MINERALNIE Z VITA LIBERATA


Całkiem niedawno można było na blogu wygrać Mineralny Puder Samoopalający Vita Liberata. Dziś ja chciałabym Wam powiedzieć co sądzę o tym kosmetyku i czy jestem nim zachwycona czy raczej mnie zawiódł.
Przyznam Wam, że od początku był to kosmetyk, który najbardziej chciałam poznać z asortymentu tej marki. Ciekawa byłam jego działania i efektów.


"Wyjątkowa Trystal3TM Technology sprawia, że sypki puder łączy natychmiastowy efekt brązujący z subtelną opalenizną. 
Dzięki innowacyjnej formule jest to pierwszy samoopalający puder mineralny.
Nadaje efekt brązujący zaś dodanie DHA sprawia, że delikatna opalenizna utrzymuje sie przez kilka dni. Nie zawiera substancji oleistych oraz talku. 
Pozostawia efekt gładkiej świeżej skóry muśniętej słońcem."


Skład:
CI 77019 (MICA), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), DIHYDROXYACETONE, +/- CI 77491 (IRON OXIDES), CI 77492 (IRON OXIDES), CI 77499 (IRON OXIDES), CI 77489 (IRON OXIDES )


Opakowanie: główne opakowanie to niewielki kartonik w biało-brązowo-złotych barwach, wygląda całkiem porządnie - moim zdaniem przyciąga wzrok. W środku znajdziemy niewielki pędzelek o brązowym włosiu i złotym, błyszczącym trzonku. Pędzel zapakowany jest oddzielnie, w folię. Po za pędzlem w kartoniku znajdziemy w końcu, sam puder. Umieszczony jest w przezroczystym pudełku z brązową nakrętką ze złotymi zdobieniami. Siteczko standardowo było zaklejone folią

Pojemność: 9g

Cena: niespełna 170zł ( dostępne tylko w Sephorze )

Kolory: dostępne mamy dwa odcienie - Bronze i Sunkissed ( mój to ten jaśniejszy SUNKISSED 01 )



Moje Wrażenia:
Nawet nie wiecie ile czasu próbowałam ten kolor złapać na twarzy albo chociaż swatch na ręce. Niestety albo ja nie umiem tego ogarnąć albo mój aparat nie wychwytuje tego koloru. A wbrew temu co może się wydawać po zdjęciach w opakowaniu, puder jest w bardzo subtelnym odcieniu i przy nakładaniu go pędzlem daje bardzo delikatny efekt lekko brązowej poświaty.
Specjalnie by pokazać Wam właściwy odcień - solidną porcję pudru rozmazałam na wierzchu dłoni ( zdjęcie robione jest w świetle dziennym, bez żadnej obróbki ).


Początkowo wydawało mi się, że ten puder jest w 100%-tach matowy, jednak przy dobrym roztarciu okazuje się, że ma satynowy, bardzo, ale to bardzo delikatnie złotawy odcień.
Gdy będziecie używać tego pudru z umiarem i w bardzo niewielkiech ilościach - z pewnością będziecie zadowolone z efektu, który uzyskujemy na twarzy. Ja, jako, że mistrzem konturowania nie jestem ( ale uczę się! ) stosowałam go na całą twarz, szyję i dekolt - co dawało efekt skóry ledwo muśniętej słońcem.

Kosmetyk nie pyli podczas aplikacji - jego konsystencja nie jest kompletnie sucha. Sprawia wrażenie lekko wilgotnej.
Wydajność tego kosmetyku jest NIE-SA-MO-WI-TA! Wystarczy odrobinka na zabrązowienie twarzy i praktycznie nie zauważamy jego zużycia ( a trzeba się streszczać bo od momentu otwarcia mamy tylko 6 miesięcy na zużycie ).
Nie traci w ciągu dnia na intensywności więc możemy mieć pewność, że wieczorem, po kilku godzinach noszenia - będziemy miały na twarzy taki sam kolor jak tuż po aplikacji.

Jedyne nad czym, moim zdaniem, mógłby producent popracować - to zapach. Jest przedziwny i ciężki do określenia.

Wiem, że był wielki BOOM na kosmetyki Vita Liberata. Ciekawa jestem czy któraś z Was miała styczność z tym pudrem samoopalającym i jakie ma wrażenia. Linki mile widziane!

POZDRAWIAM CIEPŁO
OLA

20 komentarzy:

  1. Niestety nie miałam tego kosmetyku, a chętnie bym go wypróbowała. Lubię tego typu produkty, a ten prezentuje się wyjątkowo zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że pierwszy raz spotkałam się z tego typu kosmetykiem i jestem mile zaskoczona jego działaniem. A żeby jeszcze przyjemniej pachniał to w ogóle byłabym zachwycona na 100%

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. O tak..A ten kosmetyk to całkiem coś innego :)

      Usuń
  3. Chętnie sama bym przetestowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam :) Zerkaj na FB i na blogi..Może trafisz gdzieś na konkurs gdzie będzie można go wygrac :)

      Usuń
  4. Ja jestem nim zachwycona i szykuje posta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, widziałam :) Dziękuję za link.

      Usuń
  5. ja mam ich piankę:) genialna, chodź na początku takiego zdania nie miałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam i piankę i balsam - zresztą pisałam o nich na blogu :)

      Usuń
  6. Strasznie mnie ciekawi to cacko i chciałabym wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg mnie w ogóle kosmetyki Vita Liberata są godne zainteresowania. A ten puder to w ogóle ciekawostka kosmetyczna :)

      Usuń
  7. Najbardziej lubię siebie w wersji bladej więc myślałam, że mi się nie spodoba, ale ten puder wydaje się być wymarzonym cackiem do konturowania :D Kolor mi się podoba, wydaje się być delikatny i na pewno bardzo naturalnie wygląda na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się sama nie opalę więc się wspomagam :)

      Usuń
  8. Ja chyba zostanę przy bronzerach Kobo i Astora. Póki co spełniają moje potrzeby. To cudeńko pięknie wyglądałoby na plażowej sesji zdjęciowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem tego bronzera z Kobo, ale jak narazie mam zapas tego typu mazideł. A jeszcze czekam na bronzer Lily Lolo, który kupiłam.

      Usuń
  9. Kolejna pozytywna opinia o tym kosmetyku :) Będę o nim pamiętać przy okazji promocji i zakupów w Sephorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam :) I daj znać jak Ci się spisuje jak się na niego skusisz :)

      Usuń

Czekam na wiadomość od Ciebie!
Zostaw kilka słów w komentarzu :)

Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger