EXPRESS SLIM Z PERFECTĄ

EXPRESS SLIM Z PERFECTĄ


Święta już prawie..i pewnie część po 3 dniach siedzenia przy świątecznym stole zacznie się zastanawiać co tu zrobić by te „obżarstwo” nie odbiło się na naszej sylwestce..Mało tego, bo pewnie część też będzie robiło noworoczne postanowienia typu „schudnę”, „będę laską na wakacje” itp..
I powinnam już na samym początku zaznaczyć jedną rzecz – tak żeby była jasność.. Kosmetyki nie odchudzają! Nie ma kremu, balsamu, olejku, który sprawi, że, mimo siedzenia na kanapie i zjadania wszystkiego co pod rękę wejdzie, po posmarowaniu będziemy szczupłe i jędrne. Sorry ale cudów nie ma. Aby mieć wspaniałą sylwetkę ( specjalnie nie piszę rozmiaru bo każda z nas inaczej to postrzega ) - trzeba włożyć w to trochę wysiłku i energii. Odpowiednio zbilansowana dieta i nawodnienie (!), ruch i wtedy rzeczywiście jest sens sięgać po kosmetyki „wyszczuplające”, które mogą wspomóc nas w ujędrnianiu, poprawie elastyczności skóry i w walce z cellulitem.

I właśnie poniżej znajdziecie opinię osoby, która właśnie taki tryb życia prowadzi.

Będzie o dwóch kosmetykach Perfecty z serii EXPRESS SLIM:


DETOX ( ok. 20zł/250ml )
Termo-serum o silnym działaniu ujędrniającym i wyszczuplającym o wyjątkowej recepturze, która miejscowo rozgrzewa skórę. Dzięki temu składniki aktywne lepiej wnikają i efektywniej działają, przez co ekspresowo redukują cellulit i remodelują sylwetkę.”

AQUA, ISOPROPYL PALMITATE, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, DIMETHICONE, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, BEHENYL ALCOHOL, HORDEUM VULGARE LEAF JUICE, ZINGIBER OFFICINALE ROOT EXTRACT, CAFFEINE, VANILLYL BUTYL ETHER, PEG-8, CENTELLA ASIATICA LEAF EXTRACT, DISODIUM RUTINYL DISULFATE, ALGAE EXTRACT, CARNITINE, SALICYLIC ACID, PANTHENOL, SORBITOL, TRIETHANOLAMINE, PEG/PPG-18/18 DIMETHICONE, CITRUS AURANTIUM AMARA FRUIT EXTRACT, DIHYDROMYRICETIN, DIOSCOREA OPPOSITA ROOT EXTRACT, EDTA, POTASSIUM SORBATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CETYL PALMITATE, CYCLOMETHICONE ESCIN, ETHOXYDIGLYCOL, ORYZA SATIVA BRAN OIL, POLYSORBATE 80, SORBITAN OLEATE, SORBITAN STEARATE, BHT, SODIUM METABISULFITE, CETEARYL GLUCOSIDE, SODIUM POLYACRYLATE, SODIUM BENZOATE, CITRIC ACID, PROPYLENE GLYCOL, DISODIUM EDTA, SODIUM HYDROXIDE, OCTADECYL DI-T-BUTYL-4-HYDROXYHYDROCINNAMATE, PHENOXYETHANOL, METHYLPARABEN, BUTYLPARABEN, ETHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, BENZYL ALCOHOL, CITRONELLOL, LIMONENE, LINALOOL, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, PARFUM

HOT-IMBIR
Rozgrzewający kompleks na bazie imbiru ułatwia wchłanianie składników aktywnych i przyspiesza ich działanie. Podczas masażu pomaga pobudzać mikrokrążenie oraz zmniejsza widoczność „skórki pomarańczowej”. Intensywnie ujędrnia i uelastycznia skórę.

ZIELONY JĘCZMIEŃ proSLIM
Wyjątkowy kompleks bazujący na ekstrakcie z młodego jęczmienia, który w diecie znany jest ze swojego wpływu na przyspieszenie spalania tkanki tłuszczowej. Wyszczupla i remodeluje sylwetkę. Zmniejsza widoczność cellulitu oraz zapobiega jego nawrotom. Poprawia także napięcie skóry.

EXTRACT Z GORZKIEJ POMARAŃCZY
Wspomaga redukcję cellulitu i zapobiega jego powstawaniu. Dodatkowo niweluje nierówności na skórze.

KOFEIN COMPLEX
Przyspiesza proces wyszczuplania, wysmukla i rzeźbi sylwetkę.


MOJE WRAŻENIA:
Mamy tu przyjemne dla oka, żółte „wesołe” opakowanie – dość typowe dla tego typu produktów: tuba stawiana na korku. Tuba jest na tyle giętka, że balsam bez problemu daje się z niej wydobyć nawet pod koniec używania.
Ten balsam to taki „delikatny” kosmetyk ( dalej znajdziecie informację z jakiego powodu o tym wspominam już na samym początku ) - ma fajną, bezproblematyczną w aplikacji konsystencję. Łatwo się rozmarowuje, nie bieli skóry i całkiem szybko się wchłania, nie zostawiając na skórze tłustego filmu. Ma to ogromne znaczenie w przypadku stosowania tego kosmetyku na noc – nie ma obaw o brudną czy zaplamioną piżamę.
Ma przyjemny lekko cytrusowy, trochę pomarańczowy zapach.
Przy tego typu kosmetykach zawsze obawiam się efektów termo, ale tu nie ma ani chłodzenia, ani rozgrzewania skóry, bez mrowienia.
Nie powiem, że balsam wyszczuplił mnie i zmienił mi rozmiar na mniejszy, bo to tak nie działa, ale..Trzeba przyznać, że wspomaga mnie w ujędrnianiu skóry i jej wygładzeniu. W połączeniu ze zbilansowaną dietą i ćwiczeniami poprawia jej wygląd i przy regularnym stosowaniu zauważamy jej delikatne napięcie i ujędrnienie.
Z przyjemnością używałam tego balsamu i myślę, że wprowadzę go do mojej stałej pielęgnacji, nawet nie oczekując od niego jakichś szczególnych działań modelujących sylwetkę.



Drugim z kosmetyków jest „mega hardkorowiec”..

TURBO 95% ( cena: ok.20zł/250ml )Intensywnie wyszczuplająca maska na noc o silnym, całonocnym działaniu. Posiada wyjątkową konsystencję, która miejscowo rozgrzewa skórę, dzięki czemu składniki lepiej wnikają i efektywniej działają. W efekcie znacząco poprawia wygląd skóry, wyszczupla i modeluje sylwetkę.”

AQUA, ISOPROPYL PALMITATE, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, DIMETHICONE, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, BEHENYL ALCOHOL, CAFFEINE, VANILLYL BUTYL ETHER, PROPYLENE GLYCOL, PEG-8, CENTELLA ASIATICA LEAF EXTRACT, DISODIUM RUTINYL DISULFATE, ALGAE EXTRACT, CARNITINE, SALICYLIC ACID, PANTHENOL, SORBITOL, PEG/PPG-18/18 DIMETHICONE, CITRUS AURANTIUM AMARA FRUIT EXTRACT, DIHYDROMYRICETIN, DIOSCOREA OPPOSITA ROOT EXTRACT, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CETYL PALMITATE, CYCLOMETHICONE, ESCIN, ETHOXYDIGLYCOL, ORYZA SATIVA BRAN OIL, POLYSORBATE 80, SORBITAN OLEATE, SORBITAN STEARATE, BHT, SODIUM METABISULFITE, CETEARYL GLUCOSIDE, TRIETHANOLAMINE, SODIUM POLYACRYLATE, EDTA, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, DISODIUM EDTA, SODIUM HYDROXIDE, ETHYLPARABEN, METHYLPARABEN, BENZYL ALCOHOL, PHENOXYETHANOL, OCTADECYL DI-T-BUTYL-4-HYDROXYHYDROCINNAMATE, LIMONENE, CITRONELLOL, BENZYL SALICYLATE, ALPHA ISOMETHYL IONONE, PARFUM

MICRO SMART SLIM COMPLEX
Wykorzystuje technologię micro-migracji i łączy działanie najbardziej skutecznych składników aktywnych. Zamknięte w mikrokapsułkach synefryna, diosgenina, dihydromyricetyna, escyna i kofeina znane są z tego, że intensywnie wyszczuplają. Dodatkowo pomagają modelować sylwetkę oraz wyraźnie napinają i wygładzają skórę.

TERMO REDUKTOR KRĄGŁOŚCI
Pobudza mikrokrążenie oraz rozgrzewa. Przyspiesza proces wyszczuplania i pomaga rzeźbić idealną sylwetkę.

CENTELLA ASIATICA
Redukuje i zmniejsza widoczność „skórki pomarańczowej” oraz silnie ujędrnia.

KOFEIN COMPLEX
Przyspiesza proces wyszczuplania, wysmukla i rzeźbi sylwetkę.

MOJE WRAŻENIA:
Wiadomo, że żaden kosmetyk nie zmniejszy nam centymetrów w obwodach, nie zlikwiduje cellulitu do zera, bez naszego wsparcia. Ale pozytywnego działania na skórę nie można mu odmówić – nic bardziej nie cieszy niż poprawa jej elastyczności, jędrności i znaczące wygładzenie. W przypadku regularnego i systematycznego stosowania TURBO 95% mamy to zapewnione już po kilku użyciach. Niestety nie wiem jak byłoby po zużyciu całej tubki, bo nie mam w sobie tyle..mh..”siły”.
Na opakowaniu znajdziemy informację, iż jest to kosmetyk o działaniu rozgrzewającym ( i wiem, że część osób lubi takie efekty, szczególnie jesienno-zimową porą ), ale nie spodziewałam się, że efekt będzie AŻ tak bardzo odczuwalny. Serum ma całkiem fajną konsystencja ( ani za rządką ani za gęstą ) - trochę jak zwykły krem; z łatwością się rozsmarowuje i dość szybko wchłania, bez pozostawiania filmu na skórze. Pachnie podobnie jak jego poprzednik: lekko cytrusowy zapach ( a tu.. ) z nutką mentolu – trochę jak pasta do zębów.
Efekt rozgrzewania pojawia się na skórze dosłownie kilka chwil po aplikacji. Najpierw odczuwamy delikatne mrowienie, ciepło, które z czasem bardzo się wzmaga i przechodzi wręcz w pieczenie skóry. Dla mnie jest zdecydowanie zbyt intensywne, bo już po kilku chwilach miałam chęć zmyć serum ze skóry z nadzieją, że przyniesie mi to ulgę ( niestety..nie działa ). Efekt intensywnego pieczenia trwa około pół godziny: skóra robi się zaczerwieniona i ciepła w dotyku. Myślę, że osoby z wrażliwą skórą mogą mieć problemy w stosowaniu tego kosmetyku – ja nie mam jakiejś nad wyraz delikatnej skóry a jednak bardzo ciężko było mi wytrzymać ten efekt intensywnego rozgrzania skóry.



Stosujecie tego typu „odchudzające” kosmetyki? Wierzycie w ich działanie ( oczywiście przy diecie i ćwiczeniach )? A jakie macie podejście do kosmetyków z efektem termo – dajecie radę wytrzymać?


MIŁEGO DNIA KOCHANI
OLA

ŚWIĄTECZNIE Z ORIFLAME

ŚWIĄTECZNIE Z ORIFLAME


Chyba wszystkie firmy kosmetyczne, w okolicy świat, wypuszczają nowe kosmetyki typowo świąteczne albo stare kosmetyki pojawiają się w nowej odsłonie. I nie wiem jak jest u Was ale na mnie to działa. I zapachy świąteczne kosmetyków i te opakowania - to kusi straszliwie. No a tak już całkiem na marginesie - idealnie nadają się na dodatki do prezentów świątecznych.

Dziś chciałabym Wam pokazać kosmetyki ( z ostatniego katalogu 2019 roku; a od 2 dni pojawił się nowy katalog 01/2020 ) bezapelacyjnie kojarzące mi się z okresem świąt + 2 zestawy ( kobiecy i męski ), które idealnie ( bez dodatkowego pakowania ) będą się nadawały na podarowanie ich komuś.

Nie przedłużając - pokazuję!
Zacznijmy właśnie od tych gift setów. Męski to kosmetyki z zapachowej serii DARK WOOD, a kobiecy DELICATE CHERRY BLOSSOM.



Zestaw Men's Collection Dark Wood ( 37376 ) - 99,90zł ( EDYCJA LIMITOWANA )
zapach orientalno - drzewny
w skład zestawu wchodzi:
- perfumowany żel do mycia włosów i ciała
- woda toaletowa ( 30059 )
"Zamknięty w eleganckim pudełku zestaw produktów dla mężczyzn - jedna z ulubionych wód klientów Oriflame Dark Wood oraz stworzony specjalnie do tego zestawu żel do mycia ciała i włosów. Dark Wood to wyrafinowana kompozycja, przywołująca majestatyczne piękno i moc natury."




Zestaw Women's Collection Delicate Cherry Blossom ( 37375 ) - 99,90zł ( EDYCJA LIMITOWANA )
zapach kwiatowy:
- nuta głowy: migdał
- nuta serca: kwiat wiśni
- nuta bazy: cedr
w skład zestawu wchodzi:
- woda toaletowa ( 32440 )
- perfumowany balsam do ciała
" Niezwykle kobieca, czysta i słodka kompozycja Delicate Cherry Blossom zamknięta w pięknym pudełku - woda toaletowa i stworzony specjalnie do zestawu balsam do ciała tworzą duet, który może stać się wymarzonym prezentem."




Zamówiłam również 3 pojedyncze kosmetyki: dwa typowo świąteczne i zapachem i opakowaniem i jeden, który mimo iż nie jest to kosmetyk jakkolwiek związany z grudniem i okresem świąt to samo opakowaniem,, etykieta - sprawia, że jest idealnym kosmetykiem dla...srok kosmetycznych! ( takich jak ja! ).
I może właśnie od tego cuda zaczniemy?


Olejek do ciała Milk & Honey Gold Precious Collection ( 34923 ) - 150ml/29,90zł
Shimmering Body Oil
"Podkreśl naturalne piękno skóry, stosując lekki olejek z organicznie pozyskiwanymi ekstraktami z mleka i miodu. Olejek odżywia skórę oraz nadaje ciału subtelny blask i cudowny zapach."

Chciałoby się zaśpiewać "Gdy widzę słodycze to kwiczę..." - ale nie na słodycze tak reaguję, ale na drobinki, brokacik i glow w kosmetykach. Nie jest to jednak mocno przesadzony efekt "kuli disco" i królowej parkietów, ale bardzo przyjemny połysk. Do tego olejkowa pielęgnacja, która sprawia, że skóra robi się niesamowicie miękka ( ale ja akurat należę do osób, które uwielbiają pielęgnację ciała i twarzy za pomocą olejków ).
A zapach - delikatny, rzeczywiście taki dość charakterystyczny dla kosmetyków o tego typu nutach zapachowych ( miód i mleko ) - lekko pudrowy, ciepły i otulający. Bardzo subtelny - olejek spokojnie możemy stosować na noc, bez obaw, że zapach będzie przeszkadzał nam w nocnym odpoczynku.
No i te opakowanie..Przyjemne dla oka, prawda?



Sięgnęłam również po dwa TYPOWE świąteczne kosmetyki o zapachu wanilii i cynamonu oraz żurawiny i czarnej herbaty. A pachną tak...że głowa mała!



Płyn do kąpieli Be Merry ( 34959 ) - 300ml/19,90zł
"Płyn do kąpieli o relaksującym, przywołującym cudowne świąteczne wspomnienia aromacie cynamonu i wanilii. Formuła nie zawiera mydła i ma zbalansowane pH. Oczyszcza skórę nie wysuszając jej przy tym oraz nadaje jej delikatny, słodki zapach."



Krem do rąk "Żurawina i czarna herbata" ( 34733 ) - 30ml/5,99zł ( to cena promocyjna! w regularnej sprzedaży krem kosztuje 15,90zł )
"Krem do rąk o zapachu żurawiny, aromatycznej czarnej herbaty i pikantnego imbiru, przywołującym świąteczny nastrój. Sprawia, że dłonie są nawilżone, miękkie i gładkie. Piękny design opakowań!"



Strasznie mnie ciekawi, czy kusicie się na kosmetyki w świątecznych opakowaniach..
A jaki jest Wasz ULUBIONY kosmetyczny zapach świąteczny? Miód? Wanilia? Cynamon? A może goździki?


MIŁEGO DNIA KOCHANI
OLA
DERMENA SKIN CARE - HYDRALINE. NA RATUNEK!

DERMENA SKIN CARE - HYDRALINE. NA RATUNEK!



Kosmetyki Dermena są mi całkiem nieźle znane, szczególnie seria do pielęgnacji włosów osłabionych i nadmiernie wypadających. Dla przypomnienia odsyłam Was do moich postów na ich temat: szampon + odżywka, lotion. Okazało się jednak, że w asortymencie Firmy możemy znaleźć też produkty ratujące paznokcie, rzęsy..I skórę..skórę suchą i odwodnioną, skłonną do łuszczenia się i podrażnień.

Zima – niska temperatura, wiatr i okres grzewczy dają do wiwatu naszej skórze. Nie wiem czy Wy mocno odczuwacie tę porę roku ale ja bardzo. Ogólnie mam dość suchą skórę, ale zimą mam wrażenie, że ile nawilżenia i natłuszczenia bym jej nie dała to zawsze będzie mało. I właśnie zimą najczęściej moja pielęgnacja jest mocno wzmożona.

dermena® skin care to specjalistyczna linia innowacyjnych dermokosmetyków zapewniających skuteczną i kompleksową pielęgnację skóry z różnymi problemami dermatologicznymi. Starannie dobrany, unikalny skład produktów łączy w sobie działanie molekuły Regen7 i najwyższej jakości składników aktywnych. Składniki aktywne zawarte w tych dermokosmetykach pozytywnie wpływają na stan i wygląd nawet najbardziej wymagającej skóry. Dermena® skin care przywraca skórze równowagę i utracony komfort.”


W linii Dermena® skin care znajdziemy 5 produktów, które zapewnią nam całościową, kompleksową pielęgnacje wymagającej skóry:

Od jakiegoś czasu w mojej pielęgnacji znalazły się 4 główne produkty linii hydraline: krem na dzień i na noc, krem pod oczy oraz emulsja do mycia twarzy i właśnie o efektach działania tych kosmetyków, chciałabym Wam dziś opowiedzieć.


KREMOWA EMULSJA DO MYCIA TWARZY dermena® HYDRALINE
- łagodnie myje i skutecznie oczyszcza skórę
- pozostawia uczucie wyraźnego nawilżenia i odświeżenia
- działa łagodząco i chroni przed powstawaniem podrażnień
- przywraca skórze komfort i równowagę, zapewnia naturalne pH
- oparta na łagodnej bazie myjącej, nie zawiera mydła

cena: 25,70zł/200ml

AQUA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, SODIUM LAUROYL CARCOSINATE, GLYCERIN, PROPYLHEPTYL CAPRYLATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, 1,2-HEXANEDIOL, BETAINE, PANTHENOL, SODIUM CARRAGEENAN, MARIS SAL, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, OLICE OIL PEG-7 ESTERS, METHYL NIACINAMIDE CHLORIDE, TOCOPHERYL ACETATE, PROPYLENE GLYCOL, SODIUM PCA, GLUCOSE, UREA, GLUTAMIC ACID, LYSINE, GLYCINE, LACTIC ACID, ALLANTOIN, XANTHAN GUM, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, PHENOXYETHANOL, DISODIUM EDTA, PEG-8, TOCOPHEROL, ASCORBYL PALMITATE, ASCORBIC ACID, CITRIC ACID, SODIUM XYDROXIDE, PARFUM, SODIUM CHLORIDE, TETRASODIUM EDTA, GLYCINE SOJA OIL


Przyznam Wam, że z lekką rezerwą podchodziłam do tego kosmetyku. Przy myciu twarzy przyzwyczaiłam się do mydeł naturalnych, ewentualnie żeli i pianek. Nie pamiętam kiedy miałam ( i czy w ogóle miałam ) emulsję do mycia twarzy i jak mi się sprawdzała. Obawiałam się, czy tego typu kosmetyk może być dobry w oczyszczeniu skóry z resztek makijażu, umyciu jej i przygotowaniu do nocnej pielęgnacji.
Ok – mamy wygodne opakowanie: buteleczka z pompką: to duży plus jak dla mnie, bo nie ma nic gorszego niż walka z otworzeniem tubki lub butelki mokrymi dłońmi, pod prysznicem. Jeśli chodzi o konsystencję, formułę to mamy do czynienia z kremowym mleczkiem o lekko tłustawej konsystencji. Przyznam, że momentami sprawia trudność jeśli chodzi o zmycie ze skóry ( jeśli stosujemy je wraz z wodą ). Zaczęłam kombinować jak jeszcze można użyć tej emulsji i okazało się, że wacik+emulsja to fantastyczny zestaw. Zmywa ze skóry codzienny brud i zanieczyszczenia, pozbywamy się resztek makijażu. Skóra jest przyjemna w dotyku, gładka i bez odczucia napięcia i szorstkości. A żeby domyć skórę do totalnej, „skrzypiącej” czystości to ja i tak sięgam po mydlaną kostkę :) - takie przyzwyczajenie.


WYGŁADZAJĄCY KREM POD OCZY dermena® HYDRALINE
- intensywnie nawilża i chroni skórę przed przesuszeniem
- działa łagodząco, zmiękcza i uelastycznia naskórek
- wygładza skórę wokół oczu i zmniejsza widoczność „kurzych łapek”
- zmniejsza suchość, chroni przed powstawaniem podrażnień
- przywraca skórze komfort i zdrowy wygląd

cena: 30,40zł/ml

AQUA, ISOHEXADECANE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERIN, DICAPRYLYL CARBONATE, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE CITRATE, 1,2-HEXANEDIOL, BETAINE, GOSSYPIUM HERBACEUM SEED OIL, HYDROGENATEC COCO-GLYCERIDES, GLYCERYL STEARATES, PANTHENOL, TOCOPHERYL ACETATE, BIOSACCHARIDE GUM-1, SODIUM CARRAGEENAN, MARIS SAL, SODIUM PCA, GLUCOSE, UREA, GLUTAMIC ACID, LYSINE, GLYCINE, LACTIC ACID, METHYL NIACINAMIDE CHLORIDE, ALLANTOIN, PROPYLENE GLYCOL, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, XANTHAN GUM, PHENOXYETHANOL, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, DISODIUM EDTA, SODIUM HYDROXIDE, PEG-8, TOCOPHEROL, ASCORBYL PALMITATE, ASCORBIC ACID, PARFUM


Niestety moja okolica oczu ostatnio bardzo cierpi – jest bardzo mocno przesuszona i wymaga ogromnej dawki odżywienia. Niezbędne są tu mocno solidne i bogate kremy. Delikatne żeliki lekko nawilżające będą zdecydowanie za słabe. Wygładzający krem pod oczy Dermena to lekki i szybko wchłaniający się kosmetyk, pozostawiający na skórze delikatny film – nie jest on jednak obciążający. Krem całkiem przyjemnie nawilża skórę i sprawia, że staje się przyjemnie gładka. Jest to idealny krem dla mnie do stosowania na dzień, pod makijaż. Na noc jednak potrzebuję zdecydowanie czegoś solidniejszego, z konkretną dawką uderzeniową. Jeśli jednak nie masz tak jak ja, problematycznej i mocno przesuszonej skóry pod oczami, to ten krem będzie idealny do stosowania i na dzień i na noc.


NAWILŻAJĄCY KREM OCHRONNY NA DZIEŃ dermena® HYDRALINE
- intensywnie i długotrwale nawilża skórę
- chroni przed wysuszeniem i szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi
- zmniejsza szorstkość skóry
- działa kojąco i łagodząco na podrażnienia
- zawiera filtry UVA/UVB i zapewnia skórze ochronę przeciwsłoneczną (SPF 10)

cena: 34,50zł/50ml

AQUA, OCTOCRYLENE, CYCLOPENTASILOXANE, GLYCERIN, DICAPRYLYL CARBONATE, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE CITRATE, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, CYCLOHEXASILOXANE, C12-15 ALKYL BENZOATE, GLYCERYL STEARATES, GOSSYPIUM HERBACEUM SEED OIL, 1,2-HEXANEDIOL, SODIUM CARRAGEENAN, MARIS SAL, PANTHENOL, BIOSACCHARIDE GUM-1, C30-45 ALKYL CETEARYL DIMETHICONE CROSSPOLYMER, PROPYLENE GLYCOL, SODIUM PCA, GLYCOSE, UREA, GLUTAMIC ACID, LYSINE, GLYCINE, LACTIC ACID, ALLANTOIN, METHYL NIACINAMIDE CHLORIDE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, PHENOXYETHANOL, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, DISODIUM EDTA, SODIUM HYDROXIDE, PARFUM, PEG-8, TOCOPHEROL, ASCORBYL PALMITATE, ASCORBIC ACID, CITRIC ACID, BHT

Typowy dzienny krem: niesamowicie lekki, fantastycznie ekspresowo wchłaniający się. Nie zostawia na skórze tłustej i klejącej się warstwy. W sumie, w przypadku mojej suchej skóry, wchłania się dosłownie do zera i przygotowuje ją do nałożenia makijażu ( jest idealny do stosowania pod makijaż – nie wpływa na jego jakość, trwałość ).
Mamy do czynienia z typowo nawilżającym mazidłem, które bardzo przyjemnie koi naszą skórę, łagodzi wszelkie podrażnienia, niweluje nieprzyjemne napięcie przesuszonej skóry ( pewnie wiecie jak bardzo to jest nieprzyjemne, bolesne.. ).
Krem nie zapycha, nie powoduje wysypu niedoskonałości czy podskórnych gul. Nie podrażnia skóry, nie powoduje jakichkolwiek rekacji alergicznych.


ODŻYWCZY KREM NATŁUSZCZAJĄCY NA NOC dermena® HYDRALINE
- poprawia nawilżenie i natłuszczenie skóry
- działa odżywczo i regenerująco
- chroni przed powstawaniem podrażnień
- odbudowuje warstwę hydrolipidową naskórka
- zmniejsza suchość skóry i działa wygłądzająco
- szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy

cena: 34,50zł/50ml

AQUA, GLYCERIN, ISOHEXADECANE, DICAPRYLYL CARBONATE, PROPYLHEPTYL CAPRYLATE, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE CITRATE, CYCLOPENTASILOXANE, GLYCERYL STEARATES, GOSSYPIUM HERBACEUM SEED OIL, 1,2-HEXANEDIOL, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, CETYL STEARATE, ISOSTEARYL ISOSTEARATE, CETYL ALCOHOL, POTASSIUM CETYL PHOSPHATE, STEARIC ACID, SODIUM CARRAGEENAN, MARIS SAL, PROPYLENE GLYCOL, SODIUM PCA, GLUCOSE, UREA, GLUTAMIC ACID, LYSINE, GLYCINE, LACTIC ACID, ALLANTOIN, PANTHENOL, TOCOPHERYL ACETATE, METHYL NIACINAMIDE CHLORIDE, C30-45 ALKYL CETEARYL, DIMETHICONE CROSSPOLYMER, POLYACRYLATE-13, POLYISOBUTENE, POLYSORBATE 20, PHENOXYETHANOL, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, PARFUM, XANTHAN GUM, DISODIUM EDTA, SODIUM HYDROXIDE, PEG-8, TOCOPHEROL, ASCORBYL PALMITATE, ASCORBIC ACID, CITRIC ACID, SORBITAN ISOSTEARATE, GLYCINE SOJA OIL


Ooo ten krem jest moim ulubieńcem jeśli chodzi o tę serię kosmetyków. Fantastyczny w działaniu krem na noc – jest dokładnie taki jakiego oczekuję i jaki najlepiej spisuje mi się do nocnej pielęgnacji. Zauważalnie natłuszcza skórę, odżywia ją i nawilża. Sprawia, że rano nasza skóra jest niesamowicie miękka bez śladu szorstkości, suchości. Myślę, że wszystkie posiadaczki suchej skóry będą zachwycone jego nocnym działaniem.
A dodatkowo – duży plus za opakowanie: zamiast słoiczka, w który mielibyśmy włożyć palec – mamy buteleczkę z pompką. Pełna higiena!


Ciekawa jestem czy znacie kosmetyki Dermena? Do pielęgnacji twarzy? Włosów?
Macie jakieś swoje sposoby na mocno przesuszoną skórę?


MIŁEGO DNIA KOCHANI
OLA

GDZIE ZNIKNĘLI LUDZIE? - "OSADA" C. STEN

GDZIE ZNIKNĘLI LUDZIE? - "OSADA" C. STEN


Horrorów nie oglądam ( pół roku zasypiania przy zapalonym świetle i wyłączonym telewizorze po obejrzeniu The Ring zrobiło swoje ) – bo się boję. Urbexy ( oglądacie? ) z różnych opuszczonych miejsc uwielbiam oglądać na YT ale tylko w towarzystwie Męża i przy zapalonym świetle – no bo się boję.
Ale książki..Książki to już inna bajka. Kryminały, thrillery, horrory – tego typu książki przeważają w mojej domowej biblioteczce ( no i biografie..ale o tym wiecie! ). Jest tylko jedna jedyna książka, której nie doczytałam ze strachu.. A mianowicie mając lat, może z 12-13, wzięłam się za czytanie „Miasteczka Salem” S. Kinga – treść i sama okładka ( nie pamiętam jakiej firmy było to wydanie ) zrobiło na mnie takie wrażenie, że pamiętam, że w nocy wędrowałam do łóżka rodziców a książki nigdy nie doczytałam do końca. I teraz, mając skończone 35-lat, jakoś też nie mogę się zebrać do jej przeczytania...

Wiecie, po czym mogę stwierdzić, że książka, tego typu jak horror, była niezła? Jak zaczynam się bać zasypiać przy zgaszonym świetle, jak boje się wyjść na balkon jak już jest ciemno, jak nie ma szans bym zasnęła jeśli nie ma Męża w łóżku... Jeśli tak się zaczyna dziać to znaczy, że książka ma klimat.


Sześćdziesiąt lat temu cała populacja małej górniczej osady Silvertjarn zniknęła bez śladu. Do tej pory nikt nie wie, co się wtedy wydarzyło: tajemniczy kataklizm, zbiorowe szaleństwo czy masowe samobójstwo.
Alice jest młodą dokumentalistką, która od dzieciństwa słyszała opowieści swojej babci o Silvertjarn. Zafascynowana tymi wydarzeniami postanawia na własną rękę rozwiązać zagadkę zniknięcia mieszkańców osady. Wraz z niewielką ekipą spędzi pięć dni w odizolowanym i opuszczonym miasteczku, kręcąc dokument o jego tajemnicach. Jednak na miejscu okazuje się, że przeszłość nadal rzuca swój złowieszczy cień na Silvertjarn, a poszukiwania prawdy szybko przeradzają się w walkę o przetrwanie.”

Osada to klaustrofobiczna opowieść o źle, które nigdy nie powinno ujrzeć światła dziennego, i tajemnicach, które skrywa przeszłość.”

Po przeczytaniu opisu „Osady” wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć – zapowiadał się mroczny klimat z dreszczykiem, ale przyznam, że książka totalnie przerosła moje oczekiwania. Dawno się tak nie bałam, nie czułam takiego niepokoju, dawno nie czytałam jakiejś książki starając się nie oddychać.


Gdy znika jeden człowiek – tak naprawdę sytuacja powoduje zaniepokojenie tylko u jego bliskich. Takie sytuacje się zdarzają ( niestety.. ). Nie chcę napisać, że przechodzimy nad tym do porządku dziennego, ale nie jest to niczym strasznie dziwnym. Jednak jak w jednym momencie z powierzchni niewielkiej miejscowości znika każdy, 900 osób – zaczyna się robić dziwnie i żadne, nawet najdziwniejsze wytłumaczenie jest nie do przyjęcia. Jeszcze dziwniej jest jak okazuje się, że jedynymi śladami ludzi jest ciało kobiety nabite na pal w centralnym miejscu osady i opuszczone, żywe niemowlę w budynku opuszczonej szkoły..
Czy młoda dokumentalistka Alice i jej ekipa to pasjonaci? A może niepotrzebnie ryzykujący głupcy? Chęć odkrycia tajemnicy Silcertjarn jest tak ogromna, że nie biorą nawet pod uwagę tego, że czyha na nich jakieś niebezpieczeństwo.

Fabuła rozkręca się dość stopniowo, powoli wprowadzając nas w klimat lekkiej ciekawości i niepokoju, które w pewnym momencie przeradzają się po prostu w strach ( Wam też zdarza się wkręcić tak mocno w jakąś książkę? ). Cała historia opowiedziana jest tak jakby na dwóch płaszczyznach: mamy teraźniejszość i losy Alice i jej ekipy oraz przeszłość, z którą łączy się Babcia Alice i listy.. Listy, które pozwalają nam dołożyć do całej opowieści, brakujące puzzle a dzięki temu ujawniają nam prawdę.

A jaka jest prawda? Gdzie zniknęło 900 osób? Kto sprawił, że Silvertjarn przestało tętnić życiem? Jeśli „zżera” Was ciekawość to koniecznie musicie sięgnąć po „Osadę” Camilli Sten – gwarantuje niezapomniane emocje. Jak zwykle Wydawnictwo ZYSK i S-KA nie zawiodło mnie z kolejną swoją nowością.


MIŁEGO WIECZORA KOCHANI
OLA

INTENSYWNIEJSZA ZIMOWA PIELĘGNACJA?

INTENSYWNIEJSZA ZIMOWA PIELĘGNACJA?


Jesień, początek zimy – idealny czas na to by w sposób szczególny zadbać o naszą pielęgnację. Nie wiem jak Wy ( dajcie znać w komentarzach! ), ale ja jakoś właśnie pod koniec roku intensyfikuje moje pielęgnacyjne działania i w ruch idą różnego rodzaju sera, płatki, maseczki, maski – w zdecydowanie większej ilości niż zazwyczaj. Wtedy też właśnie najczęściej odkrywam nowe produkty – jedne sprawdzają mi się lepiej inne gorzej..niektóre zostają ze mną na stałe a inne odchodzą w zapomnienie.


Po kosmetyki Ava Laboratorium sięgam systematycznie co jakiś czas – najczęściej skuszona poznaniem pojawiających się nowości.
Tym razem jednak zdecydowałam się na kosmetyki ze względu na ich działanie – będą dwa produkty – teoretycznie takie same ale o totalnie innym działaniu. No ale skoro od początku zaczęłam i intensywnej pielęgnacji to pewnie domyślacie się, że dziś będzie o maskach do twarzy.

Algi są bogatym źródłem wszystkich niezbędnych do życia substancji: witamin, peptydów, kwasów tłuszczowych, minerałów, polisacharydów, które są bardzo dobrze przyswajane przez organizm. U wybrzeży Filipin, w morzu Bohol, niczym w winnicy rosną niezwykłe algi. Swoim wyglądem przypominają kiść winogron, malutkie perły, lub roślinny, zielony kawior. Od pokoleń alga ta wykorzystywana jest przez Japończyków, ze względu na ukrytą w perłach tajemnicę młodości. Caulerpa lentillifera, bo tak nazywa się ta alga, bogata w witaminy, makroelementy i polisacharydy silnie nawilża, nadaje skórze sprężystości i elastyczności.”


W serii BIO ALGA znajdziemy 5 kosmetyków zapewniających nam kompleksową pielęgnację twarzy: Bio Alga Krem na dzień – Efekt młodej skóry, Bio Alga krem pod oczy – Gładka skóra, Bio Algamaska do twarzy – wzmocnione odżywienie skóry, Bio Alga serum do twarzy – Intensywne odmłodzenie, Bio Alga krem na noc – Odbudowa komórkowa.
Ja chciałabym Wam opowiedzieć o moich wrażeniach po stosowaniu maski, która obiecuje nam wzmocnione odżywienie skóry.

„Samowchłaniająca maska z odmładzającym kompleksem algowo - perłowym. Algi Laminaria bogate w polisacharydy chronią skórę przed utratą wilgoci. Napinają i ujędrniają ją. Ekstrakt z perły uzupełnia niedobory aminokwasów i mikroelementów w skórze, poprawiając jej koloryt. Kompleks wygładza zmarszczki i spowalnia procesy starzenia. Dodatek roślinnych pereł zwanych Zielonym Kawiorem głęboko i długotrwale nawilża skórę, pozostawiając ją elastyczną i gładką. Naturalne oleje skutecznie natłuszczają skórę wzmacniając jej barierę lipidową.”

Aqua, Glycerin, Cetearyl Olivate, Glycine Soja Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Sorbitan Olivate, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, C10-18 Triglycerides, Hydrogenated Ethylhexyl Olivate, Caulerpa Lentillifera Extract, Hydrolyzed Pearl, Laminaria Hyperborea Extract, Coco-Caprylate/Caprate, Hydrogenated Vegetable Oil, Olea Europaea Husk Oil, Hydrogenated Olive Oil Unsaponifiables, Beta-Sitosterol, Tocopherol, Maris Sal, Squalene, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Butylene Glycol, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Parfum.

Przyznam, że nie jestem jakąś szczególną fanką masek w kremie, tych w wielorazowego użytku, opakowaniach. Chyba bardzo przyzwyczaiłam się do masek w płacie i tego rodzaju ekspresowej pielęgnacji: nakładam na twarz, po 10 minutach zdejmuję i wyrzucam i pielęgnacja zakończona. Jednak maski w kremie wymagają od nas ciut więcej zaangażowania. Dobrze byłoby porządnie oczyścić skórę przed takim zabiegiem a później albo trzeba zmyć nadmiar albo wsmarować do zera ( co czasami również wcale nie jest takie łatwe ).
Okazało się, że algowa maska AVA ma dość gęstą i treściwą, ale miękką konsystencję, która nie sprawia nam problemów w aplikacji ( polecam sięgnięcie po silikonowe pędzelki – nie wiem jak mogłam wcześniej ich nie używać?! ). Mimo iż zamknięta jest w dość twardej ( ale nie za bardzo ) plastikowej tubce ( 50ml ) nie mamy żadnych problemów z wydobyciem jej z opakowania. Wygląd opakowania, design jest utrzymany w stylu pozostałych kosmetyków Ava – jest skromnie i bez zbędnych ozdobników.
Zanim opowiem Wam o działaniu jest jeszcze jedna rzecz, o której muszę wspomnieć – zapach. Maseczka pachnie niesamowicie przyjemnie – świeżo, rześko – tak wodniście..Fantastycznie przyjemny zapach.


No i sama maseczka. Tak jak wspominałam – totalnie bezproblematyczną w aplikacji. Powinniśmy trzymać ją na twarzy około 10-15 minut – później albo wklepać pozostałości w skórę albo zetrzeć je za pomocą wacika. Producent zaleca stosowanie grubszej warstwy, ale...po pierwsze to maseczka starczyłaby nam na dosłownie kilka razy, po drugie – nie wchłania się do zera więc musielibyśmy sporą część z niej zetrzeć za pomocą wacika ( polecam takie zwilżone hydrolatem ) - marnowanie kosmetyku. Zdecydowanie najlepiej spisywała mi się opcja z niezbyt grubą warstwą i wtedy wklepanie niewchłoniętych pozostałości w skórę. Kosmetyk się nie marnuje, a skóra otrzymuje odpowiednią dawkę..no właśnie, czego? Delikatnego natłuszczenia, ogromnej dawki nawilżenia i odżywienia. Skóra po użyciu zyskuje promiennego blasku, możemy zapomnieć o jej przesuszeniu i szarym, zmęczonym wyglądzie. Jest zdecydowanie młodziej i piękniej. I do tego zero podrażnień, niechcianych niedoskonałości.
Jak dla mnie bomba..przydałaby się tylko ciut większa pojemność, bo te 50ml to jakoś strasznie szybko się kończy.


Druga serią, na którą się zdecydowałam był BIO ROKITNIK - Moc organicznego odżywienia.
Rokitnik to prawdziwa bomba witaminowa wśród roślin. Jego owoce, nazywane złotem Syberii, zawierają o wiele więcej wartościowych i odżywczych mikroelementów niż inne rośliny. Mają nasycony, słoneczno-pomarańczowy kolor. Ich intensywna barwa jest zasługą wysokiej zawartości witaminy A w postaci karotenoidów. Dzięki ogromnemu bogactwu witamin rokitnik działa regenerująco na skórę.


Liczne niezależne badania udowodniły dobroczynny wpływ rokitnika na skórę: opóźnia procesy starzenia, odbudowuje komórki, chroni skórę przed słońcem, pomaga goić rany, działa regeneracyjnie, łagodzi stany zapalne, likwiduje przebarwienia i wyrównuje koloryt skóry.”

W skład linii BIO ROKITNIK wchodzi 5 kosmetyków: Bio Rokitnik – WYGŁADZAJĄCY krem do twarzy, Bio Rokitnik – ODŻYWCZY krem dotwarzy, Bio Rokitnik- REDUKCJA ZMARSZCZEK krem pod oczy, Bio Rokitnik – AKTYWNA ODBUDOWA serum przeciwzmarszczkowe, Bio Rokitnik – SILNA ANTYOKSYDACJA maska rewitalizująca.

Bio Rokitnik SILNA ANTYOKSYDACJA to maska rewitalizująca, która ma nam zapewnić pielęgnację przeciwzmarszczkową, odżywiającą skórę. „Kompleks naturalnych olejów regeneruje i wzmacnia barierę hydrolipidową naskórka. Dodatek oleju z marchwi aktywuje syntezę kolagenu w skórze, poprawia gęstość naskórka i chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV. Kompleks witamin z grupy A, E i F pełni funkcję odmładzającą, przeciwdziała utracie wody, hamuje procesy starzenia. Maska pozostawia skórę gładką, elastyczną i matową.”

Aqua, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Cetyl Alcohol, C10-18 Triglycerides, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Squalane, Hippophae Rhamnoides Fruit Extract, Zea Mays Starch, Helianthus Annuus Seed Oil, Beta-Carotene, Daucus Carota Sativa Root Extract, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Hydrogenated Ethylhexyl Olivate, Hydrogenated Olive Oil Unsaponifiables, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Caprylic/Capric Triglyceride, Ascorbyl Palmitate, Phenoxyethanol, Polysorbate 20, Glyceryl Stearate, Xanthan Gum, PEG-20 Glyceryl Laurate, Sodium Phytate, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Diethylhexyl Syringylidenemalonate, Parfum



W przypadku tej maski mamy również całkiem przyjemny zapach, ale to całkiem inna bajka niż ten w masce algowej. Tu, kremowy, żółtawy kosmetyk pachnie trochę cytrusami, trochę kwiatami. Przyznam Wam, że spodziewałam się po nim tego typu aromatu – chyba ze względu na ten żółty kolor. Jakie to jest dziwne, że konkretny kolor kojarzy nam się z jakimś konkretnym zapachem. Też tak macie?
W przypadku tej maski również nie bardzo stosowałam się do zaleceń producenta jeśli chodzi o ilość jednorazowo nakładanej maski – zdecydowanie lepiej sprawdzała mi się cieńsza warstwa niż ta solidniejsza. Po około 15 minutach całkiem nieźle się wchłaniała i tak naprawdę w miejscach bardziej przesuszonych – nie było po nadmiarze śladu. Ewidentnie sucha skóra lubi ten kosmetyk. Miękka, elastyczna, jędrniejsza skóra to to co możemy uzyskać po stosowaniu tego kosmetyku. No i nawilżenie i odżywienie przesuszonych miejsc na skórze. Koniec walki z suchymi skórkami, która potrafią nam mocno dokuczyć.


Jeśli miałabym z tych dwóch kosmetyków wybrać jeden jako ten ulubiony to zdecydowanie została by nim maska z serii bioAlga. Jest fantastyczna w swoim działaniu!

Czy u Was jesienią/zimą też pielęgnacja jest intensywniejsza? Może trafiłyście ostatnio na jakąś fajną, godną polecenia maskę?




MIŁEGO DNIA
OLA
TOTALNY MATT CZY SATYNOWY LOOK?

TOTALNY MATT CZY SATYNOWY LOOK?


Puder wykańczający – dla jednych konieczny etap przy makijażu, dla innych całkiem zbędny. Przyznam, że ja kiedyś totalnie nie zwracałam uwagi na pudry, po które sięgałam – grunt żeby był mat i tyle. Przez lata dojrzewałam makijażowo i teraz już WIEM, czego szukam jako wykończenie makijażu. Mat i owszem, ale najbardziej lubię lekko rozświetlające ( chociaż może to za duże słowo ), satynowe wykończenie.

Puder, który pokochałam całym sercem i zawsze wszystkim go polecam jest puder Lily Lolo Translucent Silk. Jeśli ktokolwiek pyta o polecenie jakiegoś kosmetyku Lily Lolo to ten puder jest jednym z trzech najczęściej polecanych ( znam go od 2015 roku i uważam, że jest hitem nad hity ) przeze mnie kosmetyków. Spełnia wszystkie moje oczekiwania jeśli chodzi o wykończenie makijażu.


Na stronie Costasy ( dystrybutora Lily Lolo w Polsce ) znajdziemy w sumie 3 pudry wykańczające i dziś chciałabym Wam opowiedzieć o drugim z nich, który mnie zachwycił i przyznam, że musiałabym się mocno zastanowić, który wolę bardziej: czy mój ukochany Translucent Silk czy bohatera dzisiejszego postu – Flawless Silk.

Flawless Silk zrobił na mnie duże wrażenie, mimo iż miałam niewielkie obawy przed jego użyciem. Obawy spowodowane były jego odcieniem – nie jest to typowy puder wykańczający w kolorze białym ( który na twarzy łapie „przezroczyste” wykończenie ). Ma lekko różowo-brzoskwiniowy odcień i przyznam, że obawiałam się, że może się on pojawić na skórze. Dużym zaskoczeniem jednak okazało się, że puder idealnie wtapia się w skórę – nie zmienia jej odcienia, nie wpływa również w żaden sposób na kolor podkładu. Pamiętać trzeba jednak o jednej, ale bardzo istotnej kwestii – o umiarze ( ale to jak ze wszystkim, prawda? ).


Sam puder jest bardzo drobno zmielony i wręcz aksamitny w dotyku. Coś co jednak zaskakuje to jego formuła – nie jest to typowo pudrowo-suchy produkt. Jest sypki, ale do suchości jednak trochę mu brakuje, ma taką kremową – jakby lekko „wilgotną” konsystencję ( może „miałką” ).



Pewnie ciekawi Was dlaczego uważam, że warto sięgnąć po ten puder? Coś co mnie w nim zachwyca to bardzo delikatny i naturalny efekt zdrowego rozświetlenia makijażu. Nie jest to aż tak intensywny glow jak w przypadku Translucent Silk – to dużo delikatniejszy efekt, a jednak widoczny, dający nam zdrowy blask i taki wypoczęty, promienny wygląd. Jego niewątpliwym i ogromnym atutem jest właśnie te rozświetlenie cery i fantastyczne, właśnie satynowe wykończenie makijażu. Co, dodatkowo, uzyskujemy po aplikacji tego pudru? Lekkie zatuszowanie rozszerzonych porów i drobnych zmarszczek wokół oczu.




Flawless Silk, jak wszystkie kosmetyki Lily Lolo, umieszczony został w czarno-białym kartoniku z logo marki. A w środku znajdziemy opakowanie dość standardowe dla sypkich pudrów – zakręcany słoiczek z sitkiem. Kosmetyku mamy 4,5g i może się wydawać, że to wcale nie tak dużo – jednak wydajność tego pudru jest powalająca – nie wiem kiedy uda mi się do zużyć ( podobno kosmetyki kolorowe się używa a nie zużywa...prawda to? ).

Kolejny fantastyczny kosmetyk w czarno-białym opakowaniu. Nie wiem czy mają w ogóle w swoim asortymencie coś czym nie byłabym zachwycona.

A Wy jaki efekt na skórze lubicie najbardziej jeśli chodzi o wykończenie makijażu?




MIŁEGO POPOŁUDNIA
OLA