PREZENT MARZEŃ NA DZIEŃ MATKI

PREZENT MARZEŃ NA DZIEŃ MATKI


Dzień Matki zbliża się wielkimi krokami. Część z nas ma już gotowe prezenty, a część ( a w tym i ja ) nadal zastanawia sie nad tym co sprezentować swojej Mamie. Owszem - mogłabym pójść na łatwiznę i kupić biżuterię, kosmetyki, perfumy czy ksiażkę. Taki oklepany standard. Ale w tym roku chciałam trochę inaczej.
Z moją Mamą mam wyśmienite relacje - jest moja przyjaciółką i wiem, że mogą na nią liczyć w każdej sytuacji. Mamy stały kontakt, dużo rozmawiamy - jest wyśmienitą Babcią i Teściową. Ostatnie 12 miesięcy było dla mnie rokiem zmian i moja Mama wspierała mnie na każdym kroku, w każdej mojej decyzji. Chciałabym się jej dodatkowo odwdzięczyć. Sama również miała ciężki czas - należy jej się coś więcej niż kolejne kolczyki czy bransoletka.



Przeglądając listę czytelniczą na blogerze trafiłam na posty dziewczyn na temat strony Prezent Marzeń. Z ciekawości weszłam i przepadłam. A później przepadliśmy oboje z Mężem w poszukiwaniu ciekawego prezentu. Tylko jak się okazało - mamy trochę inne pomysły :) Zresztą czytajcie..

Mój kochany Małżonek oczywiście wpadł na genialny pomysł czegoś ekstremalnego..

Pierwszym genialnym pomysłem był - SKOK ZE SPADOCHRONEM.


Prezent idealny, ale dla miłośników adrenaliny i ekstremalnych przeżyć, dla osób bardzo aktywnychm które lubią szybsze bicie serca, pokonywanie własnych słabości.. Ale czy to jest prezent dla niespełna 60-letniej kobiety? Mój Mąż oszalał chyba - prezent idealny ale dla takiej osoby jak on sam.


Kolejnym jego pomysłem ( jak już trochę go ogarnęłam i wybiłam mu z głowy sporty ekstremalne ) był lot balonem - WIDOKOWY LOT BALONEM.


Ten pomysł był już zdecydowanie lepszy - na pewno dostarczyłby niezapomnianych wrażeń. Godzinny lot, niesamowita przygoda i wspomnienia nie do zapomnienia. Okazało się też, że wśród 32 dostępnych lokalizacji jest Białystok ( czyli nasze miejsce zamieszkania ). Ale czy to aby na pewno były dobry prezent akurat na Dzień Matki?


Zamiast przeglądać całą stronę internetową, na której jest mnóstwo oferta z najróżniejszych działów i atrakcji - weszłam w menu w kategorię PREZENT DLA MAMY. I tu już znalazłam odpowiedniejsze prezenty ( ale zaskoczyło mnie jednak, że znalazłam tam lot motoparalotnią albo lot szybowcem ). Wybrałam naszą lokalizację i zaczęłam mieć problem z wyborem: tyle fajnych propozycji znalazłam. Podjęłam decyzję, że będę szukała czegoś specjalnie dla kobiet, czegoś co sprawi dużo przyjemności i radości, czegoś co pozwoli się zrelaksować.



Okazało się, że wszystkie prezenty, które mnie zaciekawiły pod kątem sprawienia radości mojej Mamie - były do odebrania w Instytucie Zdrowia i Urody YASUMI ( Białystok, ul. Mławska 4 - ścisłe centrum! a więc zero problemów z dojazdem, z szukaniem ).

W pierwszej chwili zastanawiałam się nad sprezentowaniem Mamie luksusowego zabiegu pielęgnacyjnego na twarz z wykorzystaniem 24-karatowego złota. YASUMI 24K GOLD MASK to zabieg idealny dla kogoś kto chce się zrelaksować, potrzebuje odpoczynku i regeneracji.



Drugą opcją był wybór jakiego masażu. I tu wybór jest zaskakująco duży: czekoladowy zabieg ujędrniająco-relaksujący ( zabieg złuszczający, drenujący i odżywczy ), masaż aromaterapeutyczny ( rozluźnienie i wyciszenie organizmu ), masaż gorącymi kamieniami ( odprężenie ) czy masaż relaksacyjny lub klasyczny.

No i zaczęłam mieć problem z wyborem..
A spieszyc się trzeba, bo czas goni - 26 maja już tuż tuż, prawda? Całe szczęście realizacja naszego zamówienia może przebiec z sposób ekspresowy. Mamy możliwośc zakupu vouchera prezentowego w jednym z kilkunastu punktów stacjonarnych mieszczących się w większych galeriach handlowych, mamy możliwość zamówienia vouchera przez stronę www lub podczas rozmowy telefonicznej z konsultantem.  

Zamówienie zrobione - dziś kurier ma dostarczyć do mnie sam voucher ( jak do mnie dotrze na pewno pokażę Wam jak wygląda - zerkajcie na moje instastory ), który już 26 maja będe mogła wręczyć mojej Mamie. Z tego co widziałam u dziewczyn na blogach i na stronie www Prezent Marzeń - mamy elegancki voucher, wydrukowany na sztywnym i porządnym papierze: z opisem prezentu, miejscem na życzenia. No i jest fajna możliwośc dokupienia dodatkowego, metalowego pudełka ozdobnego.



Już nie mogę się doczekać aż będę mogła podarować Mamie tę chwilę relaksu..aaa..bo ja Wam nie napisałam w sumie na co się zdecydowałam?!
Stwierdziłam, że zamiast kombinować i mieć problem z wyborem - sprezentuję Mamie voucher do Yasumi SPA, który będzie mogła sama wykorzystać tak jak będzie chciała. Będzie miała możliwość wyboru i decyzji jeśli chodzi o konkretny zabieg, masaż - to na co będzie miała ochotę. Dobry pomysł, prawda? No i te blogi na coś się przydają!

A Wy macie już prezent dla swojej Mamy? Na co zdecydowaliście się w tym roku? A może nadal decyzja i zakup jest przed Wami?

BUZIAKI
OLA






LUMI STROBING - CZY ROZŚWIETLACZE W PŁYNIE TEŻ SĄ FAJNE?

LUMI STROBING - CZY ROZŚWIETLACZE W PŁYNIE TEŻ SĄ FAJNE?



Ten kosmetyk ciekawił mnie od samego początku. Pytałam o niego i zastanawiałam się czy warto. Rozświetlacze to taki rodzaj kosmetyków, których nigdy dość. Do tej pory sięgałam jednak najczęściej po wersje sypkie, w kamieniu – nie miałam do czynienia z rozświetlaczami płynnymi. Gdy zaczęły pojawiać się w drogeriach – BARDZO chciałam wypróbować te błyskotki, ale ani nie wiedziałam jaki kolor wybrać ani na którą firmę się zdecydować. No bo wiecie..inwestować kupę kasy w kosmetyk, który wrzucę do pudełka i nie będę po niego sięgać – ja tak nie umiem. Dlatego chętnie sięgam po tańsze wersje i sprawdzam czy w ogóle tego typu formuła będzie mi pasowała i wtedy, EWENTUALNIE, mogę przemyśleć zakup droższej wersji. Chociaż czasami nie warto przepłacać :)


ReversCosmetics LUMI STROBINGCena: 14,99zł/ 15ml

Rozświetlacz w płynie, który nadaje skórze intensywny efektowny blask. Idealnie sprawdzi się do konturowania metodą strobingu lub punktowego rozświetlania twarzy. Nałóż odrobinę rozświetlacza na miejsca, którym chcesz dodać blasku – kości policzkowe, łuki brwiowe, czoło, łuk kupidyna. Aby optycznie wyszczuplić nos nanieś odrobinę LUMI STROBING na jego grzbiet. Możesz go także połączyć z podkładem dla ogólnego efektu rozświetlenia.

Dostępnych jest 6 kolorów: 01 unicorn, 02 stardust ( ten mam ), 03 romantic kiss, 04 dry champagne, 05 gold fiver, 06 antique gold.


Przyznam, że pierwsze co przyciąga uwagę to opakowanie: szklana buteleczka z pipetą + dodatki w odcieniu rose gold. Fajnie się to wszystko razem komponuje. Dzięki pipecie łatwiej wydobywa się kosmetyk – możemy punktowo aplikować go na twarz, możemy na palecie mieszać go z podkładem. Trzeba jednak uważać i dość ostrożnie obchodzić się z tą pipetą, bo nabiera ona całkiem konkretną ilość kosmetyku. Z wyczuciem kochani!

Jeśli już wspominam o aplikacji nie sposób wspomnieć o jej sposobie. Spróbowałam chyba wszystkiego: palce, pędzel, gąbeczka ( taka jak do podkładu ), gąbeczka silikonowa ( pamiętacie szał na nie? ). I najlepiej sprawdziła mi się „jajeczkowa” gabeczka typu bb. Nie stemplowała mi rozświetlacza, nie zostawiała plam i smug i pozwalała na ładną aplikację rozświetlacza na skórę.




Trzeba przyznać, że mamy tu do czynienia z rozświetlaczem, który ma błysk i konkretny pigment. Tu nie trzeba kombinować z tym jak zrobić sobie połyskującą taflę na skórze. Tu po prostu ją mamy. Tak jak wspomniałam, mam rozświetlacz w kolorze 02 STARDUST i jest to, moim zdaniem, idealny szampański odcień raczej w chłodnej tonacji, połyskujący na srebrno.

Rozświetlacz nieźle utrzymuje się na skórze, nie migruje i nie znika po kilku godzinach. Przyznam, że najlepiej sprawdzał mi się stosowany na podkład ( ale pod puder ) na kości policzkowe. Chociaż zdarzyło mi się również zmieszać go z kryjącym podkładem, ale glow był zdecydowanie na intensywny jak na dzienny makijaż.




W kwietniowym pudełku Shiny Box, znalazłam kolejny odcień tego rozświetlacza i myślę, że będę po nie sięgała przy codziennym makijażu, na zmianę z moimi ukochanymi rozświetlaczami w kamieniu i tymi sypkimi. Ot taka odmiana..


A Wy jeśli sięgacie po rozświetlacze to jakie formuły lubicie najbardziej?

BUZIAKI
OLA



SOKI I DETOKS SOKOWY SPORTFOOD

SOKI I DETOKS SOKOWY SPORTFOOD


Kilka dni temu pokazywałam Wam na Instagramie, że podejmuje się wyzwania SPORTFOOD na 1-dniową oczyszczającą dietę sokową. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o moich wrażeniach i podzielić się z Wami moją opinią na ten temat. Czy rzeczywiście jest tak wspaniale jak wszyscy piszą? Będzie długo i szczerze do bólu. 
Zacznijmy od kilku informacji jakie możemy znaleźć na stronie producenta – tak w ramach wprowadzenia.


SPORTFOOD SOKI to projekt, który powstał z myślą o ludziach dbających o zdrowie. Każda butelka to dokładnie dobrana receptura zawierająca kompletację witamin i naturalną porcję zdrowia.
Naturalny detoks sokowy to popularna metoda oczyszczania organizmu oraz szybki sposób na pozbycie się nadmiaru tkanki tłuszczowej. Niezdrowy tryb życia, kofeina, stres, przetworzone produkty - zaburzają równowagę kwasowo-zasadową naszego organizmu, powodując odkładanie się toksyn. Kuracja na bazie soków COLD PRESS ( „tłoczenie na zimno” - odbywa się z zastosowaniem specjalnych pras hydraulicznych, które pod wysokim ciśnieniem wyciskają sok, miażdżąc komórki owoców i warzyw. Tłoczenie jest metodą efektywniejszą niż tworzenie soków w sokowirówce i pozwala wydobyć płyn do ostatniej kropli bez utraty tego, co w nim najzdrowsze ).

Dieta sokowa skierowana jest do osób dorosłych, względnie zdrowych, które nie muszą przestrzegać żadnej ścisłej diety. Dieta sokowa polega na spożywaniu wyłącznie soków przez kilka dni. Nie jest to głodówka - to swego rodzaju detoks, który umożliwia naszemu organizmowi uzupełnić niedobory witamin i innych składników odżywczych oraz pozbycie się toksyn.

Na oczyszczanie organizmu, diety decydujemy się najczęściej po zimie, kiedy chcemy pozbyć się tego co przez te chłodne miesiące, nagromadziło się w naszym organizmie. I mówię tu nie tylko o kilogramach, tkance tłuszczowej ale przede wszystkim o toksynach. Nie ma co się oszukiwać – zimą przykładamy zdecydowanie mniejszą uwagę do tego co spożywamy. Nasze ciało ukrywamy pod warstwami ubrań, w związku z niższymi temperaturami – sięgamy po bardziej tłuste i kaloryczniejsze posiłki, jesteśmy zdecydowanie mniej aktywni fizycznie ( minusowe temperatury wcale nie zachęcają do ruchu – wręcz przeciwnie: grzejemy się pod kocykiem na kanapie, prawda? ).

Jeżeli mamy detoksem owocowo-warzywnym do czynienia po raz pierwszy, warto wypróbować 1-dniowy bądź 3-dniowy pakiet soków na detoks. W ten sposób sprawdzimy, jak nasz organizm reaguje na taką zmianę w odżywianiu i mamy możliwość podjęcia decyzji na temat tego czy ten sposób oczyszczenia w ogóle nam pasuje.

Gdzie kupić: soki można kupić w wielu sklepach spożywczych, kawiarniach i klubach fitness. Jednak największy wybór jest w naszym sklepie internetowym czynnym 24/7.
Dostawa: Zamówienia na terenie Warszawy dostarczają kurierzy SPORTFOOD, natomiast poza stolicą soki dostarczane są przez zewnętrzne firmy kurierskie ( u mnie był to DHL ).
Jakie soki mamy do wyboru: SOKI
Rodzaje diet: DIETY


Dieta jednodniowa została stworzona dla osób, które chcą w ekspresowy sposób oczyścić organizm z nagromadzonych toksyn. Wydaje się, że w jeden dzień niewiele da się zdziałać, prawda? Ale jest to optymalne rozwiązanie dla osób, którym brakuje sił i energii, czują się przemęczeni. Ten rodzaj diety dostarczy organizmowi niezbędnych mikro i makroelementów, będzie taką bombą witaminową.

- taki jednodniowy pakiet ( 6 soków ) to ok. 1400kcal
- soki otrzymujemy w specjalnie przygotowanym styropianowym opakowaniu z wkładami chłodzącymi. Po otrzymaniu przesyłki soki przekładamy do lodówki, i już następnego dnia rozpoczynamy kurację. 


Najważniejsze jest, by po przeprowadzonym detoksie utrzymać zdrowe nawyki żywieniowe, w przeciwnym razie efekty szybko znikną, a my wrócimy do punktu wyjścia. Decydując o tym, kiedy powtórzyć detoks, słuchajmy przede wszystkim naszego organizmu.




To tyle jeśli chodzi o wprowadzenie. Pora na moje spostrzeżenia.

W kuracji 1-dniowej otrzymujemy 6 – 500ml butelek + instrukcję „obsługi”. Każdy z soków jest inny, ma inne składniki i inne zadanie. Dodatkowo, by nasza kuracja miała sens, musimy trzymać się odpowiedniej kolejności ich spożywania. W instrukcji mamy również umieszczony schemat godzinowy. Stwierdziłam, że skoro mam sprawdzić działanie takiego detoksu – będę trzymać się ściśle wszystkich zasad.
Obawiałam się jednej kwestii. Nie tego, że będę głodna, nie tego, że będzie mi brakowało odruchu gryzienia. Obawiałam się jak poradzę sobie bez kawy. W ciągu takiego detoksu raczej niewskazane jest jej spożywanie ( możemy pić wodę albo gorzką herbatę ). I przyznam, że dla takiego kawosza jak ja, brak kawy może być problematyczny – szczególnie rano. I owszem tak było.
Rano wstałam z oczami na zapałkach i moim pierwszym odruchem było zrobienie sobie filiżanki kawy. Oj..jak pachniał mi męża kawowy kubek..
Ale zamiast kawy sięgnęłam po pierwszą butelkę soku i rozpoczęłam swój detoks.

Soki piłam w takiej kolejności jak sugeruje producent, z lekki przesunięciem godzinowym ponieważ wstaję koło 6 i to wtedy zaczynam dzień.



SZCZUPŁA TALIA ( wiśnia, truskawka, jabłko, agrest, porzeczka czarna, porzeczka czerwona )
w 100g: 46,9kcal; tłuszcz: 0,1g, węglowodany: 8,4g ( w tym cukry: 6,5g ), białko: 0,8g, sól: 0g
- gęsty, dużo drobin owocowych ( tak jakby nasiona truskawki ), dość słodki ale z wyczuwalna kwaskowatością porzeczki ( smaki są tak konkretne, że bez problemu odróżnimy owocwe, które znajdują się w składzie )

ELIKSIR MIŁOŚCI ( truskawki, jeżyny, jabłko, czarny sezam, mleko kokosowe )
w 100g: 52,3kcal; tłuszcz: 1,5g, węglowodany: 7,1g ( w tym cukry: 5,5g ), białko: 0,9g, sól: 0g
- to chyba mój ulubieniec; zdecydowanie rzadszy niż jego poprzednik i zdecydowanie bardziej słodki: bardzo mocno truskawkowy z wyczuwalną słodyczą mleka kokosowego; smakuje trochę jak domowe koktajle owocowe, które ja pamiętam z czasów dzieciństwa ( zmiksowane świeże truskawki i jogurt naturalny..pyyyycha! )

PIĘKNA SKÓRA ( pomarańcza, mięta, gruszka, jabłko, siemię lniane )
w 100g: 43,9kcal; tłuszcz: 0,2g, węglowodany: 8,2g ( w tym cukry: 6,6g ), białko: 0,8g, sól: 0g
- tu mamy do czynienia już z całkiem innym smakiem i konsystencją. Dwa poprzednie soki kojarzyły mi się z konsytencją koktajlów, a tu mamy coś typowego dla soku ale takiego z miąższem. Początkowo czujemy smak słodkiej pomarańczy z lekko gorzkawym posmakiem, późnie j pojawia się smak świeżej mięty. Wyczujemy również drobiny siemienia lnianego, które nasiąknięte sokiem zmiękły i bez problemu można je było pogryźć.

ŚWIĘTY SPOKÓJ ( truskawka, banan, jabłko )
w 100g: 42,4kcal; tłuszcz: 0,1g, węglowodany: 7,7g ( w tym cukry: 5,9g ), białko: 0,8g, sól: 0g
- raczej rzadki, bardzo aksamitny w swojej konsystencji i niesamowicie słodki. W składzie mamy tylko 3 owoce z czego mocno przebija nam smak truskawki i banana.

NATURALNY IZOTONIK ( kokos, jabłko, nasiona chia )
w 100g: 55,9kcal; tłuszcz: 1,7g, węglowodany: 6,6g ( w tym cukry: 5,6g ), białko: 0,9g, sól: 0g
- słodki, z wytrącającym się osadem, w smaku czuć tylko kokos i mleczko kokosowe. Raczej smaczny ale nie powalił mnie na kolana smakiem.

WIECZNA MŁODOŚĆ ( szpinak, seler, pietruszka, jarmuż, ogórek, jabłko )
w 100g: 46,1kcal; tłuszcz: 0g, węglowodany: 7,5g ( w tym cukry: 6,1g ), białko: 0,9g, sól: 0
- dość słodki, bez wyczuwalnych grudek – raczej gładki i aksamitny w konsystencji, ale z bardzo charakterystycznym smakiem. Bardzo mocno wyczuwalny smak i aromat korzenia selera i pietruszki.
Miałam wręcz wrażenie jakbym ugryzła któreś z tych warzyw. Po całym dniu owocowej słodkości średnio ten smak mi leżał i chyba był najgorszy ze wszystkich sześciu soków. Nie wiem jak by było, gdyby był jako pierwszy...



Pora na moje odczucia i wrażenia.
Od ponad roku prowadzę bardzo zdrowy tryb życia. Podstawą jest mega zdrowa dieta ( zero śmieciowego żarcia ), sięganie po eko produkty, kompletne zrezygnowanie ze smażonego jedzenia ( tylko gotowane i pieczone ), przejście na dietę prawie totalnie bezglutenową ( ze względów zdrowotnych ), znaczące ograniczenie produktów z laktozą ( tu też ze względu na zdrowie! ), wprowadzenie diety niskowęglowodanowej. Pilnowanie zapotrzebowania kalorycznego i bilansu BTW ( białko-tluszcz-węglowodany ). Nie było więc dla mnie problemem przeprowadzenie jednodniowego, zdrowego detoksu. Przez cały dzień nie odczuwałam w ogóle głodu, nie miałam potrzeby sięgania po coś do przegryzienia. Soki zaspokoiły uczucie głodu.
Gdzieś w połowie dnia zaczęłam odczuwać mocne bulgotanie w żołądku i przelewanie się płynów. Miałam wrażenie bycia bardzo „opitą”. Z pewnością wiecie jakie uczucie mam na miejscu. Zaczęła również odczuwać lekki dyskomfort w żołądku, spowodowany najprawdopodobnie spożyciem dużej ilości węglowodanów ( ale to te zdrowe cukry! z owoców! ). Pod koniec sokowego dnia czułam się już mocno przesłodzona ( pojawiłu się lekkie mdłości ) – pamiętajcie jednak, że są to wrażenia osoby, która od pewnego czasu dość specyficznie się odżywia a tym samym spożycie takiej ilości owoców będzie na pewno odczuwalne. Chociaż myślę, że osoba, która je normalnie również będzie czuła na żołądku taki sokowy dzień. Miałam również wrażenie, że przez cały dzień biegam do łazienki z pełnym pęcherzem. Częste wizyty w toalecie też są całkowicie normalne.
Mimo iż wieczorem czułam się bardzo mocno opita, z pełnym żołądkiem nie miałam żadnych problemów z zaśnięciem. Rano obudziłam się o moje standardowej porannej porze, ale wstanie z łóżka nie było problematyczne. Nie było oczu na zapałkach – miałam wrażenie, że obudziłam się lekka jak piórko i pełna energii. I jakoś nie pędziłam po kubek kawy do kuchni. Dopadł mnie przeokrutny power ( a był to poniedziałek, po weekendzie ), który zaowocował wysprzątaniem całego mieszkania ( łącznie z myciem okien i podłóg ), praniem, turbo zakupami, ogarnięciem obiadu, jakiejś sałatki..No byłam w stanie góry przenosić. I czułam się wyspana, mimo iż w nocy w łóżku spędziłam tyle czasu co zawsze.

Czy podjęłabym się, czy podejmę jeszcze takiego detoksu? Z pewnością tak! Myślę, że opcja 1-dniowa lub 3-dniowa to mój max i więcej na pewno bym nie chciała ze względu na „dolegliwości żołądkowe”. Ale ten 1-3 dni są akuratne i to idealny sposób na pozbycie się w naturalny sposób toksyn, złogów w jelitach, nadmiaru „stojącej” wody w organizmie. Taki detoks jest fajnym sposobem na powrót na właściwe tory w jedzeniu ( jeśli jakimś sposobem, w trakcie diety, pogubimy się ). Spadek gramów, kilogramów – owszem pojawia się ale to właśnie to wszystko co się z nas oczyszcza – nie jest to, broń boże, tkanka tłuszowa – więc się nie odchudzamy, a oczyszczamy i pozbywamy całego „brudu” z organizmu.

Jestem ciekawa co Wy sądzicie o detoksach sokowych i czy same skusiłybyście się na takie dni bez jedzenia?


BUZIAKI I MIŁEGO POPOŁUDNIA
OLA
4 NAJPOPULARNIEJSZE SPOSOBY NA OLEJ KOKOSOWY

4 NAJPOPULARNIEJSZE SPOSOBY NA OLEJ KOKOSOWY


Po olej kokosowy sięga coraz więcej osób ( w różnym wieku – nie tylko Ci młodzi! ), zaczynamy być coraz bardziej świadomi jego niesamowitego działania – i to nie tylko tego „kuchennego”.

W naszym domu jest to produkt niezbędny i zawsze mam jakiś jego słoiczek. I przyznam Wam, że na początku mój Mąż kręcił nosem i pojawiały się komentarze – „Ola, coś Ty znowu wymyśliła?” ( znowu, bo wszystkie nowinki zdrowotne kuchenne – np. różnego rodzaju pasty warzywne, testuję nie tylko na sobie.. ). Okazało się jednak, że olej kokosowy w kuchni nie okazał się być niczym dziwnym, a jeśli chodzi o kosmetyczną stronę – nie tylko ja po niego sięgam.

Decydując się za zakup oleju kokosowego należy, przede wszystkim, zwrócić uwagę na jego skład. Powinien mieć w swoim składzie tylko jeden składnik: olej kokosowy. Cokolwiek innego w INCI najczęściej jest zbędne ( tak w ogólnym rozrachunku jeśli mówimy o czystym produkcie, bo oczywiście znajdziemy fajne połączenia np. różnych olejów – ale to nie temat dzisiejszego postu ) i nie mamy wtedy do czynienia z czystym olejem kokosowym ( a właśnie o takim dzisiaj chcę opowiedzieć ).
Najczęściej umieszczony jest w słoiczku ( ja jakoś najczęściej trafiam na te szklane ). Ma twardą konsystencję, a pod wpływem ciepła robi się płynny i gotowy do użycia. Z powodzeniem możemy go stosować w pielęgnacji ciała, włosów, w kuchni. I właśnie o moich zastosowaniach oleju, chciałabym Wam dziś opowiedzieć.


WŁOSY
Najpopularniejszym zastosowaniem oleju kokosowego ( szczególnie wśród kobiet ) jest oczywiście olejowanie, maski olejowe. Oczywiście mam świadomość, że znajdą się osoby, którym olej kokosowy nie służy i ich włosy nie będą zachwycone ich działaniem. Chociaż przyznam, że bardzo ciężko mi w to wierzyć – może po prostu warto próbować różnych sposobów i znaleźć coś innego niż popularne i polecane receptury?
Napiszę Wam o moich sposobach na olej kokosowy i pielęgnację włosów.
Pierwszym sposobem jest stosowanie oleju kokosowego na kilka godzin ( minimum 1 ) przed myciem. Lekko podgrzany olej, tak by miał płynną konsystencję – wmasowuję w skórę głowy i w każde pojedyncze pasmo. I tak sobie z tym siedzę przez minimum godzinę, ale staram się by było to 2-3, wtedy efekty mam najfajniejsze. Zaznaczę jeszcze jedną kwestię: najczęściej nakładam go na lekko wilgotne włosy ( ale tu każdy powinien znaleźć swoją metodę: jedni wolą na kompletnie suche włosy, inni tak jak ja – na lekko zwilżone ). Po tych 2-3 godzinacgh regeneracji, zmywam olej delikatnym szamponem. Spokojnie! – zmywa się bez najmniejszych problemów. Taki zabieg dodaje moim włosom miękkości i blasku, i przede wszystkim świetnie nawilża suchą skórę głowy i łagodzi podrażnienia. Redukuje puszenie, dodaje włosom pięknego, zdrowego połysku. Włosy lepiej się układają i są mniej podatne na przesuszenie.
Gdy moje włosy wymagają mega regeneracji i aż krzyczą o porządną dawkę nawilżenia – olej nakładam na włosy na całą noc + dodatkowo sięgam po czepek kąpielowy ( by utrzymać ciepło na głowie i z bardzo prozaicznego powodu – by nie wybrudzić wszystkiego naokoło ). Wtedy rano efekt jest jeszcze bardziej zauważalny, blask jeszcze większy a włosy tak miłe w dotyku, że aż ciężko powstrzymać się przed ich dotykaniem.


CIAŁO
Po olej kokosowy zdarza mi się sięgać jako po nawilżacz do ciała ( balsam ). Najczęściej wcieram go w skórę tuż po prysznicu, jak jeszcze jest wilgotna, miękka od ciepłej „kapieli” - mam wrażenie, że olej wtedy zdecydowanie lepiej się wchłania, a na suchej skórze jakoś wolniej mu to idzie i zostawia strasznie tłusty filtr ( no, ale przecież to olej, prawda?!). Świetnie natłuszcza i nawilża przesuszoną skórę ( i na dłużej zmniejsza jej suchość ), wspomaga regenerację i pomaga pozbyć się szorstkich i suchych miejsc na skórze ( kolana czy łokcie ).
Okazało się również, że olej kokosowy świetnie nadaje się do pielęgnacji paznokci i skórek wokół nich. Codzienne wsmarowywanie oleju zregeneruje nasze paznokcie, sprawi, że będą się mniej łamać i zadzierać, będą mniej kruche. Świetnie podziała również na zmiękczenie skórek wokół paznokci, a dla osób, które maja problem z zadzierającymi się suchymi skórkami – będzie idealnym opatrunkiem.
Olej kokosowy będzie świetną bazą dla domowego peelingu: wystarczy dodać drobiny cukru, mieloną kawę i domowy, naturalny peeling za grosze – mamy gotowy. I jeszcze ten cudowny zapach!


TWARZ
Olej kokosowy zazwyczaj sprawdza się przy każdym rodzaju cery – trzeba tylko znaleźć na niego SWÓJ sposób. Świetnie nawilża skórę suchą i wrażliwą, a w przypadku skóry tłustej - usuwa nadmiar sebum ( zaskakujące, prawda? ). Tłuszcz z kokosa zazwyczaj nie powoduje alergii (ale czasami się zdarza) i nie zatyka porów. Jednak posiadaczki cery tłustej powinny z nim uważać, bo jednak może okazać się zbyt ciężki dla skóry twarzy.
Olej kokosowy jest tanim i skutecznym produktem-kosmetykiem, który może zastąpić drogie kosmetyki nawilżające i regenerująe. Jest w pełni naturalny i tani – i łatwo dostępny.

Czego możemy oczekiwać po stosowaniu oleju kokosowego w pielęgnacji skóry twarzy?
skóra odzyskuje blask i młody wygląd
poprawia się jej elastyczność
zapobiega powstawaniu zmarszczek
zapobiega zwiotczeniu skóry
chroni przed działaniem szkodliwych promieni słonecznych


KUCHNIA
Olej kokosowy to coraz popularniejszy składnik diety Polaków. Nie każdy wie, że olej kokosowy to ( chyba? ) jedyny olej, jaki nadaje się do zdrowego smażenia – chociaż myślę, że jesteśmy coraz bardziej tego świadomi – nawet „babskie” tygodniki piszą o jego zdrowotnym wpływie ( Babcia zawsze dzwoni do mnie z takimi wyczytanymi „nowościami” ).
Staram się by olej kokosowy pojawiał się w naszym jedzeniu. Oprócz własnych wartości odżywczych pozwala także wchłonąć się wielu witaminom ( felerna witamina D3!, której większość z nas ma ogromne niedobory – badacie się? ) i pozytywnie wpływa na odporność.
Nadaje się do smażenia i pieczenia, a także jako dodatek do koktajli, owsianek i sałatek. Olejem kokosowym można też zastąpić masło – chociaż akurat tej wersji nie próbowałam ( jeśli ktoś z Was próbował to będę wdzięczna za informacje o wrażeniach! ).
Dodatkowo, badania potwierdzają, że olej kokosowy niesie za sobą szereg korzyści dla naszego zdrowia:
- podnosi poziom „dobrego” cholesterolu
- wzmacnia odporność
- wspomaga pracę mózgu
- przyczynia się do poprawy pamięci


To tak pokrótce na dzisiaj.. Używacie oleju kokosowego? A może macie jakieś jeszcze sposoby na jego zastosowanie - oprócz tych, które wymieniłam powyżej? Sięgacie po te cudo w swoim życiu?

BUZIAKI
OLA



O, PSIA KOŚĆ!

O, PSIA KOŚĆ!



Weekendowo zapraszam Was na krótki i przyjemny post. Wielkimi krokami zbliża się Dzień Dziecka i z pewnością część z Was rozgląda się już za prezentami dla najbliższych młodszych milusińskich. Nie jestem fanką kupowania ogromnej ilości kompletnie bezsensowych prezentów, które po jednym dniu zabawy wylądują, zapomniane, z powrotem na dnie szafy. Owszem – zwracam uwagę na to czym w obecnej chwili interesuje się moje dziecko, ale staram się by prezent nie był na tzw. „jeden raz”.
Od zawsze chętnie sięgamy po różnego rodzaju gry, planszówki, puzzle. Uważam, że jest to fajny sposób na rodzinną rozrywkę ( no bo przecież nie jest nią siedzenie przed telewizorem ), który zapewni nam zabawę, rozwój dziecka a jednocześnie pozwoli na zacieśnienie więzi poprzez wspólną zabawę rodziców z dzieckiem.






Piłka, miska, poduszka, skarpeta i kapcie... Rozpoczęło się niezwykłe polowanie na psie skarby! Wskaż psa, który jest najszybszy, i w nagrodę zdobywaj punkty. Krzycz: „Psia kość!”, gdy zobaczysz psa z kością, i wygraj grę. PSIA KOŚĆ! to gra dla całej rodziny; liczą się w niej refleks i spostrzegawczość!”




Psiakość!” to planszowa gra dla tych młodszych graczy. Bazuje na kartach i polega na wyścigu w pokonywaniu labiryntów. W pudełku czeka na nas stos 59 kart, a na nich rysunki ( i tu dzieła niezastąpionego A. Mleczki ) psiaków, a z drugiej strony narysowane są różne rodzaje labiryntów ( o różnych stopniach trudności i zawiłości ). Niemal każdy piesek jest inny i posiada swoje imię ( zapisane drukowanymi literami na karcie ), owodujące uśmiech na twarzy (np. Kabanos, Piksel, Irasiad – ten chyba najbardziej ucieszy dorosłych, prawda? ). Wyjątkiem jest piesek Budyń ( karta specjalna ), który, jako jedyny, powtarza się co jakiś czas i jego zdobycie, będzie dodatkowo punktowane.


Cały zestaw kart ustawiamy pośrodku ( między wszystkimi graczami ) - labiryntami ku górze, a na każdym z czterech boków karty ( tej z labiryntem ) wykładamy pieska, który wybierze się na poszukiwania – na starcie, pies Budyń odpada ( nie może zostać wyłożony do pierwszej rozgrywki ), bo to karta specjalna.




Jest to gra na spostrzegawczość i refleks. Naszym zadaniem będzie jak najszybsze odszukanie drogi od pieska do ukrytego przedmiotu (miska, przysmak piłka, kapcie itp. ). Wskazanie odpowiedniego psa ( w przypadku starszych dzieci, które potrafią czytać, zamiast wskazywania pieska – głośno krzyczymy imię ) oznacza zdobycie takiej karty (za 1 pkt.). Jeśli jednak będzie to pies Budyń ( karta specjalna z psem i kością ), wtedy zamiast śledzić trasę psów po przedmiot, trzeba krzyknąć „Psia kość!” ( a ja w dalszym ciągu krzyczę Budyń – moje dziecko umiera ze śmiechu za każdym razem! ). Gracz zabiera wtedy Budynia do swojej puli. Gdy już nie będzie można odkrywać kart ze stosu, by można było zgodnie z zasadami gry wskazać drogę jednego z czterech psów do przedmiotu, wtedy gra się kończy i sumujemy liczbę punktów zdobytych przez poszczególnych graczy: każdy piesek to 1 punkt, oprócz Budynia, który punktowany jest podwójnie.

Psiakość!” to gra na szybką rozgrywkę: nie wymaga dużych przygotowań, nie ma skomplikowanych zasad. Gra jest przyjemna i na wesoło. Przyznam, że mocno zaskoczyło mnie to jak spostrzegawcze jest moje dziecko – gdy już załapała same zasady: ogrywała nas na 102. Co ciekawe – my dorośli kombinowaliśmy sprawdzając po kolei drogę każdego psa, ona ( przypominam, że ma 8 lat ) sprawdzała drogę od przedmiotu do psa a tym samym skracała sobie czas sprawdzania – no i wygrywała!



I takie moje małe spostrzeżenie na sam koniec. Opakowanie gry jest, moim zdaniem, odrobinę zbyt duże, jak na swoją zawartość i myślę, że spokojnie można by było zmniejszyć je do wersji a'la podróżnej ( trochę większego niż zwykłe pudelko na karty ) - byłoby zdecydowanie łatwiej brać tę grę na jakieś wyjazdy, wypady do znajomych. No, ale w sumie zawsze można zapakować tylko same karty, prawda?

A jak jest u Was? Sięgacie po planszówki? Lubie ten sposób rozrywki rodzinnej?

UCIEKAM DO PRABABCI NA POŁUDNIOWĄ KAWĘ!
BUZIAKI
OLA
SPRING KISS - KWIETNIOWY SHINY BOX

SPRING KISS - KWIETNIOWY SHINY BOX


Dni znowu zaczynają mi przeciekać przez palce. Nie wiem jak to się dzieje..Wstaję o 6 rano, zanim jeszcze mąż i córka podniosą się z łóżek, więc teoretycznie powinnam mieć ciut więcej czasu - ale wcale tak nie jest. Spać chodzę mocno po północy i zastanawiam się: "Co ja robię przez tyle godzin?!" Ale jakby tak przeanalizować cały dzień, to rzadko kiedy mam czas na nic nie robienie: w domu nie ma ani krasnoludków, ani służby - a sprawy całej rodziny są na mojej głowie. I wiem, wiem..wszyscy tak mają.. No nic - może jestem za mało zorganizowana?
Macie tak czasami? Jak radzicie sobie z uciekającym czasem?

Dziś przychodzę do Was z krótkim postem..postem na temat pudełka, na które czekały wszystkie ambasadorski, subskrybentki, zamawiające.. Po bardzo słabym pudełku marcowym, wszscy spodziewaliśmy się wielkiego BOOM jeśli chodzi o kwiecień. Niestety pierwsze rozczarowania pojawiły sie przy dwukrotnie przekładanym terminie wysyłki. Przyznam Wam szczerze - mi był on kompletnie obojętny - miałam świadomość, że pudełko prędzej czy później do mnie dotrze. Przecież to nie sprawa życia albo śmierci?! Ponieką rozumiem zniecierpliwienie niektórych osób, bo czytając, pojawiające się na profilu fb Shiny Box, komentarze - dosłownie łapałam się za głowę. Błagania, prośby, groźby, wyzwiska..Jakiś absurd! Przez pudełko z kosmetykami? Bez jaj!

Nadeszła w końcu ta chwila i na początku marca odebrałam z rąk Pani kurier ( Nastąpiła zmiana dostawcy na In Post i pojawiła się też możliwość przekierowania przesyłki do paczkomatu. Jak dla mnie na plus. ) najnowszy Shiny Box.


SPRING KISS to najnowsza propozycja Shiny Box. "Powitaj nową siebie wraz z wiosennym pudełkiem i udaj się w energetyczną, pełną kosmetycznych niespodzianek przygodę."

Tym razem w pudełku nie znalazłam karty produktowej - dostępna jest online. Nie wiem czy to przypadek, niedopatrzenie czy celowy zabieg by zaoszczędzić na papierze. Jej brak w pudełku nie jest dla mnie żadnym problemem - jest przecież dostępna online ( również tutaj można było doczytać różne krytyczne komentarze i "krzyki" na temat braku ulotki ).

Nie przedłużając - chyba czas pokazać Wam zawartość mojego pudełka i skomentować co nie co a propos tego co tam znalazłam. Zapraszam!



K.A. FIGARO "PROTY UKŁAD."
"Tętniąca dziki erotyzmem opowieść o dwojgu ludzi z całkowicie różnych światów."
"Łucja kończy trzeci rok studiów i dopiero zaczyna prawdziwe dorosłe życie. Dymitr pracuje w firmie ojca, jest nieprzyzwoicie bogaty i niczego mu nie brakuje. Poza szacunkiem do kobiet. Poznają sie przypadkiem w obskurnym barze. Mimo braku zainteresowania ze strony studentki, Dymitr nie odpuszcza. Gdy ratuje dziewczynę przed gwałtem, jej opór słabnie. Początkowo niezainteresowana znajo,ością Łucja z czasem zaczyna ulegać czarowi zabójczo przystojnego Dymitra. Za namową przyjaciółki przystaje na jego propozycję zawarcia niezobowiązującego układu."

Po pierwsze - ogromny plus dla Shiny za dołączenie do pudełka książki. Myślę, że taka opcja mogłaby na stałe wejść do oferty. Myślę, że beauty boxy to nie tylko kosmetyki - to ma być coś co sprawi kobietom przyjemność. Do tej pory w Shiny mogłyśmy znaleźć suplementy, herbaty, świece, olejki zapachowe - dlaczego więc nie książki? Myślę, że z wprowadzenia takiej opcji duzo osób byłoby zadowolonych. Nie wiem czy kwietniowa edycja to coś próbnego - niestety okazało się, że książki otrzymały tylko ambasadorki.
Jeśli chodzi o samą książkę - na razie została przeze mnie odłożona na półkę. Pewnie prędzej czy później po nia sięgnę, ale powieści, romanse itp to nie moja bajka i czytam trochę innego rodzaju literaturę. 
Po za tym mam do Was pytanie - czy po przeczytaniu opisu od wydawnictwa, nie macie wrażenia, że sam wątek brzmi jakoś znajomo? Ciekawa jestem czy po przeczytaniu tych ponad 300 stron okaże się, że dzieje się w tej książce to czego się spodziewałam.. Tylko nie zdradzajcie mi w komentarzach nic na ten temat, jeśli oczywiście ktoś z Was już ma za sobą lekturę tej pozycji.



HIMALAYA GENTLE SOOTHING TONER ( DELIKATNY TONIK DO CERY WRAŻLIWEJ ) - produkt pełnowymiarowy ( 19zł/200ml )
"Ziołowy, łagodny tonik o działaniu kojącym, przeznaczony jest do cery suchej i wrażliwej. Delikatnie usuwa zanieczyszczenia i zamyka pory, bez efektu przesuszenia skóry. Zawiera w składzie starannie wyselekcjonowane zioła z himalajskich wzgórz."

Rzadko sięgam po toniki - raczej wody kwiatowe, hydrolaty są u mnie w użyciu. Ale jako, że niewiele miałam do tej pory styczności z marką Himalaya - chętnie sprawdzę ten tonik, szczególnie, że podobno przeznzaczony jest do suchej skóry. Zobaczymy jak sobie z moją poradzi.
Tonik w boxie jest ok - bez jakiegoś szału, ale nie jest to nic co by mnie zawiodło.



CARLO BOSSI PERFUMY SPRING KISS - travel size ( 15zł/10ml )
"Kompozycja kwiatowo-owocowa o zmysłowym i świeżym aromacie. Zielone owoce i kwiaty róży, frezji i konwalii otulone piżmem i drzewem sandałowym, tworzą kompozycję pełną naturalności, optymizmu i kobiecości."

Malutka buteleczka, niestety bez atomizera, a w przypadku zapachu o pojemności travel size przydałby się ( no skoro ma to byc produkt, który włożymy do kosmetyczki, torebki - powinno być wygodnie ). Mam nierozerwalne skojarzenie z perfumami sprzed lat, sprzedawanymi wtedy w każdym małym sklepiku kosmetycznym, kiosku, drogerii. 
Sam zapach świeży ale jak dla mnie za bardzo zielony, z wyczuwalnymi cytrusami (?) - najprawdopodobniej "puszczę" go dalej, bo ja wole zdecydowanie słodsze zapachy. Ale pewnie znajdą się osoby, którym podpasuje.



MOLLY LAC LAKIER HYBRYDOWY - travel size ( ok. 15zł/5ml ), produkt od AllePaznokcie.pl ( jako upominek zostały dołączone również dekoracje do paznokci oraz kod rabatowy na zakupy )
"Nowość w Shiny Box! Nieuczulająca formuła, wysoka pigmentacja, gęsta konsystencja, wyjątkowy pędzelek i wyszukane kolory - poznaj wyjątkową moc lakierów hybrydowych Molly Lac. Dzięki nim, każdy szary dzień zamienisz w kolorową chwilę."

Cóż mam Wam powiedzieć.. Po pierwsze i najważniejsze: sama nie robię sobie paznokci, bo po prostu tego nie umiem, mam dwie lewe ręce i takich zdolności nie posiadam ( podziwiam dziewczyny, które same sobie ogarniają manicure! ), a po drugie: kolor śliczny, wiosenny lila - ale chyba nie dla mnie.. Lakier z pewnością komuś oddam i ktoś inny będzie miał z niego pożytek. 
Wiem, że część osób samodzielnie robi paznokcie hybrydowe, więc one pewnie byłyby zadowolone z obecności taakiego produktu w beauty boxie.



DERMAGLIN BIO MASECZKA PRZECIWZMARSZCZKOWA 45+ - produkt pełnowymiarowy ( 6,99zł/20g )
"Innowacyjny kompleks minerałów życia pochodzących z zielonej glinki kambryjskiej, cennych wyciągów ziołowych oraz składnika budulcowego skóry - kolagenu. BIO maseczka zapewnia głęboką odnowę, skutecznie przeciwdziała wiotczeniu skóry i pojawieniu się zmarszczek, związanych z wiekiem. Starczemu starzeniu się skóry zapobiega wiążący wodę w naskórku kwas hialuronowy - jeden z najsilniejszych surowców nawilżających stosowanych w kosmetyce. Odżywczy olej jojoba zawiera lipidy i witaminę E, reguluje kwasowy płaszcz ochronny skóry, posiada właściwości regenerujące i lekko natłuszczające."

Produkty Dermaglin są nam wszystkim chyba doskonale znane. Ja lubię te maseczki i chętnie po nie sięgam, ale...to już kolejny raz jak pojawiają się w Shiny Box i wydaje mi się, że część osób może czuć się zawiedzionym, otrzymując po raz kolejny maseczki zamiast czegoś nowego. Mało tego - okazało się, że maseczka jest 45+ i już widzę okrzyki niezadowolenia z przeznaczenia wiekowego. Akurat mi ta kwestia jest obojętna, bo wiem, że kosmetyków używamy w związku z potrzebami skóry a nie napisami od producenta, na opakowaniu. 



ONE INGREDIENT INTENSYWNY KREM ODNAWIAJĄCY - w ulotce opisany jako produkt pełnowymiarowy za 9,99zł, ale to chyba jakaś pomyłka, bo mamy tu saszetkę o pojemności 2ml. Ale nie...to nie pomyłka. Te kremy są sprzedawane w takiej saszetce i właśnie za kwotę około 10zł..



BISPOL LADY CHARLENE ( podgrzewacze zapachowe ) - 2zł/opakowanie
"Owocowo-kwiatowy zapach przeniesie Cię w nastrój błogiego odpoczynku, odprężenia i relaksu. Idealny środek poprawiający nastrój, usuwający zmęczenie i stres, który wypełni Twój dom przytulną , lekko odświeżającą wonią."

Na co dzień używam tego typu podgrzewaczy tylko do kominka z woskami. Zapach samodzielnie paląceh się takiej świeczuszki jest dla mnie zbyt delikatny i praktycznie niewyczuwalny. Jednakże - te opakowanie na pewno zostanie przeze mnie wykorzystane przy wytapianiu wosków zapachowych. 




REVERS COSMETICS ROZŚWIETLACZ W PŁYNIE - produkt pełnowymiarowy ( 14,99zł/15ml )
"Rozświetlacz w płynie, który nadaje skórze intensywny, efektowy blask. Idealnie sprawdzi się do konturowania metodą strobingu lub punktowego rozświetlania twarzy. "

Trafił do mnie rozświetlacz w odcieniu 05 GOLD FIVER. W domu mam inny odcień ( myślę, że lada dzień napiszę coś więcej o tym kosmetyku ). Ogólnie - ja jestem zadowolona z obecności tego kosmetyku w pudełku. W poprzednim miesiącu był rozświetlacz w kamieniu ( tej firmy ), teraz mamy coś w płynie. 



I to tyle. Tak prezentuje się zawartość tak wyczekiwanego przez nas, kwietniowego pudełka Shiny Box. Nie ma co sie oszukiwać - nie jest na bogato, ale tragicznie też nie jest. 
W moim przypadku te pudełko zostało uratowane obecnością książki i rozświetlacza, no i może toniku też..

Mam ogromny sentyment do Shiny Box. To było pierwsze pudełko, które pojawiło się na polskim rynku, to oni rozpoczęli w ogóle modę na takie beauty boxy i chciałoby się by coraz bardziej sie rozwijali i zyskiwali rzesze nowych fanek, ale konkurencja jest przeogromna i cały czas pojawiają się kolejne pudełka, które stają na głowie by to właśnie do siebie przyciągnąć klientki. 

Tym razem nie zapytam Was o to jak Wam sie podoba zawartość tego boxa, ale proszę napiszcie mi - co wg Was powinien zmienić, dodać, wprowadzić team Shiny Box by przyciągnąć do siebie subskrybentki? Jakie produkty, jakiego rodzaju powinnyśmy znaleźć w tych pudełkach?

BUZIAKI
OLA