BOTANIC SPA RITUALS - OLEJEK Z PESTEK MALIN + MELISA


Od jakiegoś czasu Bielenda nas mocno zaskakuje. Co i raz pojawiają się jakieś nowości i są to inne, ciekawe kosmetyki ( kto nie zna ich maseczek chmurek? ). Chodząc na stronę Bielendy w dział NOWOŚCI, prawie za każdym razem trafiamy na COŚ ( dziś np. zauważyłam olejki do ciała w sprayu z serii SKIN LOVING OIL ). Fajnie patrzeć na to jak się rozwijają i dostosowują do panujących w kosmetyce trendów, mody ( np. brokatowe maseczki peel off ).
Jakiś czas temu w naszych drogeriach pojawiły się kosmetyki z linii BOTANIC SPA RITUALS: ostropes+szałwia lekarska, len zwyczajny+ rozmaryn, kurkuma i chia, opuncja figowa+aloes, olejek z pestek malin+melisa. Przyznam, że Bielenda, która kojarzyła mi się z typowo drogeryjną marką, zaskoczyła nie takimi składnikamiw  kosmetykach.


Dziś chciałabym Wam pokazać i opowiedzieć o trzech kosmetykach z serii OLEJEK Z PESTEK MALIN + MELISA. Cała trójka już wieki wieków temu sięgnęła dna, a ja po katastrofie komputerowej przypomniałam sobie ( sprzątając zdjęcia ), że warto o tych produktach Wam napisać. Będzie więc o tonizującej wodzie roślinnej, nawilżającym kremie do twarzy i olejku nawilżającym.


Tu pojawiło się u mnie duże zadowolenie jeśli chodzi o opakowanie tego produktu. Mamy szklaną buteleczkę i aplikator w formie pipety. Moje ulubione rozwiązanie ( zaraz po pompkach air-less ).
Mamy do czynienia z niesamowicie wydajnym produktem w przypadku, którego właśnie dzięki dołączonej pipecie możemy dozować ilość potrzebnego kosmetyku. A potrzeba naprawdę niewiele, dzięki olejkowej konsystencji. Co ciekawe nie jest to typowy olejek, który powoduje pojawienie się na naszej skórze tłustawej warstewki. Owszem film się pojawia ale nie jest to coś tłustego.
Można go stosować na dwa sposoby: aplikując bezpośrednio na skórę lub dodając go do kremu nawilżającego. I w jednej i w drugiej formie całkiem nieźle się spisuje.
Kolejną kwestią, na którą warto zwrócić uwagę to zapach: przyjemny, lekko słodkawy – mam wrażenie, że pachnie malinami.
Olejek nawilżający to fajny dodatek do pielęgnacji skóry, która potrzebuje nawilżenia i odżywienia.  Nieźle radzi sobie z odżywieniem skóry ( choć mam wrażenie, że tu lepiej spisuje się w połączeniu z kremem ), której nadaje miękkości i elastyczności. Ze skóry znika szorstkość i nieprzyjemne napięcie.



W przypadku kremu mamy do czynienia z kosmetykiem „całodobowym” - nadaje się do stosowania i na dzień i na noc ( tu fajnie można go połączyć z olejkiem ).
Krem ma dość treściwą konsystencję, ale jednocześnie jest dośc lekkim kosmetykiem. Przygotujcie się jednak na to, że na skórze pozostawia ( tuż po aplikacji ) lekko lepiącą warstwę ( idealnie sprawdzi się jako baza pod makijaż ), więc trzeba dać mu chwilę by się wchłonął do końca, ale gdy już to nastąpi uzyskujemy kompletny mat i przyjemną gładkość skóry.
Nie sposób nie wspomnieć o jego słodkim, owocowym zapachu. Oczywiście wyczuwalne są tu maliny. Jak dla mnie bomba!
Krem doskonale nawilża, odżywia skórę. Sprawia, że wygląda zdrowiej i młodziej. Przynosi duże ukojenie ( szczególnie wyczuwalne wieczorem, po demakijażu ), łagodzi podprażenia. Co więcej, możemy stosować go również pod oczy – natomiast do tego typu zadań ja ma całkiem inne mazidła. Krem zawiera również naturalny filtr UV. Z samego działania jestem zadowolona, ponieważ krem faktycznie, tak jak obiecuje producent, nawilża. Nie mam do niego żadnych zastrzeżeń.



W przypadku zapachu tego kosmetyku mamy trochę inną historię niż jest w kremie czy olejku. Wg mnie ten hydrolat nie pachnie malinami, raczej wyczuwalne są orzeźwiające ziołowe nuty, ale nie jest to ani drażniący ani nieprzyjemny zapach. Dość krótko, ale jednak utrzymuje się na skórze.
Nie pozostawia na skórze tłustej warstwy ( bez uczucia lepkości i klejenia ), bardzo szybko się wchłania. Mam wrażenie, że moja skóra wręcz go „pochłaniała”. 
Ta tonizująca woda roślinna świetnie odświeża skórę – trzeba przyznać, że jeśli o tę kwestie chodzi to mamy do czynienia z kosmetykiem o fantastycznym działaniu. Przynosi skórze ukojenie, koi i łagodzi podrażnienia, które już na skórze występują.
Hydrolat bardzo delikatnie oczyszcza skórę ( bez trudu usuwa powierzchniowe zanieczyszczenia, resztki kosmetyków pozostałe po demakijażu ), przygotowuje ją przed następnym krokiem jakim jest nałożenie kremu, serum lub maseczki. Nie jest zbyt agresywny, a dość przyjemny w działaniu.   Bardzo lubiłam sięgać po niego po nocnym odpoczynku, rano, tak by usunąć resztki kremu na noc i przygotować cerę do nałożenia makijażu.




Po raz kolejny Bielenda nie zawodzi. Wypuszcze linię fajnych kosmetyków – może składy nie są idealne ale w przypadku zwykłej, drogeryjnej marki to ukłon w stronę osób świadomych tego co ważne w składzie używanych kosmetyków. Z każdą nową serię może być już tylko lepiej.


Ciekawa jestem czy któraś z Was sięgnęła już do tej pory po kosmetyki z tych "botanicznych" serii Bielendy?

BUZIAKI
OLA

20 komentarzy:

  1. Z tej serii znam tylko maseczkę, ale średnio się spisywała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ogólnie sama linia kosmetyków Botanic Spa jest Ci znana? Może sięgałaś po inne kosmetyki,z innej linii niż ta moja?

      Usuń
  2. Kolejna warta poznania seria od Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam tej seri najbardziej kusi mnie ten olejek :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubiłam ten Hydrolat z Bielendy. Może skuszę się też na olejek. Jak będzie jeszcze dostępny, bo firma co jakiś czas zmienia serie dostępne w drogerii .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to zauważyłam, że czasami niektórych serii brak. Ciekawe od czego to zależy..

      Usuń
  5. Miałam ten hydrolat i on rzeczywiście pachnie raczej jak LIŚCIE malin niż ich owoce ;) Ale bardzo miło wspominam jego działanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo..rzeczywiście! Masz rację! To zapach malinowych liści..A ja się zastanawiałam co to może być za zielsko :)

      Usuń
  6. Bielenda widze wypuszcza dużo nowych i ciekawych rzeczy :D Aż nie wiem na co się skusić w pierwszej kolejności :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się, że ja też często mam problem z wyborem. Coraz nowsze kosmetyki pojawiają się w ich ofercie a jak na prawdziwą kosmetykoholiczkę przystało - chcę wszystko :)

      Usuń
  7. Z tej trójcy znam tylko krem, ale muszę przyznać, że ten drugi - przeciwzmarszczkowy z opuncją figową i aloesem - polubiłam o wiele bardziej i jestem od niego wręcz uzależniona :) Do tego miałam też serum w obu wersjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz..dobrze wiedzieć, że po tę inną wersję również warto sięgnąć.

      Usuń
  8. Coraz bardziej podobają mi się serie Bielendy. Co rusz pojawia się coś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bielendę uwielbiam, praktycznie non stop kupuję jakieś ich nowości, tyle ciekawych rzeczy wypuszczają. Ta seria (malinowa wersja) bardzo bardzo mnie ciekawiły, ale cena jest wyższa niż standardowo. Jakoś tak się złożyło, że w końcu nie kupiłam. Chyba nie miałam jeszcze takiego olejku, bardzo podoba mi się forma serum i nie wiem czy olejek nie byłby dla mnie aż za treściwy. Krem brzmi fajnie, na dzień lubię takie o matowym wykończeniu. Mgiełka z serii kokos aloes była fatalna, a ta brzmi świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też co i raz a to na ich stronie www a to na instagramie a to na blogach - trafiam na coraz więcej nowości Bielendy i WSZYSTKO mnie ciekawi :)

      Usuń

Na moim blogu używam plików cookies różnych podmiotów (Google, Facebook, Instagram, wtyczki społecznościowe) do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu.
Dodając komentarz pod postem wyrażasz zgodę na zbieranie i przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger