OPALENIZNA ZIMĄ? + KILKA WSPOMNIEŃ


Zapewne część z Was czytała już o tych kosmetykach i albo jest zainteresowana albo to całkiem nie ta bajka. Zapraszam Was jednak na moje 3 grosze na ich temat. Ostrzegam - post będzie raczej z tych dłuższych.

Zacznę jednak od kilku wspomnień.
Samoopalacze, balsamy brązujące są nie dla wszystkich. A do pewnego czasu na pewno były nie dla mnie. 
Moje pierwsze wspomnienie z tego typu produktami to: twarz wysmarowana samoopalaczem w kolorze pomarańczowo-brązowym i blada jak u córki młynarza, szyja. Podejrzewam, że większość z Was parsknęła teraz śmiechem..No cóż - tak było. I nie pytajcie co mnie natchnęło?!
Później pamiętam jak z koleżanką wysmarowałyśmy sobie samoopalaczem brzuchy - szkoda, że tylko brzuchy. Wyglądało to przekomicznie i do dziś dzień nie jestem w stanie uwierzyć, że zrobiłam cos takiego. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że miałam wtedy ze 12 lat może. Pamiętam też okrutne problemy z pozbyciem sie tego koloru - samoopalacz schodził plamami, nierówno.
Kolejna przygoda z sztucznym opalaniem - końcówka liceum: solarium + środki brązujące. Ciało było opalone w całości, kolor nie schodził plamami. No ale..kolor był typowo solaryjny. Ponad 12 lat temu..moda na opaleniznę, na solarium. Większość moich koleżanek tak sie opalała, ja też. Gdybym jednak miała cofnąć czas, z wiedzą jaką mam na temat opalania się i ze świadomością jak to wygląda - nigdy w życiu bym tego nie zrobiła. Cóż, człowiek uczy się na błędach.
Macie jakieś tego typu przygody z samoopalaczami, środkami brązującymi? Czy to tylko ja byłam taka postrzelona jako nastolatka?

Jako, że nawet latem, przy pieknym słońcu nie opalam się na ładny brązowy kolor, a raczej wyglądam jak spieczona truskawka ze śmietaną - szukam produktów, które mogą pomóc wyglądać mi LEKKO brązowawo, ale nie sztucznie.





Trafił do mnie zestaw Vita Liberata i stwierdziłam - cóż spróbuje! najwyżej będzie to kolejny kosmetyk dający kolor, który sie u mnie nie sprawdzi. 
"Vita Liberata to irlandzka marka specjalizująca się w luksusowych produktach samoopalających, dających naturalny efekt bez smug i zacieków. Vita Liberata to marka oferująca swoje produkty w 22 krajach na świecie. Kosmetyki nie zawierają parabenów, alkoholu oraz perfum! Dzięki certyfikowanym składnikom organicznym preparaty oprócz wspaniałej opalenizny nawilżają i pielęgnują skórę! Szeroki wybór produktów - od efektu jednodniowego/zmywalnego do utrzymującego się aż 3 tygodnie!"
źródło: FB Vita Liberata

Być może na moich zdjęciach nie widać uroku opakowań - a jednak coś w sobie mają. Beżowy kartonik z ładnymi zdjęciami, złote ale delikatne napisy - a w środku docelowe opakowanie kosmetyków - brązowe z jasnymi napisami.


Pianka ma aplikator charakterystyczny dla produktów o tej konsystencji. Pompka, którą trzeba kilkukrotnie nacisnąc by z opakowania wydobył się kosmetyk. Coś podobnego jest w przypadku balsamu do twarzy. Całe szczęście, że nie mamy tu "zabawy" z zakrętkami, zatyczkami, dziurkami - wszystko odbywa się w sposób prosty i higieniczny.



No to sprawdzimy tę opaleniznę!
Co ciekawe - do zestawu została dołączona rękawica wspomagająca aplikację. Ej, no - fajnie! Przynajmniej nie pokoloryzuje sobie rąk, a jednocześnie może uda mi się równo rozłożyć kolor na ciele.



Gąbka jest niby miękka i dośc przyjemna w dotyku, ale jednocześnie dość sztywna. W środek wkładamy dłoń, na gabkę aplikujemy kosmetyk i smarujemy ciało.
Taka rękawica to koszt rzędu 29zł ( do kupienia w Sephorze, która jest jedynym miejscem gdzie w Polsce możemy zakupić kosmetyki tej marki ).

I tu przypomina mi się program, który całkiem niedawno oglądałam. Program był bodajże na TVN Style na temat tego jak brytyjska młodzież przygotowuje się do jakiegoś balu. Był chłopak, który właśnie chciał się opalić za pomocą tego typu rękawicy i pianki samoopalającej. Średnio mu to wyszło i wyglądał..cóż..jakby był cały w plamach.
Przyznam, że sie przestraszyłam i pomyślałam, że jak ja też mam tak wyglądać to dziękuję bardzo. Weekend - pomyślałam, że zaryzykuję, najwyżej spędzę 2-3 dni w domu aż zmyję kolor z siebie.


Pierwszym kosmetykiem jaki zaryzykowałam nałożyć na ciało była pianka. Mimo iż kolor jaki do mnie trafił miał mieć odcień Medium - przestraszył mnie odcień pianki - BARDZO mocno brązowy.


Można się przestraszyć, prawda?
Bez obaw! Rękawica wchłania piankę, która barwi gąbkę - dzięki temu aplikujemy kosmetyk równomiernie, nie tworząc zacieków i smug. Pianka na skórze wysycha w tempie ekspresowym - chwila moment i możemy się ubrać nie obawiając zamrudzenia odzieży ( zmora związana z większością samoopalaczy ). Lekko brązowa opalenizna pojawia się od razu - jednak jak sie później okazuje to tylko początkowy kolor. Opalenizna pojawia sie po kilku godzinach. Mimo iż to odcień Medium, a ja jestem raczej z tych bledszych - ze względu na cienką warstwę jaką się wysmarowałam, kolor jest delikatny i daje efekt lekkiej opalenizny ( której, nota bene, nigdy nie było mi dane zaznać ). Okazało się również, że efekt mogę stopniować, nakładając dodatkowe warstwy - no ale bez przesady! Przecież nie chcę wyglądać sztucznie. 
Kolor utrzymuje się około 2 tygodni ( w zależności od ilości nałożonych warstw, a tym samym i intensywności koloru ). Całe szczęście nie schodzi plamami - po prostu blednie aż zanika kompletnie. Blednąc nie żółcieje, tak jak zdarza się to w przypadku klasycznych samoopalaczy.
Sama pianka miałabyć kompletnie bezzapachowym kosmetykiem, ja jednak gdzieś w tle czuję zapach jakby brązowego cukru - aromat ten jednak jest tak delikatny, że praktycznie niewyczuwalny. Gdy zaczyna działać samoopalacz, gdzieś w tle można wyczuć charakterystyczną dla tego typu produktów, woń - ale nie jest to intensywny, natarczywy zapach - bez obaw!

Ja jestem zachwycona działaniem pianki. Wielkie WOW! Nie spodziewałam się, że efekt będzie tak ładny, tak naturalny. Teraz w okresie zimowym na pewno zaprzyjaźnie się z nią i będę starała się utrzymać delikatny kolor mojej skóry - tak by wyglądała zdrowo ale nie sztucznie.
Za to latem - myślę, że spróbuję troche przyszaleć i w końcu być opaloną.

Warto też zwrócić uwagę na skład tego kosmetyku - zaskakujący!
INCI: Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Water (Aqua, Eau)*, Dihydroxyacetone***, Cocamidopropyl Betaine, Saccharide Isomerate***, Tocopheryl Acetate, Cucumis Sativus (Cucumber) Extract**, Hammamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract**, Fucus Vesicolosus (Bladderwrack) Extract**, Papaya (Papaya) Fruit Extract**, Citric Acid, Punica Granatum (Pomegranate) Extract*, Rubus Ideaus (Raspberry) Extract*, Litchi Chinensis (Lychee) Extract**, Glycyrrhiza Glabra (Liquorice) Extract*, Vitis Vinifera (Grape) Extract**, Gingko Biloba Extract*, Sodium Benzoate, Betain, Potassium Sorbate, CI 17200 (Red 33), CI 42090 (Blue 1), CI 19140 (Yellow 5), CI 60730 (Ext. Violet 2), CI 14700 (Red 4)
*Organic / **Natural Origin / ***Ecocert

Cena: 175zł/125ml ( nie mało, ale za taki efekt - warto! )


Drugim kosmetykiem Vita Liberata, który miałam nieukrywaną przyjemność używać był produkt do twarzy w odcieniu light - Rich Face Tinted Sel Tan Lotion ( 119zł za 100ml ).
Tu również zaskoczył mnie skład ( przyznam, że w tego typu kosmetykach spodziewałabym się raczej samej chemii i niczego więcej, a tu takie miłe zaskoczenie ).

INCI: Aloe Barbadensis (Leaf) Water*, Glycerin*, Dihydroxyacetone*, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Dimethicone, Isohexadecane, Panthenol, Disodium EDTA, Astrocaryum Murumuru (Murumuru Butter) Seed Butter (Beurre)*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (Beurre)*, Saccharide Isomerate*, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerine, Tocopheryl Acetate, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract*, Hyaluronic Acid, Vitis Vinifera (Grape) Seed Extract*, Ginkgo Biloba Leaf Extract*, Fucus Vesicolosus (Bladderwrack) Extract*, Litchi Chinensis (Lychee) Fruit Extract*, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Extract*, Hydrolyzed Silk (Soie), Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Extract*, Cananga Odorata Flower Oil*, CI 17200 (Red 33), CI 42090 (Blue 1), CI 19140 (Yellow 5)
 *Organic / Organique


Z nakładaniem kosmetyku na twarz już nie byłam taka odważna. Nie ma tu brązowej pianki a balsam-żel w kolorze intensywnego brązu. Ogarnął mnie lekki strach - no bo twarzy raczej nie uda mi sie ukryć pod ubraniem ( w razie czego ). Oprócz smug na twarzy obawiałam sie jak ten krem zachowa sie na lini włosów czy brwi - to takie dość newralgiczne miejsca jeśli chodzi o działanie tego typu kosmetyków.
No to uwaga!
- nie ma charakterystycznego zapaszku samoopalacza ( pojawia sie po jakimś czasie ale jest tak delikatny i subtelny, że nie razi )
- balsam nie wysusza skóry ani nie natłuszcza jej, mam wrażenie że jego działanie jest jej obojętne jeśli chodzi o stopień nawilżenia
- dzięki swojej lekkiej żelowo-kremowej konsystencji bez problemu daje się rozsmarować na skórze, wystarczy jego niewielka ilość by pokryć nim całą twarz 
- przed nałożeniem kosmetyku na twarz wypada zrobić peeling by pozbyć się niepotrzebnego naskórka, suchych skórek - tak by skóra przed nałożeniem kremu samoopalającego, była jak najczystsza i jak najbardziej wygładzona
- efekt opalenia jest natychmiastowy i bardzo naturalny - twarz wygląda jak muśnięta słońcem ( po 1 użyciu efekt na twarzy utrzymuje sie około tygodnia, w zależności od tego co na co dzień jeszcze z nia robicie - mam na myśli zabiegi pielęgnujące )


Oba te produky okazały się być świetnymi kosmetykami. Wielkie WOW! Świetny skład a dodatkowo rewelacyjny efekt na skórze - bez smug, plam i koszmarnego, intensywnego zapachu samoopalacza. 
Zainteresuję się na pewno pozostałymi kosmetykami tej firmy, teraz na oku mam ( w kolorze light ):



Czujecie się zaciekawione tymi kosmetykami? A może któraś z Was miała z nimi przyjemność? Jak wrażenia?

BUZIAKI
OLA

22 komentarze:

  1. Taką opalenizne zimą to ja bym chciała mieć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie czy lato czy zima ja zawsze jestem blada więc muszę się wspomagać.

      Usuń
  2. Mam preparat do ciała i potwierdzam jest świetny :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie samoopalacze nie lubią;) Robię się pomarańczowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z pianką Vita Liberata nie miałabyś tego problemu.

      Usuń
  4. Oba produkty bardzo interesujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pianka zdecydowanie fajniejsza moim zdaniem :)

      Usuń
  5. Jestem ciekawa, jaki efekt uzyskałaś na skórze. Ja nigdy nie chodziłam na solarium ale eksperymentowałam z samoopalaczami. Jedno wiem napewno. Śmierdzą jak wędzarnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam zrobić zdjęcie tak by było widać tę "opaleniznę" ale to nie na moje zdolności..

      Usuń
  6. Miałam piankę dla mnie też efekt WOW! śliczna opalenizna no i śmierdzi tak bardzo jak inne samoopalacze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny kosmetyk. W ogóle zaciekawiły mnie produkty Vita Liberata..

      Usuń
  7. Gdyby nie ta cena to od razu bym kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedenz tych kosmetyków, co warte są swojej ceny, nawet gdy ta jest wysoka.

      Usuń
  8. Używam czasami balsamów stopniowo brązujących, samoopalacza nigdy nie miałam, ale ten mnie zaciekawił, tylko jak zeszłam do kwestii ceny to się przestraszyłam, chyba nigdy nie będzie mnie na te produkty stać aby je wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samoopalaczom mówię nie :) Raz na zawsze wyleczyłam się z typowych produktów samoopalających.

      Usuń
  9. ja używałam balsamu brązującego raz - wyszłam po tym zabiegu jak pomarańcza i stwierdziłam nigdy więcej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z tej firmy czy całkiem coś innego?

      Usuń
  10. tak zaciekawiłaś mnie, do tej pory uważałam, że pianki jednak tworzą smugi. I ten kolor, jak zobaczyłam, bylam przekonana, że napiszesz negatywnie a tu proszę zaskoczenie. Szkoda tylko, że cena powala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Gabi ta rękawica nas wspomaga i nie ma mowy o smugach czy plamach.

      Usuń
  11. fajny produkt, ja używam pianki z Lirene i bardzo lubię, daje ładny efekt opalenizny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam pianki brązującej tej firmy. Mówisz, że warto się nią zainteresować?

      Usuń

Czekam na wiadomość od Ciebie!
Zostaw kilka słów w komentarzu :)

Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger