OCHRONA KOBIECEGO PIĘKNA


Początek tygodnia i grzecznie wracamy do kosmetycznych tematów. Mam Wam mnóstwo kosmetyków do przedstawienia, pokazania, do opowiedzenia o nich. Ten tydzień przerwy od kosmetycznych spraw dał mi chwilę oddechu, przemyślenia kilku kwestii - ba..zaplanowania ( chyba pierwszy raz odkąd istnieją Kosmetyki Pani Domu ) postów na nabliższy czas. Jestem z siebie dumna. I tak dawno nie pisałam o kosmetykach, że dzisiaj sie rozpisałam - bierzcie kubek z kawą lub herbatą.

Wielki kosmetyczny come back chciałabym rozpocząć od, chyba, najbardziej podstawowego kosmetyku ( oprócz mydła ), który jest w każdym kobiecym domu i, z pewnością, żadna z nas nie wyobraża sobie swojej codziennej pielegnacji bez butelki tego płynu. Jak już się pewnie domyślacie - zaczniemy od kilku słów na temat płynu micelarnego. Wspominałam Wam kilka postów wcześniej jak zaliczyłam przygodę z drogeryjnym płynem micelarny, który podczas zmywania makijażu sprawiał, że miałam wrażenie obtarcia skóry. Ale nie będzie o tym bublu ( "poleciał" do śmieci ) - będzie o czymś nowym, niedrogeryjnym i wyjątkowym.

Marka Libellou zadebiutowała na rynku kosmetycznym stosunkowo niedawno ( na końcówce roku 2018 ) - w swojej ofercie ma dosłownie 4 produkty do codziennego stosowania: krem na dzień, krem na noc, serum i właśnie płyn micelarny. Libellou wsłuchując się w potrzeby swoich klientek stworzyło produkty, które mają odżywiać, chronić przed zanieczyszczeniami, intensywnie nawilżać i łagodzić oznaki starzenia. Dlaczego tylko 4 kosmetyki? Założenia są takie, że mają one działać na zasadzie symbiozy, jako pielęgnacja wieloetapowa.



Zanim napiszę Wam coś więcej o działaniu dzisiejszego bohatera - chciałabym zacząć od napisania Wam jak wygląda mój codzienny, raczej standardowy makijaż - tak byście mieli możliwość, chociaż wyobrażenia sobie, jego działania. Najczęściej wygląda to tak: 
- jest baza pod podkład, najczęściej rozświetlająca ( nic cięzkiego i "zaklejającego" ale jednak coś co jest dodatkową warstwą na skórze )
- musi być podkład, raczej coś kryjącego więc z założenia raczej coś cięższego ( nie żaden kosmetyczny "beton" ale jednak nie zwykły, koloryzujący fluid )
- puder wykańczający ( albo sypki albo w kamieniu - różnie, często sięgam tu po minerały, które trzymają mi się jak ta lala )
- jeśli chodzi o twarz to pozostaje standard: bronzer ( mineralny ), rozświetlacz ( w kamieniu, sypki, w płynie - to w zależności od nastroju ) + róż ( ostatnio tylko mineralny )
- oko i okolice: kryjący korektor ( solidny w konsystencji ), baza pod cienie, cienie do powiek ( różne: i sypkie i w kamieniu i drogeryjne i mineralne ), tusz do rzęs ( ostatnio zwykły ale zdarza mi się sięgnąć również po wodoodporny ), pomada do brwi i żel i kredka
..no i na sam koniec spryskuję twarz fixerem - czyli produktem, który ma utrwalić mój makijaż.



"Nawilżający płyn micelarny przeznaczony do pielęgnacji skóry suchej i normalnej. Dzięki zawartości cząsteczek micelarnych, efektywnie usuwa makijaż oraz zanieczyszczenia z powierzchni skóry, pozostawiając uczucie świeżości i oczyszczenia. Ekstrakt z ryżu intensywnie nawilża, poprawiając kondycję odwodnionej skóry."

skład:
aqua, glycerin, peg-40 hydrogenated castor oil, cocamidopropyl betaine, caprylyl/capramidopropyl betaine, propylene glycol, sodium hyaluronate, oryza sativa extract, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, potassium sorbate, sodium benzoate, sodium chloride, parfum

Rozpisałam się i rozpisałam, a o micelku powiem Wam tyle: duża pojemność, bo aż 400ml ( ale teraz chyba coraz więcej firm wypuszcza właśnie takie pokaźne litrażowo butelki ) w przezroczystym i bardzo prostym jeśli chodzi o design, opakowaniu ( nie zaskoczy nas koniec kosmetyku ) ze standardowym dozownikiem.
Jeśli chodzi o zawartość to mamy do czynienia z niesamowicie delikatnym kosmetykiem, bo po pierwsze zapach: wg mnie ledwie wyczuwalny ( ale jednak jest ) - jeśli chodzi o to do czego bym porównała ten zapach, to ja mam tylko jedno skojarzenie: jest taka grupa kosmetyków, które po prostu pachną "luksusowo" (?)  - nie wiem jak mogłabym Wam opisać ten zapach: nie jest to coś perfumeryjnego ale ten micel pachnie jak drogi kosmetyk ( to taki specyficzny zapach, prawda? ). Nie osiada jednak na skórze, więc nie ma obaw, że będzie na przeszkadzał podczas wieczornego odpoczynku.
Nie podrażnia oczu ( nie powoduje pieczenia, szczypania ani łzawienia ), nie drażni delikatnej skóry wokół oczu ( tak jak felerny bubel o którym wspominałam ), przy jego używaniu nie pojawiają mi się na skórze żadne wypryski, podskórne gulki, zaczerwienienia. Po użyciu nie czujemy nieprzyjemnego napięcia skóry, wręcz przeciwnie: jest odczuwalne odświeżenie i wyczuwalna wewnętrzna "mokrość" skóry ( to takie charakterystyczne odczucia dla np. żelowych i mocno nawilżających kremów do twarzy ).
No i najważniejsze: zmywanie makijażu. Ten płyn micelarny bez problemu radzi sobie z usunięciem z mojej twarzy tych wszystkich kosmetyków, o których wspomniałam Wam wyżej. Podkład ( z wszystkimi dodatkami ) daje się zmyć bez żadnego problemu, bez tarcia, ciągłego przecierania - po prostu się zmywa jakby wycierany gumką. Jeśli chodzi o kosmetyki do oczu to tak naprawdę problem pojawił się tylko przy zmywaniu tuszu wodoodpornego. Cienie, kosmetyki do brwi, zwykły tusz - przy przyłożeniu do oka nasączonego płynem wacika - kosmetyki po prostu się rozpuszczają i znikają ze skóry. Tusz wodoodporny potrzebuje jednak trochę więcej czasu z mokrym wacikiem, ale też micel daje mu radę. 
Mamy do czynienia z niesamowicie delikatnym dla skóry kosmetykiem, ale rewelacyjnym w działaniu jeśli chodzi o demakijaż. Z nieukrywaną przyjemnością używam tego kosmetyku.



Jeśli chodzi o markę Libellou mam Wam do pokazania jeszcze jeden kosmetyk: coś co bardzo fajnie współgra z micelem i wieczorną pielęgnacją ( w ogóle największą ochotę mam chyba na gold serum ) - krem do twarzy na noc.




"Pozwoli Twojej skórze odpocząć po wyczerpującym dniu. Dzięki bogactwu składników ma intensywne działanie antyoksydacyjne, regeneracyjne i przeciwzmarszczkowe. Masło shea, oleje makadamia i abisyński hamuja utratę wody i wspomagają stałe nawilżenie, zapewniając skórze długotrwały komfort. Witamina E pomaga chronić ją przed zanieczyszczeniami."

skład:
aqua, cetyl alcohol, butyrospermum parkii (shea) butter, caprylic/capric triglyceride, isoamyl cocoate, crambe abyssinica seed oil, macadamia ternifolia seed oil, ceteareth-12, ceteareth-20, glycerin, propylene glycol,  cyclopentasiloxane, cyclohexasiloxane, caviar extract, triethanolamine, collagen amino acids, acrylates/c10-30 alkyl acrylate crosspolymer, mirystoyl tripeptide-31, ubiquinone, squalane, parfum, sodium hyaluronate, panthenol, tocopheryl acetate, retinyl palmitate, tocopherol, niacinamide, allantoin, gold, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, potassium sorbate, sodium benzoate, butylene glycol, disodium edta, synthetic fluorphlogopite, lactose, potassium silicilate, aluminium silicate, ci 77891, ci 77861, ci 77491, alpha-isomethyl ionone, butylphenyl methylpropional, citronellol, eugenol, hexyl cinnamal, hydroxycitronellal, hydroxyisohexyl 3-cyclohexene carboxaldehyde, limonene, linalool

Mamy do czynienia z fantastycznie działającym kremem. Delikatny i lekki w konsystencji ( po kremie na noc spodziewałabym się raczej czegoś zdecydowanie solidniejszego - do takich kosmetyków jestem przyzwyczajona ) o bardzo przyjemnym zapachu ( to bardzo podobny aromat do tego jak w płynie micelarnym; ciekawa jestem czy pozostałe kosmetyki pachną tak samo ). W tempie ekspresowym niweluje napięcie skóry, które pojawia się u mnie po solidnym oczyszczaniu twarzy ( np. po użyciu czarnego mydła ). Ulga jest wręcz natychmiastowa. Początkowo miałam wrażenie, że moja skóra wręcz "pije" ten krem i ile bym na nią nie nałożyła to wszystko się wchłonie. Obawiałam się, że kosmetyk przez to okaże się bardzo niewydajny. Wina jednak chyba leżała w stanie mojej skóry. Wspominam Wam o tym już od jesieni, że skóra mojej twarzy potrzebuje solidnej i intensywnej pielęgnacji. Przy systematycznym używaniu tego kremu skóra twarzy robi sie przyjemnie miękka i gładka, znika jej napięcie spowodowane przesuszeniem. Świetne jest to, że ten efekt utrzymuje się do rana bez problemu i rano nie budzę się z napiętą twarzą, która wymaga natychmiastowego ratunku w postaci nawilżacza. Krem na noc okazał sie bardzo przyjemnym kosmetykiem. Warto równiez wspomnieć, że całkiem nieźle współgra z pozostałymi, używanymi przeze mnie kosmetykami ( np. serum pod oczy o którym chciałabym Wam jutro opowiedzieć ) - nie ma żadnych dziwnych reakcji.



Przyznam, że marka Libellou mile mnie zaskoczyła swoimi kosmetykami. Nie dość, że mamy do czynienia z fajnie działającymi produktami to jeszcze sam design jest bardzo przyjemny dla oka.

Będę obserwować rozwój tej firmy i czekać na kolejne, pojawiające się ( oby! ) kosmetyki w ofercie. 
Daliście radę dotrwać do samego końca? Jakoś tak strasznie długo mi wyszło..

POZDRAWIAM CIEPŁO 
OLA




11 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe produkty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają w ofercie jeszcze krem i serum, i to właśnie ono mnie jeszcze ciekawi.

      Usuń
  2. jaka cudowna szata graficzna:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Też mi się bardzo podobają te kosmetyki, jeśli chodzi o wygląd ( a nie tylko działanie :) ).

      Usuń
  3. Bardzo mi się podobają opakowania tych kosmetyków, bo choć nie ocenia się książki po okładce, to jednak cieszą one oko ;) Tym bardziej, jeśli idzie to w parze z działaniem, jak ma to miejsce w tym przypadku. Z chęcią je kiedyś wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się oszukiwać, ale nas kobiety przyciągają ładne opakowania kosmetyków :)

      Usuń
  4. ooo nie znam ich ;) ale jak ładnie opakwoania wglądają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że wszyscy zwracają uwagę na to jaką piekną szatę graficzną mają te kosmetyki. Przyznaję - zachwycają!

      Usuń
  5. Nie znam tych produktów ja np nie używam płynów micelarnych :D super że kosmetyki fajnie się spisują :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czego używasz do zmywania makijażu skoro nie sięgasz po płyny micelarne?

      Usuń
  6. U Ciebie jak zawsze zobaczę jakąś nowość dla mnie. W dziedzinie płynów micelarnych nie eksperymentuję i przez to moje oczy są mi wdzięczne. Każde testowanie kończy się załzawionymi oczami, także dałam sobie spokój. Fajnie są odwzorowane skrzydła ważki na butelce. Świetny pomysł. Podoba mi się sposób aplikacji kremu. Super że Ci się sprawdził :)

    OdpowiedzUsuń

Na moim blogu używam plików cookies różnych podmiotów (Google, Facebook, Instagram, wtyczki społecznościowe) do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu.
Dodając komentarz pod postem wyrażasz zgodę na zbieranie i przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger