ORGANICZNE PRODUKTY SAMOOPALAJĄCE + BONUS


Czasami człowiek musi..inaczej się udusi..Prawda?
Nie było mnie tu długo, ciężko jest wrócić do regularnego blogowania. Szczególnie wtedy, kiedy czasu nie ma się w ogóle i non stop jest coś na głowie, a o godzinie 22 padasz na twarz ledwo żywa i ostatnim o czym myślisz jest włączenie komputera. Nie chciałam się tłumaczyć, bo w gruncie rzeczy to pewnie i tak Was nie interesuje co się takiego dzieje, że mnie tu nie ma. Część z Was pewnie wyszła z założenia, że skoro nie ma to nie ma i tyle. Czas umyka w tak zastraszającym tempie, że czasami mam wrażenie, że nie wiem gdzie zniknęło tych kilka godzin.
Po ciężkim i pełnym nerwów okresie, zaczyna się pojawiać światełko w tunelu i coraz częściej jest coś miłego..
Staram się wdrożyć w blogowanie od nowa, z jakim efektem - to się okaże. Na pewno będzie na spokojnie, bez spinania się. Jeśli ktoś będzie miał chęć zajrzeć i coś napisać od siebie - będzie mi bardzo miło. Nie będzie tu postów codziennie czy co drugi dzień, bo na to brakuje mi czasu, ale gdy pojawi się u mnie jakiś kosmetyk, który będzie wart opisania i pokazania Wam - na pewno coś naskrobię.

Oprócz mojego dzisiejszego tłumaczenia, chciałabym Wam pokazać kosmetyki, których "starszą siostrę" już zna większość osób zaglądających na beauty blogi. Dziś ta "młodsza" wersja - równie dobra.





Pamiętacie kosmetyki Vita Liberata? Przedstawiam Wam drugą linię kosmetyków samoopalających - NKD SKN.



Tak jak w przypadku linii pierwszej Vita Liberata - mamy rękawicę, która ma nas wspomóc w łatwej i przede wszystkim równej, aplikacji produktu na skórę. Tego typu akcesoria to dla mnie zbawienie. Przy zwykłym kremowym, emulsyjnym samoopalaczu zawsze miałam stres, że będą plamy, zacieki i opalenizna będzie wyglądała po prostu źle. Tu nie dość, że mamy do czynienia z pianką ( ale o tym za momencik ), to mamy dużą rękawicę ( z jeden strony trochę sztywniejszą, z drugiej miękką jak gąbka ), dzięki której produkt samoopalający będzie zaaplikowany równo, bez zacieków, plam i innych tego typu niespodzianek. Dzięki nim wiele osób "zaryzykuje" wypróbowanie pianek w nadziei, że "tym razem się uda".

Oprócz rękawicy  mamy też wspomnianą piankę.


- natychmiastowy efekt idealnej opalenizny w złocistym kolorze ( z możliwością stopniowania natężenia koloru: od bardzo lekkiego muśnięcia, po widoczną ale naturalną opaleniznę )
- aksamitna, puszysta konsystencja pianki ( moja ulubiona konsystencja jeśli chodzi o tego typu produkty )
- naturalna opalenizna pozbawiona smug ( a wszystko dzięki magicznej rękawicy - ideał! )
- błyskawiczne wysychanie i już po chwili mamy możliwość założenia bielizny i ubrania, bez strachu o ubrudzenie jej
- przyjemny zapach - mówimy nie! zapachom "bylejakich" samoopalaczy ( zapach a'la samoopalaczowy pojawia się, gdy się skóra się z jakiegoś powodu rozgrzeje, nie jest to jednak na tyle intensywny zapach by drażnił nos i przeszkadzał )

skład: ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF WATER (EAU), DIHYDROXYACETONE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, TOCOPHERYL ACETATE, CUCUMIS MELO (MELON) FRUIT EXTRACT, HYALURONIC ACID, VITIS VINIFERA (GRAPE) SEED EXTRACT, GINKGO BILOBA LEAF EXTRACT, FUCUS VESICULOSUS (BLADDERWRACK) EXTRACT, RUBUS IDAEUS (RASPBERRY) SEED EXTRACT, HYDROLYSED SILK (SOIE), GLYCYRRHIZA GLABRA (LICORICE) EXTRACT, SODIUM BENZOATE, POTASSIU SORBATE, CITRIC ACID, CARAMEL

I drugi produkt, ten który zdobył u mnie większe zainteresowanie, bo okazał się kompletną nowością jeśli chodzi o kosmetyki samoopalające - PRE-SHOWER TAN.


Bardzo ciekawy produkt ze względu na sposób aplikacji. W przypadku większości kosmetyków samoopalających - musimy nałożyć je na skórę, odczekać aż wchłoną się i wyschną. A tu jest całkiem inaczej: nakładamy kosmetyk na skórę, 10 minut przerwy na szybką kawkę i...wchodzimy pod prysznic i wszystko z siebie zmywamy i w ciągu 4-8 godzin mamy piękną utrwaloną opaleniznę. Ciekawe, prawda?
Przyznam Wam, że pierwszy raz spotykam się z tego typu aplikacją, stąd moje ogromne zaciekawienie jeśli chodzi o ten produkt. 
Obawiałam się odrobinę aplikacji, bo nie jest to już pianką, którą ładnie rozprowadzimy dzięki rękawicy. Mamy do czynienia z dość gęstym balsamem, przy którym musimy poświęcić odrobinę czasu i skupienia by równo zaaplikować kosmetyk na skórę i nie obawiać się później nieciekawych zacieków.
Zacieków nie było, plam też nie a opalenizna..cóż.. po jednorazowej aplikacji była zdecydowanie łagodniejsza niż ta po użyciu pianki, ale dzięki temu mogłam kolejnego dnia spróbować jeszcze raz i delikatnie podkręcić kolor skóry - który nadal wyglądał naturalnie.

skład: ALOE BARBADENSIS (LEAF) JUICE, DIHYDROXYACETONE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, DIETHYLHEXYL SODIUM SULFOSUCCINATE, GLYCERIN, DECYL GLUCOSIDE, GLYCERYL OLEATE, ISOHEXADECANE, GINKGO BILOBA LEAF EXTRACT, RUBUS IDEUS (RASPBERRY) SEED EXTRACT, GLYCYRRHIZA GLABRA (LICORICE) EXTRACT, CUCUMIS MELO (MELON) FRUIT EXTRACT, GLYCERYL LAURATE, XANTHAN GUM, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, ERYTRULOSE, CITRIC ACID


Kosmetyki te są idealną alternatywą dla osób, które słońca muszą unikać ( z różnych powodów ) lub po prostu nie lubią leżeć plackiem i opalać się. 

Więcej na temat marki NKD SKN doczytacie na stronie: https://www.nkdskn.com/ lub na ich polskim instagramie: https://www.instagram.com/nkd_skn_poland/?hl=pl.


POZDRAWIAM Z ZIMOWEGO PODLASIA
OLA


3 komentarze:

  1. Skład całkiem w porządku. Zachecilas mnie do zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie używam produktów samoopalających, jednak te wyglądają całkiem zachęcająco =)

    OdpowiedzUsuń

Czekam na wiadomość od Ciebie!
Zostaw kilka słów w komentarzu :)

Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger