ZASKAKUJĄCO TANIO, A WRAŻENIA...


Witajcie!
Środek tygodnia - jakoś szybko mi minęły ostatnie dwa dni. Może dlatego, że non stop mam coś do zrobienia i tak naprawdę nie mam chwili na to by przysiąść i wypić ciepłą kawę. Wszystko w locie! Ale ja tak lubię :)

Dziś przychodzę do Was z recenzją kremu, który wymaga jednak poświęcenia mu trochę czasu..


"Krem nagietkowy zawiera wyciąg z kwiatu nagietka oraz witaminy E, dzięki czemu działa regenerująco i chroni skórę przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych. Zapobiega powstawaniu podrażnień, działa odżywczo na skórę, zwiększa jej elastyczność. Krem dobrze i szybko się wchłania oraz rozsmarowuje, pozostawiając na skórze delikatny film. Nawilża skórę, natłuszcza ją i uelastycznia zapewniając odpowiednie jej napięcie. Skutecznie spłyca zmarszczki oraz zapobiega ich powstawaniu. Nie powoduje podrażnień."
źródło: ZIOŁOLEK

Skład:
AQUA, PARAFFINUM LIQUIDUM, POLYGLYCERYL-4 ISOSTEARATE (AND) CETYL PEG/PPG-10/1, DIMETHICON (AND) HEXYL LAURATE, ISOPROPYL MYRISTATE, GLYCERIN, CALENDULA OFFICINALIS, SORBITOL, CERESIN, OZOKERITE, DECYL OLEATE, SORBITAN SASQUIOLEATE, MAGNESIUM SULFATE, TOCOPHERYL ACETATE, IMIDAZOLIDYNYL UREA, PARFUM, METHYLPARABEN, ETHYLPARABEN, LACTIC ACID, CITRAL, GERANIOL, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, LINALOOL, CITRONELLOL, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE

Cena: około 7zł/50ml ( sklep )


Moje Wrażenia:
Przyznaję się bez bicia, na skład zerknęłam dopiero przy pisaniu recenzji i cóż... nie zachwycił. Parafina, parabeny.. Wiem, że część z Was przez to zniechęci się do tego kremu.. Całe szczęście zaczęłam używać tego kosmetyku zanim zobaczyłam skład, bo sama również pewnie podeszłabym do niego dość sceptycznie, a tak..
Zapach jest bardzo delikatny, kremowy - nie musicie obawiać się ziołowych aromatów, w tym kremie nie ma nawet ich odrobiny :) Zapach jest na tyle subtelny, że ledwo wyczuwalny na skórze, więc nosa drażnić nie będzie.
Konsystencja..Początkowo mocno mnie przestraszyła. Krem jest bardzo solidny, treściwy i na początku rozsmarowywania miałam wrażenie, że jest taki jak popularny krem stosowany przy odparzeniach odpieluszkowych. Ciężko się rozsmarowuje, jest dość tępy w poślizgu. Całe szczęście jest to tylko pierwsze wrażenie. Krem przy kontakcie ze skórą, z ciepłem - jakby się "rozpuszczał". Znika jego biel i treściwość, a pojawia się po prostu tłusta powłoka. Nie jest to olejkowy tłusty film, raczej kremowy i dość szybko wchłaniający się.
Wchłanianie. To mocno mnie zaskoczyło. Uważałam, że będzie z nim ogromny problem ze względu na konsystencje kremu. Jakież było moje zaskoczenie jak zauważyłam, że krem potrzebował dużo czasu, ale jednak samodzielnie wchłonął się do zera. Zaskakujące.
Ze względu na treściwość i czas wchłaniania - krem, moim zdaniem, nie nadaje się do stosowania pod makijaż. Jak dla mnie to krem typowo nocny - mogę nałożyć na twarz solidną warstwę, a krem ma czas na to by podziałać.
No i pora na efekty jakie zauważyłam jeśli chodzi o stosowanie tego kremu.
Całe szczęście okazało się, że krem tak ładnie współpracuje z moja skórą, że mnie nie pozapychał, mimo parafiny na początku składu.
Krem nagietkowy okazał się być świetnym kosmetykiem do nawilżenia, natłuszczenia skóry. Powoduje, że wszelkie suche skórki znikają , a skóra sprawia wrażenie solidnie odżywionej. Krem wchłania się do zera i rano, po wieczornej aplikacji, nie ma po nim śladu - co ważne, nie przetłuszcza skóry.

Podsumowując, krem okazał się być fajnym kosmetykiem na noc, do pielęgnacji skóry suchej. Jednak zaskoczyła mnie jeszcze jedna kwestia.. Używałam go tylko na nos, fakt z solidną gruba warstwą, ale jakoś strasznie szybko mi się kończy, za szybko.. Czyżby ktoś mi go podbierał?

POZDRAWIAM CIEPŁO
OLA


12 komentarzy:

  1. Mam ten kosmetyk :D Jest całkiem ok :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałaś już o nim?
      Podeślij proszę link :)

      Usuń
  2. Masz rację jakbym spojrzała na skład najpierw najpewniej nie przeczytałam bym Twojej recenzji. Kusi ale jednak ta parafina....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że sama byłam zaskoczona tym, że mnie nie pozapychał.
      Jednakże...parafina mogłaby zniknąć ze składu..

      Usuń
  3. Znajac moją kapryśnią cerę, to by mnie zapchał ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula Suchocka, dokładnie o tym samym pomyślałam :D Mam straszne problemy ze znalezieniem odpowiedniego kremu... Wszystko albo mnie zapycha albo uczula... Na razie trzymam się jedynego kremu, który nie działa na moją niekorzyść ;)

      Usuń
    2. Rzeczywiście, jeśli macie tak problematyczną cerę nie warto ryzykować czymś nowym i trzeba trzymać się sprawdzonego kremu.
      Jednak dla osób, którym ich własna buzia nie płata figli - krem może być całkiem fajny.

      Usuń
  4. Czasem mam wrażenie, że parafina parafinie nierówna. W większości kosmetyków do twarzy generuje u mnie wysyp podskórnych, bolących gul, ale zdarzają się i takie, przy których nic takiego się nie dzieje (np. krem Biodermy Sensibio AR). Mimo wszystko unikam parafiny, chociaż może gdyby stosować taki krem na wysuszone policzki... hmmm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również to zauważyłam. Czasami mam tak, że "o panie najdroższy" - pozapychana skóra, tak, że mnóstwo czasu i energii poświęcam na jej doleczenie, a czasami nie ma żadnej reakcji.
      Nie wiem z czego to wynika.. Może kwestia jakiegoś stężenia tej parafiny?

      Usuń
  5. O ciekawe jakby moja skóra na niego zareagowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krem jest taniutki jak barszcz więc można zaryzykować zakup :)

      Usuń
  6. Ja jakoś parafiny się nie boję, więc chętnie bym go poznała :)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się ze mną swoją opinią.
Wszelkie komentarze na poziomie mile widziane.

Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger