świadczące o zaburzeniach wewnętrznych; obala mity i legendy dotyczące skóry i wpływu na nią odżywienia. Pomaga także zorientować się w świecie współczesnych kosmetyków, ukazując skutki, jakie składniki aktywne wywierają nie tylko na skórę, lecz również na nasze środowisko.”


Zaprzyjaźnij się ze swoją skóra” - wcale nie taka najnowsza książka, bo pojawiła się, a nakładzie wydawnictwa Bukowy Las, już ponad rok temu – a ja wcześniej jakoś nie zwróciłam na nią uwagi na półkach w księgarni. Całe szczęście mamy do czynienia z pozycją ponadczasową, której treści nie przeterminowują się.
Nie jest to również książka, którą należy przeczytać jednym tchem, od a do z. Ma w sobie najróżniejsze treści, które możemy sobie dawkować w zależności od naszego zainteresowania jakimś konkretną kwestią, skóry dotyczącą. Spokojnie możemy traktować ją jak poradnik, książkę dodatkową.
Myślę, że to taka pozycja, którą spokojnie możemy kupić i znajdzie miejsce w każdej kobiecej, domowej biblioteczce – mnóstwo rzetelnychn treści przedstawionych w łatwy i przyjemny sposób. A nie ma co ukrywać – nasza świadomość dotycząca naszej skóry wzrasta, coraz więcej osób interesuje się tym jak działa nasza skóra, kosmetyki które na nią stosujemy – warto więc mieć pod ręką książkę, która da nam pełen wachlarz informacji na ten temat ( tak by wiedzieć co trzeba robić by zadbać o urodę ) – a kto wie więcej niż lekarz dermatolog?


Książka została podzielona na 3 części:
W pierwszej znajdziemy informacje na temat skóry: opis z dalekiej przeszłości ( dla niektórych! ) - od momentu narodzin ( jest też o kosmetykach dla dzieci i konieczności stosowania fotoochrony ), poprzez nastoletni okres trądzikowy ( o zanieczyszczeniach skóry, o wzmożonej potliwości, mity i fakty o trądziku, rozstępy i cellulit (!), tatuaże, depilacja i makijaż ) aż po dojrzałość i złotą starość ( o zmarszczkach – typologia! i właściwej pielęgnacji, o starzeniu się ). Takie kompendium wiedzy, o którze która rośnie razem z nami i jest jak „żywy organizm” i to wszystko podparte konkretnymi przykładami.
Druga część to opis skóry od A do Z – od naskórka po skórę właściwą, o włosach i paznokciach, gruczołach łojowych i potowych.
Część trzecia zatytułowana „Lepiej zapobiegać niż leczyć” wprowadza nas w świat różnych typów skóry, mówi o kosmetykach i odpowiedniej pielęgnacji konkretnych typów skóy, o konkretnych składnikach i ich działaniu na nas. Jest też o żywieniu, nietolerancjach pokarmowych..Znajdzie się też coś bardzo na czasie – o wpływie słońca na naszą skórę. AA...i jeszcze coś dla mężczyzn – o goleniu.

Książkę bardzo Wam polecam, ale.. wiedzę, którą w niej znajdziecie – dostosowujcie do siebie i pod siebie. Nie wyrzucajcie wszystkich swoich kosmetyków, nie rezygnujcie do zera z jedzenia niektórych rzeczy.. Wszystko z głową i z rozsądkiem – życie też ma być dla nas przyjemnością a nie tylko reżimem :)


Znacie może jakieś książki, w tym urodowym temacie, które moglibyście mi polecić – tak by się dokształcić i dowiedzieć czegoś nowego?


BUZIAKI
OLA

AA CICA BENEFIT - REGENERACJA PO POLSKU..

AA CICA BENEFIT - REGENERACJA PO POLSKU..


Dzięki Michałowi z bloga Twoje Źródło Urody, mam możliwość uczestniczenia w testach najnowszych kosmetyków AA i przyznam Wam, że to fajna akcja, bo do tej pory raczej rzadko zerkałam w stronę pielęgnacji tej firmy. Na rynku jest mnóstwo firm kosmetycznych, nowe pojawiają się jak grzyby po deszczu i raczej zerkam w stronę nowych marek. A tu mam możliwośc wyboru czegoś nowego z asortymentu „starej firmy”.

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o moich wrażeniach jeśli chodzi o kosmetyki AA z serii Cica Benefit.
AA CICA benefit to kompleksowa, linia kosmetyków stworzona w celu regeneracji skóry wrażliwej, suchej i podrażnionej, której bariera ochronna została naruszona. Bogate receptury oparte na dobroczynnym działaniu wąkrotki azjatyckiej Centella Asiatica skutecznie wzmacniają strukturę naskórka, przywracając skórze wysoki poziom nawilżenia.”


Do testów wybrałam dwa, całkiem różne kosmetyki: płyn micelarny i balsam do ciała, i to o nich dziś chciałabym Wam opowiedzieć.

Kojący płyn micelarny szybko i skutecznie usuwa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia, nie podrażniając skóry i nie naruszając jej równowagi hydrolipidowej.”
- przeznaczony do skóry wrażliwej
- kompletnie bezzapachowy
- oczyszcza, łagodzi podrażnienia, nawilża i regeneruje


„Wąkrotka azjatycka poprawia mikrokrążenie skórne, dzięki czemu głęboko nawilża wysuszoną skórę. Zapobiega przeznaskórkowej utracie wody i poprawia funkcje barierowe oraz gładkość skóry, chroniąc ją przed czynnikami zewnętrznymi.
Kompleks cukrowy DEX-4X skutecznie oczyszcza i zmniejsza widoczność rozszerzonych porów, w efekcie skóra odzyskuje miękkość w dotyku.
D-pantenol pielęgnuje, koi i łagodzi podrażnienia.”

- 250ml/ok.13,50zł ( sklep online )
- opakowanie dość standardowe jak na tego typu kosmetyki: prosta buteleczka z zamknięciem typu zakrętka na zatrzask. Dużym plusem jest przezroczystość opakowania, więc na bieżąco kontrolujemy zużycie kosmetyku.
- jako kosmetykowi, który ma służyć do demakijażu – nie mam mu nic do zarzucenia. Radzi sobie z podkładami, pudrami, cieniami..Wszystko zmywa bez jakiegoś szczególnego problemu i konieczności tarcia wacikiem po skórze.
- dużym plusem tego kosmetyku jest to, że mimo porządnego oczyszczenia skóry nie powoduje jej napięcia czy przesuszenia; nie pojawia się efekt ściągniętej skóry, którego bardzo nie lubimy
- nie podrażnia, nie powoduje szczypania oczu i ich łzawienia


Balsam kojący o wyjątkowo lekkiej hydro-żelowej formule, łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania, pozostawiając skórę długotrwale nawilżoną i odżywioną.”
- przeznaczony do pielęgnacji skóry bardzo suchej
- o świeżym zapachu
- łagodzi podrażnienia, nawilża, regeneruje i wygładza skórę


Wąkrotka azjatycka przyspiesza regenerację naskórka, przez co skóra odzyskuje właściwą ochronę przed czynnikami zewnętrznymi.
Koktajl owocowy poprawia kondycję skóry, ujędrnia ją i wygładza.
D-pantenol pielęgnuje, koi i łagodzi podrażnienia.”

- 200ml/ok.14,80zł ( sklep online )
- tu również mamy do czynienia z takim dośc standardowym opakowaniem jeśli chodzi o typ kosmetyku: tuba, stawiana na korku ( miękka więc nie ma problemu z wydobycie balsamu z opakowania )
- podoba mi się szata graficzna tej linii: nie wiem dlaczego ale mam skojarzenie z czymś aptecznym, czyli czymś do leczenia (?)
- w przypadku tego kosmetyku mamy do czynienia z zapachem, ale jest to nic mocnego, perfumowanego co mogłoby drażnić nos – mamy raczej dośc świeży i przyjemny aromat
- dośc gęsta kremowo-żelowa konsytstencja ale bezproblematycznie daje się rozprowadzić na skórze i zaskakująco szybko się wchłania, nie pozostawiając lepkiego filmu na skórze
- sam balsam całkiem nieźle nawilża skórę, przynosi uczucie ulgi i ukojenia przy podrażnieniach – niestety tylko na chwilę. Efekt nawilżenia jest bardzo krótkotrwały ( przynajmniej w moim przypadku ) i aplikacja balsamu a raczej jej powtórzenie jest niezbędne po dośc krótkim czasie.


Przyznam Wam, że mam chęć sięgnąć po więcej kosmetyków tej marki i sprawdzić czy warto?
Ciekawią mnie np. płyny micelarne, których ostatnio duużo na instagramie – zbierają wyśmienite opinie..
Macie może do polecenia jakiś kosmetyk AA? Jakiś taki Wasz hit nad hity?



MIŁEGO WIECZORA
OLA
CO NOWEGO?

CO NOWEGO?


Jak Wam się zaczął tydzień? Przeżyliście koszmarny poniedziałek czy tydzień zaczęliście z uśmiechem? Ciekawa jestem czy każdy początek tygodnia jest dla Was ciężki do przetrawienia, czy macie takie podejście jak ja, że to dzień jak każdy inny?

Początek tygodnia, koniec miesiąca i kilka nowości z Oriflame :)

I standardowo zaczynamy od zapachów - przecież musi być coś fajnego i pachnącego.



Woda toaletowa ON THE EDGE ( 33963 ) - 79,90zł
"Woda toaletowa On The Edge to wyrazisty zapach, który niebezpiecznie flirtuje z zasadami. Kontrast nut kwiatowych i drzewnych definiuje niespotykany akcent akordu skóry, który łącząc moc i miękkość staje się hipnotycznie ekscytujący i odzwierciedla buntowniczą naturę kobiety, która balansuje na krawędzi siły i delikatności."

- intensywny, ciężki, mocny i konkretny zapach ( ktoś by mógł powiedzieć - wieczorowy )
- długo utrzymuje się na skórze
- wyczuwalne nuty białych pudrowych kwiatów, przez które przebija sie aromat skóry i cytrusów (?)



Mgiełka zapachowa VIP CLUB BALI ( 33635 ) - 39,90zł
"Zanurz się w zacisznym klimacie Seminyaku lub baw się całą noc na imprezie w szalonej Kucie. Orientalno-owocowa kompozycja VIP Bali, oszałamiająca mieszanką zapachu kwiatu truskawki, wody kokosowej i wanilii poprowadzi Cię przez wspaniałe noce na rajskich wyspach."

- świeże owocowe nuty z bardzo mocną nutą słodkości ( wanilia? )
- idealny zapach na ciepłe, słoneczne letnie dni
- fantastycznie łączy ze sobą moje ukochane nuty zapachowe: kokos i wanilia ( kwiat truskawki dodaje mu tylko świeżości i raczej nie jest wyczuwalny )



Szampon z odżywką DISNEY TANGLED THE SERIES ( 35595 ) - 19,90zł ( obecnie z promocji za 14,99zł )
"Stworzony z myślą o małych bohaterkach, szampon z odżywką o przyjemnym zapachu brzoskwiń. Opakowanie z wizerunkiem Roszpunki i jej przyjaciela Pascala skrywa łagodną formułę, dzięki której włosy nie będą się plątać. Nie powoduje łzawienia oraz delikatnie oczyszcza i odżywia włosy dzielnych księżniczek."

- trzeba przyznać, że pachnie apetycznie: owocowo, słodko
- jest delikatny dla skóry głowy: nie podrażnia, nie powoduje jej swędzenia
- bez problemu radzi sobie z myciem delikatnych, dziecięcych włosów
- i co ważne! nie plącze ich więc po wysuszeniu, bez żadnych perturbacji rozczeszemy je ( mamy dziewczynek z długimi i kręconymi włosami zapewne wiedzą jak bolesne może być rozczesywanie takich włosów )
- i do tego wszystkiego mamy miłe dla oka opakowanie z księżniczką - a dzieciaki lubia takie rzeczy :)


"Olejek do ciała i włosów zawierający olejek z awokado. Pomaga nawilżyć i odżywić skórę oraz włosy, a także nadać im miękkość. Wystarczy odrobina, by zapewnić ciału odprężąjącą pielęgnację i nadać mu gładkość, a włosom przywrócić zdrowy połysk."

- niesamowicie ładny zapach: taki "zielony" świeży ale lekko słodkawy i otulający, dość ciężki do konkretnego określenia ( ale miły dla nosa )
- olejek jak olejek - tłustawy, ale niesamowicie wydajny: wystarczy dosłownie kilka kropli na wysmarowanie skóry ( gdy przedobrzymy z ilością, będzie zdecydowanie za tłusto )
- do włosów go nie używałam, bo służy mi jako "balsam" do ciała


I na koniec coś kompletnie niekosmetycznego - ale nie mogłam sie powstrzymać..


Zegarek ENERGY COLOUR ( 41606 ) - 99,99zł
"Zmieniające się kolory to mocny akcent w trendach tego sezonu! Idealny na lato zegarek, którego pasek zmienia barwę z różowego na biały, pod wpływem temperatury nadgarstka - to dodatek dzięki, któremu wyróżnisz się z tłumu. Mechanizm Seiko. Zapakowany w eleganckie pudełko - idealny na prezent."



Tym razem również zegarek ale w wersji typowo kobiecej - jest zdecydowanie delikatniej..no i jest róż. Co o nim myślicie? No i jak podoba Wam się gadżet w postaci paska termicznego, który zmienia kolor?


Ciekawa jestem czy tym razem wpadło Wam coś w oko? Czy są tu jakieś fanki Roszpunki?


BUZIAKI
OLA
"OD NIECHCENIA" L.MIERZEJEWSKI - POLSKI POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI.

"OD NIECHCENIA" L.MIERZEJEWSKI - POLSKI POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI.


Ta książka trochę, ale tylko trochę, przypomina mi taki stary polski serial - „Daleko od szosy” ( pamięta ktoś przygody Leszka? ). Wiedziałam, że wciągnie mnie na maksa. Tak jak w przypadku serialu – gdy trafiam na niego w tv – zawsze oglądam, bez względu na to na który odcinek trafię.

O czym jest „Od niechcenia”? Lata 60-te,ogromne kolejki do wszystkiego, pustki w sklepach. To życie Andrzeja – chłopaka pochodzącego ze wsi, który po skończeniu szkoły średniej wyjeżdzą do wielkiego miasta, do Warszawy. Rozpoczyna tam życie studenta Politechniki, zostaje sportowcem ( dzięki czemu zdobywa uznanie wśród innych studentów i zostaje Akademickim Mistrzem w trójboju siłowym ) i zaczyna dorabiać jako ochroniarz/bramkach w jednym z nocnych warszawkich lokali. Początkowo, ta książka, ukazuje nam ogromną różnicę, zderzenie życia w mieście w wiejskim pochodzeniem. I problemy w odnalezieniu się w nowym życiu. Ale coś więcej o Andrzeju za moment.


W tej książce znajdziemy opis lat, w których większość z nas nie żyła, raczej nasi rodzice dopiero wtedy rozpoczynali swoje życie. Więc większośc wydarzeń jest nam znana tylko z filmów, z książek.. Znajdziemy tu historyjki, anegdoty i opis tych najważniejszych wydarzeń z tamtego okresu: dużo sportu i opis sukcesów naszych polskich piłkarzy ( drużyna K. Górskiego ), rozpoczęcie produkcji Fiata 126p czy pojawienie się Coca Coli w Polsce. Jeśli ktoś lubi historie z tego okresu – polecam sięgnąć po tę książkę..


Ale to co powyżej to tylko tło całej opowieści. Wróćmy do Andrzeja i jego życia.. Ksiązka podzielona jest w sumie na dwie części.. Początek.. Chłopak ze wsi zaskakująco dobrze zaczyna sobie radzić w stolicy – zdobywa uznanie i szacunek, a później dzięki różnym znajomościom i kombinacjom staje się bardzo bogatym człowiekiem ( tylko, że w tamtych czasach nawet nie miał jak korzystać z tego bogactwa..co nic nie można było kupić ).. Opowiada o swoich przygodach z kobietami, przelotnych przygodach. I przyznam, ze czytają te opisy, mimo żartobliwego tonu, no nie przepadałam za Andrzejem i kilkukrotnie cisnęły mi się na usta mało przyjemne słowa skierowane w jego kierunku.
Wspaniałe życie i przygody Andrzeja zaskakująco i nagle kończą się. Ulega on wypadkowi i zmuszony jest poruszać się na wózku inwalidzkim. I tu zaczyna się druga część książki – o Andrzeju, który walczy by stanąć na nogi. Rehabilitacja i ciągła walka.. A czy uda mi się na nogi stanąć ( i mentalnie i realnie ) to Wam nie powiem – musicie przeczytać książkę :)

Odniechcenia” pokazuje nam, że nasze życie to sinusoida i że tak naprawdę składa się ze wzlotów i upadków.. 
Jedyne co nie bardzo mi gra w tej książce, to okładka. W żaden sposób nie sugeruje nam zawartości książki, a szkoda bo myślę, że choć mała podpowiedź o czym jest treść mogłaby zachęcić więcej osób do sięgnięcia po tę pozycję.


Lubicie książki, których treść wraca do okresu PRL-u?

BUZIAKI
OLA

NOWOŚCI MY SECRET W DROGERIE NATURA

NOWOŚCI MY SECRET W DROGERIE NATURA


Systematycznie, co jakiś czas, Drogerie Natura zaskakują nas nowościami swoich marek własnych. Pojawiają się kolejne cudowności Kobo Professional, My Secret czy Sensique. I przyznam Wam, że w większości przypadków jestem nimi mile zaskoczona, bo okazuje się, że zawsze znajdę wśród nich jakąś perełkę, która mnie zachwyci i z nieukrywaną przyjemnością po nią sięgam.

Dziś chciałabym Wam pokazać 3 całkiem różne kosmetyki, z których co najmniej jeden okazał się moim hitem i na pewno sięgnę po kolejne opakowania.
Nie przedłużając – zaczynajmy!




3 kosmetyki do makijażu, każdy do czegoś innego: róż do policzków, tusz do rzęs i fantastyczne kredki do brwi. Domyślacie się już za pewne co zostało moim hitem?

MY SECRET ULTRA VOLUME MASCARA – TUSZ POGRUBIAJĄCO-WYDŁUŻAJĄCY
Wyjątkowe pogrubienie, wydłużenie oraz podkręcenie dzięki kombinacji modelujących i zwiększających objętość polimerów. Naturalne woski, pszczeli i carnauba, gwarantują ochronę i pielęgnację rzęs oraz zapobiegają rozmazywaniu zapewniając długotrwały efekt. Odpowiednio wyprofilowana szczoteczka z łatwością pogrubia i wydłuża każdą rzęsę.”

Cena: 17,99zł ( w tej chwili w promocji za 13,49zł a z kartą 10,79zł )
- mamy tu do czynienia z typową włochatą szczoteczką, ale nie jest to wielka szczota, którą ciężko umalować delikatne rzęsy. I niestety niewiele mogę na temat moich wrażeń powiedzieć – od jakiegoś czasu mam przyczepione na stałe rzęsy i nie używam tuszy – ale to jeszcze tylko przez jakiś czas – później zarzucę Wam recenzjami tuszy :)

Róż do policzków o aksamitnej konsystencji, która gwarantuje łatwą aplikację. Bezzapachowa formuła.”

Cena: 12,99zł
- piękny w odcieniu: taki „dziewczęcy”. Myślę, że to taki neutralny odcień, który sprawdzi się przy wielu typach urody. Bardzo podoba mi się jego odcień i ubolewam nad tym, że nie jest ani odrobinę z rozświetlającą poświatą. Mam problem z aplikacja totalnie matowych róży, przez co rzadko po nie sięgam..A pewnie duuużo na tym tracę.. ( swatch znajdziecie na samym końcu postu )




MY SECRET WOW! EYEBROW ( AUTO EYEBROW PENCIL )
Precyzyjna, automatyczna kredka do brwi to łatwa, szybka stylizacja brwi i niepowtarzalny efekt WOW.”

Cena: 16,99zł ( teraz w promocji za 12,69zł ale z kartą możemy kupić je już za 10,19zł )



Zdążyłam już doczytać, że opinie o tych kredkach są dość mieszane – od okrzyków zachwytu ( ja jestem w tej grupie! ) po delikatne pomruki niezadowolenia.
Od jakiegoś czasu zwracam uwagę na to by moje brwi zawsze były podkreślone ( na makijaż permanentny raczej się nie zdecyduję – straszny ze mnie cykor ). Systematycznie odwiedzam kosmetyczkę i robię ( a raczej daję sobie robić ) hennę pudrową. Mimo iż jest trwalsza niż ta standardowa, to jednak w pewnym momencie zaczyna blednąć i muszę sięgać po różne środki do stylizacji brwi, dające kolor. Kredki My Secret okazały się być dla mnie idealne.
Mamy do czynienia z dwustronnym kosmetykiem, który z jednej strony ma bardzo precyzyjną, dość wąską szczoteczkę do wyczesywania brwi. Jest fajnie sztywna więc z łatwością wyczeszemy nadmiar kosmetyku z brwi i jednocześnie z łatwością ułożymy wszystkie włoski.
Z drugiej strony mamy automatyczną kredkę, rysik o kształcie trójkąta. Kształt tego „grafitu” ułatwia nam prezycyjne wymalowanie, podkreślenie kształtui naszych brwi: od najgrubszego po najcieńsze jego miejsce. Kredka nie jest jakoś szałowo napigmentowana, więc nawet osoby dopiero rozpoczynające swoją „karierę” ze stylizacją brwi, mogą jej używać bez obaw, że narobią sobie makijażem krzywdy. Kolor jednak się pojawia i dla mnie jego moc jest idealna by przetrwać między jedną a drugą wizytą u kosmetyczki, a gdy uważam, że jednak brwi powinny być ciut mocniejsze. Warto również wspomnieć o tym, że mamy do czynienia z mocno woskowym produktem, więc jednocześniej oprócz nadania koloru, kredka, pozwoli nam ujarzmić nasze brwi.




Ja mam dwa kolory – najjaśniejszy i najciemniejszy i przyznam, że używam obu zamiennie – w zależności od tego na jaki efekt mam chęć. Oba odcienie są raczej zimne więc nie musicie obawiać się ciepłego, rudego połysku na brwiach.
No i jeszcze jedna rzecz, o której nie mogę zapomnieć – a mianowicie trwałość. Kredka, rano nałożona na brwi, trzyma się ich aż do wieczornego demakijażu. Jak dla mnie bomba!


Zerkacie, podczas wizyty w Naturze, do szaf jej marek własnych? Macie wśród asortymentu My Secret jakiś swój kosmetyczny hit?


BUZIAKI
OLA

OD PRZYJACIÓŁ DLA PRZYJACIÓŁ. FROM A FRIEND.

OD PRZYJACIÓŁ DLA PRZYJACIÓŁ. FROM A FRIEND.


Dziś chciałabym Wam pokazać, kompletnie nową ( dla mnie ) polską markę, przecudownych, naturalnych kosmetyków. Gwarantuję Wam, że tak jak i ja, pokochacie From a Friend, całym sercem.

Chcemy, żebyś je polubił/a, cieszył/a się ich zapachem i pielęgnującym działaniem, czystą, nawilżoną i zdrową skórą. Chcemy, żebyś na moment odrzucił/a obowiązki, stres i codzienną rutynę i znalazł/a czas aby z miłością zadbać o własne ciało, o siebie. Dlatego znajdziesz u nas kosmetyki pachnące świeżymi kwiatami, ziołami i owocami, delikatne scruby, nawilżające, puszyste masła i aksamitne olejki - kosmetyki, które uwodzą wszystkie zmysły.”
- wegańskie, przyjazne dla ludzi i natury
- bez sztucznych barwników, aromatów i konserwantów
- ręcznie robione z naturalnych składników ( tworzone na bieżąco, w niedużych partiach – więc zawsze świeże )


Pierwszy raz chyba spotkałam się z tak szczegółowym opisem stosowania:
- Olejki i masła do ciała stosuj po kąpieli na świeżo osuszoną skórę tak często jak potrzebujesz.
- Olejki do twarzy wchłoną się lepiej, jeśli wmasujesz je w skórę wilgotną. Ponieważ te kosmetyki nie zawierają fazy wodnej, zostawią na skórze delikatny aksamitny film, który ochroni ją na długo.
- Olejki eteryczne, które u nas znajdziesz to olejki klasy spożywczej - możesz je dodać do swoich kosmetyków, używać do aromaterapii lub dodać do ciasta ;) Pamiętaj, że są to bardzo skoncentrowane substancje, nie stosuj ich na skórę bez rozcieńczenia!
- Scruby i peelingi używaj 1-2 razy w tygodniu masując wilgotną skórę przez 2 do 5 minut, a następnie spłucz ją ciepłą wodą.
- Zawsze zwracaj uwagę, żeby nie dopuścić do nalania wody do słoika ze scrubem lub masłem, jeśli tak się stanie, zużyj kosmetyk w ciągu dwóch tygodni.”


Ja mam/miałam styczność z trzema kosmetykami i dziś chciałabym Wam opowiedzieć o moich wrażeniach. Kosmetyki poznawałam długo, dokładnie i przede wszystkim starałam się używać ich regularnie – w przypadku kosmetyków naturalnych, uważam, że to bardzo ważna kwestia. Kosmetyki drogeryjne mają różne wspomagacze, które pozwalają nam zobaczyć efekt „już”, kosmetyki naturalne potrzebują czasu by pokazać nam na co je stać.


Zacznę od mojego ulubieńca – peelingu cukrowego. Fantastyczny, niesamowicie aromatyczny i jak się okazało – jadalny! Pyszny jest ale nie warto go wcinać, bo swoim działaniem robi nam zdecydowanie więcej dobrego – i nie idzie w boczki!

- dostępny w dwóch pojemnościach: 65g – 36zł, 230g – 85zł, ale powiem Wam szczerze, że nie warto się rozdrabniać i od razu warto wybrać 230g a i tak będziecie żałować, że jest go tak mało

Z czym mamy do czynienia?
Skoncentrowany cukrowy peeling do ciała przygotowany ręcznie ze starannie dobranej mieszanki organicznych olei i maseł nasycony odżywczymi ekstraktami, który skutecznie oczyści, złuszczy i ujędrni skórę.
...Oparty o cukier trzcinowy zamiast zmielonej kawy zawiera zatem podwójną dawkę kofeiny: dużą ilość organicznego oleju z ziaren kawy arabskiej oraz ekstrakt nadkrytyczny z kawy. Oba są źródłem nie tylko kofeiny, ale też masy fitosteroli (głównie beta-sitosterolu) oraz aktywnej witaminy E. Działają przeciwzapalnie, stymulują i ujędrniają skórę, która staje się bardziej elastyczna i naprężona. Ich działanie wzmacnia głęboko wnikający olej makadamia, olej z orzechów laskowych, który pobudza krążenie i chroni naczynia krwionośne oraz rozgrzewający olej z nasion sezamu połączone z silnie regenerującym masłem kakaowym i shea oraz nawilżającym wyciągiem z wanilii.”

Skład to samo dobro: cukier trzcinowy, olej z nasion kawy arabskiej, masło kakaowe, wyciąg z wanilii w oleju migdałowym, olej kokosowy, puder owsiany, olej z orzechów makadamia, masło shea, olej z orzechów laskowych, olej z nasion sezamu, gliceryna roślinna, wosk ryżowy, krzemionka, ekstrakt CO2 z kawy arabskiej, monogliceryd kwasu kaprylowego, naturalna witamina E, olej słonecznikowy, alkohol cetylowy


Ten kosmetyk to istny cud. Pachnie przeobłędnie – jak świeżo zaparzona, prawdziwa kawa – taka, której zapach czuję codziennie rano w mojej kuchni. Gwarantuję, że wszyscy kawosze będą nim zachwyceni. Nie mamy tu kawowych drobin, dzięki czemu – w łazience będzie czysto. Ile razy każda z nas narzekała na brudną wannę lub kabinę prysznicową, po użyciu typowego kawowego peelingi? Chyba każda z nas zna konieczność szorowania łazienki użyciu takich specyfików. W zamian peeling naładowany jest ziarnami cukru trzcinowego, które pozwalają nam wykonanie naprawdę solidnego peelingu. Nie jest to jakieś „miziulkanie”, którego nie odczujemy i w gruncie rzeczy, ja, nie widzę sensu robić. Tu jest konkret i mamy na skórze spodziewany efekt: jest gładko na maksa – pozbywamy się wszystkiego co nie potrzebne, a skóra robi się elastyczna i jędrna. Jest też konkretne natłuszczenie skóry – co akurat dla mnie ma ogromne znaczenie w przypadku solidnych zdzieraków: oprócz pozbycia się martwego naskórka, pojawia się również element pielęgnacyjny. Mogłabym Wam cały post wystosować na temat wspaniałości tego kosmetyku – jest mega!


Mam jeszcze jedną cudowność, chociaż nie wiem czy każdemu będzie pasował jego zapach – chociaż tak sobie myślę, że po tego typu kosmetyki sięgaja najczęściej osoby świadome ich naturalnych zapachów i lubiące je. Tu mamy szklaną, 100-ml butelkę z atomizerem ( 55zł ) pełną świeżego, lekko herbacianego, cytrusowego płynu. To aromatyczny hydrolat z mięty cytrynowej – coś idealnego na upalne lato i słońce.


Mięta cytrynowa, bergamotowa lub nawodna to stosunkowo mało znany gatunek mięty, który w zapachu niczym mięty nie przypomina :) - pachnie cytrusowo z lekką tylko nutą mięty.
Hydrolat ma działanie odświeżające, uspokajające, koi podrażnienia i przyspiesza gojenie. Jest doskonały dla skóry lekko tłustej lub problematycznej; tak jak hydrolat z lawendy delikatnie ściąga pory, ale nie wysusza skóry.”

Skład: hydrolat z liści mięty cytrynowej, ferment z rzodkwi

Używam tego hydrolatu już od jakiegoś czasu i przyznam, że najchętniej sięgam po niego, gdy jest bardzo ciepło i słonecznie na zewnątrz. I na pewno pojedzie ze mną na wakacje nad morze ( bo będzie słonecznie, prawda? )
Oprócz odświeżającego zapachu mamy również takie samo działanie. Ukojenie, wyciszenie podrażnionej słońcem skóry to coś co ten hydrolat robi perfekcyjnie. Ulga następuje praktycznie od razu po aplikacji a ja mam wrażenie, że na rozgrzanej słońcem skórze, pojawia się delikatne odczucie chłodu. Znika zmęczenie twarzy a my dostajemy zastrzyk świeżej energii.
Warto wspomnieć o tym, że hydrolat ten nie powoduje przesuszania skóry, nie pojawia się jej nieprzyjemne napięcie.
Hydrolat sprawdził mi się również w jeszcze jednej sytuacji. Jak wszystkie kobiety wiedzą - w drugiej połowie cyklu, zdecydowana większość z nas boryka się z pojawiającymi się na twarzy niedoskonałościami. Związane to jest z wysokim poziomem progesteronu, który ma wpływ na wzmożoną produkcję łoju, a ten na stan naszej skóry ( wybaczcie ten skrót myślowy – ale wierzę, że wiecie co mam na myśli ). Nie ma nic gorszego niż jakaś czerwona „bulwa”, która pojawia się nam w najbardziej widocznym miejscu twarzy..i boli. Dlaczego o tym wspominam? Bo ten hydrolat ratuje nam skórę w takich sytuacjach. Łagodzi zaczerwienioną skórę, delikatnie ją ściąga i przyspiesza gojenie się tak niemile widzianych przez nas niedoskonałości. Wystarczy regularnie po niego sięgać i aplikować na oczyszczoną skórę. Jak dla mnie bomba!



Z asortymentu From a Friend mam jeszcze jeden kosmetyk – nie jest to dla mnie żadna nowość, to raczej coś co ZAWSZE muszę mieć w swoim kosmetycznym asortymencie i zarażam tą potrzebą, znajome kobietki. Mowa o prawdziwym, naturalnym oleju z pestek malin.
Aktywność dermatologiczna i kosmetyczna oleju z malin pozwala mu uzupełniać barierę lipidową naskórka, poprawiać nawilżenie, wymiatać wolne rodniki, przyspieszać gojenie ran, oparzeń. Olej z pestek malin jest jednym z najlepszych olei do cery trądzikowej i podrażnionej, łagodzi, uspokaja i reguluje wydzielanie sebum. Stosowany na skórę wchłania się szybko, poprawia strukturę skóry i jej odcień. Może być stosowany jako uzupełnienie ochrony przeciwsłonecznej (jako samodzielny filtr SPF jest zbyt niestabilny i nie do końca określony!).”

Skład: nierafinowany, tłoczony na zimno olej z pestek malin wzbogacony organicznym ekstraktem z owoców maliny, stabilizowany naturalną witaminą E (0,2%).



Mała ( 30ml – 46zł ), szklana ( ciemne szkło ) bueteleczka z pipetą – mój ulubiony typ opakowania jeśli chodzi o oleje, których używam do twarzy. Dzięki takiej formie aplikacji kosmetyk staje się bardziej wydajny ( nie marnujemy niepotrzebnie zbyt dużej ilości ).
Mamy tu dość charakterystyczny krzaczasto-malinowy, lekko słodkawy i trochę cierpki zapach. Nie sposób pomylić go z czymś innym.
Wchłania się zaskakująco szybko, a na skórze pozostawia delikatny film, ale nie jest to tłusta, oleista warstwa. Przyjemnie nawilża skórę, ale nie jest to mój jedyny kosmetyk, który stosuję w tym celu. Świetnie sprawdza się również przy łagodzeniu podrażnień i pojawiających się na skórze zaczerwienień.


I to tyle ode mnie. Ciekawa jestem kto z Was zna tę polską markę? A może mieliście już do czynienia z kosmetykami z jej asortymentu?
Jeśli miałybyście się zdecydować na któryś z tych trzech kosmetyków – to który by to był? Czyżby peeling?


BUZIAKI
OLA

A TY - COFNĘŁABYŚ SIĘ W CZASIE, GDYBYŚ MOGŁA?

A TY - COFNĘŁABYŚ SIĘ W CZASIE, GDYBYŚ MOGŁA?


Czy mogąc zmienić przeszłość, rzeczywiście chciałbyś to uczynić? A gdyby się udało, to czy nie spowodowałoby również przemiany osoby, którą dziś jesteś? A nasze teraźniejsze przeżycia? Nie mają wpływu na to, jakimi się później stajemy?
Mimo to gdzieś w głębi naszej istoty pragnęlibyśmy ukształtować na nowo naszą przeszłość, poprawiając dawne błędy, czy przeżywając inaczej chwile największych uniesień.

Podobnie wygląda mój taniec czasem. Oglądałaś kiedyś tancerzy pozornie zagubionych w skomplikowanych krokach tanga? Dwa kroki do przodu, jeden w bok. Dwa kroki do tyłu, jeden w bok. Dwa kroki do przodu, dwa kroki w tył. Niby tak niewiele, a przecież to cały spektakl. Ta gra spojrzeń, nagłe zwroty, wulkan emocji. Koniecznie rubinowa suknia, karminowe usta i długie czarne włosy rozwiewane w oszałamiających obrotach. Dwa kroki do przodu, jeden w bok. Dwa kroki do tyłu, jeden w bok. Zastanawiasz się, kto w tym tańcu prowadzi? Kto jest liderem wyznaczającym rytm i pasję?”


Nie jest to książka dla wszystkich. Nie każdemu będzie pasowała pierwszoosobowa narracja. Nie każdy ją zrozumie. Nie w każdym wzbudzi jakąś refleksję. I nie każdy podczas czytania zada sobie niektóre z pytań, które chciał zadać chociaż raz w życiu. To książka wymagająca skupienia i pełnej koncentracji – tak by ją zrozumieć.

Mamy Piotra, zwykłego około 30-letniego faceta, który potrafi przemieszczać się w czasie. Odwiedza różne zakątki świata: pustynię, wulkany, Paryż, Dziki Zachód.. Doświadcza, czasami kilkukrotnie, przeżytych już wcześniej momentów, wspomina. Ma możliwość naprawiania swoich błędów z przeszłości, wyjaśnienia to czego nie potrafił zrozumieć i wyjaśnić. Uczy się niektórych rzeczy na nowo, realizuje nigdy niespełnione marzenia. Ale do takich refleksji dochodzi dopiero po czasie, bo początkowo wykorzystuje swoją zdolność tylko z czysto egoistycznych pobudek ( kto z nas by tak nie zrobił? ).

Tańcz ze mną tango” to opowieść, o życiu Piotra. Niesamowicie klimatyczna, niestandardowa z mnóstwem tych najważniejszych w życiu tematów jak: przyjaźń, miłość, czas..
Tańcz ze mną tango” to chyba jedyna książka, która pokazuje nam nie tylko dobre strony cofania się w czasie ( a tak jest zazwyczaj w książkach i filmach ) - i tym bardzo mnie zaskoczyła. Uświadamia jedno – nie warto rozpamiętywać się w przeszłości i zastanawiać się „co by było gdyby...?” Ważne jest życie teraźniejszością..


Przyznam Wam, że książkę przeczytałam, ale nie była to lekka i łatwa lektura. Robiłam do niej podejście dwa razy. Za pierwszym razem, na totalnym luzie i szybko mnie „znudziła” i odpuściłam sobie. Niestety, albo i stety, należę do osób, które nie odpuszczają tak szybko i jak zrobię już podejście do jakiejś książki to chcę ją skończyć, nawet jeśli miałaby mi się nie podobać. Zrobiłam drugie podejście po jakimś czasie i okazało się, że była to dobra decyzja. Przeczytałam i zaczęłam się zastanawiać – co ja bym zrobiła mając taką umiejętność..

A Ty? Chciałabyś umieć cofać się w czasie? Móc zawędrować do każdego miejsca na świecie, w każdym możliwym czasie? Czy wychodzisz z założenia, że trzeba żyć tak jak żyjemy, tu i teraz?

POZDRAWIAM
OLA

Książka "Tańcz ze mną tango" Artura Tołłoczko pojawiła się w 2019 roku w nakładzie Wydawnictwa Psychoskok.


WAKACYJNIE Z ORIFLAME

WAKACYJNIE Z ORIFLAME


W gruncie rzeczy prawie połowę wakacji mamy już za sobą? Wiem, wiem - nie wszyscy mają wakacje - część z Was czeka z ustęsknieniem na zaplanowany urlop, albo żyje już tylko wspomnieniem takiego relaksu.
Przede mną jeszcze wyjazd nad polskie morze - pierwszy raz od ponad 12 lat ( chyba nie dolicze sie ile dokładnie lat temu widziałam Bałtyk ). Z jednej strony cieszę się, bo będę mogła córce pokazać nasze morze, spędzimy czas z całą rodziną ( bo my na wakachje taką "wypasioną" ekipą jeździmy ), a z drugiej strony - jak pomyślę o tej kilkugodzinnej drodze samochodem, i tej odległości - uwierzcie, odechciewa mi się..

No ale nie będę marudzić, bo później napiszecie mi, że nic innego nie robię tylko jęczę i jęczę..
Dziś chciałąbym Wam pokazać moje kolejne zamówienie Oriflame - tym razem iście wakacyjne!
I zacznijmy od zapachów.
Co bardziej może kojarzyć się z latem, wakacjami, urlopem jak nie woda perfumowana o nazwie PARADISE?


Woda perfumowana PARADISE ( 23853 ) - 144,90zł
"Nadzwyczaj urodziwy, eklektyczny zapach perfumowanej wody Paradise. Delikatna, piękna woń piwonii miesza się z akcentami jaśminu i pikantnymi tonami różowego pieprzu. Zapach ewoluuje podążając szlakiem akordów zmysłowego cedru i piżma. Zaprowadzi Cię prosto do raju."

Wodę Paradise w wersji Amazing pokazywałam Wam już na blogu - pora więc na jej różową wersję. To kolejny zapach z tych, o których powiedziałabym, że jest "mój" - niby słodki a jednocześnie ma w sobie nutę pikantności ( to chyba zasługa różowego pieprzu ). Taki zapach do używania na co dzień - bez konkretnej pory roku czy dnia.



Dzięki stronom zapachowym w katalogu - często też decyduję się na perfumy, przy których ( po opisie ) nie mam pewności czy będą mi pasowały - i tak podjęłam decyzję o wodzie perfumowanej Miss GIORDANI ( 30399 ) - 104,90zł.
"Promienne nuty neroli sprawiają, że Miss GIORDANI olśniewa żywiołowością. Te klasyczne, włoskie kwiaty pomarańczy w naturalny sposób wyrażają jej pewność siebie i niewymuszoną klasę, a także radość płynącą z kobiecości."
Owocowe nuty białego grejpfruta, kalambryjska bergamotka i soczysty sorbet mango to początkowe nuty, które wyczuwamy po powąchaniu, później pojawia się biała peonia, frezja i nuta czerwonego pieprzu, ale tak naprawdę kwintesencją tego zapachu jest drzewo sandałowe, wanilia i piżmo, które czujemy, gdy zapach rozwinie się na naszej skórze. Obłedny zapach!


Oprócz zapachów, warto też pomyśleć o letniej pielęgnacji. Poszalałam i sięgnęłam po błyszczyk powiększający usta z serii TheOne Lip Spa ( 32365 ) - 29,90zł


"Błyszczyk z technologią Plumping o podwójnym działaniu: rozgrzewa, poprawiając mikrokrążenie, dzięki czemu pojawia się natychmiastowy efekt pełniejszych ust oraz zwiększa nawilżenie i gęstość skóry, co zapewnia zauważalne i trwałe ich powiększenie."

Jeśli ktoś się spodziewa, że ten błyszczyk da mu efekt "kaczego dzióbka" to nikłe jego nadzieje. To nie kwas, który wpuszczamy do środka i który pompuje nam usta. Jakie są moje spostrzeżenia jeśli chodzi o ten produkt?
- ładne, eleganckie opakowanie
- przyjemny zapach: niby lekko grejpfrutowy a zarazem z wyczuwalną nutką mentolu(?)
- niesamowicie aksamitna konsystencja, ale nie jest to nic tłustego ani wazelinowego
- nie koloryzuje ust i spokojnie możemy stosować go jako podkład, baza - taka pielęgnacyjna, pod mocno matowe pomadki ( fajnie wygładza usta, dzięki czemu matowa pomadka zdecydowanie lepiej się na nich prezentuje )
- po aplikacji na usta najpierw czujemy delikatne chłodzenie ( takie mentolowe ) a później pojawia się wyczuwalny efekt mrowienia ( ale bez obaw - nie jest to nic nieprzyjemnego ), który trwa kilka chwil
Czy moje usta po aplikacji są większe? Raczej nie ale sprawiają wrażenie delikatnie wypuklejszych, pełniejszych - no i przede wszystkim mamy zauważalną ich gładkość.


Uważam jednak, że hitem mojego zamówienia jest totalna nowość z serii kosmetyków do stóp Feet Up - a mianowicie MANGO INFUSION: scrub i krem do stóp. W serii jest jeszcze spray do stóp do stóp z mango i żeń-szeniem. Skusiły mnie ich cudnie wakacyjne opakowania - no i nie ma co ukrywać, ale teraz - latem, stopy nosimy najbardziej odsłonięte więc dobrze by było by wyglądały tak by nie trzeba było się wstydzić, prawda?


"Mango to owoc doskonale kojarzący się z latem. Nie tylko wspaniale pachnie i świetnie smakuje, ale także zawiera mnóstwo składników odżywczych, by pielęgnować Twoją skórę. Wypróbuj serię Feet Up z ekstraktem z mango i żeń szenia i rozpieszczaj swoje stopy przez całe lato! Ta limitowana edycja kosmetyków zawiera naturalne składniki, które głęboko odżywiają skórę. Ekstrakt z mango jest bogaty w witaminy A i C, zapewnia skórze zdrowie od środka, a od zewnątrz je rozjaśnia. Ekstrakt z żeń-szenia zawiera mnóstwo antyoksydantów, które odmładzają skórę stóp. Scrub skutecznie usuwa martwe komórki naskórka, a krem i spray nawilżają i chronią skórę. To wakacyjne trio sprawi, że Twoje stopy będą wyglądać świeżo i zdrowo przez całe lato, a także będą owocowo pachniały. Podaruj swoim stopom  świeżość, gładkość i piękno, używając odpowiednio profesjonalne kosmetyki do pielęgnacji stóp!"

Scrub do stóp z mango i  żeń-szeniem Feet Up Mango Infusion ( 34934 ) - 9,90zł ( cena promocyjna, normalnie kosztuje 19,90zł )
"Żelowy scrub, który pomaga usuwać martwe komórki naskórka i wygładzać szorstką skórę, sprawiając, że stopy odzyskują miękkość i gładkość. Połączenie energetyzującego żeń-szenia i odżywczego mango zapewnia stopom świeżość i świetny wygląd."

Krem do stóp z mango i żeń-szeniem Feet Up Mango Infusion ( 34933 ) - 9,90zł ( standardowa cena to 19,90zł )
"Przygotuj stopy na letnią odsłonę! Lekki i zarazem bogaty, szybko się wchłaniający krem, który nadaje skórze miękkość i gładkość."


I na koniec jeszcze jedna rzecz z wakacyjnego menu - coś na mega gładką skórę.


"Żel antycellulitowy o wysokiej skuteczności działania z aplikatorem w postaci kulkowego masażera. Zmniejsza widoczność cellulitu i wygładza skórkę pomarańczową. Zawiera Kompleks CelluSmooth Complex, który stymuluje rozpad komórek tłuszczowych, pobudzając mikrocyrkulację krwi. Skóra staje się gładsza i bardziej jędrna. Odpowiedni do wszystkich typów skóry."

Ciekawa jestem czy jakoś wspomoże mnie ten żel w ujędrnieniu skóry..I tak - wiem, że sam kosmetyk nic nie zdziała, ale ja pilnuję diety i ćwiczę - zobaczymy jakie będą efekty.


Czy tym razem wpadło Wam coś w oko? A może któryś z tych kosmetyków mieszka też w Waszej łazience?

POZDRAWIAM
OLA