3 EKO NA KAŻDĄ KIESZEŃ



Z kosmetykami o dobrych, fajnych składach, jest tak, że swoje kosztują. Może nie jest to półka super hiper drogich produktów, ale w porównaniu do tego ile możemy zapłacić za zwykły drogeryjny krem – no cóż..różnica jest.

Ale..ale..nie wszystkie takie kosmetyki są drogie i powodują jęk portfela ( albo męża! ). Wśród fajnych, o niezłym składzie, kosmetyków możemy znaleźć też coś bardzo przyjemnego cenowo i znakomitego w działaniu.
Dziś właśnie chciałabym Wam pokazać 3 takie kosmetyki, w których składzie chemia nie goni chemii, a cena powoduje uśmiech na twarzy.
No nic..zaczynajmy!

Może najpierw coś do pielęgnacji ciała?



Kosmetyki Your Natural Side bardzo sobie cenię. Sa przystępne cenowo a to co znajdziemy w ich składzie to samo dobro. Pokazywałam Wam już masło makadamia z tej serii, a na instagramie widzieliście już zdjęcie dzisiejszego bohatera. Jest nim 100% naturalne masło do ciała malina & kokos. I skoro od początku miało być o cenach to tu też tak będzie: za 100ml masła zapłacimy od 20-kilku złotych w górę. Niedużo, prawda?


skład:
cocos nucifera (coconut) oil, rubus ideaus seed oil – olej kokosowy nierafinowany, olej z pestek malin nierafinowany

Masło malina&kokos wytworzone zostało poprzez tłoczenie na zimno miąższu orzechów kokosowych oraz pestek malin. Dzięki swojej lekkiej, kremowej konsystencji jest kosmetykiem doskonałym do masażu. Malina posiada właściwości silnie przeciwutleniające oraz antyseptyczne. Kokos zaś wykorzystywany jest do pielęgnacji skóry suchej, odwodnionej i wrażliwej.”



Dlaczego warto sięgnąć po ten kosmetyk?

Po pierwsze zapach. Ja jako fanka kokosów spodziewałam się słodyczy tego owocu i dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że czuję tu prawie tylko i wyłącznie maliny. A dokładniej ten zapach to pestki malin – jeśli ktoś z Was miał styczność już z tego typu olejem na pewno wie o jaki zapach mi chodzi. I mimo iż nie jest to mój ukochany kokos ( chociaż nuty wiórek kokosowych trochę przebijają i łągodzą ten malinowy aromat ) to zapach masła jest bardzo przyjemny. Idealnie pasował mi przy nocnej pielęgnacji – delikatny, otulający i niedrażniący nosa.
Po drugie konsystencja. Lekka i przyjemna, nie sprawiająca problemów z aplikacją i rozsmarowywaniem ( zero tępego poślizgu ), ale..mocno olejkowa. Przy wyższej temperaturze masło trochę się „topi” i robi się jak olejek, ale wystarczy mu kilka chwil w lodówce i wraca do masełkowej konststencji. Spodziewałam się, że przy rozsmarowywaniu na skórze będe miała efekt bardzo tłustego i oleistego filmu. I rzeczywiście początkowo właśnie tak jest ale masło i te oleje zaskakująco szybko wchłaniają się w moja przesuszoną skórę i już po chwili na skórze nie mam żadngo tłustego filmu, ale zostaje delikatna warstewka na skórze ( ale w końcu też wchłania się do zera ).
I po trzecie – najważniejsze: działanie! Te masło to idealny kosmetyk-ratunek dla przesuszonej skóry, która wymaga natłuszczenia, nawilżenia i wygładzenia. Te niewielkie pudełeczko, a raczej jego zawartość dokładnie to nam daje. Przynosi ulgę przesuszonej skórze nawilżając naskórek od wewnątrz i natłuszczając od zewnątrz. Skóra robi się elastyczna i znika nieprzyjemne jej napięcie i szorstkość. A dzięki temu skóra robi się bardzo gładka i przyjemna w dotyku, robi się odczuwalnie bardziej elastyczna. Moja skóra kocha takie oleiste masła i chętnie sięgam po tego typu kosmetyki. Jeśli Wy również lubicie sięgać po takie „balsamy” to ten polecam z pełną odpowiedzialnością. Boski skład, przyjemna dla portfela cena i dokładamy do tego fantastyczne działanie. Czego chcieć więcej?


Pozostałe dwa kosmetyki służą do pielęgnacji twarzy. Pierwszy z nich kusił mnie bardzo, od momentu jak tylko zobaczyłam tę markę w którejś z drogerii. Dużym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie tego, że linia ROSADIA ( bo o niej mowa ) produkowana jest przez naszą rodzimą, polską markę Sylveco. O ile z Sylveco niewiele miałam do tej pory styczności o tyle ROSADIA mocno mnie zaciekawiła i ( co pewnie trochę głupie ) przyciągnęła do siebie swoimi minimalistycznymi opakowaniami i ( nie oszukujmy się ) przyzwoitymi cenami ( od 20-kilku złotych do 30-35zł maksymalnie ).



Pierwszym kosmetykiem, który zdecydowałam się poznać jeśli chodzi o tą linię był płyn micelarny, ale nie taki zwykły – to tonik/mgiełka 3w1. Widziałam, że opinie w internecie zbiera bardzo różne – ja jednak zdecydowałam się zaryzykowac i go wypróbować. Sięgnęłam po niego raczej z myślą stosowania jako tonik do twarzy niż płyn micelarny. A to ze względu na jego formę aplikacji – spray (!) i moje zapominalstwo jeśli chodzi o używanie toników ( tu mamy ułatwioną sprawę – sięgam po płyn, psikam i gotowe, bez kombinowania, przecierania i zabawy wacikami ).


skład:
aqua, bulgarian pink rose (rosa damascena) hydrolate, panthenol, coco-glucoside, panthenol, sorbitol, lactic acid, allantoin, cocamidopropyl betaine, pelargonium graveolens oil, citrus limonum peel oil, benzyl alcohol, dehydroacetic acid, limonene

Wielofunkcyjny preparat do oczyszczania i tonizowania cery wrażliwej, mieszanej, dojrzałej i naczynkowej. Stworzony na bazie hydrolatu z róży damasceńskiej, który wykazuje działanie przeciwstarzeniowe i antyoksydacyjne, poprawiając elastyczność skóry. Dodatek kwasu mlekowego ujednolica jej koloryt i strukturę, wygładzając przy tym drobne zmarszczki mimiczne. Po zastosowaniu płynu pozostaje na skórze wyraźne uczucie komfortu, czystości i świeżości.”



Ten produkt jest bardzo łagodny dla cery, a jego zapach to delikatny, bardzo subtelny kwiatowy atomat. Nie ma obaw o babciny różany zapach.

Jako płyn micelarny do demakijażu oczu produkt sprawdza mi się całkiem nieźle. Radzi sobie z tuszem do rzęs, cieniami.. Nie podrażnia oczu, ani skóry wokół nich – nie powoduje zaczerwienienia czy łzawenia, nie szczypie. Tylko, że w przypadku stosowania go jako płyn do demakijażu to atomizer nie ma racji bytu bo i tak musimy psikać tę mgiełkę na wacik ( wiecie, że się na nim pieni? Przedziwna sprawa.. ).
Stosowany jako tonik również jest ok. Pozostawia cerę świeżą, czystą. Nie odczuwam żadnej warstwy, filmu na twarzy. Rzeczywiście można odczuć lekkie ukojenie. Płyn doskonale przygotowuje cerę do dalszej pielegnacji w postaci kremu czy serum ( ja sięgałam po niego w tej formie szczególnie wieczorem ).
Najchętniej jednak używałam płynu Rosadia jako mgiełki do twarzy. Mimo, że się pieni na waciku, mimo iż czytałam, że atomizer potrafi szaleć ( mój był ok – może trafił mi się jakiś fajny egzemplarz, który wypuszczał mgiełkę a nie strumień płynu ) - chętnie sięgałam po niego rano, po przebudzeniu. Na przebudzenie, odświeżenie skóry po nocy – i jeszcze przed pierwszą kawą. Idealnie.

Mimo mocno mieszanych opinii na jego temat – ja jestem z niego zadowolona i myślę, że sięgnę jeszcze kiedyś po niego ( jak uszczuplę swoje zapasy kosmetyczne – tylko czy to możliwe? ).


I na koniec zostawiłam coś po co chętnie sięga chyba każda z nas – maseczka. Nie jest to jednak saszetkowe, jednorazowe opakowanie a niewielka 50ml tubka – kosztująca naprawdę grosze, bo około 11zł ( natural face mask ).



Chyba większość z nas zna ( chociażby ze słyszenia ) kosmetyki Babuszki Agafii? Maski, szampony, maseczki i mój hit – czarne mydło! Do tej pory większość tych kosmetyków dobrze mi się sprawdzała i z przyjemnością po nie sięgałam, więc po raz kolejny zdecydowałam się na coś, coś nowego – maseczkę do twarzy z nowej linii White Agafia ( linia wyróżniająca się nową, całkowicie bezpieczną formułą – 95% naturalnych i certyfikowanych składników ). Nie zniechęcajcie się – maseczka jest przeciwstarzeniowa i przeznaczona dla osób w wieku od 35-50lat, no ale chyba już wszyscy są na tyle świadomi, że widzą, że te napisy na opakowaniach to jedno a potrzeby naszej skóry to drugie, prawda?


Maska do twarzy pozwala zachować młody wygląd skóry, intensywnie ją nawilża i odżywia, a także stymuluje syntezę kolagenu. Maseczka widocznie wygładza skórę, uelastycznia i nadaje jej świeży i młody wygląd. Szczególnie polecana do pielęgnacji skóry z pierwszymi oznakami starzenia się. Widocznie wygładza skórę, przywraca jej jędrność, sprawia, że jest miękka i jedwabista w dotyku.”

skład:
aqua, glycerin, cetearyl alcohol, coco-caprylate/caprate, butyrospermum parkii butter, panthenol, ceteareth-20, sodium pca, sodium carbomer, hydrolyzed rice protein, triticum vulgare germ oil, salvia officinalis leaf water, rhodiola rosea root xtract, linum usitatissimum seed oil, avena sativa kernel extract, pinus siberica seed oil, borago officinalis seed oil, rosa canina fruit oil, tocopheryl acetate, citric acid, ethylhexylglycerin, benzyl alcohol, parfum



Stosowanie maseczek powinno być jednym ze stałych kroków w naszej pielęgnacji. Chociaż zauważyłam, że coraz więcej osób sięga po tego typu kosmetyki, nawet jeśli ich działanie ma być chwilowe. Takie maski to ekspresowy sposób na odświeżenie, nawilżenie i ukojenie skóry. Ale tak naprawdę dopiero częste stosowanie odpowiednio dobranego produktu przyniesie nam oczekiwane efekty.

Maseczki przeciwstarzeniowe sprawdzają się w pielęgnacji skóry z pierwszymi oznakami starzenia. Nawilżają i napinają skórę, spłycają drobne zmarszczki.
Kiedy pierwszy raz użyłam tej maseczki byłam nią mile zaskoczona - skóra zrobiła się wygładzona i rozświetlona, sprawiała wrażenie zdrowszej. Czułam, że maseczka mocno nawilżyła twarz, bez obciążania i oblepiania olejami, skóra się miło napięła, była jakby wypełniona. Podczas systematycznego stosowania zaobserwowałam znaczącą poprawę nawilżenia skóry, a cera stała się także miękka i przyjemna w dotyku! Dużym plusem jest to, że mimo bogatej konsystencji, kosmetyk ten nie spowodował wystąpienia niedoskonałości na mojej cerze. Chętnie sięgałam po ten kosmetyk, bo mimo swojej niewysokiej ceny dawał całkiem przyjemny wizualnie efekt.


Ciekawa jestem czy znacie któryś z tych kosmetyków? Jeśli tak to tak Wam się sprawdzał? A może macie do polecenia jakiś swój „eko-hit” za niewielką cenę?


BUZIAKI
OLA

27 komentarzy:

  1. Spodziewałam się bardziej eko opakowań.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kojarzę tylko babuszkę agafię, ale ja akurat bardzo polubiłam maskę dziegciową. Z produktów, które pokazujesz ciekawi mnie masło. Do moich eko hitów mogę zaliczyć produkty Vianka, a miałam do czynienia z dwoma kremami jeden na dzieńi drugi pod oczy oraz oczywiście normalizujący peeling do twarzy z zielonej serii. Uwielbiam również tonik z linii duetus od niedawna oraz linię Biolaven dwa kremy, pły micelarny i żel do twarzy zdecydowanie godne uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosmetyki Duetus mocno mnie ciekawią i myślę, że sięgnę po coś z tej linii jak tylko trochę uszczuplę moje kosmetyczne zapasy. A przydałby mi się żel do mycia twarzy, do stosowania tak na zmianę z mydłem.
      Maseczki Babuszki - te w dużych saszetkach bardzo lubię. Są tanie, fajnie działają i pojemnośc jest taka, że można użyć kilka razy ale nie na tyle dużo by nam się znudziły.

      Usuń
  3. Tonik mgiełkę 3 w 1 kupiłam po badaniu stanu skóry w sklepie zielarskim :) Pewnie za jakiś czas napisze o nim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, że jakiś czas temu dołączony był do któregoś z babskich magazynów.
      Ciekawa jestem jak Ci się ten tonik sprawdzi i jakie będą Twoje wrażenia.

      Usuń
  4. Nie znam tylko maski i raczej nie poznam, bo jak wiesz jestem fanką miodowych masek ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Markę Your Natural Side bardzo lubię :) Miałam i mam kilka produktów tej marki, jedne lepsze, inne gorsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co polecasz jako swojego ulubieńca? Ja mam kilka kosmetyków tej marki i jak narazie to jestem nimi zachwycona!

      Usuń
  6. Kosmetyki Agafii oczywiście kojarzę ale reszty nie znam. Muszę się przyjrzeć tym marką przy okazji następnych zakupów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie zerknij w stronę Your Natural Side - niesamowite produkty. Mam ich w domu więcej i jak na razie nie mam wobec nich żadnych zastrzeżeń.

      Usuń
  7. Ja także nie znam żadnego przedstawionego produktu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed Toba, szczególnie, że wcale nie kosztują dużo więc warto spróbować.

      Usuń
  8. Wszystkie znam, kojarzę i lubię. To masełko mnie kusi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masełka Your Natural Side są świetne - ja mam chęć na więcej :)

      Usuń
  9. Masełko mnie zaciekawiało ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z dobrych składowo i tanich kosmetyków spokojnie mozna podac cała oferte sylveco 😊 vianek czy biolaven maja naprawde przystepne cenowo pozycje. A micel lipowy sylveco jest genialny i kosztuje kilkanascie zl, uzywam go namietnie.
    EOLab z rosyjskich marek tez ma dobre i niedrogie kosmetyki. No i rossmannowska alterra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Ciebie zawsze można liczyć z polskimi eko markami :) Dlatego chętnie do Ciebie zaglądam..a moja lista rośnie i rośnie :)

      Usuń
  11. Znam płyn miceralny ale tylko z widzenia :) resztę widzę pierwszy raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed Tobą - i zwróć uwagę na przyjemne ceny - można zaryzykowac zakup.

      Usuń
  12. Masło na sto pro będzie moje, uwielbiam maliny ponad wszystkie owoce :D

    OdpowiedzUsuń

Na moim blogu używam plików cookies różnych podmiotów (Google, Facebook, Instagram, wtyczki społecznościowe) do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu.
Dodając komentarz pod postem wyrażasz zgodę na zbieranie i przetwarzanie Twoich danych osobowych.