MAGIC VOLUME - RÓŻOWY PIEPRZ, RUMIANEK LEKARSKI I CYTRYNA.

MAGIC VOLUME - RÓŻOWY PIEPRZ, RUMIANEK LEKARSKI I CYTRYNA.


Od jakiegoś czasu borykam się z ogromnym wypadaniem włosów - wiem czym to jest spowodowane i niestety by się uspokoiło potrzeba trochę czasu. W związku z tym, by wspomóc regenerację, używam ogromnej ilości produktów, których zadaniem jest przeciwdziałanie wypadaniu włosów. Ale nie o tym dzisiaj..
Prawie zawsze miałam cienkie i dość delikatne włosy. W związku z tym starałam się nie używać kosmetyków, które sprawiają, że na głowie robił mi się przysłowiowy "przyklap" ( ale wiem, że są osoby, które muszą używam produktów, które chociaż lekko obciążają włosy ). Niestety teraz kiedy włosy mi wypadają, oprócz produktów ratujących ten problem, potrzebuję też czegoś co chociaż wizualnie zwiększy objętość tego co mam na głowie. Szukałam takiej linii produktów wśród kosmetyków, których już używałam i które mi się sprawdziły i przypomniałam sobie o Trico Botanica. Miałam styczność z linią NAWILŻANIE, poznałam też szampon oczyszczający - stwierdziłam, więc, że zaryzykuję i zobaczę jak sprawdzą mi się produkty z linii objętościowej.


Linia VOLUMIZING składa się z 3 produktów:
- szampon ( ok.39zł/250ml )
- odżywka ( ok. 45zł/250ml )
- spray ( ok.42zł/250ml )

Ja sięgnęłam po dwa z nich, po te podstawowe: szampon i odżywka.

"Trico Botanica Volumizing to produkty do pielęgnacji włosów cienkich, delikatnych i mających problem z objętością. Głównymi składnikami linii są organiczne ekstrakty z rumianku, skórki cytryny oraz różowego pieprzu. Produkty nie zawierają barwników, parabenów, SLS oraz petrolatum."

skład szamponu:
aqua (water), sodium coceth sulfate, cocamidopropyl betaine, cocamide dea, sodium chloride, parfum (fragrance), dimethicone propyl pg-betaine, polyquaternium-10, glycerin, citric acid, disodium cocoamphodiacetate, limonene, disodium laureth sulfosuccinate, magnesium nitrate, magnesium chloride, methylchloroisothiazolinone, chamomilla recutita flower extract (chamomilla recutita (matricaria) flower extract), lycium barbarum fruit extract, citrus limon peel extract (citrus limon (lemon) peel extract), schinus molle seed extract, thymus vulgaris leaf extract (thymus vulgaris (thyme) leaf extract), methylisothiazolinone, sodium benzoate, potassium sorbate

skład odżywki:
aqua (water), cetearyl alcohol, cetrimonium chloride, glyceryl stearate, caprylic/capric triglyceride, parfum (fragrance), amodimethicone, citric acid, limonene, magnesium nitrate, trideceth-10, magnesium chloride, methylchloroisothiazolinone, schinus molle seed extract, chamomilla recutita flower extract (chamomilla recutita (matricaria) flower extract), citrus limon peel extract (citrus limon (lemon) peel extract), thymus vulgaris leaf extract (thymus vulgaris (thyme) leaf extract), lycium barbarum fruit extract, methylisothiazolinone, sodium benzoate, potassium sorbate


szampon - szczególnie polecany do oczyszczania cienkich włosów, nadaje im jedwabistość i miękkość bez obciążania

odżywka - do spłukiwania, odżywiająca i nadająca objętość włosom, bez obciążania; ułatwia rozczesywanie, nadając włosom jedwbistą miękkość i blask


Opakowania dość standardowe dla tej marki kosmetyków - tak naprawdę linie różnią się od siebie tylko i wyłącznie kolorem etykiety i paska na ciemnobrązowych butelkach. Szampon ma standardowy dozownik, odżywka ma pompkę ( duży plus jak dla mnie ).
Oba kosmetyki pachną praktycznie tak samo, zapach przyjemny - chociaż ciężko mi z czymś konkretnym go porównać. Jest dość wyczuwalny podczas aplikacji na włosach, po wysuszeniu też czuć go na włosach, ale z czasem zapach zanika, wietrzeje.
Oba kosmetyki maja pojemność po 250ml, ale miałam wrażenie, że szampon mi się jakoś szybciej zużywał - może ze względu na rzadszą niż odżywka, konsystencję ( albo to ja szalałam z ilością! ).

Jeśli chodzi o samo działanie tych produktów to uważam, by w pełni zauważyć działanie tego zestawu należy koniecznie używać tych kosmetyków w duecie. Po tym jak sięgnęłam po sam szampon ( bez odżywki ) miałam na głowie taką puszystość i "volume" ( ale nie spuszenie ), że miałam problem z ogarnięciem włosów do jakiejś fryzury. Były mega naobjętościowane ( ale słowotwór ), lekkie, puszyste i dośc sypkie. Nie miałam szans by związać je w kok. Z jednej strony - znaczy się szampon działa, ale w drugiej strony to jednak odrobina dociążenia była moim włosom niezbędna. I tu robotę robiła odżywka. Pozostawała objętość, lekkość i sypkość po działaniu szamponu, ale dzięki odżywce ( na mokrych włosach trzymamy około 2 minut i spłukujemy ) włosy stawały się odżywione, mimo objętości - ujarzmione i zdecydowanie łatwiejsze w czesaniu. Nie pojawiło się sztuczne nadbudowanie włosów - nadal był lekkie i delikatne, ale bez problemu dały się rozczesać ( zero splątania ).

Czas na krótkie podsumowanie. Kosmetyki się sprawdziły - zgodnie z obietnica producenta uzyskałam objętość, przyjemną lekkość włosów bez obciążania ich. Zaznaczę jednak jedną kwestię - kosmetyki z linii Volumizing TAK, ale tylko w zestawie. Sam szampon na moich ( farbowanych ) włosach szalał z puszystością i objętością, a odżywka trochę to ujarzmiała.


Czy któraś z Was może miała kosmetyki tej marki?
A może macie jakieś swoje sposoby na objętość i lekkość włosów? Podzielcie się koniecznie!

POZDRAWIAM CIEPŁO
OLA
NIESAMOWITE THE ONE COLOUR STYLIST ULTIMATE + KONKURS

NIESAMOWITE THE ONE COLOUR STYLIST ULTIMATE + KONKURS


Zacznę od informacji o KONKURSIE.
Dziś macie ostatni dzień na zgłoszenia. Konkurs rozgrywa się na INSTAGRAMIE!


Zadanie: Pokaż nam, jaki kolor pomadki najlepiej podkreśla Twoją urodę!
Oznacz: @oriflamepoland
Hashtagi: #PodkreślSwójStyl #SignYourStyle #OriflamePoland #TheONE
Nagroda: 10 odcieni pomadek

Weźmiecie udział? Chwyćcie za swoją ukochana pomadkę, strzelcie sobie selfie i wstawcie zdjęcie na instagram wraz z koniecznymi oznaczeniami! Trzymam za Was kciuki!
Jeśli macie chęć możecie mi do skrzynki podesłać swoje zdjęcie albo oznaczyć mnie - a ja je udostępnię!

Tyle o konkursie..
A teraz chciałabym Wam coś pokazać - i znowu będzie dużo zdjęć i oglądania!
W katalogu 03/2019 pojawił się nowy produkt - pomadki TheONE Colour Stylist Ultimate w 24 supermodnych odcieniach.



Chciałabym Wam dziś zaprezentować prawie całą, nową kolekcję i bardzo jestem ciekawa, które kolory wpasują się w Wasze gusta kolorystyczne. Przyznam Wam, że ja mam OGROMNY problem z wyborem tylko kilku najulubieńszych.

Czym różni się ta pomadka od tych, które mamy już na rynku?
- ostro zakończoną końcówką, która pozwala uzyskać pożądany kształt ust i doskonale je podkreśli
- wyprofilowanym kształtem, który ułatwi nam malowanie ust i pozwoli na pokrycie ich całych równomiernym kolorem

Nowa formuła 5w1:
- bardziej intensywny kolor dzięki nowoczesnej technologii pigmentacji
- trwałość ( to Wam pokażę poniżej - będziecie w szoku! )
- nawilżenie ust
- kremowa formuła
- doskonałe pokrycie kolorem


Z nową kolekcją możemy z łatwością dobrać idealny kolor dla nas. Zacznijmy od określenia jaki odcień skóry mamy: ciepły, chłodny czy neutralny. Najprostszym sposobem jest określenie koloru naszych żył na nadgarstku:
- chłodny: niebieskie lub fioletowe żyły
- ciepły: oliwkowe żyły
- neutralny: niebiesko-zielone żyły
A później dzięki dostępnej palecie barw idealnie dobierzemy kolor pomadki, który do nas pasuje! Jest jeszcze jeden sposób: wystarczy odwiedzić facebookowego Messengera Oriflame i skorzystanie z chatbota.
Przyznam Wam, że ja jakoś z tego typu rozwiązań nie korzystam. Wolę sama zobaczyć jak wyglądam w danym odcienium i sprawdzić czy w ogóle dobrze się w nim czuję. A Wy jak robicie szukając pomadki idealnej?
Zaznaczę tylko jeszcze jedną kwestię - w tej chwili są w promocji za 19,90zł - ich regularna cena to 39,90zł

Koniec gadania! Oglądamy kolory!





Berry Bliss - fiolet dla osób o chłodnym odcieniu skóry
Red Haute Couture - czerwień, ciepły odcień skóry
Cranberry Blush - róż dla posiadaczek neutralnego odcienia skóry
Rosewood Charm - kolor naturalny dla ciepłgo odcienia skóry



Na zdjęciu powyżej macie piękny przykład niesamowitej trwałości tych pomadek. Swatche wycierane chusteczkami nawilżanymi, specjalnymi chusteczkami do demakijażu, mleczkiem kosmetycznym, płynem micelarnym..a ślad dalej jest - taki jak powyżej. Za niewielką cenę mamy do czynienia z zaskakująco dobrą jakością. Mam nieodparte wrażenie, że pomadki te zachowują się trochę jak tinty - jak myślicie?

Pora na dalszą część kolekcji..





Mimo iż w kolekcji jest mnóstwo kolorów, które mi się podobają i mam ogromny problem z wyborem tych kilku najulubieńszych, to chyba te powyższe to jedne z tych z pierwszej 4 :)

Clover Dream - naturalny kolor dla chłodnego odcienia skóry
Nude Mauve - naturalny kolor dla chłodnego odcienia skóry
Pink Flair - naturalny kolor pomadki dla neutralnego odcienia skóry
Uptown Rose - róż dla chłodnego odcienia skóry


Wpadł Wam już jakiś kolor w oko? Ciekawa jestem które z nich cieszyłyby się wśród Was największym powodzeniem..

Lecimy dalej, bo to raptem 8 kolorów narazie było :)




Raspberry Rave - idealny róż przy ciepłym odcieniu skóry
Plum Elegance - róż dla chłodnego odcienia skóry
So Blackberry - fiolet przy ciepłym odcieniu skóry
Sunset Show - czerwień dla naturalnego odcienia skóry
Pink Attitude - róż dla ciepłego odcienia skóry



Powyżej macie kolejny przykład jak próbowałam radzić sobie ze zmywaniem swatchy. I po raz kolejny powiem - to naprawdę jest sztuka by pozbyć się tej pomadki ze skóry. Idealna na wieksze wyjście, gdy chcemy mieć pewność, że nasze usta będą przez wiele godzin zachwycały intensywnością swojego koloru.

Zostało nam jeszcze 9 kolorów do obejrzenia..




Purple Glamour - burgund dla osób o chłodnym odcieniu skóry
Mocha Cream - brąz idealny dla osób o chłodnym odcieniu skóry
Flashy Coral - koral dla osób o chłodnym odcieniu skóry
Taupe Intensity - burgund dla naturalnego odcienia skóry


I zostało nam ostatnie 4 kolory. Na pewno już coś wybrałyście dla siebie, prawda?





Fatal Red - idealna czerwień przy chłodnym odcieniu skóry
Melted Caramel - naturalny odcień pomadki dla kobiet o ciepłym odcieniu skóry
Pink Lady - chyba najbardziej odjazdowy róż dla chłodnego odcienia skóry
Irresistible Copper - brąz dla ciepłego odcienia skóry



I to tyle..Albo AŻ tyle.
Czym kierujecie sie wybierając pomadkę? Macie jakieś swoje sprawdzone kolory, odcienie przy których zostajecie czy raczej eksperymentujecie i sprawdzacie jak wyglądacie w danym kolorze i jak się w nim czujecie?
Ja do pewnego momentu kochałam całym sercem czerwienie. Miałam kilkanaście czerwonych pomadek ( w różnych odcieniach ), a później nagle coś sie odmieniło..Po czerwień zdarza mi się sięgać ale częściej chodzę w różu ( nude w ogóle unikam, bo źle w nim wyglądam ) - od mocnych i intensywnych w odcieniu, po te brudne i zgaszone.
Dajcie znać jak to u Was jest z tymi pomadkami i ich kolorami.

I pamiętajcie - ostatni dzień na zgłoszenia jakby ktoś zapomniał!

BUZIAKI
OLA
JAK SIĘ POWSTRZYMAĆ BY GO NIE ZJEŚĆ?

JAK SIĘ POWSTRZYMAĆ BY GO NIE ZJEŚĆ?


Wyobrażasz sobie połączenie dwóch swoich ulubionych zapachów w kosmetykach w jeden? Trochę ciężko, prawda? Zdarzają się kosmetyki, które łączą jakieś zapachy ale okazuje się, że albo aromaty są mega chemiczne i wcale nie mamy ochoty w ten sposób pachnieć, albo jeden zapach jest zdecydowanie bardziej dominujący i nici z połączenia..a jeszcze do kompletu najlepiej byłoby, gdyby kosmetyk okazał się być świetny w działaniu, prawda?
Czytam siebie samą i aż trudno uwierzyć, że mam jeszcze takie nadzieje i wyobrażenia o istnieniu takich kosmetyków.. Ano są!



Widzicie to? Kokos i wanilia w jednym produkcie. Moje dwa najukochańsze kosmetyczne aromaty. Do tego peeling - produkt, którego używam z nieukrywaną przyjemnością i dość dużą częstotliwością. I to nie wszystkie plusy..
Ok, przygotujcie się - będę rozpływać się w zachwytach. Inaczej się nie da w przypadku tego produktu.

NATU HANDMADE to dwie piękne i przemiłe kobietki, rozkochane w naturalnych kosmetykach. Swoją miłość do nich przerodziły w Natu Handmade - produkty nietestowane na zwierzętach i bazujące na składnikach roślinnych.

Podczas przeglądania asortymentu Natu Handmade nie mogłam uwierzyć, że znalazłam wśród tych kilku produktów, coś co spełnia moje kosmetyczne marzenia zapachowe.

"Różowy peeling do ciała usuwa martwy naskórek, pobudza krążenie, wygładza skórę. Delikatny, głęboki zapach kokosowo-waniliowy łagodzi kłębiące sie myśli i nieprzyjemne emocje z całego dnia, przynosi odprężenie i wyczarowuje piękny rozkoszny uśmiech na naszych twarzach. 
Dzięki starannie wybranym i odpowiednio połączonym składnikom wzmacnia elastyczność skóry, nadaje jej miękkości, ma właściwości odżywcze i nawilżające. Można go używać zarówno przed depilacją, jak i po niej. Wyjątkowa konsystencja pozwala przenieść peeling w dłoniach na skórę bez gubienia zawartości po drodze. 
Olej kokosowy wspaniale odżywia skórę i nadaje jej sprężystości, pozostawia przyjemny film ochronny. Dzięki najwyższej jakości solom przez skórę dostaje się do naszego organizmu ponad 90 mikro- i makroelementów, a olej ze słodkich migdałów sprawia, że nasze ciało jest nawilżone, dodatkowo zapobiega powstawaniu rozstępów."

skład:
sodium chloride, cocos nucifera (coconut) oil, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, manihot esculenta (tapioca) root starch, parfum


Mamy do czynienia z kosmetykiem ręcznie robionym i w 100% z naturalnych olejów. Dziewczyny z Natu Handmade zaznaczają, że jest to produkt, o który szczególnie trzeba dbać - bez wilgoci i ostrego światła. W związku z tym nie postawiłam tego pudełeczka pod prysznicem, jak to zazwyczaj robię w przypadku peelingów. Metalowe pudełeczko znalazło swoje miejsce na półce z kosmetykami i sięgałam po nie wtedy kiedy akurat miałam użyć tego kosmetyku.

Zanim jednak przejdę do efektów działania, muszę opisać Wam ten peeling. Pierwsze co rzuca nam się w oczy tuż po otwarciu zakręcanego pudełeczka to pastelowy, różowy kolor. Uroczy. Później pojawia się niesamowity zapach. Słodki, otulający, dokładnie taki jak jest opisany: kokosowo-waniliowy. Przyznam, że aż podskoczyłam z zachwytu jak go powąchałam. W takich chwilach bardzo żałuję, że przez komputer nie da się przesłać zapachu. Jest niesamowity!
Kolejną ciekawą kwestią jest konsystencja. W pudełeczku peeling sprawia wrażenie dość suchego. Jakże mylne okazało się to wrażenie. Przy dotknięciu peeling okazuje się mięciutki jak bardzo puszysty mus. Przyznam, że pierwszy raz spotykam się z tego typu konsystencją w peelingach. Do tego pojawia się widoczna, olejowa tłustość. Fantastyczne!
Kolor, zapach, konsystencja i mamy wrażenie, że to jakiś słodycz. Trzeba naprawdę powstrzymywać się przed zanurzeniem w nim palca i oblizaniem go. Na pewno wiecie co mam na myśli.
Peeling jest całkiem niezłym zdzierakiem. Nie jest to coś delikatnego ( choć jego wygląd może to sugerować ), co tylko "pomizia" nas po skórze. Świetnie radzi sobie z pozbywaniem się starego naskórka, ale jednocześnie nie powoduje podrażnienia skóry.  Podczas aplikacji i masażu zapach staje sie jeszcze bardziej wyczuwalny i sprawia, że ten wieczorny prysznic staje się jeszcze bardziej przyjemny, jak takie domowe SPA.
Kokos-Wanilia sprawia, że nasza skóra robi się niesamowicie gładka, wręcz aksamitna w dotyku, lekko natłuszczona ale nie śliska i tłusta. Zawarte w peelingu oleje bardzo szybko wchłaniaja się w skórę i nie pozostawiają na niej tłustego filmu, po prostu wyczuwalne jest jej natłuszczenie ( bez problemu możemy założyć piżamę i nie obawiać się zabrudzenia jej ). Ten słodki kokosowo-waniliowy zapach otula nas i jest lekko wyczuwalny na skórze. Ja jestem nim zauroczona.

Ten peeling jest niesamowity. Naturalny, ręcznie robiony kosmetyk o świetnym działaniu i fantastycznym zapachu. Jestem nim zachwycona! To jeden z tych kosmetyków, których żal używać, bo się skończą. Chętnie sięgnęłabym po jeszcze większe opakowanie, bo te 100ml to dla mnie zdecydowanie za mało jak na tak świetny kosmetyk.

Zdecydowanie i z pełną odpowiedzialnością polecam Wam sięgnięcie po ten kosmetyk. Jeśli tylko jesteście fankami ( tak jak ja ) takich słodkości w kosmetykach, to gwarantuję Wam, że będziecie nim zachwycone.

MIŁEGO WIECZORA KOCHANI
OLA
HD BEAUTY - 4 UNIWERSALNE (?) KOLORY

HD BEAUTY - 4 UNIWERSALNE (?) KOLORY


Jakiś czas temu ( a dokładnie TU ) pokazywałam Wam lakier do ust firmy Revers Cosmetics. Kolor nie tylko mi podpasował, stwierdziłam, więc, że pokażę Wam pozostałe kosmetyki, które sobie wybrałam i chętnie napiszę o nich kilka słów. Są bardzo tanie - ale czy na wszystkie warto zwrócić uwagę?

Lakier Show Matte już widziałyście, będzie też o bazie rozświetlającej i podkładzie matującym ( tak dla odmiany ). Oddzielny post pojawi się na temat rozświetlaczy tej firmy - jako maniaczka błysku i połysku, po tym jak zobaczyłam te błyskotki na instagramie - wiedziałam, że musze je wypróbować.


Późne popołudnie a ja, pozostając w temacie cieni do powiek, chciałabym Wam pokazać mini paletkę z czterema idealnie do siebie pasującymi, o różnych formułach, cieniami ( matowy, metaliczny, perłowy i satynowy ) i pokrótce opowiedzieć Wam - czy warto?

Cienie do powiek HD BEAUTY EYE SHADOW KIT to malutka i podręczna paletka z solidnej jakości plastiku. Nie jest to cienkie "byle co", które przy pierwszym upadku na podłogę się rozpadnie. Jeśli chodzi o wygląd opakowania - co komu odpowiada, wg mnie jest ok - zastanawiam się tylko na przyszłość, czy te złocenia na zamknięciu nie będą sie wycierać.

Wiecie, że nie sięgam po tęczowo-barwne palety. Jestem raczej zachowawcza i jeśli wybieram paletę to w jakichś bezpiecznych kolorach ( chociaż mam wrażenie, że akurat ta kolekcja to w zdecydowanej większości bezpieczne połączenia kolorystyczne ) - bo po pierwsze będę mieć pewność, że w ogóle będę jej używać, a po drugie - mistrzem makijażu nie jestem i rzadko eksperymentuje w kolorami na powiekach ( pomadki to już inna bajka! ). Zdecydowałam się na zestaw cieni do powiek o numerze 09.




Najczęściej sięgam raczej po duże palety kolorystyczne, w których mam wybór jeśli chodzi o kolory - jednak najczęściej okazuje się, że połowy z nich nie używam, a paleta zajmuje miejsce. Problematyczne robią się również wyjazdy. Jak zauważyłyście dość regularnie podróżuję z córką do lekarza i często korzystamy z usług PKP. Ograniczam wtedy ilość bagażu nie niezbędnego minimum ( a i tak mam wrażenie, że mam wszystkiego za dużo ) - walizka, dziecko + pociągi  - musi być mało i lekko. I pewnie nie uwierzycie, ale kosmetyczkę też wtedy staram się mocno uszczuplić w stosunku do tego co zabieram ze sobą jadąć autem. Niezbędne(!) makijażowe minimum to baza, podkład, puder, rozświetlacz, róż, bronzer ( + pędzle ), tusz do rzęs, kredka i żel do brwi...no i właśnie cienie. 
HD BEAUTY EYESHADOW KIT to idealne rozwiązanie na taki wyjazd. Paletka jest malutka ( ma pacynkę ale ja nie używam tego typu akcesoriów tylko pędzli ) ale mieści w sobie 4 różne kolory, którymi bez problemu uda nam się stworzyć dzienny ( chociaż wieczorowy również ze względu na ten metaliczny połysk ) makijaż i wyjść do ludzi :)



Nie są to słabe jakościowo cienie. Kolor jest widoczny i żeby go uzyskać wcale nie trzeba jakoś szczególnie się napracować. Przyznam, że te błyszczące cienie zdecydowanie bardziej mi się podobają niż ten matowy, zimny brąz - ale to już moje osobiste upodobania. Mam też wrażenie, że są lepiej napigmentowane i takie jakby "mokre". Brąz jest totalnym matem i niestety dośc suchym cieniem więc przy nabraniu zbyt dużej ilości, zdarza mu się osypywać.
Najczęściej jednak sięgałam po cienie satynowe, błyszczące. Przyjemnie się nimi pracuje - z łatwością sie rozcierają, chociaż wtedy tracą trochę na swojej intensywności ( ale chyba większość cieni tak ma, prawda? ).
W ogólnym rozrachunku uważam, że paletka jest ok. Kosztuje niespełna 10zł więc bardzo niewiele. Zostanie u mnie jako ta wyjazdowa - by nie musieć pakować i później dżwigać tych dużych palet. 
Chętnie zobaczyłabym jednak ( tak juz po za wszystkim ) dużą paletę złożoną z samych metalicznych cieni tej marki. Mogłaby być fajna..

Zdarza Wam się kupić jakis niedrogi kosmetyk - właśnie po to by mieć go na wyjazdy, czy żeby nosić ze sobą w torebce w razie konieczności poprawek makijażu?

OLA

CHOCOLATE HEART MUR - CZY WARTO KUPIĆ TEN ZESTAW?

CHOCOLATE HEART MUR - CZY WARTO KUPIĆ TEN ZESTAW?


Bez zbędnych wstępów, bo ten post i tak będzie bardzo długi..Moi mili! Już jakiś czas temu pisałam Wam o tym, że będę chciała pokazać Wam limitowany zestaw kosmetyków Makeup Revolution, który pojawił się w drogeriach internetowych tuż przed świętami. I dziś jest właśnie ten dzień. Ostrzegam od razu na początku - post będzie długi. Będzie bardzo dużo zdjęć przeplatanych moimi komentarzami - radzę zasiąść z kubkiem herbaty lub kawy. Będę wdzięczna za zostawienie w komenatrzu Waszej opinii na temat Chocolate Heart - CZY WG WAS WARTO GO KUPIĆ?
W chwili obecnej cena tego kosmetycznego serca waha się w granicach 109 - 160zł, w zależności od drogerii.



Zacznijmy od tego, z czym w ogóle mamy do czynienia. Może znajdzie się jeszcze kto ( choć ja w to nie wierzę ), kto nie widział tego wielkiego różowego serca.
Chocolate Heart to zestaw prezentowy mieszczący w sobie 3 czekoladowe palety i 1 niewielkie serduszko. Całość umieszczona w wielki, różowym kartonowym sercu - idelne rozwiązanie jeśli chodzi o kwestie prezentowe.


Tak jak wspomniałam, w środku znajdziemy 4 produkty:
- 2 palety z cieniami do powiek ( PEANUT BUTER CUP, RED VELVET )
- paletę z rozświetlaczami, bronzerami i różem ( PRALINE )
- kultowe już serduszko , które tym razem jest wypiekanym bronzerem.

Dodatkowo do zestawu została dołożona paletka za 1gr - PRETTY INCREDIBLE ( promocja: przy wydanych 75zł na kosmetyki MUR otrzymywało się właśnie dodatkową paletkę z cieniami do powiek + rozświetlacze ). Mnóstwo drogerii internetowych brało udział w tej 1-groszowej akcji - za pewne pamiętacie. Fajny dodatek do zamówienia, szczególnie, że 4 z tych cieni zdobyły moje serce na amen.
Poniżej macie zdjęcia tej paletki wraz ze swatchami i już za moment przejdę do zawartości serduszka.




W palecie znajdziemy dwa rozświetlacze + 9 cieni do powiek: 4 totalnie matowe, 1 z drobinkami brokatu i 4 metaliczne. Jak się już pewnie zdążyłyście domyślić - to te metaliczne cienie okazały się najpiękniejszymi ( wg mnie ) z tej palety.



Oba rozświetlacze to kolory o ciepłej tonacji. mamy. Coś bardzo jasnego: taka biel przełamana nutką żółci i totalnie złoty odcień. O ile złoty to nie moja bajka, o tyle ten jasny nadaje się do stosowania i jako rozświetlacz i jako coś do rozświetlenia kącika oka. Pigmentacja zaskakująco niezła. Nie trzeba się jakoś szczególnie napracować by było widać kolor. Oba kolory mają suchą, ale w kierunku lekko miałkiej, konsystencję. Jaśniejszy zdecydowanie łatwiejszy do opracowania.

W palecie mamy też komplet 9 cieni do powiek. Jak zobaczycie na poniższych zdjęciach, pigmentacja jest całkiem przyjemna. Przyznam, ze spodziewałam się czegoś dużo gorszego i mile mnie zaskoczyła jakość tych cieni i ich intensywność. I cienie matowe i te metaliczne są bardzo dobrej jakości. Jako, że jestem fanką błysku i połysku to metaliczna 4 robi na mnie większe wrażenie. 




Podsumowując: paletka za 1 grosz, dołączana do zamówienia jako gratis. Spodziewałabym się raczej czegoś byle jakiego, co nie schodzi z magazynów, a tu całkiem przyjemne zaskoczenie i fajny jakościowo produkt.


Pora jednak przejść do głównego bohatera dzisiejszego postu - zawartości dużego serca.
Zanim jednak przejdę do OGROMNEJ ilości zdjęć - może zaczniemy delikatnie, od bronzera.



Niestety jak widzicie na powyższych zdjęciach - serduszko przyszło uszkodzone. Dzięki Waszej pomocy na instagramie - już wiem jak je naprawić w razie czego, ale na chwilę obecną nie wiem czy w ogóle będę je ruszała. Mimo pęknięcia - bez problemu daje sie je używać.
Mamy tu dość charakterystyczny, dla marki Makeup Revolution, produkt - kultowy wręcz bym rzekła, wypiekane serduszko. 
Zasadniczo produkt opisywany jest jako bronzer - natomiast już od początku musicie mieć świadomość, że mamy do czynienia z produktem mocno błyszczącym. Jeśli ktoś nastawia się na poprawienie kolorytu, ocieplenie twarzy czy kontur - to raczej nie z tym produktem. Tu mamy bardzo ładny odcień brązu przyjemnie opalizujący na złoto. Ja go używam raczej jako połączenie rozświetlacza z bronzerem ( zamiast różu ). Kolor ma bardzo ładny. No i znów mamy do czynienia z bardzo dobrze napigmentowanym produktem - bez problemu nabiera sie pędzlem, nie trzeba się jakoś szczególnie starać: ledwie dotkniemy i już go mamy na włosiu.



Pora na część główną - paletki. Początkowo myślałam, że znajdę tu 3 palety z cieniami do powiek, jednak doczytałam iż jedna z palet to miks błyszcząco-opalizujących produktów do twarzy.





W palecie znajdziemy jedyny matowy produkt: bronzer TEMPER. Nie wiem czy udało mi się to uchwycić na zdjęciach ale jest to raczej ciepły tonem kosmetyk. o fajnej pigmentacji: idealny do ocieplenia twarzy. Dalej mamy różowy róż  RIPPLE - nie jest to totalnie błyszczący produkt, ale ładnie opalizuje. Ma przyjemny odcień nie wchodzący w pomarańczowe nuty, bardzo dobrze naigmentowany - z łatwością daje sie rozetrzeć. Trzeba jednak uważać, bo przy zbyt dużej ilości możemy zrobić sobie niezłe "kuku", a że trwałość też ma niegłupią - ciężko będzie się go pozbyć. Następny w kolejności jest BON BON - i jego chyba też nazwałabym różem - chociaż może z pogranicza z rozświetlaczem (?). Mega metaliczny, opalizujący o raczej chłodnym odcieniu fioleto-różo-brązu ( nie mam zielonego pojęcia jak Wam opisać ten odcień ). Mega napigmentowany - chyba najbardziej z tych wszystkich 5 kolorów w tej palecie. Chociaż nie - bardziej napigmentowany jest kolejny kolor - PRALINE. Brązowo-złoty, bardzo mocno napigmentowany ( trzeba z nim uważać, bo można narobić sobie biedy z makijażem, a dość ciężko się rozciera ), metaliczny i mocno błyszczący ( ale bez brokatowych drobin ). I na koniec, po tych wszystkich kolorystycznych cudach: skromny, prawieże biały połyskujący FONDANT. Przyznam, że najmniej przypadł mi do gustu kolorystycznie i jakościowo też trochę odstaje od pozostałych: mam wrażenie, że jest z nich najsłabszy.

PRALINE to świetna paleta dla fanek różnego rodzaju błysku i połysku, lubujących się w różo-rozświetlaczach i bronzero-rozświetlaczach. Świetny produkt i bardzo się cieszę, że znalazłam go w tym zestawie. Myślę, że jeśli byłaby możliwość - w wersji solo również bym kupiła tę paletę.


CHOCOLATE HEART to również dwie palety z cieniami do powiek: połyskujące, metaliczne i totalnie matowe. Jedne o zaskakująco świetnej jakości, inne o słabiutkiej. 




RED VELVET pokazywałam Wam już na instagramie. Część z Was była zachwycona jej kolorystyką, część napisała mi, że tylko niektóre cienie im pasuja a pozostałe są za odważne. Ba..doczytałam też, że podobno ten neonowy róż jest przeczaderski.
Jeśli chodzi o jakość cieni - powiedziałabym, że są bardzo różnorodne: od bardzo fajnych po te ledwie przyzwoite. Wydaje mi się też, że te matowe mają słabszy pigment niż metaliczne.
Poniżej macie swatche cieni z tej palety - same oceńcie jakość. Średnio jest, prawda?






I ostatni element zestawu - paleta cieni do powiek PEANUT BUTTER CUP. Znajdziemy tu 18 cieni, wszystkie w ciepłej tonacji: i nowu mamy do czynienia z matami i z czymś metalicznym. Chyba większość czekoladowych palet MUR to taka mieszanka, prawda?



Jeśli chodzi o te palety z cieniami to "masło orzechowe" zdecydowanie bardziej i w większej ilości cieni, podpasowało mi kolorystycznie. Dużym zaskoczeniem była jakość cieni matowych - powiedziałabym, że są bardzo nierówne: jedne lepsze i nieźle napigmentowane a nad innymi trzeba popracować by pojawił się kolor. Coś co chyba już nie zaskakuje to cienie metaliczne - przepiękne i doskonałe jakościowo.





I to już koniec. Pokazałam Wam zawartość całego zestawu wraz z gratisem.
Podsumujmy więc taki ewentualny zakup. Czy paleta jest warta swojej ceny? 110 złoty zapłaciłabym za nią bez wątpienia: mamy 4 pełnowymiarowe produkty całkiem niezłej ( a niektóre wręcz doskonałej ) jakości. Kolorystycznie jest raczej ciepło: beże, brązy róże i czerwienie. Nie znajdzie się tu nic dla fanek niebieskości i zieleni. Dodatkowo otrzymujemy świetnej jakości, błyszczący bronzer i paletkę z produktami do twarzy. Czy według Was to wszystko warte jest wydania 100zł? Moim zdaniem zdecydowanie tak i bez żalu zrobiłabym taki zakup ponownie. Ale czy wydałabym na to już 160zł? Pewnie też choć mocno bym się już wtedy zastanawiała.

Za bardzo przyzwoite pieniądze - mamy fajne produkty w miłych dla oka opakowaniach, które zachęcają do zakupu kolejnych z czekoladowej kolekcji.

Ciekawa jestem Waszego zdania. Czy uważacie, że zestaw wart jest wydania 110zł ( lecimy najniższą ceną )? Nie załowałybyście wydania tych pieniędzy po otrzymaniu powyższych produktów?

SŁONECZNE UŚCISKI
OLA