KOMPLETNIE NIEKOSMETYCZNIE. OPOWIEŚCI Z GRUZJI.


Wiecie jak to jest, niby jest coś co lubimy, coś co nas ciekawi i raczej na inne rodzaje nie zwracamy uwagi. Są też takie rzeczy, które z jakiegoś powodu nas zaciekawiają i w związku z tą ciekawością - zmieniamy trochę swoje przyzwyczajenia.
Uwielbiam czytać książki. Kiedyś byłam typowym książkoholikiem - pochłaniałam wręcz każdą pozycję, czytałam baardzo dużo. Później miałam moment przerwy, najprawdopodobniej spowodowany pojawieniem się córki na świecie - zaczęła się literatura związana z macierzyństwem, medycyną. Pojawiły się też książeczki dla dzieci.
Mamusiowe książki poszły w ręce kolejnych mamuś, literatura dla małych dzieci zniknęła z naszych półek i została zastąpiona czymś dla "starszaków" - ba..córa zaczyna czytać sama, więc moja rola ogranicza się do przeczytania czegoś na dobranoc... A ja? Zaczynam wracać do swoich ulubionych książek. Czytam, dokupuję kolejne pozycje ( mąż wspiera mój książkoholizm :) ), wish lista systematycznie się powiększa.
Na co dzień czytam albo biografie ( ale te wybrane - lubię np. biografie polityków..np. czeka na mnie teraz 700-stronicowa biografia Putina ) albo książki/reportaże kryminalne ( tylko i wyłącznie literaturę faktu ). Jedynym autorem "wymyślającym", po którego sięgam i kolekcjonuję to King. Nie lubię fantastyki, romansów i innych.

Jakiś czas temu dostałam propozycję otrzymania egzemplarza recenzenckiego niby najnowszej ( nowe uzupełnione wydanie pierwszej wersji z 2011 roku ), ale nie do końca, ksiązki napisanej przez małżeństwo Mellerów: Annę Dziewit-Meller i Marcina Mellera.


Trochę nie mój ulubiony temat, ale za to jest Meller, którego darzę sympatią ( ale nie z telewizji śniadaniowej, polecam obejrzenie "Drugiego śniadania mistrzów" ) i mam całkiem przyjemne skojarzenia z inną jego książką "Między wariatami". Chyba z ciekawości nad treścią i zdjęciami zgodziłam się i już po kilku dniach mój egzemplarz był u mnie.

Co robicie jak w Wasze ręce trafi nowa książka? Ja wącham ( proszę się nie śmiać :) - uwielbiam zapach nowej książki ), a później przeglądam ilustracje i zdjęcia. "Gaumardżos" jest wyjątkowo przyjemnie wydane - niby miękka okładka ale jednak troche usztywniona, śliski kredowy papier, wyraźne klimatyczne zdjęcia.

Byłam ciekawa jak będzie mi sie czytało o czymś co w gruncie rzeczy mnie nie fascynuje, nie jest moim ukochanym książkowym tematem. I tu pojawiło się ogromne zaskoczenie! Pochłonęłam tę książkę w kilka wieczorów spędzonych na balkonie z kubkiem herbaty. 
To ten typ książki, ten typ słowa pisanego, który się wręcz połyka. Jest prosto, przyjemnie - bez zbędnych ozdobników słownych, które wprowadzają zwykłego czytelnika w zakłopotanie i konieczność sięgnięcia po słownik. Niby książka o Gruzji, a tak naprawdę o ludziach, o ich inności, o gościnności, o radościach i smutkach, o rozmowach, o jedzeniu..

Nie opowiem Wam treści książki - trzeba po nią sięgnąć i "połknąć" samodzielnie. Warto. Jestem zaskoczona tym jak przyjemną jest literaturą. 


Polecicie mi jakąś swoją ulubioną książkę?


POZDRAWIAM
OLA

6 komentarzy:

Na moim blogu używam plików cookies różnych podmiotów (Google, Facebook, Instagram, wtyczki społecznościowe) do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu.
Dodając komentarz pod postem wyrażasz zgodę na zbieranie i przetwarzanie Twoich danych osobowych.

Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger