COŚ NATURALNEGO DLA WRAŻLIWCÓW

COŚ NATURALNEGO DLA WRAŻLIWCÓW


Czy jest w ogóle ktoś kto po spróbowaniu kosmetyków LABORATORIUM AVA powiedział, że u niego sie nie sprawdzają? Niesamowite jest dla mnie to, że każdy kosmetyk jaki wypróbuję z tej firmy okazuje się być naprawdę niezły i wart zainteresowania. Przez to z coraz większą ciekawością sięgam po kolejne kosmetyki.

Nie przepadam za kremami bb - pewnie związane jest to z tym, że wolę większe krycie niż one oferują. Zdarza mi się sięgnąć po tego typu kosmwtyk, ale naprawdę bardzo rzadko. Wolę użyć podkładu, a jeśli nie mogę ( z jakiegoś powodu ) to wolę sięgnąć po krem koloryzujący, który delikatnie wpłynie na kolor mojej cery, zadziała pielęgnacyjnie. I właśnie dziś chciałabym Wam pokazać kosmetyk tego typu - może przed nadchodzącymi urlopami, ktoś się nim zainteresuje?



NATURALNY KREM KOLORYZUJĄCY 5w1
Krem na dzień dla cery suchej, wrażliwej i normalnej.
- odżywia skórę nadając jej jednocześnie kolor ładnej, zdrowej i naturalnej opalenizny
- lekko natłuszcza
- wygładza
- napina
efekt działania: elastyczna, napięta i gładka skóra, o ładnym kolorycie

skład:
AQUA, PARAFFINUM LIQUIDUM, GLYCERIN, PETROLATUM, SORBITAN SESQUIOLEATE, MINK OIL, LANOLIN, PEG-7 HYDROGENATED CASTOR OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, PEG-9, ISOPROPYL MYRISTATE, BEESWAX, TOCOPHEROL, CARAMEL, MAGNESIUM SULFATE, CHOLESTEROL, JUGLANS REGIA SHELL EXTRACT, BETA-CAROTENE, DAUCUS CAROTA SATIVA SEED OIL, DAUCUS CAROTA SATIVA ROOT EXTRACT, ASCORBIC ACID, ARACHIS HYPOGAEA OIL, GLYCINE SOJA OIL, ASCORBYL PALMITATE, CITRIC ACID, METHYLPARABEN, PARFUM


To chyba pierwszy tego typu kosmetyk z jakim mam do czynienia. Kompletnie nie wiedziałam czego się po nim spodziewać. Czy wystarczy mi ten krem i będę mogła "wyjść do ludzi"?
Przy wysokich temperaturach stawiam raczej na kosmetyki mineralne - o czym wspominałam Wam kilka dni temu. Na co dzień mogą być zwykłe podkłady we fluidzie.
Szukałam rozwiązania na ciepłe dni, kiedy muszę wyskoczyć tylko do sklepu na sekundkę, a robienie makijażu jest kompletnie niepotrzebne - a chciałabym by twarz jakoś wyglądała.
Zaryzykowałam wypróbowanie kremu naturalnie poprawiającego koloryt.
Składu analizować nie będę, bo nie jestem specjalistką w tej dziedzinie - widzę parafinę i wazelinę na samym początku, ale...nie na każdego one działają.
Jeśli chodzi o kolor i konsystencję: mamy średniowodnisty krem, coś a'la gęsta emulsja ( w moim odczuciu średniotłusta ) w kolorze toffi. Niestety nie pachnie ani karmelem ani orzechami. Szkoda..
Przy pierwszym użyciu, tylko na początku widzimy delikatne "opalenie" skóry, zauważyłam jednak, że przy częstym stosowaniu ( nie tylko raz dziennie rano ), skóra sprawia wrażenie muśniętej słońcem - na dłużej. Moim zdaniem, jeśli oczekujemy naturalnej opalenizny + pielęgnacji - kremu należy używać regularnie. Nie jest to kosmetyk na jednorazowe użycie, tzn. jest ale nie otrzymamy po jednorazowym użyciu efektu, o który nam chodzi.
5w1 fajnie, ale dość delikatnie natłuszcza skórę ( bez obaw, nie przetłuszcza jej ) - mnie nie zapchał i nie zauważyłam, by przez jego stosowanie pojawiły mi się na skórze jakieś niedoskonałości.
Kolejnym, i moim zdaniem największym, atutem tego kremu jest jego działanie "koloryzujące". Przy kilku zastosowaniach skóra wygląda jak delikatnie muśnięta słońcem, pojawia nam się subtelna i naturalna opalenizna ( bez obaw - nie ma żółtego, samoopalaczowego odcienia ). Twarz wygląda promiennie, zdrowo, świeżo - jak po porządnym śnie. 
Do tego dokładam Wam jeszcze informacje o naturalnych filtrach UV. I co? Czujecie się skuszone? Używacie tego typu kosmetyków czy to raczej nie Wasza bajka?
Koniecznie dajcie znać!


BUZIAKI
OLA


NO I JAK TU ICH NIE UWIELBIAĆ?

NO I JAK TU ICH NIE UWIELBIAĆ?


Po raz kolejny MUSZĘ pokazać Wam niesamowity kosmetyk. Nie wiem jak to działa, ale wszystkie, dosłownie wszystkie kosmetyki Lily Lolo uwielbiam.
Dziś chciałabym Wam pokazać kolejny róż z mojej kolekcji. Mam już piękny, niesamowicie błyszczący DOLL FACE oraz delikatnie mieniący się, różowo-brzoskwiniony CHERRY BLOSSOM. Oba idealnie wpasowują się w mój gust ( i umiejętności ) jeśli chodzi o kosmetyki do podkreślania policzków. Oba są delikatne w kolorze ale połyskujące, błyszczące ( w przypadku Doll Face ). Niestety, m.in., brak umiejętności nie pozwala mi na stosowanie róży idealnie matowych. Nie umiem, nie dam rady nauczyć się malować nimi tak by nie robić sobie plam, by nie przesadzić z ilością. Szukam więc rozwiązań. I takim rozwiązaniem są właśnie róże błyszczące, połyskujące, opalizujące - takie, które jednocześnie pozwalają mi na zrobienie efektu różu i rozświetlacza, takie dzięki którym nie narobię krzwydy makijażowi jeśli przesadzę z ilością, takie, których nie muszę idealnie rozprowadzić by dobrze wyglądały. Idealne rozwiązanie, prawda?
Wracając jednak do tematu kosmetyków Lily Lolo. Dwa róże już mam, świetnie mi się sprawdzają i kolorystycznie i przede wszystkim jeśli chodzi o trwałość. No i są idealne na lato, które właśnie nam się zaczęło. Pora więc na jakąś nowość, nowy kolor - CANDY GIRL.


"Delikatnie połyskujące, chłodny, jasno-różowy mineralny róż do policzków. Ten uroczy i niezwykle kobiecy odcień pasuje do większości karnacji."

Po zdjęciach na stronie producenta wydawał mi się dość intensywny w kolorze. Całe szczęście mamy internet, blogerki i swatche. I okazało się, że nie taki "diabeł" intensywny jakby się wydawać mogło - szczególnie po rozprowadzeniu na skórze.



Połyskująco - opalizujący delikatny odcień dość zimnego różu ( przyznam, że okrutnie ciężko było mi uchwycić ten efekt na swatchu ). Bez błyszczących, brokatowych drobin, bez mega blasku ( jak jest np. w przypadku Doll Face ). Jest po prostu połyskujący, więc myślę, że nawet fanki matowych róży mogłyby z nim zaryzykować letnią przygodę.
Ładnie rozprowadza się na skórze, łatwo daje się rozetrzeć, nie robi plam - intensywność daje się stopniować. Jest niesamowicie trwały - przy nałożeniu na podkład mineralny mamy trwały i pewny makijaż na wiele godzin, w przypadku nałożenia na zwykły podkład - po dobrych kilku godzinach okazuje się, że po podkładzie niewiele zostało a róż nadal sie trzyma skóry jak oszalały. Jak dla mnie bomba - szczególnie, gdy za oknem mocno na plusie i skóra się poci, a makijaż szybciej traci swoją trwałość i ładny wygląd.


Ale nie tylko ten róż chciałabym Wam pokazać. Mam też coś co jest dla mnie kompletną nowością jeśli chodzi o kosmetyki mineralne, a to zw względu na formę tego kosmetyku. Nie jest to nic sypkiego. Zapraszam do obejrzenia duo do konturowania, w formie stałej -  w kamieniu!


SCULPT & GLOW CONTOUR DUO - naturalny zestaw do modelowania twarzy
- zestaw do modelowania twarzy: bronzer + rozświetlacz.
"Oto sposób na pięknie rozświetloną skórę, doskonałe zaakcentowane kości policzkowe oraz wykonturowaną twarz."
- naturalny, prasowany bronzer w wyjątkowym twarzowym odcieniu sprawi, że konturowanie stanie się wyjątkowo proste
- odbijający światło rozświetlacz nałożony w niewielkiej ilości idealnie sprawdzi się, gdy będziesz chciała dodać dziennemu makijażowi delikatny "efekt glow", z kolei zaaplikowany w większej ilości da "efekt wow" w makijażu na wielkie wyjścia
- długotrwały efekt i łagodna formuła; w skład zestawu wchodzą mające działanie przeciwstarzeniowe olejek arganowy oraz wyciąg z mikołajka nadmorskiego
- wolny od sztucznych substancji zapachowych oraz talku
- odpowiedni dla wegan



Przyznam, że o ile z kolejnego rozświetlacza w kolekcji - mocno sie ucieszyłam, o tyle co do bronzera miałam lekkie obawy. No, ale czas najwyższy nauczyć się nim posługiwać. Pierwsze próby z bronzerami różnej maści, mniej lub bardziej udane, miałam już za sobą, więc wiedziałam co i z czym się je ( mam też z Lily Lolo bronzer sypki Waikiki, ale to całkiem inny typ kosmetyku ).
Moje obawy okazały się całkiem bezpodstawne. Mamy tu do czynienia z bardzo delikatnym zestawem - efekt intensywności możemy stopniować. Bardziej wprawna ręka może nałożyć od razu odpowiednią ilość i szybko cieszyć się efektem konturu. Mniej wprawiona ręka, za pomocą odpowiedniego pędzla - delikatnie, krok po kroku, stopniując - uzyska odpowiedni efekt.
Oba kosmetyki mają raczej ciepły odcień.


A poniżej - swatche.



Miałyście może te duo? Jeśli tak to jak Wam się sprawdziło?
Jakiego pędzla używacie do konturowania? Co jest według Was najlepsze do nakładania kosmetyków takich jak to duo?


POZDRAWIAM CIEPŁO
OLA



4 PIELĘGNACYJNE KOSMETYKI PROSTO Z KATALOGU

4 PIELĘGNACYJNE KOSMETYKI PROSTO Z KATALOGU


Od jakiegoś czasu mam możliwość poznawania kosmetyków Oriflame. Wszystkie wybieram sama - wybieram coś co mnie ciekawi, co może sie u mnie sprawdzić - coś co może Was zaciekawić.
Dziś chciałabym napisać takie podsumowanie kilku kosmetyków, które mnie zaciekawiły, które się u mnie sprawdziły i myślę, że warto się nimi zainteresować. Jeśli kogoś interesują składy kosmetyków lub opis od producenta - odsyłam do strony www Oriflame - dziś opiszę tylko moje wrażenia po stosowaniu tych kosmetyków.

Na początek coś kąpielowo-prysznicowego.
Zacznę od kosmetyku, który był u mnie najdłużej, dna już sięgnął ( niestety ) - czas o nim wspomnieć co nie co.



Wanny nie posiadam, więc większość kosmetyków przeznaczonych do kąpielowego spa raczej mnie nie interesuje. Bomby, sole, pudry - niestety to nie dla mnie. Jedynymi kosmetykami, z których mogę korzystać w kabinie prysznicowej ( oprócz tych standardowych, stosowanych do mycia ) to właśnie olejki. Od żeli pod prysznic nie oczekuję cudów - mają myć, ładnie pachnieć i być przyjemne w użyciu. Jeśli chodzi o wartości pielęgnacyjne - tego oczekuję raczej od innych kosmetyków.
Zasadniczo olejku chciałam używać tylko jako nawilżacz po kąpieli, jednak okazało się, że jego zapach idealnie wpasował się w moje ulubione nuty ( kokos, wanilia, imbir - jest słodko i otulająco ).. używałam go po kapieli, na włosy przed myciem ( tak mniej więcej od połowy włosów po końce ), jako coś do nawilżania na co dzień - i pewnie dlatego tak szybko mi się skończył mimo swojej wydajności. I oprócz zapachu okazało się, że fajnie sprawdza się przy pielęgnacji ciała: nawilża skórę dzięki czemu niweluje problem przesuszonej i napiętej skóry, nadaje jej bardzo przyjemny i otulający zapach ( idealny przed wieczornym snem ), fajnie ją natłuszcza ale nie ma obaw o ubrudzenie odzieży; dość szybko się wchłania i pozostawia na skórze film podobny do tego jak jest w przypadku suchych olejków.
Podsumowując - bardzo przyjemny kosmetyk - szkoda, że jest tylko w jednej pojemności i tylko 150ml

Miało być dalej kąpielowo - to teraz pora na żel pod prysznic.



Tak jak wspominałam kilka linijek wyżej - żel pod prysznic ma być i ładnie pachnieć. I ten spełnia w 100%-tach te oczekiwania. Myć myje, podczas mycia tworzy się aksamitna, kremowa piana ( żel jest zaskakująco gęsty, ale dzięki temu i wydajny ) - ale to nie to jest ważne w przypadku tego kosmetyku. Wielkie WOW! robi zapach tego żelu. Woda kokosowa i melon. Czy zna ktoś lepsze połączenie na lato? Coś co orzeźwi a jednocześnie da słodycz..Zapach na skórze nie utrzymuje się jakoś szczególnie długo - dzięki czemu nie będzie gryzł się z zapachem balsamu lub perfum. Ktoś mógłby narzekać na cenę, ale biorąc pod uwagę wydajność, to wcale nie jest dużo.
Ciekawa jestem innych zapachów z tej serii - znacie jakiś?

Teraz pora na coś do włosów - i tu też będą dwa kosmetyki.



ODŻYWCZA MASKA DO WŁOSÓW HAIRX ADVANCED CARE ULTIMATE REPAIR - 200ml/19,90zł ( promocja trwa! regularna cena to 34,90zł )
Czy jest ktoś kto nie lubi tego uczucia, gdy zmywamy maskę z włosów a one stają się takie niesamowicie gładkie? Ja uwielbiam i zawsze zastanawiam się wtedy czy po wysuszeniu włosów również będą takie śliskie i gładkie. W przypadku tej konkretnej maski ( i moich włosów ) właśnie tak jest. Po wysuszeniu włosy są wygładzone, sypkie i ujarzmione. Łatwiej sie układają ( i rozczesują bez problemów! ) i nie są spuszone, nie plączą się. A maska nie powoduje że szybciej się brudzą czy przetłuszczają.

I na koniec coś co autentycznie mnie zachwyciło .


SUCHY OLEJEK DO WŁOSÓW ELEO - 50ml/34,99zł ( trwa promocja! regularna cena to 49,90zł )
"Lekki, jedwabisty olejek do włosów. Zawiera naturalne olejki: arganowy i różany, a także łopian i witaminę F. Odżywia i odbudowuje włosy od wewnątrz, wzmacnia je, nawilża i wygładza. Może być używany zarówno na wilgotne, jak i suche włosy. Odpowiedni do każdego rodzaju włosów. Polecany do włosów suchych i zniszczonych."

skład:
ISODODECANE, ISOPROPYL MYRISTATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, ISOPRYPYL PALMITATE, C12-15 ALKYL BENZOATE, PARFUM, ETHYLHEXYLGLYCERIN, TOCOPHERYL ACETATE, BENZYL SALICYLATE, HEXYL CINNAMAL, LINALOOL, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, COUMARIN, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, LINOLEIC ACID, OLEIC ACID, ARCTIUM LAPPA ROOT EXTRACT, PALMITIC ACID, ROSA DAMASCENA FLOWER OIL, STEARIC ACID, LINOLEIC ACID, TOCOPHEROL




Jakiś czas temu w asortymencie Oriflame pojawiła się linia Eleo, zawierająca olejki, które za zadanie maja działać na włos od wewnątrz, uzdrowić go i sprawić by każdego dnia wyglądał pięknie. "Naturalny olejek arganowy i różany oraz ekstrakt z łopianu w połaczeniu z witaminą F wnikają głęboko w łodygę włosa, aby ją zregenerować i wzmocnić od środka. Równocześnie wygładzają strukturę włosa tworząc naturalną barierę chroniącą przed uszkodzeniami. Dzięki temu włosy stają się cudownie miękkie, niebywale błyszczące, mocne, elastyczne oraz pełne życia."
W skład linii Eleo wchodzą:
- szampon do włosów
- odżywka
- maska
- wygładzający olejek do włosów
- dyscyplinujący olejek do włosów
- ochronny olejek do włosów 
i kosmetyk, o którym chcę opowiedzieć: suchy olejek do włosów.

Świetny do stosowania jako maska na noc - rano tylko myjemy włosy i mamy efekt wow! Śliskie, wygładzone - ale nie przetłuszczone. Dlaczego mówię o stosowaniu go na noc? Niestety jeśli chodzi o stosowanie na mokre włosy ( mniej na suche ) łatwo przesadzić z jego ilością i później mamy problem jeśli nagle, tuż przed wyjściem z domu, okazuje się, że musimy myć włosy od nowa. Olejek należy stosować z ogromnym wyczuciem. A przesadzić, bo.. pachnie przepięknie na włosach, daje świetny efekt wygładzenia. Włosy wyglądają jak tafla - nic nie odstaje na boki i nie mamy wrażenia spuszenia włosów. Są błyszczące, wyglądają zdrowo. Ale zaznaczam po raz kolejny - trzeba baaardzo uważać z ilością. 
Świetnie działa też na przesuszone końcówki. Ujarzmia je, "skleja", wygładza - po rozczesaniu i wysuszeniu wyglądają zdecydowanie lepiej niż mogłybyśmy się spodziewać.
To chyba jeden z moich ulubieńszych kosmetyków jeśli chodzi o Oriflame.


Ciekawa jestem czy macie coś do polecenia jeśli chodzi o tę katalogową firmę? Czy jest coś na co powinnam zwrócić szczególną uwagę, czymś sie zaciekawić?

POZDRAWIAM
OLA



HEMP SEED OIL SHAMPOO - CODZIENNA PIELĘGNACJA

HEMP SEED OIL SHAMPOO - CODZIENNA PIELĘGNACJA


W chwili, gdy ten post pojawił się na blogu - jesteśmy na zakończeniu pierwszej klasy naszej córy. Nawet nie wiem kiedy minął ten rok szkolny. Dziś odbierze świadectwo ukończenia pierwszej klasy, a już we wrześniu - "druga klasa - gil do pasa". A jeszcze tak nie dawno była słodkim bobasem, który mówił tylko "mama"..ale ten czas leci..
Pamiętacie jak rok temu przeżywałam, że moja mała córeczka idzie już do szkoły? A tu, ho siup i ten rok minał jak za mrugnięciem powieki. Szok!
Pełno emocji, wrażeń i takiego pozytywnego stresu..w związku z tym dziś krótki post - wybaczycie, prawda?



"Łagodna formuła szamponu wzbogacona o organiczny olej konopny, delikatnie oczyszcza włosy i skórę głowy, nie naruszając płaszcza hydrolipidowego naskórka. Dzięki zawartości protein soi i kukurydzy szampon zmiękcza oraz nawilża suche partie skóry głowy, a włosom przywraca zdrowy wygląd i blask."

skład:
AQUA, COCAMIDOPROPYL BETAINE, DIETHYLHEXYL SODIUM SULFOSUCCINATE, SODIUM COCO SULFATE, GLYCERIN, XANTHAN GUM, CANNABIS SATIVA SEED OIL, HYDROLYZED WHEAT GLUTEN, HYDROLYZED SOY PROTEIN, HYDROLYZED CORN PROTEIN, GUAR HYDROXYPROPYLTRIMONIUM CHLORIDE, PALMITAMIDOPROPYLTRIMONIUM CHLORIDE, LINOLEAMIDOPROPYL PG-DIMONIUM CHLORIDE PHOSPHATE, SACCHARIDE ISOMERATE, CITRIC ACID, SODIUM CITRATE, BENZYL ALCOHOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, PHENOXYETHANOL, TOCOPHEROL, DISODIUM EDTA, PARFUM, LINALOOL, LIMONENE, ALPHA-ISOMETHYL IONONE


Oprócz szamponów, maski i płukanki ( ma ktoś jakiś dobry sposób na aplikację? ) - niwelujących żółty odcień z włosów, mam w swoim asortymencie kosmetyki regenerujące, coś na wypadanie włosów i...właśnie bohatera dzisiejszego postu ( ubolewam, ale dobija już dna ). Potrzebne było mi coś takiego zwykłego, najzwyklejszego do codziennej pielęgnacji. Coś delikatnego a zarazem oczyszczającego, coś co zadba nie tylko o moje włosy ale również i o skórę głowy.
Sięgnęłam po kosmetyk z serii ATOPIS, bo jak do tej pory - kosmetyki z tej serii mnie nie zawiodły.
Być może nie jest to kosmetyk to słodkim, powalającym zapachu ( ja mam skojarzenie z apteką ), być może nie pieni się jak oszalały ( biały, dość rzadki jeśli chodzi o konsystencję, dość niewydajny ), ale ma swoje plusy, które zachęcają do użycia.
- nie podrażnia nawet bardzo wrażliwej skóry głowy
- nie przesusza
- włosy są całkiem nieźle oczyszczone i, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, nie są poplątane ( czy Wy też macie ten problem jeśli chodzi o szampony oczyszczające? )
- nieźle sprawuje się jako kosmetyk, który ma służyć do oczyszczenia włosów np. z olejów ( bez problemu sobie z tym radzi )
Bez użycia jakiejkolwiek maski czy odżywki, moje włosy po kąpieli z tym szamponem są bardzo mocno uniesione od nasady, puszyste na maksa i wymagają wręcz ujarzmienia czymś wygładzającym, ale wiem, że są osoby, które lubią taki efekt maksymalnej puszystości.

Ciekawa jestem czy miałyście styczność z tym szamponem? A może z jakimiś innymi kosmetykami z serii ATOPIS?

POZDRAWIAM
OLA
MINARAŁY? UWIELBIAM!

MINARAŁY? UWIELBIAM!


Dawno nie wspominałam nic o kosmetykach typowo makijażowych, których używam. Przyznam, że przy ostatniej promocji zniżkowej zaopatrzyłam się w ogromną ilość podkładów i myślałam, że więcej już mi ich nie potrzeba, że mam zapas na wieki..Jednak człowiek nauczony doświadczeniem, mając coś sprawdzonego, coś co go nigdy nie zawiodło - wraca do tego jak bumerang. Macie w swoim arsenale taki kosmetyk? Coś co zawsze musi u Was być? Ciekawa jestem co to takiego - koniecznie dajcie znać w komentarzach. Może wpadnie coś na moją listę zakupową?


Czy jest tu jeszcze ktoś kto nie zna kosmetyków Lily Lolo? Czy w ogóle jest ktoś jeszcze kto nawet o nich nie słyszał? Wątpię..
Ja już wcześniej miałam z nimi styczność i odsyłam Was TUTAJ, jeśli ktoś ma chęc przypomnieć sobie posty sprzed 3 lat o minerałach.





Jeśli ktoś ma chęć zobaczyć jak ten kosmetyk wygląda na twarzy, zapraszam - BLONDIE TYLKO DLA BLONDIE.
Dziś chciałabym Wam koniecznie przypomnieć o tym kosmetyku - to chyba najlepszy podkład z jakim miałam do czynienia w całym swoim kosmetycznym życiu. Długo nie mogłam się przekonać do minerałów, podchodziłam do nich jak przysłowiowy pies do jeża. Ale chyba bardziej z niewiedzy..
Teraz zastanawiam się dlaczego wcześniej nie zdecydowałam się na zaryzykowanie i przygodę z kosmetykami Lily Lolo.
Podkład mineralny Blondie to mój hit nad hity. Nie ma lepszego podkładu - jeśli potrzebuję 100%-towej pewności, że mój makijaż będzie wyglądał dobrze to sięgam po te niewielkie pudełeczko.
Przykład z kilku ostatnich dni..Upał niemiłosierny, słońce grzeje okrutnie, twarz się poci, klima chodzi na maksa. A makijaż musi być, bo do ludzi idę.. Sięgam wtedy tylko po minerały, bo wiem, że mnie nie zawiodą. Nie spłynie mi makijaż, nie zważy się na twarzy i będzie wyglądać naprawdę dobrze. W przypadku takiej ( mieszanej, ale bardzo odczuwającej upały ) skóry - żadnej podkład typu fluid się nie sprawdzi.
POLECAM!

Pokażę Wam też mój nowy nabytek jeśli chodzi o coś mineralnego do ust :)

 

Nie będę Wam udowadniała w ciemno, że kolor jest przebombowy i świetnie się prezentuje..TO trzeba po prostu zobaczyć..



Cudowna, prawda?
Jedwabiście kremowa, aksamitna - wręcz pielęgnującza usta. Nie podkreśla suchych skórek, wiec nadaje się nawet dla osób, które borykają się z tym problemem. Usta wyglądają zdrowo i świeżo. Kolor też jest ok, prawda?



Czy miałyście może już jakieś pomadki Lily Lolo? Może macie do polecenia jakiś konkretny kolor którym warto się zainteresować?


POZDRAWIAM CIEPŁO
OLA
WARZYWNY OGRÓD - MARCHEWKOWA PIELĘGNACJA

WARZYWNY OGRÓD - MARCHEWKOWA PIELĘGNACJA


Szykujecie się już na zakończenie roku szkolnego? A może jesteście na etapie poszukiwań białej, letniej bluzki dla swojego dziecka?
Przed nami ostatnie dni pierwszej klasy, w piątek rozdanie świadectw i wakacje! Przyznam, że ten rok, dla mnie jako mamy pierwszoklasistki, był rokiem pełnym nowości, nowych doświadczeń i wrażeń. "Odpępowiłyśmy" się trochę i pozwoliłam mojemu dziecku na więcej samodzielności. Jak dla mnie i jak na mnie to wielki krok do przodu. Możecie być ze mnie dumne!

Powróćmy jednak do kosmetyków, bo moje rodzicielskie wywody pewnie niewiele Was interesują :)

Lato, wysoka temperatura, słońce - zaczęłam poszukiwać jakiego masła, balsamu do ciała, lotionu - czegoś o dość lekkiej i nie oblepiającej konsystencji, a do tego o pięknym: albo słodkim albo świeżym ( ale też słodkawym ) zapachu.
Trafiłam na masło karotenowe Ava i przyznam, że mocno zaczęłam się nad nim zastanawiać. Zaciekawiła mnie ta marchewka..Ale w opisie kosmetyku na stronie producenta, doczytałam o aromacie wanilii - i to przeważyło i pozwoliło podjąć mi decyzję. Uwielbiam ten zapach!


Pokazywałam Wam ten kosmetyk na instagramie i ciekawa jestem czy ktoś jeszcze zwrócił uwagę na niesamowity kolor tego masła. Coś niespotykanego jeśli chodzi o kosmetyki.
Kolejną kwestią, na którą warto zwrócić uwagę jest zapach. Producent mówi o aromacie wanilii i przyznam, że bardzo mocno nastawiałam się na te nuty zapachowe - uwielbiam wanilie. Okazało się jednak, że masło do ciała Ava nie pachnie idealnie otulającą, ciepła słodyczą wanilii. Mamy tu raczej do czynienia z budyniowym aromatem..mh..kojarzy mi się z takim egzotycznym drinkiem z mleczkiem kokosowym i ananesem - podpowiedzcie co to może być? Słodycz wanilii również jest wyczuwalna, ale według mnie jest to za świeży zapach by powiedzieć, że to tylko ona.
Jak w przypadku każdego masła do ciała - mamy do czynienia z nieamowicie wydajnym produktem - naprawdę niewielka ilość wystarczy do wysmarowania całego ciała. Podejrzewam, że jeszcze długo będzie gościł w mojej łazience.



Coś o czym warto wspomnieć to kwestia aplikacji. Masło bezproblematycznie daje się rozprowadzić na skórze, nie bieli jej i ekspresowo się wchłania, pozostawiając na niej bardzo przyjemny zapach. Zero błyszczących filmów i tłustej skóry. Moja wchłania ten balsam do ostatniej kropli i dzięki temu staje się niesamowicie gładka, przyjemna w dotyku, odżywiona. Zniwelowane zostaje nieprzyjemne napięcie spowodowane przesuszeniem. Jest naprawdę przyjemnie.
Jeśli chodzi o poprawę kolorytu - ciężko jest mi zaobserwować tę kwestię - szczególnie, że od dobrych kilku tygodni mamy prawie non stop świecące słońce, więc nasza skóra samoistnie się opala.

Dla osób zainteresowanych, skład:
AQUA, BUTYROSPERMUM PARKII SHEA BUTTER, PERSEA GRATISSIMA OIL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, COCOS NUCIFERA OIL, GLYCERIN, GLYCERYL STEARATE, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, CETEARYL ALCOHOL, DIMETHICONE, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, DAUCUS CAROTA SATIVA ROOT EXTRACT, BETA-CAROTENE, DAUCUS CAROTA SATIVA SEED OIL, ASCORBYL PALMITATE, CETYL PALMITATE, SODIUM PCA, CETEARETH-20, CETEARETH-12, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, XANTHAN GUM, DISODIUM EDTA, PHENOXYETHANOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, PARFUM


Podsumowując..uważam, że masło karotenowe Ava Laboratorium, to świetny kosmetyk. W 100%-tach spełnił moje oczekiwania jeśli chodzi o kosmetyk do codziennej pielęgnacji ciała. Przyniósł mojej skórze niesamowite ukojenie, do tego dokładamy świetny skład i niesamowity zapach, wcale nie wygórowaną cenę - i mamy kosmetyk na 5 z plusem!

Miałyście może styczność z tym masłem do ciała? Jeśli tak to jakie były Wasze wrażenia? A może zachęciłam Was do poznania tego kosmetyku?

POZDRAWIAM
OLA
SUPLEMENTY - SPOSÓB NA PIĘKNE WŁOSY I PAZNOKCIE?

SUPLEMENTY - SPOSÓB NA PIĘKNE WŁOSY I PAZNOKCIE?


Do której grupy ludzi należycie: czy co używają suplementów i wierzą w ich działanie, czy raczej do tych mocno sceptycznie do tego podchodzących i uważających, że nie warto sobie suplementami głowę zawracać? Ciekawa jestem jakie macie podejście do tego typu "leków"?!

Przyznam, że ja nie wierzę suplementom, które obiecują złote góry. Nie ma możliwości by włosy urosły mi 10cm w ciągu tygodnia, paznokcie po dwóch dniach zrobiły się twarde jak granit, a celullit zniknął sam z siebie po tygodniu. W takie "bajki" nie wierzę, ale uważam, że przy systematycznej suplementacji odpowiednimi składnikami mineralnymi - możemy powalczyć o mocniejsze paznokcie, o zdrowsze włosy, o mniej problematyczną cerę..



Odkąd wiem, że mam problemy z tarczycą, cukrem, odkąd łykam na stałe leki - staram się dodatkowo łykać witaminy, różnego rodzaju syplementy - tak by wspomóc mój organizm. Włosy "lecące" garściami, wiecznie połamane i rozdwojone paznokcie..dużo by wymieniać. W kosmetyki, które stosuje się od zewnątrz, zadbałam - kremy, serum, olejki, odżywki..
Szukałam jakiegoś niedrogiego suplementu ( jednego! by nie łykać kolejnej garści pigułek ), w którym znajdę m.in. skrzyp polny ( na włosy ), cynk i selen ( na paznokcie ) i jakieś witaminy co by podratować włosy.
No i jakiś czas temu pojawił się u mnie REGITAL, produkt rodzimej, białostockiej firmy Diagnosis. Miałam wcześniej do czynienia z kosmetykami tej firmy - sprawdziły mi się w większości przypadków, zaryzykowałam więc z suplementem.


Produkt w gruncie rzeczy przyjemny dla portfela, bo za 60 pastylek płacimy około 20zł i jest to miesięczna kuracja ( do zamówienia online bądź do kupienia w aptece ).
Jestem w trakcie trzeciego opakowania i myślę, że  kurację przedłużę - bo widzę efekty. I pewnie to Was najbardziej interesuje, prawda?
Regital dorzucam do mojej porannej porcji leków: oprócz tych zleconych przez specjalistów, Regitalu - sięgam jeszcze po coś suplementującego witaminę D3 ( kiedy ostatnio badaliście jej poziom? ).
Pierwszą i najbardziej odczuwalną różnicę zauważyłam w stanie moich paznokci. Nie, nie - nie zaczęły rosnąć jak szalone, ale stały się zdecydowanie mocniejsze, przestały się w końcu rozdwajać, zadzierać - dzięki czemu pojawiła się w końcu możliwość zapuszczenia ich.
Drugim przyjemnym efektem stosowania suplementu okazała się poprawa wyglądu skóry. Miałam wrażenie, że mniej mi się przetłuszcza ( ale to może być również efekt stosowania kosmetyków ), mniej sie zapychała, przestały mi się pojawiać okołookresowe niedoskonałości - które były dla mniej najbardziej uciążliwe. Nie odmłodziłam się o 10 lat, ale mam wrażenie, że moja skóra wygląda lepiej ( choć myślę, że duży wpływ mają tu również stosowane kosmetyki ).
I coś co chyba najbardziej mnie ucieszyło - włosy. Do jakiegoś czasu ograniczałam sie tylko do stosowania kosmetyków: odpowiednie szampony, maski, odżywki, ampułki i owszem dawało to efekt i moje włosy wyglądały naprawdę dobrze. Jednak po drastycznej zmianie koloru ( z bardzo ciemnego na bardzo jasny ) - musiałam pomyśleć jeszcze o suplementacji od wewnątrz - tak by z każdej strony wspomóc odbudowę włosa.
Zależało mi na tym by choć trochę powstrzymać wypadanie włosów - to był mój cel. I całe szczęście udało się. Nie zniwelowałam wypadania do zera - ale z garści włosów ( przy czesaniu ) zeszłam do kilku sztuk, więc różnica ogromna. Obserwuję swoje włosy nadal i chcę sprawdzić czy przy dłuższej, niż 2 miesiące, kuracji efekty bedą bardziej spektakularne. Mam nadzieje, że tak.

Podsumowując moją ponad 2 miesięczną kurację - stwierdzam, że warto. Regital nie jest drogi, wspomaga mnie w walce o włosy i paznokcie. Na pewno przedłużę kurację i zobaczę, jak sprawdza się na dłuższą metę.

BUZIAKI
OLA


KOMPLETNIE NIEKOSMETYCZNIE. OPOWIEŚCI Z GRUZJI.

KOMPLETNIE NIEKOSMETYCZNIE. OPOWIEŚCI Z GRUZJI.


Wiecie jak to jest, niby jest coś co lubimy, coś co nas ciekawi i raczej na inne rodzaje nie zwracamy uwagi. Są też takie rzeczy, które z jakiegoś powodu nas zaciekawiają i w związku z tą ciekawością - zmieniamy trochę swoje przyzwyczajenia.
Uwielbiam czytać książki. Kiedyś byłam typowym książkoholikiem - pochłaniałam wręcz każdą pozycję, czytałam baardzo dużo. Później miałam moment przerwy, najprawdopodobniej spowodowany pojawieniem się córki na świecie - zaczęła się literatura związana z macierzyństwem, medycyną. Pojawiły się też książeczki dla dzieci.
Mamusiowe książki poszły w ręce kolejnych mamuś, literatura dla małych dzieci zniknęła z naszych półek i została zastąpiona czymś dla "starszaków" - ba..córa zaczyna czytać sama, więc moja rola ogranicza się do przeczytania czegoś na dobranoc... A ja? Zaczynam wracać do swoich ulubionych książek. Czytam, dokupuję kolejne pozycje ( mąż wspiera mój książkoholizm :) ), wish lista systematycznie się powiększa.
Na co dzień czytam albo biografie ( ale te wybrane - lubię np. biografie polityków..np. czeka na mnie teraz 700-stronicowa biografia Putina ) albo książki/reportaże kryminalne ( tylko i wyłącznie literaturę faktu ). Jedynym autorem "wymyślającym", po którego sięgam i kolekcjonuję to King. Nie lubię fantastyki, romansów i innych.

Jakiś czas temu dostałam propozycję otrzymania egzemplarza recenzenckiego niby najnowszej ( nowe uzupełnione wydanie pierwszej wersji z 2011 roku ), ale nie do końca, ksiązki napisanej przez małżeństwo Mellerów: Annę Dziewit-Meller i Marcina Mellera.


Trochę nie mój ulubiony temat, ale za to jest Meller, którego darzę sympatią ( ale nie z telewizji śniadaniowej, polecam obejrzenie "Drugiego śniadania mistrzów" ) i mam całkiem przyjemne skojarzenia z inną jego książką "Między wariatami". Chyba z ciekawości nad treścią i zdjęciami zgodziłam się i już po kilku dniach mój egzemplarz był u mnie.

Co robicie jak w Wasze ręce trafi nowa książka? Ja wącham ( proszę się nie śmiać :) - uwielbiam zapach nowej książki ), a później przeglądam ilustracje i zdjęcia. "Gaumardżos" jest wyjątkowo przyjemnie wydane - niby miękka okładka ale jednak troche usztywniona, śliski kredowy papier, wyraźne klimatyczne zdjęcia.

Byłam ciekawa jak będzie mi sie czytało o czymś co w gruncie rzeczy mnie nie fascynuje, nie jest moim ukochanym książkowym tematem. I tu pojawiło się ogromne zaskoczenie! Pochłonęłam tę książkę w kilka wieczorów spędzonych na balkonie z kubkiem herbaty. 
To ten typ książki, ten typ słowa pisanego, który się wręcz połyka. Jest prosto, przyjemnie - bez zbędnych ozdobników słownych, które wprowadzają zwykłego czytelnika w zakłopotanie i konieczność sięgnięcia po słownik. Niby książka o Gruzji, a tak naprawdę o ludziach, o ich inności, o gościnności, o radościach i smutkach, o rozmowach, o jedzeniu..

Nie opowiem Wam treści książki - trzeba po nią sięgnąć i "połknąć" samodzielnie. Warto. Jestem zaskoczona tym jak przyjemną jest literaturą. 


Polecicie mi jakąś swoją ulubioną książkę?


POZDRAWIAM
OLA
Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger