MINARAŁY? UWIELBIAM!

MINARAŁY? UWIELBIAM!


Dawno nie wspominałam nic o kosmetykach typowo makijażowych, których używam. Przyznam, że przy ostatniej promocji zniżkowej zaopatrzyłam się w ogromną ilość podkładów i myślałam, że więcej już mi ich nie potrzeba, że mam zapas na wieki..Jednak człowiek nauczony doświadczeniem, mając coś sprawdzonego, coś co go nigdy nie zawiodło - wraca do tego jak bumerang. Macie w swoim arsenale taki kosmetyk? Coś co zawsze musi u Was być? Ciekawa jestem co to takiego - koniecznie dajcie znać w komentarzach. Może wpadnie coś na moją listę zakupową?


Czy jest tu jeszcze ktoś kto nie zna kosmetyków Lily Lolo? Czy w ogóle jest ktoś jeszcze kto nawet o nich nie słyszał? Wątpię..
Ja już wcześniej miałam z nimi styczność i odsyłam Was TUTAJ, jeśli ktoś ma chęc przypomnieć sobie posty sprzed 3 lat o minerałach.





Jeśli ktoś ma chęć zobaczyć jak ten kosmetyk wygląda na twarzy, zapraszam - BLONDIE TYLKO DLA BLONDIE.
Dziś chciałabym Wam koniecznie przypomnieć o tym kosmetyku - to chyba najlepszy podkład z jakim miałam do czynienia w całym swoim kosmetycznym życiu. Długo nie mogłam się przekonać do minerałów, podchodziłam do nich jak przysłowiowy pies do jeża. Ale chyba bardziej z niewiedzy..
Teraz zastanawiam się dlaczego wcześniej nie zdecydowałam się na zaryzykowanie i przygodę z kosmetykami Lily Lolo.
Podkład mineralny Blondie to mój hit nad hity. Nie ma lepszego podkładu - jeśli potrzebuję 100%-towej pewności, że mój makijaż będzie wyglądał dobrze to sięgam po te niewielkie pudełeczko.
Przykład z kilku ostatnich dni..Upał niemiłosierny, słońce grzeje okrutnie, twarz się poci, klima chodzi na maksa. A makijaż musi być, bo do ludzi idę.. Sięgam wtedy tylko po minerały, bo wiem, że mnie nie zawiodą. Nie spłynie mi makijaż, nie zważy się na twarzy i będzie wyglądać naprawdę dobrze. W przypadku takiej ( mieszanej, ale bardzo odczuwającej upały ) skóry - żadnej podkład typu fluid się nie sprawdzi.
POLECAM!

Pokażę Wam też mój nowy nabytek jeśli chodzi o coś mineralnego do ust :)

 

Nie będę Wam udowadniała w ciemno, że kolor jest przebombowy i świetnie się prezentuje..TO trzeba po prostu zobaczyć..



Cudowna, prawda?
Jedwabiście kremowa, aksamitna - wręcz pielęgnującza usta. Nie podkreśla suchych skórek, wiec nadaje się nawet dla osób, które borykają się z tym problemem. Usta wyglądają zdrowo i świeżo. Kolor też jest ok, prawda?



Czy miałyście może już jakieś pomadki Lily Lolo? Może macie do polecenia jakiś konkretny kolor którym warto się zainteresować?


POZDRAWIAM CIEPŁO
OLA
WARZYWNY OGRÓD - MARCHEWKOWA PIELĘGNACJA

WARZYWNY OGRÓD - MARCHEWKOWA PIELĘGNACJA


Szykujecie się już na zakończenie roku szkolnego? A może jesteście na etapie poszukiwań białej, letniej bluzki dla swojego dziecka?
Przed nami ostatnie dni pierwszej klasy, w piątek rozdanie świadectw i wakacje! Przyznam, że ten rok, dla mnie jako mamy pierwszoklasistki, był rokiem pełnym nowości, nowych doświadczeń i wrażeń. "Odpępowiłyśmy" się trochę i pozwoliłam mojemu dziecku na więcej samodzielności. Jak dla mnie i jak na mnie to wielki krok do przodu. Możecie być ze mnie dumne!

Powróćmy jednak do kosmetyków, bo moje rodzicielskie wywody pewnie niewiele Was interesują :)

Lato, wysoka temperatura, słońce - zaczęłam poszukiwać jakiego masła, balsamu do ciała, lotionu - czegoś o dość lekkiej i nie oblepiającej konsystencji, a do tego o pięknym: albo słodkim albo świeżym ( ale też słodkawym ) zapachu.
Trafiłam na masło karotenowe Ava i przyznam, że mocno zaczęłam się nad nim zastanawiać. Zaciekawiła mnie ta marchewka..Ale w opisie kosmetyku na stronie producenta, doczytałam o aromacie wanilii - i to przeważyło i pozwoliło podjąć mi decyzję. Uwielbiam ten zapach!


Pokazywałam Wam ten kosmetyk na instagramie i ciekawa jestem czy ktoś jeszcze zwrócił uwagę na niesamowity kolor tego masła. Coś niespotykanego jeśli chodzi o kosmetyki.
Kolejną kwestią, na którą warto zwrócić uwagę jest zapach. Producent mówi o aromacie wanilii i przyznam, że bardzo mocno nastawiałam się na te nuty zapachowe - uwielbiam wanilie. Okazało się jednak, że masło do ciała Ava nie pachnie idealnie otulającą, ciepła słodyczą wanilii. Mamy tu raczej do czynienia z budyniowym aromatem..mh..kojarzy mi się z takim egzotycznym drinkiem z mleczkiem kokosowym i ananesem - podpowiedzcie co to może być? Słodycz wanilii również jest wyczuwalna, ale według mnie jest to za świeży zapach by powiedzieć, że to tylko ona.
Jak w przypadku każdego masła do ciała - mamy do czynienia z nieamowicie wydajnym produktem - naprawdę niewielka ilość wystarczy do wysmarowania całego ciała. Podejrzewam, że jeszcze długo będzie gościł w mojej łazience.



Coś o czym warto wspomnieć to kwestia aplikacji. Masło bezproblematycznie daje się rozprowadzić na skórze, nie bieli jej i ekspresowo się wchłania, pozostawiając na niej bardzo przyjemny zapach. Zero błyszczących filmów i tłustej skóry. Moja wchłania ten balsam do ostatniej kropli i dzięki temu staje się niesamowicie gładka, przyjemna w dotyku, odżywiona. Zniwelowane zostaje nieprzyjemne napięcie spowodowane przesuszeniem. Jest naprawdę przyjemnie.
Jeśli chodzi o poprawę kolorytu - ciężko jest mi zaobserwować tę kwestię - szczególnie, że od dobrych kilku tygodni mamy prawie non stop świecące słońce, więc nasza skóra samoistnie się opala.

Dla osób zainteresowanych, skład:
AQUA, BUTYROSPERMUM PARKII SHEA BUTTER, PERSEA GRATISSIMA OIL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, COCOS NUCIFERA OIL, GLYCERIN, GLYCERYL STEARATE, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, CETEARYL ALCOHOL, DIMETHICONE, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, DAUCUS CAROTA SATIVA ROOT EXTRACT, BETA-CAROTENE, DAUCUS CAROTA SATIVA SEED OIL, ASCORBYL PALMITATE, CETYL PALMITATE, SODIUM PCA, CETEARETH-20, CETEARETH-12, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, XANTHAN GUM, DISODIUM EDTA, PHENOXYETHANOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, PARFUM


Podsumowując..uważam, że masło karotenowe Ava Laboratorium, to świetny kosmetyk. W 100%-tach spełnił moje oczekiwania jeśli chodzi o kosmetyk do codziennej pielęgnacji ciała. Przyniósł mojej skórze niesamowite ukojenie, do tego dokładamy świetny skład i niesamowity zapach, wcale nie wygórowaną cenę - i mamy kosmetyk na 5 z plusem!

Miałyście może styczność z tym masłem do ciała? Jeśli tak to jakie były Wasze wrażenia? A może zachęciłam Was do poznania tego kosmetyku?

POZDRAWIAM
OLA
SUPLEMENTY - SPOSÓB NA PIĘKNE WŁOSY I PAZNOKCIE?

SUPLEMENTY - SPOSÓB NA PIĘKNE WŁOSY I PAZNOKCIE?


Do której grupy ludzi należycie: czy co używają suplementów i wierzą w ich działanie, czy raczej do tych mocno sceptycznie do tego podchodzących i uważających, że nie warto sobie suplementami głowę zawracać? Ciekawa jestem jakie macie podejście do tego typu "leków"?!

Przyznam, że ja nie wierzę suplementom, które obiecują złote góry. Nie ma możliwości by włosy urosły mi 10cm w ciągu tygodnia, paznokcie po dwóch dniach zrobiły się twarde jak granit, a celullit zniknął sam z siebie po tygodniu. W takie "bajki" nie wierzę, ale uważam, że przy systematycznej suplementacji odpowiednimi składnikami mineralnymi - możemy powalczyć o mocniejsze paznokcie, o zdrowsze włosy, o mniej problematyczną cerę..



Odkąd wiem, że mam problemy z tarczycą, cukrem, odkąd łykam na stałe leki - staram się dodatkowo łykać witaminy, różnego rodzaju syplementy - tak by wspomóc mój organizm. Włosy "lecące" garściami, wiecznie połamane i rozdwojone paznokcie..dużo by wymieniać. W kosmetyki, które stosuje się od zewnątrz, zadbałam - kremy, serum, olejki, odżywki..
Szukałam jakiegoś niedrogiego suplementu ( jednego! by nie łykać kolejnej garści pigułek ), w którym znajdę m.in. skrzyp polny ( na włosy ), cynk i selen ( na paznokcie ) i jakieś witaminy co by podratować włosy.
No i jakiś czas temu pojawił się u mnie REGITAL, produkt rodzimej, białostockiej firmy Diagnosis. Miałam wcześniej do czynienia z kosmetykami tej firmy - sprawdziły mi się w większości przypadków, zaryzykowałam więc z suplementem.


Produkt w gruncie rzeczy przyjemny dla portfela, bo za 60 pastylek płacimy około 20zł i jest to miesięczna kuracja ( do zamówienia online bądź do kupienia w aptece ).
Jestem w trakcie trzeciego opakowania i myślę, że  kurację przedłużę - bo widzę efekty. I pewnie to Was najbardziej interesuje, prawda?
Regital dorzucam do mojej porannej porcji leków: oprócz tych zleconych przez specjalistów, Regitalu - sięgam jeszcze po coś suplementującego witaminę D3 ( kiedy ostatnio badaliście jej poziom? ).
Pierwszą i najbardziej odczuwalną różnicę zauważyłam w stanie moich paznokci. Nie, nie - nie zaczęły rosnąć jak szalone, ale stały się zdecydowanie mocniejsze, przestały się w końcu rozdwajać, zadzierać - dzięki czemu pojawiła się w końcu możliwość zapuszczenia ich.
Drugim przyjemnym efektem stosowania suplementu okazała się poprawa wyglądu skóry. Miałam wrażenie, że mniej mi się przetłuszcza ( ale to może być również efekt stosowania kosmetyków ), mniej sie zapychała, przestały mi się pojawiać okołookresowe niedoskonałości - które były dla mniej najbardziej uciążliwe. Nie odmłodziłam się o 10 lat, ale mam wrażenie, że moja skóra wygląda lepiej ( choć myślę, że duży wpływ mają tu również stosowane kosmetyki ).
I coś co chyba najbardziej mnie ucieszyło - włosy. Do jakiegoś czasu ograniczałam sie tylko do stosowania kosmetyków: odpowiednie szampony, maski, odżywki, ampułki i owszem dawało to efekt i moje włosy wyglądały naprawdę dobrze. Jednak po drastycznej zmianie koloru ( z bardzo ciemnego na bardzo jasny ) - musiałam pomyśleć jeszcze o suplementacji od wewnątrz - tak by z każdej strony wspomóc odbudowę włosa.
Zależało mi na tym by choć trochę powstrzymać wypadanie włosów - to był mój cel. I całe szczęście udało się. Nie zniwelowałam wypadania do zera - ale z garści włosów ( przy czesaniu ) zeszłam do kilku sztuk, więc różnica ogromna. Obserwuję swoje włosy nadal i chcę sprawdzić czy przy dłuższej, niż 2 miesiące, kuracji efekty bedą bardziej spektakularne. Mam nadzieje, że tak.

Podsumowując moją ponad 2 miesięczną kurację - stwierdzam, że warto. Regital nie jest drogi, wspomaga mnie w walce o włosy i paznokcie. Na pewno przedłużę kurację i zobaczę, jak sprawdza się na dłuższą metę.

BUZIAKI
OLA


KOMPLETNIE NIEKOSMETYCZNIE. OPOWIEŚCI Z GRUZJI.

KOMPLETNIE NIEKOSMETYCZNIE. OPOWIEŚCI Z GRUZJI.


Wiecie jak to jest, niby jest coś co lubimy, coś co nas ciekawi i raczej na inne rodzaje nie zwracamy uwagi. Są też takie rzeczy, które z jakiegoś powodu nas zaciekawiają i w związku z tą ciekawością - zmieniamy trochę swoje przyzwyczajenia.
Uwielbiam czytać książki. Kiedyś byłam typowym książkoholikiem - pochłaniałam wręcz każdą pozycję, czytałam baardzo dużo. Później miałam moment przerwy, najprawdopodobniej spowodowany pojawieniem się córki na świecie - zaczęła się literatura związana z macierzyństwem, medycyną. Pojawiły się też książeczki dla dzieci.
Mamusiowe książki poszły w ręce kolejnych mamuś, literatura dla małych dzieci zniknęła z naszych półek i została zastąpiona czymś dla "starszaków" - ba..córa zaczyna czytać sama, więc moja rola ogranicza się do przeczytania czegoś na dobranoc... A ja? Zaczynam wracać do swoich ulubionych książek. Czytam, dokupuję kolejne pozycje ( mąż wspiera mój książkoholizm :) ), wish lista systematycznie się powiększa.
Na co dzień czytam albo biografie ( ale te wybrane - lubię np. biografie polityków..np. czeka na mnie teraz 700-stronicowa biografia Putina ) albo książki/reportaże kryminalne ( tylko i wyłącznie literaturę faktu ). Jedynym autorem "wymyślającym", po którego sięgam i kolekcjonuję to King. Nie lubię fantastyki, romansów i innych.

Jakiś czas temu dostałam propozycję otrzymania egzemplarza recenzenckiego niby najnowszej ( nowe uzupełnione wydanie pierwszej wersji z 2011 roku ), ale nie do końca, ksiązki napisanej przez małżeństwo Mellerów: Annę Dziewit-Meller i Marcina Mellera.


Trochę nie mój ulubiony temat, ale za to jest Meller, którego darzę sympatią ( ale nie z telewizji śniadaniowej, polecam obejrzenie "Drugiego śniadania mistrzów" ) i mam całkiem przyjemne skojarzenia z inną jego książką "Między wariatami". Chyba z ciekawości nad treścią i zdjęciami zgodziłam się i już po kilku dniach mój egzemplarz był u mnie.

Co robicie jak w Wasze ręce trafi nowa książka? Ja wącham ( proszę się nie śmiać :) - uwielbiam zapach nowej książki ), a później przeglądam ilustracje i zdjęcia. "Gaumardżos" jest wyjątkowo przyjemnie wydane - niby miękka okładka ale jednak troche usztywniona, śliski kredowy papier, wyraźne klimatyczne zdjęcia.

Byłam ciekawa jak będzie mi sie czytało o czymś co w gruncie rzeczy mnie nie fascynuje, nie jest moim ukochanym książkowym tematem. I tu pojawiło się ogromne zaskoczenie! Pochłonęłam tę książkę w kilka wieczorów spędzonych na balkonie z kubkiem herbaty. 
To ten typ książki, ten typ słowa pisanego, który się wręcz połyka. Jest prosto, przyjemnie - bez zbędnych ozdobników słownych, które wprowadzają zwykłego czytelnika w zakłopotanie i konieczność sięgnięcia po słownik. Niby książka o Gruzji, a tak naprawdę o ludziach, o ich inności, o gościnności, o radościach i smutkach, o rozmowach, o jedzeniu..

Nie opowiem Wam treści książki - trzeba po nią sięgnąć i "połknąć" samodzielnie. Warto. Jestem zaskoczona tym jak przyjemną jest literaturą. 


Polecicie mi jakąś swoją ulubioną książkę?


POZDRAWIAM
OLA
BLASK KOBIECEGO PIĘKNA

BLASK KOBIECEGO PIĘKNA


Co miesiąc przychodzi do mnie pudełko Shiny Box - czasami jestem bardziej zaciekawiona zawartością, czasami mniej. Staram się raczej nie szukać informacji na temat tego co może się z nim znaleźć - grzecznie czekam na kuriera.
W tym miesiącu doczytałam jednak na FB Shiny, że szykują się lekkie zmiany. Jakiś czas temu ulotka została zmieniona na Shiny Magazyn - i uważam, że było to świetne posunięcie, niestety jednak spowrotem mamy ulotkę z wymienionymi kosmetykami z pudełka. Szkoda, szkoda, ale mam nadzieję, że jednak Ekipa Shiny podejmie jeszcze próbę powrotu do beauty gazetki.
Ciekawa byłam jakie zmiany teraz na nas czekają..


Pierwszą, widoczną od razu, był wygląd pudełka zewnętrznego. Zasmiast zwykłego, szarego pudełka - różowe, z gładkiego kartonu. Całkiem przyjemnie, prawda? Taki kobiecy drobiazg jak kolor pudełka..
Ale to nie koniec jeśi chodzi o opakowanie..Otwieramy zewnętrzny kartonik, a tam czeka na nas nowy, błyszczący box.




I tu zaznaczę, że akurat z tej zmiany opakowania jestem bardzo zadowolona. Wcześniejsze, zwykłe, kartonowe pudełka okazywały się być mniej praktyczne na przechowywanie jakichś drobiazgów.
A teraz..Mamy ładne, lakierowane pudełko - w fajnych pastelowych kolorach. Do tego okazuje się, że pokrywka normalnie się zdejmuje i nie jest połączona ze spodem ( jak bywało w poprzednich pudełkach ) - bez problemu możemy wykorzystać to opakowanie na przechowywanie czegokolwiek - na pewno każda/y z Was ma potrzebę posiadania pudełka na takie "cosie".
Tu Shiny załapało plusa.
Pora jednak na prezentację zawartości..




W tym miesiącu mamy wiele wersji pudełek, jest dużo produktów wymiennych. Nie ma miniatur, kosmetyków travel size - mamy same pełnowymiarowe opakowania. Jest coś z pielęgnacji, coś z kosmetyków makijażowych i chyba pierwszy raz - zapach.
Jak zawsze znajdziemy też jakiś kod rabatowy - w tym miesiącu jest to 15%-towy rabat na zakupy w sklepie Lekkie Smaki.




Zacznijmy od kosmetyków kolorowych, tych do makijażu.
W tym miesiący subskrybentki, które od dłuższego czasu są z Shiny Boxem, dzięki ankiecie - miały możliwość samodzielnego wyboru, jednego z dwóch możliwych, kosmetyków MESAUDA MILANO. Do wyboru był: Błyszczyk Extreme Gloss lub Kredka do ust Xpress Lips.




BŁYSZCZYK EXTREME GLOSS ( Provocante 311 ) - ok. 44zł/szt
"Ekstremalnie połyskujący błyszczyk z długotrwałym efektem lakieru, prosto ze słonecznej Italii. Mesauda Milano to młoda i dynamiczna firma z Włoch, wyróżniająca się na rynku swoim profesjonalizmem i umiejętnością zapewnienia wyłącznie najlepszych innowacji w branży kosmetycznej."

KREDKA DO UST XPRESS LIPS ( 101 ) - ok. 28zł/szt
"Jest to ołówek do ust o wyjątkowo miękkiej teksturze, który można łatwo i delikatnie nakładać na usta. Dzięki wysokiej zawartości pigmentów, ta długotrwała formuła ma bogate uwalnianie koloru i długotrwałe krycie."

Kompletnie nie znana mi marka, kosmetyki - pierwszy raz mam z nimi styczność właśnie dzięki Shiny Box. O ile błyszczyk powędruje pewnie do kogoś kto lubuje się w blasku na ustach ( ja wolę zdecydowanie mat ), o tyle kredkę na pewno wykorzystam ( pewnie jako szminkę ). 
Fajnie, że jest możliwość poznania nowej marki - ciekawa jestem innych jej kosmetyków.




MUS POD PRYSZNIC I DO KĄPIELI GRUSZKA-BERGAMOTKA - ok. 9zł/222ml
"Odświeżający i nawilżający mus myjący pod prysznic i do kąpieli NUTKA został stworzony, aby zapewnić uczucie łagodnego odżywienia i nawilżenia całego ciała przy dogłębnym oczyszczaniu. Receptura kosmetyku została oparta na starannie dobranych, delikatnych substancjach myjących, aktywnych składnikach utrzumujących barierę naskórkową oraz różnorodności świata roślin. Bogata formulacja sprawi, iż codzienna higiena wymagającej nawilżenia skóry stanie się pielęgnacyjną przyjemnością, uzupełnioną delikatnym zapachem owoców gruszki i bergamotki. Zawarta w mikrokapsułkach witamina E nada skórze jedwabistej gładkości. Mus myjący zapewnia uczucie długotrwałej świeżości, nie zawiera mydła i slesu."

skład:
AQUA, COCAMIDOPROPYL BETAINE, SODIUM C14-16 OLEFIN SULFONATE, ACRYLATES COPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, SODIUM LAUROYL SARCOSINATE, COCO-GLUCOSIDE, GLYCERL OLEATE, GLYCERIN, CITRUS AURANTIUM AMARA FLOWER EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, PYRUS COMMUNIS FRUIT EXTRACT, PHENOXYETHANOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, PEG-150 PENTAERYTHRITYL TETRASTEARATE, PPG-2 HYDROXYETHYL COCAMIDE, LACTOSE, MICROCRYSTALLINE CELLULOSE, SUCROSE, ZEA MAYS STARCH, IRON OXIDE YELLOW, TOCOPHERYL ACETATE, HYDROXYPROPYL METHYL CELLULOS, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, PARFUM , LINALOOL, LIMONENE, CI 19140, CI 15510, CI 42090, CI 77492

Kolejna nowość! Przyznam, że nigdzie, w żadnej drogerii, nie rzuciły mi się te tubki w oczy. Polska marka, ciekawe nuty zapachowe ( np. Piwonia-Słodki Migdał albo Len-Echinacea ) i bardzo sympatyczna dla portfela, cena.
Do mnie trafiła wersja gruszkowami jestem zachwycona tym zapachem - nie mogłam się powstrzymać i od razu sprawdziłam czy rzeczywiście mamy do czynienia ze słodkim owocowym aromatem. 
Tuba ląduje w mojej łazience i na pewno niedługo dam Wam znać - jakie są moje wrażenia. Ciekawe czy warto zainteresować się tymi kosmetykami?



MASKA GŁĘBOKO OCZYSZCZAJĄCA Z BIAŁĄ GLINKĄ - ok. 11zł/szt.
"Głęboko oczyszczająca maska stworzona na bazie białej glinki, która doskonale eliminuje zanieczyszczenia, absorbuje z powierzchni skóry nadmiar sebum, łagodzi podrażnienia i rozjaśnia."

Kosmetyki Zielone Laboratorium są mi znane ( odsyłam Was do linku z recenzjami tych kosmetyków ), więc ucieszyłam się z możliwości wypróbowania kolejnego kosmetyku tej marki. Maseczki glinkowe bardzo lubię, więc pewnie już dziś wieczorem sprawdzę jak działa ta saszetka z beauty boxa.


I pora na największe hity tego pudełka. Jeden z nich co prawda doprowadził mnie do WIELKIEGO szoku, ale cieszę się, że będę miała możliwośći sprawdzenia tego cuda (?). Ale po kolei..


COSMIC AURA - DEZODORANT PERFUMOWANY W SPRAYU - OK. 18.99zł/75ml
"Zapach C-THRU Cosmic Aura to idealny produkt na lato. Perfumowana mgiełka idealnie odświeża zapach ciała podczas letnich dni. To zapach dedykowany kobietom, które chcą podkreślić swoją zmysłowość, elegancję oraz tajemniczą "aurę", która ich otacza."

To jeden z tych produktów, który chyba mocno zaskoczył wszystkie subskrybentki. Zaskoczył i bardzo ucieszył. Chyba nie było zapachów ( przynajmniej w przeciągu ostatnich 2-3 lat ) w Shiny Boxie, prawda?
Kolejny zapach w kolekcji mile widziany, szczególnie, że Cosmic Aura to słodkie, ale dość lekkie perfumy. Nie jest to mocny i ciężki zapach, więc idealnie na te wyższe temparatury.
To jeden z tych produktów, z których najbardziej się ucieszyłam jeśli chodzi o kosmetyki, które znalazłam w Shiny Boxie.



CHUSTECZKI DO DEMAKIJAŻU Z MINERAŁAMI Z MORZA MARTWEGO - ok. 104zł/opak. 25 szt.
"Chusteczki te skutecznie czyszczą nawet wodoodporny makijaż. Idealnie sprawdzają się zarówno w użytku domowym, jak i w podróży, zapewniając przy tym odpowiednie nawilżenie i pozostawiając efekt gładkiego, łagodzącego uczucia."

Gdy oglądałam zawartość pudełka i zobaczyłam chusteczki do demakijażu - stwierdziłam, że fajnie, że zbliżają się wakacje - przydadzą się na wyjazd. Marka kompletnie mi nie znana - fajnie będzie poznać coś nowego. Jak zobaczyłam cenę na ulotce to nie mogłam uwierzyć, że chusteczki do demakijażu mogą kosztować aż 100zł. Pomyślałam, że to jakiś błą w druku pewnie i zaczęłam szukać kosmetyków tej firmy w internecie i okazało się, że chusteczki rzeczywiście kosztują około 25$ - czyli około 100zł.. 
W związku z ceną stawiam tym chusteczkom naprawdę wysokie wymagania. Sprawdzę je pod kątem wielu różnych, ciężkich kosmetyków. Zobaczymy czy rzeczywiście są tyle warte..


Jakie macie wrażenia jeśli chodzi o zawartość tego pudełka? Coś szczególnie wpadło Wam w oko?

POZDROWIENIA
OLA



KURACJA PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW

KURACJA PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW


Od prawie pół roku wspominam o tym jak drastyczną zmianę przeszły moje włosy. Jak dla mnie - całkiem coś innego: z długich włosów na takie ledwie do ramion, i z bardzo ciemnego czekoladowego brązu na dość jasny blond ( jeszcze jedno podejście i będzie idealnie ten kolor, o którym marzyłam ).
Takie drastyczne zmiany wiążą się z koniecznośćią wprowadzenia bardzo intensywnej pielęgnacji. W ruch poszły suplementy ( o jednym z nich opowiem Wam niedługo ), oleje, serum, ampułki - wszystko czego tylko dusza zapragnie ( i są efekty, bo powiedziano mi, że włosy nie są zniszczone ).. No i oczywiście nowy szampon i odżywka.
O ile w przypadku wszystkich cudów - postawiłam na regenerację, o tyle w przypadku podstawy - chciałam powalczyć o zmniejszenie wypadania włosów. Wiem, że jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest moja tarczyca, ale..no sami rozumiecie: człowiek zrobi wszystko i z każdej strony by było lepiej. Endokrynolog niech walczy o tarczycę i jej ogarnięcie, a ja powalczę m.in. o włosy.


Do tej pory, kosmetyki Dermena, kojarzyły mi się z produktami do zadań specjalnych. Myślałam, że te produkty przeznaczone są tylko dla osób borykających się z dużymi problemami. Nie mam zielonego pojęcia skąd takie moje przeświadczenie. Okazało się jednak, że owszem - mają walczyć z problemami, ale "zwykli maluczcy" też mogą je stosować. I tak zaczęła się nasza przygoda.

Mój zestaw to był SZAMPON i ODŻYWKA przeznaczone do włosów suchych i zniszczonych, osłabionych i nadmiernie wypadających. Idealnie!
Oba kosmetyki zapakowane w kartoniki - jeśli chodzi o wygląd: niewiele się tu dzieje. Jest jasno i skromnie, bez krzyczących napisów obiecujących złote góry. Wszystko sprawia wrażenie produktu medycznego, profesjonalnego.
Bez obaw - cena nie przerazi ani nas ani naszego portfela: 200ml, 20zł za sztukę i mamy zestaw. Nie jest źle prawda?



- hamuje wypadanie włosów
- stymuluje odrastanie włosów
- wzmacnia włosy
- chroni skórę przed powstawaniem podrażnień
- zmniejsza przetłuszczanie się włosów
- dokładnie myje skórę głowy i znakomicie pielęgnuje włosy
- nie obciąża włosów

Ciekawe jesteście jak wyglądają w rzeczywistości, obietnice producenta? O tym za sekundkę, teraz dla tych zainteresowanych - skład:
AQUA, SODIUM LAURETH SULFATE, PROPYLENE GLYCOL, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, COCAMIDOPROPYL BETAINE, COCO-GLUCOSIDE, GLYCERYL OLEATE, PEG-150 PENTAERYTHRITYL TETRASTEARATE, PPG-2 HYDROXYETHYL COCAMIDE, METHYL NIACINAMIDE CHLORIDE, PARFUM, DMDM HYDANTOIN, METHYLPARABEN, PHENOXYETHANOL, PROPYLPARABEN, SODIUM CHLORIDE, HYDROXYPROPYL GUAR HYDROXYPROPYLTRIMONIUM CHLORIDE, CITRIC ACID, LACTIC ACID, PEG-14 M, SILICA, HYDROGENATED PALM GLYCERIDES CITRATE, TOCOPHEROL, ASCORBYL PALMITATE, LECITHIN, BHT, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE, LINALOOL

Szampon to przezroczysty żel o przyjemnym, może lekko aloesowym ( tylko skąd? ), zapachu. Aromat jest na tyle delikatny, że nie pozostaje na włosach po umyciu. Wiem, że są osoby, które tego nie lubię, więc ta kwestia może być dla nich dośc istotna. Pieni się jak każdy inny szampon, spłukuje się bezproblemowo.
Takie moje małe spostrzeżenie, zanim opowiem Wam o efektach działania, - jest to kosmetyk dla osób cierpliwych. Efektu nie będzie widać po 2-3 myciach. Ten kosmetyk jest u mnie w użyciu 2 miesiąc ( czasami przerywałam na 1-2 mycia na rzecz innego produktu ) i tak naprawdę niedawno dopiero zauważyłam ( a buteleczka dobija dna - baaardzo wydajny produkt ), zbawienne dla moich włosów, efekty. 
Przede wszystkim coś co rzuca się od razu w oczy - nowe włoski. Dookoła czoła pojawiły mi się małe baby hairs ( myślę, że suplement też na to wpłynął ). Ciężkie do okiełznania, ale to taki miły widok. Druga kwestia to czystość włosów - mam wrażenie, że odkąd używam tego zestawu ( szampon + odżywka ) rzadziej myję włosy, bo nie brudzą, nie przetłuszczają się tak jak kiedyś. 
Zauważyłam też, że wypada mi zdecydowanie mniej włosów niż wcześniej - nie zdejmuję ze szczotki garści kłaczków. Uff..
Do tego dodam jeszcze jedną kwestię. Włosy są porządnie oczyszczone i widać to również w ich uniesieniu, odbiciu od nasady. Są lekkie, nie obciążona a zarazem nie mam puchu na głowie. Obawiałam się tego trochę, bo im jaśniejszy mam kolor na głowie tym większe tendencje do przesuszania i puszenia się włosów, a tu miłe zaskoczenie.
Jest dobrze, bardzo dobrze. Na pewno sięgnę jeszcze nie raz po ten kosmetyk.


Odżywka to idealne uzupełnienie szamponu. Wygładza włosy, ułatwia ich rozczesywanie ( bardzo istotna kwestia, szczególnie dla osób o cienkich włosach, które mają tendencje do plątania się ). Dzięki niej są śliskie, gładkie i bardzo przyjemne w dotyku - a jednocześnie nie obciążone. Odżywka podtrzymuje działanie szamponu, nie przyklapuje mi włosów. Są uniesione i puszuste a jednocześnie gładkie. Lubię taki efekt.
Opakowanie odżywki - tuba, napakowana jest nią po brzegi. Wspominałam Wam już kiedyś, że mam tendencje do nadużywania odżywek i masek do włosów - lubię często i dużo. Bałam się, że nie starczy mi jej na cały okres kuracji szamponem. Przyznam, że pod koniec musiałam się mocno ograniczać, ale wystarczyło. Oba opakowania sięgnęły już prawie dna.
Aksamitnie kremowa konsystencja i bardzo przyjemny..dość charakterystyczny zapach. Myślę, że większości z Was skojarzyłby się z tym samym - z takim kremem z płaskiego pudełka z niebieską zakrętką.
I na sam koniec jeszcze skład odżywki, dla tych zainteresowanych:
AQUA, CETYL ALCOHOL, PPG-3 BENZYL ETHER MYRISTATE, CETEARYL ALCOHOL, QUATERNIUM-91, CETRIMONIUM METHSULFATE, TOCOPHEROL ACETATE, DISTEAROYLETHYL DIMONIUM CHLORIDE, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, METHYL NIACINAMIDE CHLORIDE, PARFUM, PHENOXYETHANOL, DMDM HYDANTOIN, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, DISODIUM EDTA, BHA, PENTAERYTHRITYL TETRA-DI-T-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE, LINALOOL

Byłam bardzo mile zaskoczona po tych dwóch miesiącach. Zestaw do nadmiernie wypadających włosów spisał mi się wyśmienicie. Myślę, że jeszcze nie raz do niego wrócę. Może taka kuracja raz-dwa razy do roku?

POZDRAWIAM CIEPŁO
OLA
LUKSUSOWO..GIORDANI GOLD

LUKSUSOWO..GIORDANI GOLD


Kosmetyki Giordani Gold Oriflame kojarzyły mi się z taką lepszą, luksusową serią. Złote elementy na opakowaniu - a całość stonowana i prosta. I chyba właśnie takie miało być założenie twórców.
Początkowo dość skromna seria: perfumy, pudry, pędzel - rozrosła się i ma już chyba wszystkie rodzaje kosmetyków kolorowych + pielęgnacyjne wersje perfumowane.

Mając możliwość wypróbowania tych kosmetyków, wybrałam te które najbardziej mnie zaciekawiły i dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o moich wrażeniach.

Pomadkę Giordani Gold Iconic Matte pokazywałam Wam już na moim instagramie i można tak przeczytać ( w komentarzu ) o moich wrażeniach z pierwszego wspólnego dnia.
"Bardzo aksamitna konsystencja, ładny nasycony kolor, matowa ale nie do końca . Nie wysusza ust i mam wrażenie, że wręcz je wygładza, nie zbiera się w kącikach ust ani w załamaniach. Trwałość zaskakująco niezła - "zjada się" jak większość pomadek, ale dość równomiernie i w ciągu dnia daje się normalnie nanieść poprawki i dalej wygląda dobrze na ustach."
Tak napisałam o niej 3 miesiące temu i dalej podtrzymuję tę opinię. Pomadka jest świetna i na pewno zdecyduje się jeszcze na jakiś kolor z tej serii - mam chęć na coś iście wakacyjnego. Może Pink Touch?



Na zdjęciach z pomadką widzicie również tusz do rzęs Giordani Gold Incredible Lenght. Przyznam Wam, że jeśli chodzi o ten kosmetyk mam mocno mieszane uczucia. Może jest tak, że po prostu ten kosmetyk nie jest dla mnie?
Wielokrotnie, od lat, mówię o tym, że mam "byle jakie" rzęsy - słabe, delikatne, dość rzadkie i krótkie. Wielkie szczoty i bardzo mokre tusze nie wchodzą w grę w moim przypadku, bo najczęściej kończy się to rozmazanym na powiekach tuszem i przysłowiowym efektem pandy.
Jeśli chodzi o tusz Incredible Lenght ma dość standardową szczotkę - nie dużą i nie małą, natomiast jest to szczoteczka z włosiem - dość gęsto ustawionym. Nabiera tusz, ale nie w nadmiarze i w przypadku takich rzęs jak moje - ciężko jest mi je dokładnie pokryć na całej długości ( ślady na powiekach! ). Początkowo tusz jest mocno mokry ( świeży! ), gdy ciutkę podeschnie - zdecydowanie lepiej mi się go używa. Na pewno macie takie tusze, które na świeżo, tusz po otwarciu są nie do końca takie jak lubicie, a przy podeschnięciu - bomba!
W moim przypadku, i takich "byle jakich" rzęs - jest to tusz, który wymaga trochę pracy przy malowaniu - na spokojnie i przy lusterku.



Kolejnym kosmetykiem, który mnie zaciekawił jest kredka do brwi ze szczoteczką ( 29,90zł ) - mam ją w kolorze BLONDE.





Te z Was, które zerkają czasami na moje social media - wiedzą, że na przełomie stycznia i lutego przeszłam drastyczną zmianę fryzury: z bardzo długich włosów ściełam je do pasa i z bardzo ciemnego brązu - zaczęłam schodzić na blond ( w kwietniu był kolejny etap i teraz, za tydzień będzie już chyba efekt finalny ).
Zmiana koloru włosów wiązała się z tym, że musiałam wymienić niektóre kosmetyki kolorowe - między innymi właśnie produkty do brwi. Ciemne brwi przy jasnych włosach - efekt groźnej pani woźnej. No a przecież nie chciałam tak wyglądać. Wszystkie tusze, kredki, pomady, cienie - wszystko okazało się być za ciemne. Potrzebowałam czegoś w chłodnym odcieniu jasnego brązu co pozwoli mi uzyskać dość naturalny efekt na moich brwiach.
I mam. Fajny, chłodny odcień; woskowa kredka + szczoteczka do wyczesywania brwi. Ja jestem za jeśli chodzi o ten kosmetyk.

I na sam koniec zostawiłam kosmetyk, którego byłam chyba najbardziej ciekawa..


Podkład Giordani Gold Liquid Silk - lekki, płynny podkład. "Zapewnia naturalny efekt i jest niewyczuwalny na skórze. Rozpraszające światło składniki sprawiają, że niedoskonałości są mniej widoczne, a cera staje się świetlista, dzięki czemu wygląda młodziej. Zawiera filtr SPF12, chroniący przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych. Odpowiedni dla cery normalnej i tłustej."


Jak widzicie mamy tu do czynienia z podkładem z ...pipetą. Mleczne szkło, pipeta + złote elementy i całość sprawia wrażenie porządnego kosmetyku. Mnie to przyciąga.
Wiedząc jak czasami wygląda kwestia kolorystyki podkładów, zdecydowałam się na najjaśniejszy odcień - Porcelain. Stwierdziłam, że lepiej żeby był za jasny niż za ciemny. Jak duże było moje zaskoczenie jak zobaczyłam jak ten podkład wygląda na żywo.




Pomyślałam:"O nie! Za ciemny!". Okazało się jednak, że przy roztarciu nie jest źle.. I fakt, próbując go zaaplikować palcami - nie dość, że nie mogę go dobrze rozetrzeć to jeszcze zostawiam sobie na twarzy ślady palców. Tylko kto jeszcze nakłada podkład palcami? Pędzle, gąbeczki - to właśnie tym teraz pracujemy. Wilgotna gąbeczka i podkład daje się bezproblematycznie rozprowadzić na skórze - bez śladów i smug, a dodatkowo - bez efektu maski. Także tylko gąbeczka jeśli chodzi o ten kosmetyk.
Zanim opowiem Wam o efekcie na skórze, muszę zwrócić uwagę na jego konsystencję, formułę. Jak widzicie jest to kompletnie płynny podkład, ale..nie jest to typowy mokry podkład. Moje pierwsze skojarzenie to suchy olejek. To taka specyficzna formuła - niby płynna ale kosmetyk podczas aplikacji na skórę sprawia wrażenie suchego, pudrowego. Mam skojarzenie z podkładem Affinitone. Na pewno wiecie o jakim typie formuły, mówię. W związku z tym myślę, że ten kosmetyk nie nadaje się dla posiadaczek cery suchej - będzie podkreślał suche miejsca na twarzy. Za to mieszane i tłuste cery będą nim zachwycone. No i warto od razu wspomnieć o jego wydajności! 1-2 krople w zupełności wystarczają na jedną aplikację. Nie wiem ile czasu będę dobijała w nim dna?!
Pora więc na moje wrażenia.
Podkład wzięłam ze sobą na majówkowy wyjazd - czyli warunki ekstremalne: cały dzień na powietrzu w różnej pogodzie + kilometry robione samochodem. Stwierdziłam, że jak da radę to znaczy, że jest świetny.
Podkład nakładałam rano, około godziny 8-9 i spokojnie wytrzymywał do późnych godzin popołudniowych ( ale z poprawkami jeśli chodzi o dokładanie pudru matującego ). Wieczorem miałam co zmywać. Więc już było nieźle. 
Spodziewałam się, że będzie to lekko kryjący podkład, taki idealny na ciepłe letnie dni, dla osób o niewielkich, bądź wręcz, niewidocznych niedoskonałościach. Duże było moje zaskoczenie jak okazało się, że należy on jednak do tych średnio kryjących: radzi sobie z ukryciem przebarwień, zaczerwienień i niedoskonałości. Jest nieźle.
Ładnie współpracuje z bronzerem, różem i rozświetlaczem - bez problemu dają się rozetrzeć, nie tworząc na skórze plam.
Nie jest to podkład o płaskim macie, ale nie ma również drobinek - a jednak efekt, który pojawia się na twarzy jest lekko rozświetlający.
Ja jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku - spełnił moje oczekiwania w zupełności. Daje świetny efekt na twarzy, jest bardzo wydajny, nie przesusza mi skóry, nie powoduje wysypu podskórnych niedoskonałości a w dodatku wcale nie jest strasznie drogi - około 70zł. Mając na uwadze, oprócz działania, wydajność - jest wart tej ceny.

Jeśli chodzi o kosmetyki Giordani Gold - zdecydowanie podkład Liquid Silk zostaje moim ulubieńcem.

POZDRAWIAM
OLA
ALOESOWO PRZECIWSTARZENIOWO Z EQUILIBRA

ALOESOWO PRZECIWSTARZENIOWO Z EQUILIBRA


Już dawno ten kosmetyk do mnie trafił, już dawno dobił dna a jakoś nie składało się by napisać o nim coś więcej, by zainteresować Was tym kosmetykiem.
Produkty marki Equilibra bardzo lubię, cenię je sobie za działanie. Znam je już kupę czasu i z każdym nowym coraz bardziej mi się podobają. Czy ktoś nie zna ich aloesowego szamponu? Jeśli znajdzie się ktoś taki to niech żałuje i pędzi od razu kupić butelkę.


Dziś nie o szamponie a o kosmetyku do pielęgnacji twarzy.
ALOESOWE PRZECIWSTARZENIOWE SERUM DO TWARZY Z KWASEM HIALURONOWYM
"Wygładzające przeciwstarzeniowe serum do twarzy, nietłuste, łatwo się wchłania, rozświetla skórę pozostawiając ją aksamitnie gładką.
Naturalne składniki zawarte w recepturze wraz z synergistyczną mieszaniną kwasu hialuronowego o zróżnicowanej masie cząsteczkowej, zapewniają doskonałe działanie przeciwzmarszczkowe i zwalczają oznaki starzenia. Duża zawartość, aż 50% żelu aloesowego Equilibra nawilża, koi i chroni skórę twarzy."

skład:
ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, AQUA (WATER), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERIN, SODIUM HYALURONATE, ORYZA SATIVA (RICE) BRAN OIL, VITIS VINIFERA (GRAPE) SEED OIL, PEG-20 STEARATE, CETOLETH-10, PARFUM (FRAGRANCE), CETEARETH-2, LECITHIN, ASCORBYL PALMITATE, TOCOPHEROL, CITRIC ACID, PHENOXYETHANOL, DISODIUM EDTA, BENZYL ALCOHOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM HYDROXIDE


Zaskoczyła mnie konsystencja i ogólny wygląd kosmetyku. Nie wiem dlaczego ale spodziewałam się przezroczystego żelu, a tu okazało się, że mamy do czynienia z białą emulsja. Czym się sugerowałam myśląc, że będzie żel? Nie mam pojęcia. Serum jest bardzo lekkie, szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze żadnego filmu. W związku z tym świetnie nadaje się pod makijaż ( całkiem nieźle wspólpracuje z moim podkładem: i tym tradycyjnym we fluidzie i z tym mineralnym ) - nie wpływa w żaden sposób na jego jakość. Do tego dodajmy delikatny, zielono-aloesowy, niedrażniacy zapach. 
Jak na sam początek jest ok, prawda?
Kupno serum to wydatek rzędu 35-36zł za 30ml kosmetyku, w szklanej buteleczce z pompką. Mała sugestia z mojej strony - wolałabym żeby buteleczka była choć trochę przezroczysta, by pojawiła się możliwość kontroli zużcia kosmetyku. W tej chwili, przez tą zieleń, nic a nic nie widać.
Lubię kosmetyki, które w składzie mają kwas hialuronowy - świetnie działa na moją skórę. Od razu zauważam odczuwalną różnicę jeśli chodzi o nawilżenie skóry ( oczywiście prze regularnym stosowaniu ). Suche skórki znikają, a twarz robi się przyjemnie gładka i ukojona. Pozbywam się nieprzyjemnego ściągnięcia, napięcia. Bez zaczerwienienia, bez zapychania ( mimo gliceryny dość wysoko w składzie ), bez reakcji alergicznych.
Fajny nawilżacz do codziennego stosowania.

Macie do polecenia jakieś kosmetyki z aloesem? Coś czym warto się zainteresować?

POZDRAWIAM
OLA






Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger