WARZYWNY OGRÓD - MARCHEWKOWA PIELĘGNACJA

WARZYWNY OGRÓD - MARCHEWKOWA PIELĘGNACJA


Szykujecie się już na zakończenie roku szkolnego? A może jesteście na etapie poszukiwań białej, letniej bluzki dla swojego dziecka?
Przed nami ostatnie dni pierwszej klasy, w piątek rozdanie świadectw i wakacje! Przyznam, że ten rok, dla mnie jako mamy pierwszoklasistki, był rokiem pełnym nowości, nowych doświadczeń i wrażeń. "Odpępowiłyśmy" się trochę i pozwoliłam mojemu dziecku na więcej samodzielności. Jak dla mnie i jak na mnie to wielki krok do przodu. Możecie być ze mnie dumne!

Powróćmy jednak do kosmetyków, bo moje rodzicielskie wywody pewnie niewiele Was interesują :)

Lato, wysoka temperatura, słońce - zaczęłam poszukiwać jakiego masła, balsamu do ciała, lotionu - czegoś o dość lekkiej i nie oblepiającej konsystencji, a do tego o pięknym: albo słodkim albo świeżym ( ale też słodkawym ) zapachu.
Trafiłam na masło karotenowe Ava i przyznam, że mocno zaczęłam się nad nim zastanawiać. Zaciekawiła mnie ta marchewka..Ale w opisie kosmetyku na stronie producenta, doczytałam o aromacie wanilii - i to przeważyło i pozwoliło podjąć mi decyzję. Uwielbiam ten zapach!


Pokazywałam Wam ten kosmetyk na instagramie i ciekawa jestem czy ktoś jeszcze zwrócił uwagę na niesamowity kolor tego masła. Coś niespotykanego jeśli chodzi o kosmetyki.
Kolejną kwestią, na którą warto zwrócić uwagę jest zapach. Producent mówi o aromacie wanilii i przyznam, że bardzo mocno nastawiałam się na te nuty zapachowe - uwielbiam wanilie. Okazało się jednak, że masło do ciała Ava nie pachnie idealnie otulającą, ciepła słodyczą wanilii. Mamy tu raczej do czynienia z budyniowym aromatem..mh..kojarzy mi się z takim egzotycznym drinkiem z mleczkiem kokosowym i ananesem - podpowiedzcie co to może być? Słodycz wanilii również jest wyczuwalna, ale według mnie jest to za świeży zapach by powiedzieć, że to tylko ona.
Jak w przypadku każdego masła do ciała - mamy do czynienia z nieamowicie wydajnym produktem - naprawdę niewielka ilość wystarczy do wysmarowania całego ciała. Podejrzewam, że jeszcze długo będzie gościł w mojej łazience.



Coś o czym warto wspomnieć to kwestia aplikacji. Masło bezproblematycznie daje się rozprowadzić na skórze, nie bieli jej i ekspresowo się wchłania, pozostawiając na niej bardzo przyjemny zapach. Zero błyszczących filmów i tłustej skóry. Moja wchłania ten balsam do ostatniej kropli i dzięki temu staje się niesamowicie gładka, przyjemna w dotyku, odżywiona. Zniwelowane zostaje nieprzyjemne napięcie spowodowane przesuszeniem. Jest naprawdę przyjemnie.
Jeśli chodzi o poprawę kolorytu - ciężko jest mi zaobserwować tę kwestię - szczególnie, że od dobrych kilku tygodni mamy prawie non stop świecące słońce, więc nasza skóra samoistnie się opala.

Dla osób zainteresowanych, skład:
AQUA, BUTYROSPERMUM PARKII SHEA BUTTER, PERSEA GRATISSIMA OIL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, COCOS NUCIFERA OIL, GLYCERIN, GLYCERYL STEARATE, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, CETEARYL ALCOHOL, DIMETHICONE, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, DAUCUS CAROTA SATIVA ROOT EXTRACT, BETA-CAROTENE, DAUCUS CAROTA SATIVA SEED OIL, ASCORBYL PALMITATE, CETYL PALMITATE, SODIUM PCA, CETEARETH-20, CETEARETH-12, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, XANTHAN GUM, DISODIUM EDTA, PHENOXYETHANOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, PARFUM


Podsumowując..uważam, że masło karotenowe Ava Laboratorium, to świetny kosmetyk. W 100%-tach spełnił moje oczekiwania jeśli chodzi o kosmetyk do codziennej pielęgnacji ciała. Przyniósł mojej skórze niesamowite ukojenie, do tego dokładamy świetny skład i niesamowity zapach, wcale nie wygórowaną cenę - i mamy kosmetyk na 5 z plusem!

Miałyście może styczność z tym masłem do ciała? Jeśli tak to jakie były Wasze wrażenia? A może zachęciłam Was do poznania tego kosmetyku?

POZDRAWIAM
OLA
SUPLEMENTY - SPOSÓB NA PIĘKNE WŁOSY I PAZNOKCIE?

SUPLEMENTY - SPOSÓB NA PIĘKNE WŁOSY I PAZNOKCIE?


Do której grupy ludzi należycie: czy co używają suplementów i wierzą w ich działanie, czy raczej do tych mocno sceptycznie do tego podchodzących i uważających, że nie warto sobie suplementami głowę zawracać? Ciekawa jestem jakie macie podejście do tego typu "leków"?!

Przyznam, że ja nie wierzę suplementom, które obiecują złote góry. Nie ma możliwości by włosy urosły mi 10cm w ciągu tygodnia, paznokcie po dwóch dniach zrobiły się twarde jak granit, a celullit zniknął sam z siebie po tygodniu. W takie "bajki" nie wierzę, ale uważam, że przy systematycznej suplementacji odpowiednimi składnikami mineralnymi - możemy powalczyć o mocniejsze paznokcie, o zdrowsze włosy, o mniej problematyczną cerę..



Odkąd wiem, że mam problemy z tarczycą, cukrem, odkąd łykam na stałe leki - staram się dodatkowo łykać witaminy, różnego rodzaju syplementy - tak by wspomóc mój organizm. Włosy "lecące" garściami, wiecznie połamane i rozdwojone paznokcie..dużo by wymieniać. W kosmetyki, które stosuje się od zewnątrz, zadbałam - kremy, serum, olejki, odżywki..
Szukałam jakiegoś niedrogiego suplementu ( jednego! by nie łykać kolejnej garści pigułek ), w którym znajdę m.in. skrzyp polny ( na włosy ), cynk i selen ( na paznokcie ) i jakieś witaminy co by podratować włosy.
No i jakiś czas temu pojawił się u mnie REGITAL, produkt rodzimej, białostockiej firmy Diagnosis. Miałam wcześniej do czynienia z kosmetykami tej firmy - sprawdziły mi się w większości przypadków, zaryzykowałam więc z suplementem.


Produkt w gruncie rzeczy przyjemny dla portfela, bo za 60 pastylek płacimy około 20zł i jest to miesięczna kuracja ( do zamówienia online bądź do kupienia w aptece ).
Jestem w trakcie trzeciego opakowania i myślę, że  kurację przedłużę - bo widzę efekty. I pewnie to Was najbardziej interesuje, prawda?
Regital dorzucam do mojej porannej porcji leków: oprócz tych zleconych przez specjalistów, Regitalu - sięgam jeszcze po coś suplementującego witaminę D3 ( kiedy ostatnio badaliście jej poziom? ).
Pierwszą i najbardziej odczuwalną różnicę zauważyłam w stanie moich paznokci. Nie, nie - nie zaczęły rosnąć jak szalone, ale stały się zdecydowanie mocniejsze, przestały się w końcu rozdwajać, zadzierać - dzięki czemu pojawiła się w końcu możliwość zapuszczenia ich.
Drugim przyjemnym efektem stosowania suplementu okazała się poprawa wyglądu skóry. Miałam wrażenie, że mniej mi się przetłuszcza ( ale to może być również efekt stosowania kosmetyków ), mniej sie zapychała, przestały mi się pojawiać okołookresowe niedoskonałości - które były dla mniej najbardziej uciążliwe. Nie odmłodziłam się o 10 lat, ale mam wrażenie, że moja skóra wygląda lepiej ( choć myślę, że duży wpływ mają tu również stosowane kosmetyki ).
I coś co chyba najbardziej mnie ucieszyło - włosy. Do jakiegoś czasu ograniczałam sie tylko do stosowania kosmetyków: odpowiednie szampony, maski, odżywki, ampułki i owszem dawało to efekt i moje włosy wyglądały naprawdę dobrze. Jednak po drastycznej zmianie koloru ( z bardzo ciemnego na bardzo jasny ) - musiałam pomyśleć jeszcze o suplementacji od wewnątrz - tak by z każdej strony wspomóc odbudowę włosa.
Zależało mi na tym by choć trochę powstrzymać wypadanie włosów - to był mój cel. I całe szczęście udało się. Nie zniwelowałam wypadania do zera - ale z garści włosów ( przy czesaniu ) zeszłam do kilku sztuk, więc różnica ogromna. Obserwuję swoje włosy nadal i chcę sprawdzić czy przy dłuższej, niż 2 miesiące, kuracji efekty bedą bardziej spektakularne. Mam nadzieje, że tak.

Podsumowując moją ponad 2 miesięczną kurację - stwierdzam, że warto. Regital nie jest drogi, wspomaga mnie w walce o włosy i paznokcie. Na pewno przedłużę kurację i zobaczę, jak sprawdza się na dłuższą metę.

BUZIAKI
OLA


KOMPLETNIE NIEKOSMETYCZNIE. OPOWIEŚCI Z GRUZJI.

KOMPLETNIE NIEKOSMETYCZNIE. OPOWIEŚCI Z GRUZJI.


Wiecie jak to jest, niby jest coś co lubimy, coś co nas ciekawi i raczej na inne rodzaje nie zwracamy uwagi. Są też takie rzeczy, które z jakiegoś powodu nas zaciekawiają i w związku z tą ciekawością - zmieniamy trochę swoje przyzwyczajenia.
Uwielbiam czytać książki. Kiedyś byłam typowym książkoholikiem - pochłaniałam wręcz każdą pozycję, czytałam baardzo dużo. Później miałam moment przerwy, najprawdopodobniej spowodowany pojawieniem się córki na świecie - zaczęła się literatura związana z macierzyństwem, medycyną. Pojawiły się też książeczki dla dzieci.
Mamusiowe książki poszły w ręce kolejnych mamuś, literatura dla małych dzieci zniknęła z naszych półek i została zastąpiona czymś dla "starszaków" - ba..córa zaczyna czytać sama, więc moja rola ogranicza się do przeczytania czegoś na dobranoc... A ja? Zaczynam wracać do swoich ulubionych książek. Czytam, dokupuję kolejne pozycje ( mąż wspiera mój książkoholizm :) ), wish lista systematycznie się powiększa.
Na co dzień czytam albo biografie ( ale te wybrane - lubię np. biografie polityków..np. czeka na mnie teraz 700-stronicowa biografia Putina ) albo książki/reportaże kryminalne ( tylko i wyłącznie literaturę faktu ). Jedynym autorem "wymyślającym", po którego sięgam i kolekcjonuję to King. Nie lubię fantastyki, romansów i innych.

Jakiś czas temu dostałam propozycję otrzymania egzemplarza recenzenckiego niby najnowszej ( nowe uzupełnione wydanie pierwszej wersji z 2011 roku ), ale nie do końca, ksiązki napisanej przez małżeństwo Mellerów: Annę Dziewit-Meller i Marcina Mellera.


Trochę nie mój ulubiony temat, ale za to jest Meller, którego darzę sympatią ( ale nie z telewizji śniadaniowej, polecam obejrzenie "Drugiego śniadania mistrzów" ) i mam całkiem przyjemne skojarzenia z inną jego książką "Między wariatami". Chyba z ciekawości nad treścią i zdjęciami zgodziłam się i już po kilku dniach mój egzemplarz był u mnie.

Co robicie jak w Wasze ręce trafi nowa książka? Ja wącham ( proszę się nie śmiać :) - uwielbiam zapach nowej książki ), a później przeglądam ilustracje i zdjęcia. "Gaumardżos" jest wyjątkowo przyjemnie wydane - niby miękka okładka ale jednak troche usztywniona, śliski kredowy papier, wyraźne klimatyczne zdjęcia.

Byłam ciekawa jak będzie mi sie czytało o czymś co w gruncie rzeczy mnie nie fascynuje, nie jest moim ukochanym książkowym tematem. I tu pojawiło się ogromne zaskoczenie! Pochłonęłam tę książkę w kilka wieczorów spędzonych na balkonie z kubkiem herbaty. 
To ten typ książki, ten typ słowa pisanego, który się wręcz połyka. Jest prosto, przyjemnie - bez zbędnych ozdobników słownych, które wprowadzają zwykłego czytelnika w zakłopotanie i konieczność sięgnięcia po słownik. Niby książka o Gruzji, a tak naprawdę o ludziach, o ich inności, o gościnności, o radościach i smutkach, o rozmowach, o jedzeniu..

Nie opowiem Wam treści książki - trzeba po nią sięgnąć i "połknąć" samodzielnie. Warto. Jestem zaskoczona tym jak przyjemną jest literaturą. 


Polecicie mi jakąś swoją ulubioną książkę?


POZDRAWIAM
OLA
Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger