II SPOTKANIE PODLASKICH BLOGEREK URODOWYCH

II SPOTKANIE PODLASKICH BLOGEREK URODOWYCH


Czekałam od września na kolejne spotkanie z "moimi" dziewczynami..
I Oficjalne Spotkanie Blogerek w lipcu pozwoliło nam się poznać, te we wrześniu ( nieoficjalne ) dało nam trochę czasu na pogadanie..a te które odbyło się w zeszłą sobotę - 23.11.2013 utwierdziło mnie tylko w tym, że podlaskie blogerki to wspaniałe dziewczyny!



Gdy Magda i Marysia rzuciły hasło, że podejmują się organizacji kolejnego oficjalnego spotkania - szybciutko wysłałam maila ze zgłoszeniem i czekałam na listę osób, które na spotkaniu będą. Byłam okrutnie ciekawa czy do naszego zacnego grona dołączą nowe osoby :)

NIEDROGERYJNE PRODUKTY DO WŁOSÓW: MGIEŁKA + MASKA

NIEDROGERYJNE PRODUKTY DO WŁOSÓW: MGIEŁKA + MASKA


Już jakiś czas temu w moje ręce trafiły dwa produkty do włosów, produkty - nazwijmy to profesjonalne.
Jako że bardzo zależy mi na intensywnej regeneracji włosów - większość produktów jakie mam, ma mieć właśnie takie działanie: regeneracja, odżywienie, nawilżenie, wzmacnianie. To właśnie na to stawiam od dłuższego czasu.
Trafiam na różne produkty - jedne zadowalają mnie bardziej, inne mniej. Bubli jest niewiele. Przerażającym ( dla niektórych z Was ) może być fakt iż moje włosy uwielbiają produkty fryzjerskie. Nie wiem co w nich takiego jest, że działają na moje włosy jak biała czekolada na mnie. Rozpieszczają. Rozumiem, że produkty naturalne, o świetnych składach są "zdrowsze" ale nie dają mi niestety takich mega efektów.

Dziś chciałabym Wam pokazać dwa produkty, które otrzymałam od Pana Grzegorza z Ambasady Piękna.



Pewnie wiele z Was słyszało już o tej firmie albo czytało na innych blogach. W swojej ofercie mają mnóstwo kosmetyków do włosów, firm znanych na całym świecie: CHI, Biosilk..Oprócz mnóstwa kosmetyków dostaniecie również pomoc w doborze odpowiedniej dla Was kuracji a wszystko w sympatycznej atmosferze.

MYJE CZY NIE MYJE? - OTO JEST PYTANIE

MYJE CZY NIE MYJE? - OTO JEST PYTANIE


Ahoj!
Dzisiaj króciutki post..
Chyba jakoś na początku roku - w denku - znalazła się miniaturka pianki do mycia twarzy. Było opakowanie podróżne bo wtedy potrzebny był mi niewielki produkt, pojemność torby musiała być mocno ograniczona ( byłam wtedy z dzieckiem w szpitalu ).
Sama pianka spisała się znakomicie i pamiętam, że byłam z niej bardzo zadowolona więc jak tylko nadeszła okazja i potrzeba by zaopatrzyć się w nowy produkt do mycia twarzy - sięgnęłam po nią i tym sposobem w mojej łazience wylądowała:


CZY ABY NA PEWNO EKSKLUZYWNIE?

CZY ABY NA PEWNO EKSKLUZYWNIE?


Zawsze staram się zużywać wszystkie produkty do samego końca, i w trakcie jednego opakowanie nie otwierać innych. Ale jeśli chodzi o kremy do rąk i kosmetyki do włosów - czasami nie jestem w stanie się powstrzymać.
Ten krem o którym dzisiaj chcę Wam powiedzieć stał baardzo długo w mojej łazience, robiłam do niego kilka podejść - w końcu jednak opuścił moją półeczkę a ja odetchnęłam z ulgą. I nie, nie zużyłam go - oddałam. Chcecie wiedzieć dlaczego?

Oto i nasz bohater..


KAWOWA GŁADKOŚĆ NA BUZI

KAWOWA GŁADKOŚĆ NA BUZI


Witam Was jesiennie w nowym tygodniu - mam nadzieję, że zaczął się dla Was równie przyjemnie jak dla mnie. Wyspana - w niezłym humorze ruszyłam na zakupy. Lada dzień Mama na urodziny więc trzeba było rozejrzeć się za jakimś prezentem. Gdybym miała kupować sobie albo np mojej bratowej - nie miałabym problemu, ale Maaamaa..Czy z Waszymi Mamusiami też jest taki problem prezentowy? Jak sobie z tym radzicie? Pytacie mamy co chcą dostać czy liczycie na to, że znaleziona przez Was niespodzianka przypadnie mamie do gustu? Napiszcie mi kilka słów o tym..
A myślicie już o świętach i o prezentach? Chciałybyście by na blogu pojawił się post z ciekawymi propozycjami za niewielką cenę?

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o kosmetyku, który okazał być się całkiem fajnym produktem.
A będzie o:


W pierwszym momencie zastanawiałam się czym jest "face gommage" i czym oprócz nazwy różni się od peelingów. Miałam problem bo "gommage" opisywany jest jako peeling enzymatyczny - ten jednak z powyższego zdjęcia jest standardowym peelingiem mechanicznym. Nie bardzo wiem jak to rozumieć.

ALOES NA WŁOSY - RAZ!

ALOES NA WŁOSY - RAZ!


Jesień, zima - najgorsze pory roku dla wszystkich włosów. Zimno, wietrznie - na głowie kaptur, czapka; w domu grzejące kaloryfery - to naprawdę nie wpływa za dobrze na kondycję naszych włosów. Od zawsze październik był miesiącem w którym rozpoczynałam intensywniejszą pielęgnację moich kudełków tak by wiosną wyglądały po ludzku a nie jak sucha strzecha.
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją aloesowej maski do włosów. To kolejny produkt w mojej łazience, który za zadanie ma odbudowę moich włosów i poprawę ich wyglądu.



PIELĘGNACJA - DZIECKO

PIELĘGNACJA - DZIECKO


Dzisiejszy post nie wszystkich zainteresuje ale chciałabym się z Wami podzielić moją opinią o dwóch produktach, które już od jakiegoś czasu goszczą w naszym domu.
Jeśli chodzi o pielęgnację dziecka - jestem zwolenniczką minimalizmu - używamy tylko to co potrzebne i niezbędne. Oprócz kosmetyków do mycia, za obowiązkowe uważam krem pielęgnacyjny do pupy + balsam do ciała; oczywiście krem ochronny na buzię również - dostosowany do pory roku.

Balsam..
Jakiś czas temu od Pani Moniki z ABC-URODA otrzymałam balsam nawilżający - nie dostałam go w ramach współpracy, raczej był to prezent z prośbą o moją opinię o nim - żadnego przymusu recenzji na blogu. Jest to na tyle dobry produkt, że zdecydowałam się Wam o nim napisać.


PACHNĄCA JESIEŃ Z GOODIES.PL V

PACHNĄCA JESIEŃ Z GOODIES.PL V




Dziś ostatni post z serii "Pachnąca jesień z Goodies.pl" - chociaż dziś nie powinna być to jesień, a zima - bo zapachy które zostawiłam na koniec pochodzą z zimowej serii - i wszystkie idealnie pasują do śnieżnej zimy, pachnącej choinką..

Christmas Memerios - pierniczki pachnące cynamonem i przyprawami, i prażone orzechy laskowe
Christmas Eve - zapach słodkich śliwek i owoców kandyzowanych
Red Apple Wreath - czerwone jabłka, orzechy, szczypta cynamonu oraz syropu klonowego
(źródło: goodies.pl )


MIGDAŁY POD PRYSZNICEM

MIGDAŁY POD PRYSZNICEM


Ahoj Moi Kochani!
Pogoda nas nie rozpieszcza..Zdjęcia wychodzą jakieś takie byle jakie - co prawda mój przekochany mąż dostarczył mi lampę z białym światłem ( nie pamiętam u której blogerki o tym czytałam ) i teraz kombinuję jak tu to sobie poustawiać by bez względu na pogodę jakoś to wszystko wyglądało i miało ręce i nogi.
Mam nadzieję, że jakoś to ogarnę.


http://www.bingosklep.com/


Ze dwa dni temu pokazywałam Wam sól do kąpieli z BingoSpa..i kilka z Was żałowało, że nie ma wanny i nie mogłoby skorzystać z tej soli. Dziś, specjalnie dla tych "prysznicowych" :)

KROPECZKI OD FLORMAR

KROPECZKI OD FLORMAR


Kilka dni temu pokazywałam Wam zdjęcia lakierów, które wpadły mi w oko. Nadeszła okazja wpaść do galerii, w której jest stoisko firmy Flormar więc skorzystałam i mam!
Pomijam już kwestię tego, że pani sprzedająca to takie flaki z olejem, że zwątpić można - mimo kilku moich pytań nie była w stanie w ogóle zaangażować się w kwestię doradzenia. Zapytałam ja również o kwestię krycia lakierów z serii Icy Top - nie była w stanie mi odpowiedzieć i zabiła mnie hasłem żebym sobie otworzyła lakier i sama sprawdziła ( lakier z półki! do sprzedaży! ) a gdy powiedziałam jej, że nie będę otwierała lakieru bo to powoduje obniżenie daty ważności i jego trwałości to tylko przewróciła oczami i westchnęła.

Przejdźmy jednak do konkretów..

http://guzellikgezegeni.blogspot.com
Z tej serii mamy tylko 5 pastelowych kolorów: na żywo mam wrażenie, że 2 ostatnie praktycznie się nie różnią - może to kwestia dosłownie 1 tonu ( no albo sztuczne światło w galerii dało takie wrażenie ).


POMARAŃCZOWA KĄPIEL Z BINGOSPA

POMARAŃCZOWA KĄPIEL Z BINGOSPA


Witam Was serdecznie :)
Całkiem nieźle jak tydzień zaczyna się od wtorku prawda? Zawsze to jeden dzień pracująco-uczący, w tygodniu, mniej :)


Całkiem niedawno zrobiłam drugie podejście do współpracy z firmą BingoSpa. Jakiś czas temu już z nimi współpracowałam - wtedy dostałam listę kosmetyków z których miałam wybrać 2-3 do jakiejś określonej kwoty. 
Teraz dostałam wiadomość o możliwości rozdysponowania pewnej sumy samodzielnie - mogłam wybrać z asortymentu sklepu - http://www.bingosklep.com/ - to co mi najbardziej odpowiadało. Oj poszalałam..

Dziś chciałabym Wam pokazać jeden z wybranych przeze mnie produktów, który całkiem nieźle się u mnie spisał.
Będzie o soli do kąpieli.

AMAZOŃSKA SÓL DO KĄPIELI Z GUARANĄ


PACHNĄCA JESIEŃ Z GOODIES.PL IV

PACHNĄCA JESIEŃ Z GOODIES.PL IV


Wieczorową porą zapraszam na kolejną część o woskach Yankee Candle.
Dziś będzie o tych 3 naj naj naj, którym nie mam nic a nic do zarzucenia - kolekcja świąteczna idealnie wpasowała się w moje ulubione zapachy.




Tych, którzy przegapili, zapraszam na poprzednie 3 części:

PACHNĄCA JESIEŃ Z GOODIES.PL I

PACHNĄCA JESIEŃ Z GOODIES.PL II


Tak jak wspomniałam wcześniej - dzisiaj świątecznie.

JUMBO STICK - MOJE NOWE MUST HAVE?

JUMBO STICK - MOJE NOWE MUST HAVE?


Witajcie Kochani!
Na Podlasiu zimno ( ale to chyba nic nowego? ), mokro i średnio przyjemnie. Nastrój codzienny dochodzi w skali punktowej do 0. Poproszę o odrobinkę słońca..Ze dwa dni dosłownie..

Dziś będzie króciutko..
Jakiś czas temu dostałam od Moni :** przesyłkę z mnóstwem dobroci..
Znalazłam tam między innymi dwa jumbo sticki/y (?): jeden z Essence i jeden, który z tego co kojarzę był swojego czasu w Glossy Boxie..
Był to mój pierwszy kontakt z tego typu mazidłami do ust..
Oba były opisywane jako błyszczyki..A jak się okazało w rzeczywistości?


Moje wrażenia po kuracji, pełnym sławy, REVITALASH

Moje wrażenia po kuracji, pełnym sławy, REVITALASH


Jakiś czas temu do testów otrzymałam osławioną odżywkę do rzęs - Revitalash.
Nie ukrywam, że ucieszyłam się z możliwości przetestowania - cuda na patyku już o niej czytałam, a cena niestety, delikatnie mówiąc, WYSOKA. 
Ciekawe jesteście tego czy odżywka jest warta:
250zł za 2ml ( 3 miesiące kuracji )
albo
330zł za 3,5ml ( 6 miesięcy kuracji )???

http://www.revitalash.com.pl


Produkt otrzymałam od firmy Plazanet Cosmetics wyłącznego dystrybutora marki Revitalash w Polsce. Trafiła do mnie próbka (?) o pojemności 1ml - z założenia miała starczyć na około 1-1,5 miesiąca kuracji, przy regularnym stosowaniu co wieczór.
W przesyłce znalazły się również materiały reklamowe dotyczące samej odżywki jak i innych produktów marki Revitalash ( nawet nie wiedziałam, że mają w swojej ofercie produkt przeznaczony specjalnie do brwi ).



Kurację rozpoczęłam od razu.
Zanim pokażę zdjęcia przed i po chciałabym Wam opowiedzieć jak wyglądała sama kuracja w moim przypadku.


Odżywka znajduje się w niewielkim kartoniku, w środku znajdziemy pen podobny do tuszu do rzęs, natomiast zamiast tuszowej szczoteczki mamy pędzelek jak od eyelinera. Sam produkt jest bezbarwny i kompletnie bezzapachowy.
Revitalash używamy na noc, gdy twarz mamy w pełni oczyszczoną z demakijażu a powieki kompletnie suche ( i bez żadnych kremów! ). Pędzelkiem "malujemy" cienką kreseczkę u podstawy rzęs, produkt szybko się wchłania i spokojnie możemy iść spać.
Należ uważać by odżywka nie dostała nam się do oka bo pojawi się pieczenie i łzawienie. Średnio miłe więc nakładając produkt trzeba naprawdę uważać.



Moje naturalne rzęsy są dość krótkie i jasne - zdjęcia które robiłam były robione w baardzo niewielkiej odległości, nie był też w żadnej sposób obrabiane - więc widać wszystkie niedoskonałości - ale wyszłam z założenia, że tak będzie uczciwie wobec Was.

Już po pierwszym dniu pojawił się dość duży problem - rano obudziłam się z bardzo spuchniętymi powiekami i wręcz krwisto-czerwonymi białkami, oczy łzawiły mi przeokrutnie. Biegiem poleciałam do okulisty, który powiedział mi,że mam zapalenie spojówek - dostałam antybiotyk i nakaz odstawienia odżywki ( był to jedyny nowy produkt jaki zaczęłam stosować, więc nie było wątpliwości, że to on jest powodem problemu z oczami ). 
Uczciwie napisałam do firmy Plazanet z opisem sytuacji i jakimiś sugestiami. Bardzo szybko otrzymałam konkretną i pomocną odpowiedź. Konsultanci zasugerowali bym wyleczyła do końca oczy a później zaczęła kurację Revitalash ponownie, ale z trochę innym sposobem aplikacji, a mianowicie: punktowo w bardzo niewielkich ilościach. 
Po 9 dniach rozpoczęłam kurację od nowa - punktowo nakładając odżywkę u nasady rzęs - problem ze spojówkami nie pojawił się.



Odżywka starczyła mi na 4 tygodnie regularnego stosowania - w tej chwili znajdują się w opakowaniu już dosłownie resztki..
A efekty po 4 tygodniach?



Chyba ostatnie zdjęcie ukazuje najlepiej efekt - nie wiem czy Wy go zauważycie..( mam nadzieję )
Rzęsy nie zrobiły się jakoś spektakularnie dłuższe ( no bo i czego oczekiwać po 1 miesiącu stosowania ), ale dłuższe na pewno są. Zdecydowanie są mocniejsze - problem wypadania pojedynczych włosków zniknął całkowicie, tym samym rzęsy zrobiły się gęściejsze i bardziej elastyczne. 
Efekt jest bardzo delikatny ale zauważalny. Myślę, że w przypadku dłuższej kuracji jest szansa, że rzęsy byłyby naprawdę jak firanki :)



Miałyście kontakt z tą odżywką? Jakie macie wrażenia? Sprawdziła się u Was? A jeśli tak to z jakim efektem ( linki mile widziane )?!

Pozdrawiam Was serdecznie z bardzo deszczowego Podlasia :*





Fakt iż otrzymałam odżywkę w ramach współpracy od firmy PLAZANET-REVITALASH POLSKA nie ma żadnego wpływu na moją ocenę.
DLA rąk - ziołowo

DLA rąk - ziołowo


Krem do rąk to jeden z najistotniejszych kosmetyków w codziennej pielęgnacji. Nie wyobrażam sobie by nie mieć jednej tubki w łazience, jednej w torebce i często też jednej przy łóżku. Jest niezbędny do codziennego życia. Ma nie tłuścić mocno rąk, nie zostawiać nieprzyjemnej warstwy na dłoniach, w miarę szybko się wchłaniać, dobrze nawilżać i regenerować skórę, kosztować niewiele i być bardzo wydajnym. Taki krem byłby ideałem. Tylko czy taki istnieje?



Jakiś czas temu "do moich rąk" a może raczej DLA moich rąk, pojawił się w moim domu nowy krem.
Byłam bardzo ciekawa jego działania..Poprzedni kosmetyk od DLA KOSMETYKI spisał się u mnie znakomicie.
( Jakby ktoś przegapił kilka moich słów o jarzębinowym kremie do twarzy - zapraszam do kliknięcia :) )


Obietnice producenta: ( na podstawie www )
- skuteczna ochrona rąk przed przed szkodliwym wpływem detergentów, chemikaliów i czynników zewnętrznych
- ochrona przed promieniowaniem UV
- nawilżenie i odżywienie
- regeneracja i wygładzenie
- zapobieganie pierzchnięciu skóry

Skład:
Aqua/Semen Pyllii, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol/Ceteareth-18. Gycerin, Panthenol, Borago Officinalis Seed Oil, Linum Usitatisium (Linseed) Seed Oil, Cetyl Alcohol, Allantoin, Phenoxyethanol, Benzoc Acid, Dehydroacetic Acid, Tocopheryl Acetate, Glyceryl Stearate, Parfum, BHA, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Citronellol, Hexyl Cinnamal.


Za 13zł otrzymujemy 125ml tubkę o przyjemnym dla oka wyglądzie. Na opakowaniu zamieszczone są wszystkie ważne informacje: składniki, sposób stosowania i właśnie wcześniej wspomniane obietnice działania. Tubka jest niestety zakręcana - wg mnie dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zamknięcie na zatrzask. Na pewno byłoby wygodniej w momencie gdy na rękach mamy krem a musimy zamknąć opakowanie.



W środku znajdziemy dość gęsty, biały krem - lekko pachnący ziołami. Zapach jest bardzo delikatny i nie drażni nosa - dość szybko ulatnia się ze skóry. Nawet tym najwrażliwszym nosom nie powinien przeszkadzać.
Gęstość kremu jest jego dużym plusem - wydajność jest niesamowita - wystarczy odrobina a całe ręce mamy pokryte kremem. ( ilość z poniższego zdjęcia starczyłaby na wykremowanie kilku par rąk )


I teraz o działaniu.
Kremów do rąk zawszy używam w ilościach hurtowych. Już kilka razy mówiłam Wam o tym, że mam w domu bardzo twardą wodę a moja skóra rąk jest dość wrażliwa - to wszystko wiąże się z tym, że po każdym moczeniu rąk ( pranie, zmywanie, sprzątanie.. ) moje ręce wymagają intensywnego kremowania tak by dało się w ogóle funkcjonować.
Już po pierwszym użyciu kremu dało się zauważyć, że coś jest na rzeczy. Krem na krótko zostawia na skórze jakby silikonową warstwę - przyjemna dla skóry, raczej nie przeszkadza - dość szybko się wchłania i nie ma po niej śladu. Ale za to skóra rąk robi się bardzo gładka, wręcz śliska. Miałam nieodparte wrażenie jakbym nałożyła na nie silikonową bazę do makijażu. Nie jest ani tłusta, ani lepka.
Przy regularnym stosowaniu kilka razy dziennie szybko zauważamy różnicę w jakości skóry - robi się gładka i elastyczna. Zero suchych miejsc - nawet skórki wokół paznokci wyglądają znacząco lepiej. 
Po sprzątaniu, myciu podłóg, okien - kiedy skóra ma kontakt z różnymi detergentami ( ta..nie jestem jak perfekcyjna pani domu i nie myję okien w gumowych rękawiczkach ) - kładę na dłonie grubszą warstwę i wsmarowuję krem aż do całkowitego wchłonięcia ( trochę czasu to zajmuje ale warto ). Ręce momentalnie robią się gładkie, przyjemne w dotyku - nie czujemy napięcia skóry ani jej przesuszenia.

Podsumowując - świetny krem za naprawdę przyzwoite pieniądze. 13zł za 125ml tubkę ( pełną! a nie do połowy wypełnioną powietrzem jak to czasem bywa ) kremu który działa tak jak obiecuje producent - to chyba niewiele?
Myślę, że ten krem będzie na pewno jednym z moich najulubieńszych.

A Wy jak radzicie sobie z przesuszoną skórą dłoni? Macie jakichś ulubieńców czy dopiero szukacie tego NAJ?



Tropikalny balsam do ciała - NONI CARE

Tropikalny balsam do ciała - NONI CARE


Za oknem prawdziwa jesień - brzydko, mokro i nieprzyjemnie. 
Chodzę non stop śpiąca - nie przestawiłam się jeszcze po zmianie czasu - nadal chodzę bardzo późno spać a wstaję bardzo wcześnie. Jakiś absurd! Później przez cały dzień poję się kawą i znowu siedzę do późna. I robi się z tego jakieś błędne koło. Jak to ogarnąć?
Jesień, zima to dla mnie pory intensywnej regeneracji i pielęgnacji - włosy, ciało, paznokcie..Na wszystko staram się działać i to bardzo intensywnie. Czy dla Was też nadeszła teraz pora natężonej w sile, pielęgnacji?
Chętniej też używam różnych balsamów i innych mazideł do ciała.
Z dużą rezerwą podchodziłam do balsamu tej firmy. Kilka z Was dało mi znać o tym, że kosmetyki tej firmy potrafią uczulić, podrażnić. Rozmawiałam też z jedną z blogerek, która opowiadała o silnej reakcji alergicznej..
Zaryzykowałam..ale zaczęłam od próby uczuleniowej. Nic złego się nie działo, więc zaczęłam normalnie używać tego mazidła.




Kilka słów od producenta + skład:



Wydając 21zł otrzymujemy kolorowy, wesoły kartonik ( z całkiem przyzwoitego papieru - lekko lakierowany ) a w nim 200ml duża tuba pełna pięknie pachnącego cuda. Na pudełku, tak jak i na samej tubie znajdziemy wszelkie niezbędne informacje: opis samego kosmetyku, sposób stosowania, skład - wszystko to co najważniejsze.
Sama tubka zrobiona jest z dość elastycznego tworzywa ( trochę jak guma? ), zamykana jest na klik: całkiem porządnie zrobione zamknięcie - trzyma się mocno i czasami mam problem z otworzeniem, ale wiem, że nawet w podróży, balsam sam mi się nie otworzy i niczego mi nie ubrudzi.
W środku znajdziemy lekko żołtawy, aksamitny w konsystencji, dość emulsyjny balsam.


Pachnie owocowo, tropikalnie - trochę jak pudrowe landrynki, z przeważającą nutą cytrusów. Zapach jest delikatny, nienachalny - nie drażni nosa i dość krótko utrzymuje się na skórze - nie gryzie się z perfumami.

No i trochę o działaniu.
Producent składa dosłownie 3 obietnice:
- likwiduje suchość, podrażnienie i zapobiega łuszczeniu się skóry. Jak dla mnie to typowe działanie nawilżająco-pielęgnujące. Lubię kosmetyki obiecujące 1-2, może 3 konkretne rzeczy a nie 15w1 z czego żadna obietnica nie jest spełniona. No ale wróćmy do sedna..
Długotrwałe nawilżanie - aż nie do uwierzenia. Większość balsamów do ciała nawilża - na moment smarowania albo na kilka chwil po - tu jednak jest trochę inaczej. Każdego dnia, po wieczornej kąpieli wsmarowywałam ten balsam w najbardziej suchą, podrażnioną od twardej wody część mojego ciała - stopy ( oprócz stóp w resztę ciała też, ale to mniej znaczącej w tej chwili ). Po tygodniu zauważyłam, że w gruncie rzeczy smaruję z przyzwyczajenia bo same w sobie stopy już tego nie wymagają: skóra była delikatna, miękka - bez grama szorstkości. Byłam i jestem naprawdę zaskoczona!
Balsam dość szybko się wchłania, nie jest tłusty i nie zostawia żadnego filmu na skórze - kilka minut po wysmarowaniu się można spokojnie nałożyć ubranie nie obawiając się plam i zabrudzeń.
No i co ważne - otrzymujemy 200ml balsamu - bardzo wydajnego balsamu, który starczy nam na dłuższe stosowanie - o ile nie "przyklei się" do niego jakiś mąż spragniony ładnych zapachów :)

Balsam możecie kupić za kwotę 21zł w sklepie Zielony Kramik - KLIK, dzięki któremu otrzymałam balsam do testów. Nie miało to jednak żadnego wpływu na moją opinię.

Znacie kosmetyki NONI CARE? Czy u Was też się sprawdziły? Koniecznie dajcie znać do której grupy należycie - tych zakochanych czy tych, które uczulają.




Pachnąca jesień z Goodies.pl III

Pachnąca jesień z Goodies.pl III


Dziś kolejny post z serii Pachnąca Jesień z GOODIES.PL
Jeśli przegapiłyście poprzednie, zapraszam:
Pachnąca Jesień z goodies.pl I
Pachnąca Jesień z goodies.pl II




Zapraszam Was na recenzję bieli, a każda w innej odsłonie :)



LOVES ME, LOVES ME NOT - polne kwiaty, na tle których przewodzi stokrotka

Wąchając tartę przez opakowanie nie byłam do końca przekonana czy to mój zapach. Spodziewałam się czegoś delikatnego, ledwie wyczuwalnego. Dopiero po odpaleniu poczułam prawdziwość tego wosku. Ukazuje nam letnie, wieczorne powietrze, spacer po polu pełnym dojrzałych, powoli zamykających swoje płatki stokrotek. Niesamowite jest to jak ten wosk idealnie odwzorowuje ich zapach - wydaje się to wręcz niemożliwe. Ale zapach nie jest ciepły i otulający - jest wieczorny, lekko chłodny a przy tym słodki i świeży.
Miłe zaskoczenie..




To nie jest mój zapach. Jest zbyt mdły - wręcz wchodzący w nos i drażniący go. Bardzo mocno wyczuwalne są tu takie kwiaty jak lilie - i nie mam z nimi zbyt miłego skojarzenia. No bo z czym Wam się kojarzą białe lilie??
Wydaje mi się jednak, że zapach ten może mieć swoich zwolenników - osoby, które lubią delikatność, ale nie subtelność; zapach kwiatowy ale nie bardzo słodki..
Idealnie pasuje do starszej pani, elegantki w kapeluszu, wymalowanej i wyperfumowanej. Nie wiem? Może jak będę starsza bardziej wpasuje się w moje gusty?


I na koniec, kilka słów o osławionym Soft Blanket..


SOFT BLANKET - zapach cytrusów, wanilii i ciepłego bursztynu.

Szczerze mówiąc to nie wiem jak pachnie ciepły bursztyn..Zapachu wanilii ( którą kocham i wielbię ) wcale tu nie czuję, cytrusy jeśli są to bardzo delikatne..
Zapach jest bardzo otulający, delikatny - w sam raz na leniwe zimowe wieczory.
Kojarzy mi się z świeżo wypranym dziecięcym kocem, kołderką ( kojarzy mi się z jakimś produktem do prania dziecięcej bielizny ) - ciepłym od śpiącego dziecka.
Aromat, który unosi się z nad kominka jest przyjemny, miły ale chyba trochę przereklamowany?
Jest na tyle delikatny i subtelny iż bardzo szybko ( po zgaszeniu ) przestaję go czuć w pomieszczeniu
Na pewno nie zaopatrzę się w niego po raz kolejny, wolę coś intensywniejszego - mocniejszego!
Yankee Candle ma w swojej ofercie dużo lepsze, przyjemniejsze dla mojego nosa zapachy.


Jakie są odczucia po kontakcie z powyższymi zapachami? Czy uwielbiacie Soft Blanket jak prawie wszyscy? Jakie macie skojarzenia z zapachem Wedding Day?




Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger