Krem od rosyjskich piękności..

Krem od rosyjskich piękności..


Moja styczność z kosmetykami rosyjskimi była praktycznie zerowa. Od jakiegoś czasu zbierałam się do kupna tych najbardziej zachwalanych i przetestowania ich ( przymierzam się do kupna maski drożdżowej Babuszki Agafi - podobno albo się ją kocha albo nienawidzi..).


Ale jakiś czas temu w moje ręce trafił krem do twarzy ( www.ukrytewslowach.pl )..Nigdzie o nim nie czytałam, nie znałam żadnej opinii i stwierdziłam, że zaryzykuję i zobaczę jak u mnie się sprawdzi i co nie co Wam o nim napiszę.



FITO Krem do twarzy na dzień, do cery normalnej i mieszanej

opakowanie: 50ml, plastikowy zakręcany słoiczek, w środku zabezpiecznie w postaci plastikowej zaślepki; całość umieszczona w przyjemnym dla oka kartoniku ( design taki sam na kartoniku jak i na słoiczku ); wszelkie niezbędne informacje zamieszczone są na opakowaniu zewnętrznym

regularna cena: 15,50zł ( w tej chwili w promocji: 11,90zł ) - link do sklepu

Kilka słów o kremie od producenta + skład:




Zapach - bardzo przyjemny, delikatny - kojarzy mi się z zapachem storczyków, orchidei (?)
Konsystencja - lekka i delikatna, wręcz aksamitna



I teraz trochę o moich wrażeniach..
Niesamowita przyjemność z nakładania kremu na twarz: pięknie pachnie, ale delikatnie więc nie drażni nosa; delikatna konsystencja pomaga bez problemu rozprowadzić krem - nie ma tu ani grama tępego poślizgu. 
Zaskakujący jest czas wchłaniania kremu - prawie natychmiastowy! Miałam wrażenie, że nawet przy nałożeniu zbyt dużej ilości - skóra wręcz "pije" ten krem. Znika natychmiastowo i nie zostawia żadnego filmu na twarzy. To ważne - bo z założenia jest to krem na dzień, czyli taki który można stosować pod makijaż - a ten nadaje się do tego idealnie :)
A efekty?
Przy regularnym stosowaniu 2 razy dziennie - rano i wieczorem, zaskakujące jest to iż naprawdę widać efekty. Skóra robi się gładsza, bardzo przyjemna w dotyku. Nawilżenie i odżywienie jest również zauważalne ( przede wszystkim jest mocne i długotrwałe ) - skóra robi się jędrniejsza, suche skórki ( które miałam w okolicy płatków nosa ) praktycznie zniknęły. 
Co ważne: krem jest na tyle delikatny, że nie zapycha skóry, nie pojawiają się nowe zaskórniki. Nie pojawiła się u mnie też żadna nadwrażliwość na ten krem - zero zaczerwienień, zero niespodziewanych wyprysków.




Wygładzenie i blask z Green Pharmacy

Wygładzenie i blask z Green Pharmacy


Na pewno każda z Was ma taki produkt do włosów w swojej łazience bez którego nie wyobraża sobie pielęgnacji włosów..Szampony, odżywki, maski, oleje..Cuda kładziemy na te nasze włosy by jakoś wyglądały..

Moim MUST HAVE zawsze były jedwabie albo te takie tłuste serum ( czy słowo serum się odmienia?? ) do włosów, a konkretniej na ich końcóweczki :)

Jakiś czas temu, dzięki sklepowi ZIELONY KRAMIK - w moje ręce trafił produkt Green Pharmacy ( a już tak całkiem na marginesie - mam straszne problemy z osiągalnością tej marki.. )..


Zapunktował u mnie na wejściu - kartonikiem na którym umieszczone są wszelkie informacje oraz butelką z pompką. Jedwab innej, konkurencyjnej firmy ma zwykłą buteleczkę z dziurką, więc w każdej chwili może nam się zdarzyć CHLUP i na naszej ręce wyląduje dużo za dużo produktu, a w przypadku produktu Green Pharmacy - zawsze mamy kontrolę nad ilością wydobywającego się produktu. A no i jeszcze dwa słowa o pompce - nie zacina się! Dwa przyciśnięcia i mamy wystarczająco dużo produktu by nawilżyć, natłuścić i ujarzmić przesuszone końcówki.



No a co jeśli chodzi o obietnice producenta a rzeczywistość?
Dzięki regularnemu i systematycznemu, prawie dzień w dzień - stosowaniu tego produktu ( przez ostatni prawie miesiąc; nadaje się do stosowania i na suche i na wilgotne włosy ) zauważyłam, ze moje końcówki są mniej podatne na puszenie ( i nawet wilgoć w powietrzu nie wpływa na nie tak źle jak zawsze ), są gładsze i przyjemne w dotyku ale jednocześnie nie są obciążone i nie wyglądają jak "brudne". Sprawia, że włosy są miękkie i lśniące, wyglądają zdrowo.
Dziwne, że ten produkt jest moim MUST HAVE? Wydaje mi się, że nie!

Po za tym - kosztuje bardzo niewiele: niespełna 10zł za 30ml ( a sam produkt jest bardzo wydajny, więc starczy nam na ho ho ho...).
Jeśli macie ochotę na zakup, zapraszam Was do Zielonego Kramiku - KLIK KLIK :) ( 20% zniżki gwarantowane :) ) a jednocześnie zajrzyjcie również do Galeria Zmysłów "Ukryte w słowach" - ponieważ te dwa sklepy współpracują i robią zamówienie z obu wysyłka może być jedna i za jedną cenę :)

Napiszcie mi jakie macie podejście do takich produktów jak jedwab - używacie czy raczej traktujecie to jako zbędny dodatek do pielęgnacji??



Krem do twarzy na włosy? Ale gapa ze mnie..

Krem do twarzy na włosy? Ale gapa ze mnie..


Witam Was serdecznie :)
Dziś będzie króciutki post, który świetnie zobrazuje moje gapiostwo i nierozgarnięcie jesienne.
Na co dzień jestem okrutną pedantką - pilnuje wielu rzeczy, uwielbiam listy i kalendarze, kosmetyki mam poukładane - zawsze wiem co gdzie stoi i nawet w ciemno jestem komuś w stanie wyjaśnić i opisać jak coś zaleźć; że nie wspomnę o kwestii sprzątania domu..
Ale..przychodzi jesień i zaczyna się problem..Zapominam o wielu rzeczach, jestem nieogarnięta, brak mi energii, ciągle chce mi się spać i jestem zmęczona. Ta paskudna pogoda tak koszmarnie na mnie działa.
Czy Wy tez tak macie? Czy pory roku wpływają na Wasze życie i to co się wokół Was dzieje?

Przechodzę jednak do sedna..
Jakiś czas temu już wspominałam Wam o kremowaniu włosów - Isaną kakaową..I te powalające efekty :)
Isana się skończyła a w zapasach znalazłam Ziaję oliwkową..I byłam święcie przekonana, że jest to tego typu balsam co Isana.


Kto to wymyślił by krem do twarzy pakować w takie wielkie opakowanie jak od balsamu? Krem do twarzy ma być w niewielkim słoiczku a nie w wielkim balsamowym pudle!



Alee..po kolei..
Kilka dni temu będąc nadal święcie przekonana, że mam ziajowski balsam oliwkowy, dzieciaka wsadziłam do kąpieli obserwując ją jednym okiem, a drugim przy pomocy rąk - zaczęłam nakładać na włosy tenże "balsam". Nawaliłam go na głowę DUUUŻO - no, że biały i gęsty ( jak stary krem Nivea ).. No może taką ma recepturę..



Dziecko poszło spać a ja się biorę za zmywanie..Leję wodę i nic, szampon - i nic, mydło - i nic..A krem niewzruszony trzyma się moich włosów jak rzep psiego ogona.
No kurka wodna..Myślałam, że zwariuję..
"Co to za dziadostwo, że się zmyć nie chce?" - a tu niespodzianka!



I wtedy sięgnęłam po, wspomniany kilka dni temu, żel do higieny intymnej Fitomedu. Dwa mycia i kremu nie ma. Aż byłam w szoku..
Tylko dopadły mnie kolejne wątpliwości - jak będą wyglądały moje włosy po wysuszeniu?!
A o poranku...
Włosy po uczesaniu okazały się mocno wygładzone, ale nie sprawiały wrażenia przetłuszczonych; w pełni ujarzmione - dały się ładnie ułożyć i jakoś się trzymały pierwotnie założonego planu jeśli chodzi o fryzurę; ładnie błyszczały i były bardzo przyjemne w dotyku.

Jedyny minus był taki, że wieczorem nadawały się do ponownego mycia - tym  razem już bez kremu!

Zdarzyło Wam się kiedyś mieć podobną przygodę??




Jak ja bardzo lubię glinki..

Jak ja bardzo lubię glinki..


Witajcie :)
Na samym początku - zapraszam na mój insta ( ikonka na górze w lewym rogu :) ) i chętnie poznam Wasze adresy i obejrzę Wasze galerie ;)
A teraz do rzeczy..
Jakiś czas temu Orientana na swoim fanpage na FB ogłosiła rozdanie dla blogerek..Do testowania można było otrzymać glinkę zieloną przeznaczoną do cery tłustej..Zgłosiłam się i zapomniałam o tym na amen..Dopiero wiadomość od Orientany na FB przypomniała mi o tym - adres wysłałam dosłownie w ostatniej chwili. Glinka do mnie dotarła bardzo szybko a ja zabrałam się za testowanie.





Kilka słów od producenta:



No i teraz czas na moje wrażenia.
Idealna maseczka na czas usypiania dziecka. Dziecko do łóżka a ja na fotel z maseczką na buzi..
Pierwsze co warto zauważyć to to iż otrzymujemy gotowy produkt - nie trzeba go z niczym mieszać, bełtać..szukać odpowiedniej konsystencji by nam się na twarzy trzymała i nie spływała po brodzie. Ma konsystencję dość gęstego kremu - kojarzy mi się z dawnym, dawnym Nivea.. Świetnie rozprowadza się po buzi, nie ma tępego poślizgu. Jest dość wydajna bo niewiele jej trzeba by wysmarować całą twarz - szkoda tylko, że opakowanie jest dość niewielkie, bo tylko 50g. 



No to nakładam na buzię, dziecko do łóżka..
Obawiałam się kompletnego zasychania i skorupy na twarzy dlatego w podorędziu miałam wodę termalną, ale nie była mi potrzebna.. Maska zasycha ale nie na mega skorupę. I dość długo zachowuję swoją wilgotność, więc raczej po tych 20 minutach nie wyschnie nam całkowicie.
No dobra..dziecko śpi a my możemy iść zmywać zieloną maskę.
A po zmyciu..
No...efekty widać zdecydowanie. Buzia nabiera przyjemnego kolorytu - wygląda po prostu zdrowiej, mimo całodniowego zmęczenia wydaje się być "zrelaksowana".
Po kilkukrotnym użyciu zauważyłam jej zbawienne efekty - mimo ciężkich dni w miesiącu na buzi nie pojawiło mi się nic a nic..Zero! Nul! Żadnych wyprysków, ani zaczerwienień. Mało tego - mam wrażenie, że glinka zajęła się moimi porami, bo wydają się być oczyszczone i jakby lekko zmniejszone? Szczególnie te w okolicach płatków nosa. No rewelacja!
Po za tym glinka pachnie bardzo delikatnie i przyjemnie..

Znalazłam tylko jeden jedyny minus..CENA..Około 31zł za 50g opakowanie to wcale nie mało. A...no i nie mogę kupić produktów tej firmy stacjonarnie..Why??

Znacie jakieś produkty marki Orientana? Coś do polecenia, sprawdzonego?


Bo higiena jest ważna..Fitomed - wielofunkcyjnie..

Bo higiena jest ważna..Fitomed - wielofunkcyjnie..


Dziś znowu naturalnie i ziołowo..
O marce Fitomed i o ich produktach było już nie raz na moim blogu.
Zawsze byłam z nich zadowolona i raczej żaden z produktów mnie nie zawiódł, no może oprócz wody lawendowej, która nie wpasowała się w moją nutę zapachową - ale znalazła już nową właścicielkę, która mam nadzieję, że jest z niej zadowolona.

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o płynie do higieny intymnej, który znalazł u mnie jeszcze jedno zastosowanie, ale o tym za momencik.



Kilka najważniejszych informacji:
- opakowanie o pojemności 200ml - cena ok. 9zł
- opakowanie zamykane na klik, przezroczyste
- kolor bursztynowy
- raczej rzadki niż gęsty ale nie lejący się
- przyjemny, lekko ziołowy zapach


Moje wrażenia:
Żel do higieny intymnej to nieodłączny element mojej codziennej pielęgnacji, dbania o higienę. Nie wyobrażam sobie by go nie było.
- płyn mimo swojej "ziołowości" ( czy jest w ogóle takie słowo? ) pachnie bardzo delikatnie, nie drażni nosa - nie jest to przeszkadzający zapach
- co najważniejsze: płyn nie podrażnia, nie wysusza, nie czuć szczypania ani pieczenia
- pieni się bardzo delikatnie - i całe szczęście, bo ta piana w okolicach intymnych wcale nie jest jakoś szczególnie potrzebna
- mimo dość rzadkiej konsystencji, kosmetyk jest wydajny, ponieważ do jednorazowego zastosowania używa się bardzo niewielkiej ilości płynu..
Jako z kosmetyku do higieny intymnej jestem z niego BARDZO zadowolona.

Ale odkryłam też dodatkowe jego działanie. IDEALNIE, REWELACYJNIE wymywa z włosów oleje - bez problemu radzi sobie z tym po 1 myciu a włosy bez problemu dają się rozczesać, są gładkie i błyszczące - nie puszą się! I jedyne nad czym ubolewam to to, że butelka niedługo sięgnie już dna..


Czy macie na swoich półkach takie wielofunkcyjne kosmetyki? Takie którym odkryłyście nowe zastosowanie?? Podzielicie się swoimi tajemnicami???





oilmedica - olej kokosowy: na co i do czego?

oilmedica - olej kokosowy: na co i do czego?


Przyszła jesień, polska złota jesień! Jupi, jupi..Aż przyjemnie okno w domu otworzyć..I otwieram dopóki moim sąsiadom nie przyjdzie do głowy, zacząć palić liście..
Jesień, zima to dla mnie okres intensywnej pielęgnacji - włosy, ciało, paznokcie..Wszystko musi być na tip top..

Jakiś czas temu w moje ręce trafił olej kokosowy firmy OILMEDICA. Dziś krótko chciałabym Wam powiedzieć o moim, nowym zastosowaniu..


Jak można zauważyć, na zdjęciach jest już kompletnie puste pudełeczko - w swojej sklerozie, kompletnie zapomniałam zrobić zdjęcie środka..

Czy miałyście styczność z olejem kokosowym? Wiecie do czego można go stosować?
Ja zawsze używałam go do włosów - działał na nie wyśmienicie: powodował iż były błyszczące i śliskie.
Wiem, że stosuję się go również w kuchni - podobno jest świetny przy smażeniu ryb i dodawany do sałatek. Ale mówiąc szczerze jakoś nie mogłam się przemóc do stosowania go w ten sposób - chyba za bardzo kojarzył mi się z kosmetyką.
A jak wpływa na urodę??
Podobno świetnie działa na na zmiękczenie skóry, przywracanie jej elastycznośći..Ha..podobno też wygładza zmarszczki..Ma działanie regeneracyjne. Podobno również zapobiega powstawianiu plam wątrobowych na rękach, które są jednymi z pierwszych, mocno widocznych oznak starzenia.
Doczytałam również, iż olej ten jest idealny dla osób, które borykają się z wahaniami wagi: zaspokaja głód, przyspiesza metabolizm i wspomaga wykorzystywanie cukru.
Wielofunkcyjne cudo??


Ale ja znalazłam dla niego inne zastosowanie, które jest idealnym rozwiązaniem i dla mnie i dla mojego dziecka.
Rozpoczął się okres grzewczy, powietrze w mieszkaniu jest suche; wodę mamy twardą..Wszystko to wpływa na stan naszej skóry. Ja - mam duży wybór kosmetyków, które mogą wpłynąć na stan nawilżenia mojej skóry, na jej elastyczność..Niestety w przypadku 3-letniego dziecka nie mam takiego wyboru..A nie chcę sprawdzać na skórze mojego dziecka czy coś zadziała czy nie. A olej kokosowy..naturalny..
Do wieczornej kąpieli, co drugi dzień dodawałam 1 łyżkę oleju. Na wodzie otworzyły się duże, błyszczące oka, które zaciekawiły moją córę. Tłustość wody w ogóle nie przeszkadzała jej w zabawie, ani w myciu.
Po kąpieli skóra była natłuszczona, nawilżona i nie wymagała stosowania żadnego kremu ani balsamu. Olej kokosowy nie podrażnił delikatnej skóry dziecka, nie pojawiły się żadne zaczerwienienia, ani wypryski. 
Kilka takich kąpieli i sama zaczęłam dziecku zazdrościć natłuszczonej i przyjemnej w dotyku skóry.
Sama również zaczęłam olej stosować do kąpieli i prawie od razu zauważyłam zmiany, w stanie skóry - była gładsza, bez suchych miejsc - z łokciami, kolanami i stopami też jakoś dał sobie radę ( chociaż te miejsca i tak wspomagałam pielęgnacją kremów i balsamów ).

Olej kokosowy - kąpielowy, to chyba najlepsze rozwiązanie dla nas.



Pachnąca jesień z goodies.pl II

Pachnąca jesień z goodies.pl II


Dziś część druga "Pachnącej jesieni z goodies.pl " - zapraszam :)
Specjalnie wybrałam same słodkości, takie lubię najbardziej.



Zaczniemy od owocków:)


BLACK CHERRY - to wosk o zapachy dojrzałej czereśni. W chwili obecnej jest w promocji na goodies.pl i ma obniżaną cenę do 4,5zł zamiast 6zł.
A teraz najważniejsze, moje wrażenia..
Wosk pachnie od samego początku bardzo intensywnie. Jest niesamowitym zapachem, mam wrażenie, że idealnym na lato. Bardzo owocowy i słodki. Od pierwszej minuty czuć mocno czerwone, aż bordowe i dojrzałe czereśnie..plus jakiś słodki i gęsty syrop. Zapach jest tak niesamowicie urzekający, odurzający - od tej słodkości aż zęby bolą, ale w pozytywnym tego sformułowania znaczeniu.



HONEY BLOSSOM - zapach słodkiego miodu, żywicznego drewna, piżmu oraz frezji.
Niesamowity zapach, początkowo bardzo słodki i mocno duszący - nie każdemu pasuje takie coś i gasi kominek, czekając aż zapach się trochę uspokoi i wywietrzeje. I błąd! Bo prawdziwy urok tego wosku zaczyna się jak już porządnie się rozgrzeje. Czuć miodowy aromat bardzo słodkich kwiatów. Miałam skojarzenie z letnią, pełną dojrzałych kwiatów łąką - taką pełną żółtych mleczy. Czuć lejący się, złoty miód..Jest słodko i lepko..



Na koniec zostawiłam zapach, który mnie uwiódł. Mało tego: nie spotkałam się na żadnym blogu z negatywną opinią tego wosku - wszyscy są nim zachwyceni, i ja też :)
PINK SANDS - zapach soczystych cytrusów, słodkich kwiatów oraz wanilii.
Obawiałam się trochę tych cytrusów bo nie przepadam za takimi zapachami, ale całkiem niepotrzebnie. Samych cytrysów jest bardzo niewiele, nadają one tylko tej tarcie świeżości - nie czuć kwaskowatości. Pink Sands pachnie raczej delikatnymi różowymi kwiatami. Jeśli ktoś nie lubi wanilii, nie musi się obawiać - nie jest ona tu nutą dominującą, raczej tylko delikatnie podkręca i osładza kwiatowy aromat.
Sam wosk myślę, że jest zapachem na każdą porę..I na letni wieczór i na zimowy poranek. Niesamowity!




Znacie któryś z wyżej wspomnianych zapachów? Jakie macie wrażenia? Nie są za słodkie jak dla Was?

Pozdrawiam pachnąco :)


Pachnąca jesień z goodies.pl

Pachnąca jesień z goodies.pl


Dziś chciałabym rozpocząć cykl postów pt: PACHNĄCA JESIEŃ Z GOODIES.PL - będzie o woskach Yankee Candle, które otrzymałam od Ekipy tego sklepu..
Będę chciała raz w tygodniu zaprezentować Wam 3 wybrane zapachy z mojej niewielkiej kolekcji..
Chętnie poznam Wasze odczucia węchowe na te zapachy :))

www.goodies.pl


Zaczniemy mocno jesiennie..
Nature's Paintbrush
Kitchen Spice
Honey&Spice
Wszystkie trzy woski są z serii Housewarmer.

O tealightach z PartyLite..

O tealightach z PartyLite..


Pamiętacie niedawny post o świecy-baryłce z PartyLite?
Tu link jakbym ktoś przeoczył - PartyLite Baryłka.

Dziś chciałabym Wam krótko opowiedzieć o kolejnych produktach, które otrzymałam od PartyLite - są to dokładnie te same produkty, które możecie otrzymać w facebookowym konkursie.

Będzie o tealightach..

Pierwsze co zaskakuje to opakowanie. Standardowo te świeczki są umieszczone w srebrnych ramkach, które bardzo szybko nagrzewają się pod wpływem ciepła, ba..przy mocniejszym ściśnięciu - odkształcają się..Tealighty PartyLite umieszczone są w ramkach z przezroczystego plastiku, który nie topi się pod wpływem ciepła i nie zmienia swojego kształtu. No i przy topieniu się wyglądają znacząco lepiej niż te zwykłe w sreberkach.


Kilka słów o produktach z ezebry

Kilka słów o produktach z ezebry


Witam Was serdecznie w nowy tygodniu :))
Dziś chciałabym krótko opowiedzieć Wam o kilku kosmetykach, które otrzymałam od drogerii internetowej ezebra.pl

Niestety nie miałam możliwości wyboru kosmetyków do testów..niestety..bo kolorystycznie średnio trafili w moje upodobania - ale o tym za momencik.

Najbardziej pachnąca paczka w karierze mojego listonosza ;)

Najbardziej pachnąca paczka w karierze mojego listonosza ;)


Dwa dni temu dotarła do mnie do mnie przesyłka..Zamknięta pachniała tak, że kolana miękły. Intensywny, słodki zapach rozniósł się po całej kuchni.  Mój listonosz ( starszy pan, pracujący x lat w zawodzie ) powiedział, że to najbardziej pachnąca paczka w jego karierze.
"Pani Olu, cóż za cuda tam pani ma?" :)

Chcecie wiedzieć jak będzie pachnieć moja jesień??
I to wszystko dzięki Ekipie GOODIES.PL :)



LaRosa - mineralne podstawy makijażu: podkład + puder ( swatche )

LaRosa - mineralne podstawy makijażu: podkład + puder ( swatche )


Nie będę od rana marudzić i narzekać na sąsiadów..

Witam Was z poranną kawą :)
Chciałabym Wam pokazać ostatnie produkty marki LaRosa jakie trafiły w moje ręce..Podkład i puder..

Podkład LaRosa nr 56 Vanilla : kremowo - waniliowy do jasnej karnacji, w pojemniczku i pojemności 4,5g - 30zł
Puder LaRosa nr 62 Ivory : puder do wykończenia makijażu, ma właściwości kryjące i rozświetlające, w słoiczku o pojemności 4,5g - 30zł

Będzie dużo zdjęć :)


PartyLite - baryłka w szkle

PartyLite - baryłka w szkle


Za oknem jesień a w moim domu jesienne zapachy..
Uwielbiam w domu zapach świec, wosków, olejków..Jestem zapachomaniaczką, ale nie lubię tym cudów do kontaktów czy instrumentów psikających na nas z zaskoczenia. Zdecydowanie wolę płomykowe zapachy.

Chciałabym Wam pokazać jeden z produktów firmy PartyLite..


Warto było być obudzoną o 7 rano..

Warto było być obudzoną o 7 rano..


No właśnie..Te które zaglądają na mojego FB wiedzą dlaczego taki tytuł posta..
O 7 rano zapikała mi komórka..SMS.."Jejuuu, kto to o bezbożnej porze.." pomyślałam jednocześnie sięgając po telefon. I rozbudziłam się szybciej niż po kubku kawy..POCZTA POLSKA! SMS?! PACZKA! Ale, że sms od poczty? Wielkie WOW! Czyżby ten zdrewniały twór wkroczył w XXI wiek?

Nie no cudnie..Będzie dziś paczka..Wiedziałam od kogo, ale to co zobaczyłam w pudełku przeszło moje najśmielsze oczekiwania..

Była to przesyłka od dwóch sklepów: UKRYTE W SŁOWACH i ZIELONY KRAMIK :)


Moja pierwsza, naturalna kolorówka

Moja pierwsza, naturalna kolorówka


Dziś zapraszam na kolejny post z cyklu "Naturalne dla opornych". 
Tym razem postanowiłam poszaleć z kosmetyką kolorową..Nie bójcie się - nie będę tworzyć własnego beauty kremu ( aż tak odważna nie jestem ) - ale błyszczyk TAK!
Trochę się obawiałam, bo czytałam na kilku blogach, że dziewczyny nie były zadowolone z samodzielnego tworzenia tego kosmetyku. Ale do odważnych świat należy!

Wszystkie składniki pochodzą , jak zawsze, ze sklepu http://www.e-naturalne.pl, wiedziałam też, że mogę liczyć na pełne wsparcie i pomoc. 



Tutaj macie link do tego konkretnego kosmetyku - BŁYSZCZYK/BALSAM Z LANOLINĄ, PERŁOWY - znajdziecie tam spis wszystkich składników, sposób wykonania, który jest bardzo prosty i naprawdę - trzeba się naprawdę starać by sobie nie poradzić. 

My Secret SANDY - fiolet

My Secret SANDY - fiolet


Ten kolor urzekł mnie jak tylko zobaczyłam go na półce w Naturze - musiałam go mieć!
Jeszcze tego samego wieczora nałożyłam go na paznokcie i czekałam rana, aby w dziennym świetle ujrzeć jego urok..Ale o tym zaraz..


Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger