FANTASTYCZNE OFERTY PRZEDŚWIĄTECZNE ORIFLAME

FANTASTYCZNE OFERTY PRZEDŚWIĄTECZNE ORIFLAME


Święta zbliżają się wielkimi krokami i część z nas ( w tym ja ) zaczyna rozglądać się za prezentami dla najbliższych. Nauczona doświadczeniem, ostatnich kilku lat, zakup prezentów świątecznych rozkładam na kilka tygodni przed Wigilią – tak by jednorazowe wydatki nie spowodowały u mnie „grudniowego zawału serca”.

Jakiś czas temu dotarł do mnie katalog Oriflame i przyznam, że miał już wcześniej pojawić się ten post z nowościami i propozycjami kosmetycznych prezentów..Nie chcę jednak po raz tysięczny tłumaczyć się dlaczego jeszcze go nie było – już jest.
Zapraszam Was do przejrzenia najciekawszych ( wg mnie ) ofert – i tych cenowych i prezentowych, może akurat wpadnie Wam coś w oko? Katalog ważny jest jeszcze przez ok. 10 dni i spokojnie można dokonać zamówienia online przez stronę Oriflame – nie trzeba mieć swojej osobistej konsultantki.



Zacznę od dosłownie dwóch rzeczy, których cena znacząco została obniżona w związku z Black Friday – jest coś dla Panów i dla Pań.
Idealnie nadające się na prezent, wyglądające naprawdę luksusowo – KAPSUŁKI DO TWARZY NOVAGE NUTRI6. Ogromna obniżka ceny – warto więc skorzystać jeśli ktoś się kiedyś zastanawiał nad ich zakupem i powstrzymywała go cena kuracji.



Drugim kosmetykiem, którego obniżona cena powala, jest męska WODA TOALETOWA GLACIER. Niespełna 20zł za flakonik? Chyba nie da się taniej.



Czy jest coś prostszego ( i sprawiającego radochę ) jako prezent niż zestaw kosmetyków? Oriflame przygotowało nas zestawy kosmetyków w różnych cenach: od tych naprawdę groszowych po te bardziej ekskluzywne.





Na stronie Oriflame macie również dział z propozycjami Prezentów Świątecznych i tam również możecie znaleźć fajne gadżety, takie jak: puchate kapcie, ciepłe skarpetki, biżuterię ( świąteczne wzory również ), cieplusi puchaty koc i cudnie przytulny szlafrok.





W samym katalogu 16/2019 pojawiło się mnóstwo nowości i przyznam, że na kilka z nich się skusiłam, ale to pokażę Wam innym razem. Poniżej znajdziecie te najnowsze i najciekawsze propozycje – jeszcze jest czas by się na coś skusić. A przyznam Wam, że już ten katalog jest super – nie mogę się doczekać więc propozycji świątecznych. Na pewno będzie wow.
Zapraszam do oglądania – ciekawa jestem co wpadnie Wam w oko?















Jest też coś dla tych najmłodszych...



I to tyle..cały katalog dostępny jest online.
I co? Wpadło Wam coś w oko? Kusi Was coś wyjątkowo? Moim zdaniem jest na czym, przysłowiowe, oko zawiesić.


OLA

MATUJĄCY MINERALNY PODKŁAD SERUM Z ROSSMANNA

MATUJĄCY MINERALNY PODKŁAD SERUM Z ROSSMANNA



Pour La Beaute HD 4M Pixel Fusion Matujący Mineralny Podkład-Serum – brzmi poważnie, prawda? A jak dołożymy do tego wygląd opakowania: szklana butelka, pipeta, złote elementy – to możemy pomyśleć, że mamy do czynienia z dość drogim, może luksusowym kosmetykiem, a okazuje się, że cena jest bardzo przystępna 39,99zł/30ml. Podkład występuje niestety tylko w czterech odcieniach: 101 Light Beige, 102 Rose Beige, 103 Sand Beige i 104 Warm Beige ( niestety mają tendencję do lekkiej oksydacji więc przed zakupem koniecznie sprawdźcie kolor na skórze i odczekajcie moment przed zakupem; nie sugerujcie się też numeracją ) – do kupienia tylko w Rossmannie.



Matujący mineralny podkład-serum z wygładzającym ekstraktem z czarnej róży i kompleksem Royal Caviar™ wyróżnia się unikalną konsystencją LIQUID TO POWDER, która w kontakcie ze skórą zamienia się z płynnej w aksamitnie pudrową. Mineralne pigmenty łączą idealne krycie z naturalnym efektem „drugiej skóry”. Technologia 4M PIXEL FUSION z 24K złotem i jedwabiem zapewnia nieskazitelną i doskonale matową cerę przez 24h. Kompleks ANTI-POLUTTION chroni skórę przed działaniem wolnych rodników (kurz, smog, wiatr, promieniowanie słoneczne).”


Czego możemy się po nim spodziewać?
- przyjemne dla oka, robiące dobre wrażenie opakowanie: szklana butelka z pipetą + złote elementy. Całość wygląda dość elegancko i przyciąga wzrok. I ładnie wygląda na półce!
- bardzo przyjemny, perfumeryjny ( trochę kwiatowy ) zapach wyczuwalny podczas aplikacji ( później się ulatnia )
- płynna, wodnista konsystencja ( a przy tym kosmicznie wydajna ). Przyznam, że dawno nie miałam tak wodnistego podkładu i zanim znalazłam sposób na aplikację trwało to chwilę. Najczęściej sięgam przy podkładach po gąbeczkę, ale w przypadku podkładu CL – kompletnie się to nie sprawdza i pędzel albo palce ( średniowiecze! ) zdecydowanie lepiej się działają: ładnie rozprowadza się podkład
– bez plam, smug i zacieków. I nie marnujemy kosmetyku przez „pijącą go” gąbeczkę. Na skórze zastyga i łapie pudrową strukturę.
- krycie raczej średnie, bardziej z tych naturalniejszych. Bardzo drobne niedoskonałości, naczynka czy piegi ukryje ale osoby z problemami skórnymi raczej będę uważały, że jego krycie to coś zdecydowanie za słabego.
- matowy ( ale nie „płasko” - zaskoczyło mnie lekko satynowe wykończenie ), ale naturalny look ( „efekt drugiej skóry” ) z aksamitną gładkością. Efekt delikatnego matu utrzymuje się przez około 4 godziny, później skóra zaczyna łapać „połysk” od sebum ( ale podkład nie waży się ) i wymaga użycia bibułek albo przypudrowania.
- lekki, dość komfortowy w noszeniu – nie zapycha!
- nie podkreśla suchych skórek, ani porów ( nie zbiera się również w załamaniach skóry, zmarszczkach )
- nie wysusza skóry





Ciekawa jestem czy miałyście jakąkolwiek styczność z marką Christian Laurent? Znacie pielęgnację tej Firmy? A może miałyście do czynienia z podkładami – jak wrażenia?


OLA
HOLO HIGHLIGHT Z BIELENDĄ

HOLO HIGHLIGHT Z BIELENDĄ


Pamiętam, że jako dziecko lubiłam wszystko co świecące i błyszczące. Istne „disco-polo” - nie wiem skąd mi się to wzięło, bo moi rodzice w ogóle nie żyli, nie ubierali i nie interesowali się tego typu klimatami, za to ja... Cekiny, brokaty...Im bardziej błyszcząco, świecąco – tym lepiej. Całe szczęście moja Mama hamowała moje zapędy i chodziłam ubrana jak człowiek. Z błyskotek wyrosłam i przed dłuuuugi czas miałam etap czerni – prosty, kompletnie matowy makijaż, czarne ciuchy bez ozdobników, zero biżuterii..

Teraz w końcu jestem pośrodku, bo: lubię błyszczące dodatki w postaci biżuterii czy ozdób na paznokcie, a w ubraniach jestem bardzo spokojna i w stylu i w kolorystyce ( chociaż kupiłam plisowankę w Reserved – z błyszczącą nitką, ale jeszcze nie miałam ani odwagi ani okazji by ją założyć ). No ale to ubrania i dodatki, a jest jeszcze makijaż i tu ujawnia się moja wewnętrzna sroka – bazy: rozświetlające, cienie ( uwielbiam te błyszczące.. matem nie umiem się obsłużyć ), rozświetlacze: im więcej tym lepiej ( to tak w przenośni, bez obaw ).



Jak pojawiły się w Rossmannach ( bodajże ) rozświetlające mgiełki Bielendy – poleciałam kupić wszystkie kolory, jak pojawiły się rozświetlające bazy ( te kuleczkowe ) - sprawdziłam na testerach, która jest najładniejsza – i oczywiście kupiłam. Jak pojawiają się jakieś nowe bazy z błyskiem, rozświetlacze, podkłady, kremy – no muuuszę.. Ale wiem też, że moja skóra dobrze prezentuje się z rozświetleniem ( z umiarem, z umiarem..wiem! ) - a poza tym kiedy mam się bawić tym błyskiem? Jak będę stara i pomarszczona?

Dziś chciałabym Wam pokazać jeden z tych błyszczących kosmetyków, jeden z tych, który jak tylko pojawił się w ofercie to wiedziałam, że musi być mój. Ba..to moje drugie opakowanie – to chyba mówi samo za siebie?



Mowa o cudnie opalizującej, fantastycznie pachnącej bazie Bielendy - MAKE-UP AKADEMIE HOLO PRIMER ( holograficzna baza pod makijaż ) - pojemność 30 g/30zł.

Niesamowicie lekka w konsystencji, nietłusta ( nie zostawia na skórze tłustej ani lepiąco-klejącej się warstwy ), o aksamitnej formule z lekko nawilżającym efektem. Z łatwością daje się rozprowadzić na skórze tworząc efekt połyskującej tafli ( bez widocznych drobin brokatu ), nie zasycha w formie smug czy plam ( mimo iż schnie na skórze dość szybko ), nie wchodzi w zagłębienia i zmarszczki. I co ważne – nie zapycha!
Oprócz koloru ( ale o tym za moment ) jest rzecz, o której nie sposób nie wspomnieć w przypadku tego kosmetyku – a mianowicie: zapach! Wiem, że nie każdy lubi perfumowane kosmetyki, ale trzeba przyznać, że ta baza pachnie pięknie. Intensywny przy aplikacji ( później się trochę ulatnia ) zapach eleganckich perfum, takiego perfumeryjnego kremu. Szklana butelka z pompką, kolor + ten zapach robią całkiem fajne pierwsze wrażenie. Mimo niewysokiej ceny mamy wrażenie posiadania porządnego jakościowo kosmetyku. Nie ma co ukrywać – kupujemy oczami, prawda?

No i pora na kilka słów o kolorze i efekcie na skórze. Holo Primer ma dość jasny i perłowy odcień, który jednak mimo wszystko ładnie stapia się ze skórą tworząc na niej połyskującą, wygładzającą taflę, ale nie nadając jej konkretnego koloru. Warto również w tym momencie wspomnieć, iż ładnie łączy się z różnymi podkładami – nie powoduje ich ważenia. Jednak jest to kosmetyk dla osób, które CHCĄ uzyskać widoczny blask i rozświetlenie. Bo baza jednak przebija pod podkładem i nie daje się jej ukryć ( tylko w sumie i po co skoro z pełną świadomością sięgamy po kosmetyk rozświetlający? ). Osoby, które „przeraża” aż taki blask – spokojnie mogą używać jej punktowo jako płynny rozświetlacz. Stosowana jako baza pod podkład, na całą twarz – przyjemnie ją rozświetla i sprawia, że nasza cera wydaje się wypoczęta o przyjemnym, zdrowym blasku. Taki fajny efekt glow.

Przyznam szczerze, że średnio zwróciłam uwagę na jej działanie przedłużające makijaż, a tak naprawdę było to dla mnie mało istotne. Ale trzeba przyznać, że w żaden sposób baza nie wpływa na skrócenie trwałości makijażu ani jego zepsucie efektu wizualnego. Jest tak jak zawsze, ale z przyjemnym dla oka błyskiem.



Tak jak napisałam wcześniej – to moje drugie opakowanie. A w sumie pierwsze, bo druga buteleczka leży w pudełku z zapasami, kupiona na jakiejś promocji za grosze. Wiem jednak, że na pewno pójdzie w ruch i nikomu jej nie oddam, bo to jeden z tych kosmetyków, których używa się z przyjemnością.

Ciekawa jestem czy któraś z Was sięga w ogóle po bazy pod makijaż? A jeśli tak to jakie? Utrwalające? Matujące? A może jednak rozświetlające?


OLA
SOLVERX - POLSKIE DERMOKOSMETYKI

SOLVERX - POLSKIE DERMOKOSMETYKI


Czekam na piątek z wielkim utęsknieniem. Ostatnie dwa tygodnie mocno dają mi w kość i narzekam na notoryczny brak czasu, kładę się do łóżka mocno po północy a 6.10 budzi mnie budzik. Sprawy firmowe, szkoła córki + codzienna rehabilitacja i jeżdżenie i latanie w kółko w tę i z powrotem. Czekam na piątek – koniec tego cyklu rehabilitacji, przedłużony weekend i jest plan wrzucenia córy do babci na 2 dni – odeśpię może w końcu?
W tzw. międzyczasie udało mi się sklecić dzisiejszy post. Zapraszam!



Z tymi kosmetykami to jest tak, że wiedziałam o ich istnieniu ( z innych blogów ), czytałam o nich, ale jakoś nigdy nie było okazji by sięgnąć po któryś i sprawdzić jak będzie działał u mnie.
Patrząc na ich opakowania i czytając dostępne informacje, wiedziałam, że do czynienia mam z kosmetykami aptecznymi, z dermokosmetykami, które z założenia przeznaczone są do pielęgnacji skóry problematycznej i wymagającej, wrażliwej i atopowej. Skóra nadwrażliwa, przesuszająca się, łuszcząca, alergiczna to duże wyzwanie dla każdego kosmetyku. Tu potrzebne jest porządne działanie z przedłużonym efektem i trzeba przyznać, że rzadko się zdarza by jakiś zwykły, drogeryjny kosmetyk poradził sobie z tak wymagającym „pacjentem”. Ale..to nie jest tak, że produkty Solverx są tylko dla tych potrzebujących – my, zwykli „zjadacze chleba” również możemy po nie sięgać. I ja..mimo iż chleba nie jadam, to chętnie po nie sięgnęłam.

Taki mini zestaw ( choć produkty wcale nie są małe ): 3 szampony - jeden dla kobiet, jeden dla mężczyzn i jeden ( ten wyjątkowy ), którego mogą używać dzieci już od 3 roku życia.


Wyjątkowość, „inność” tych produktów osiągnięto poprzez wykorzystanie w nich złożonego kompleksu ekstraktów, uzyskanego z rumianku, arniki, rozmarynu, szałwii, sosny, rukwii wodnej, łopianu, skórki cytryny, nagietka, nasturcji, bluszcza i jasnoty białej. Wszystkie te ekstrakty powodują wzmocnienie włosów oraz zahamowanie ich wypadania. Nowatorska kompozycja dwóch olejów - lnianego i z wiesiołka wpływa pozytywnie na proces regeneracji włosów.
Dodatkowo w wersji Atopic pojawiła się ciekawa kompozycja olejów: z czarnuszki, jojoby i lnianego. Jej zadaniem jest wzmocnienie włosów wraz z cebulkami, dodatkowo nawilżając skórę głowy. Atopic pozbawiony jest również substancji zapachowych i alergenów.

Mamy mega prosty design opakowania – białe, matowe tuby stawiane na korku – z dość miękkiego materiału co sprawia, że wydobycie kosmetyku jest kompletnie bezproblematyczne. Na tubie mamy tylko napis z nazwą i kolorystyczne oznaczenie rodzaju produktu: różowy, czarny, niebieski. Jest prosto, bez zbędnych udziwnień, bez ogromu obietnic i błyszczących napisów. Myślę, że już samo opakowanie może nam sugerować to z jakim kosmetykiem mamy do czynienia.

Napis „emulsion” na opakowaniu idealnie określa nam konsystencję tych produktów: biała, dość gęsta ale kremowa. Bez problemu daje się rozprowadzić na włosach chociaż początkowo miałam wrażenie, że za słabo się pienią, ale to taka delikatna formuła – kwestia przyzwyczajenia się i delikatne pienienie przestaje przeszkadzać. Nie ma również problemów z wypłukiwaniem szamponu z włosów.
Dobrze radzą sobie z oczyszczaniem włosów z takiego codziennego brudu ( w przypadku nadmiaru środków do stylizacji konieczne jest podwójne mycie ), nie podrażniają skóry, nie przesuszają jej i nie powodują tego nieprzyjemnego efektu ściągnięcia i swędzenia skóry. Oprócz wersji Atopic, pozostałe mają bardzo delikatny, subtelny i nienachalny zapach – nie utrzymuje się na włosach, nie osiada na nich, nie mamy wrażenia oblepienia.


Niestety szampony delikatnie plączą moje włosy i konieczne było sięgnięcia po olejek, odżywkę, serum – cokolwiek co pomogłoby w rozczesaniu bez wyrywania kosmyków. Ale...gdy już wyschną nam włosy, rozczeszemy je to okazuje się, że są niesamowicie miękkie i sprężyste, pięknie się błyszczą – wyglądają zdrowo i świeżo. Są puszyste i ładnie odbite od skóry i nie zawsze, ale czasami wymagają lekkiego dociążenia.

Ciekawa jestem czy ktoś z Was miał do czynienia z kosmetykami tej firmy? Balsamy? Szampony? Co mieliście i jak Wam się sprawdzało?



OLA



"ZIMOWE NAWIEDZENIE" - LUBISZ SIĘ BAĆ?

"ZIMOWE NAWIEDZENIE" - LUBISZ SIĘ BAĆ?


Pewnie większość z Was wróciła już do domów i grzeje się z kubkiem herbaty, pod kocem.. Zapraszam Was więc na krótki post o książce idealnej na taki wieczór jak dziś..

Zima zbliża się wielkimi krokami czas więc zainwestować w zimową literaturę, prawda? Jedni z nas szukają słodkich powiastek z choinką w tle, inne romansów z ogromem miłości, a jeszcze inni ( tak jak ja ) muszą mieć opowieść z dreszczykiem, która będzie idealna do czytania pod kocykiem ( by móc ze strachu schować głowę ).

Dziś chciałabym Wam pokrótce opowiedzieć o książce Dana Simmonsa „Zimowe nawiedzenie”, która teoretycznie jest kontynuacją jego poprzedniej książki „Letnia noc”, ale można czytać ją bez ruszania części pierwszej – treść funkcjonuje totalnie niezależnie. Do sięgnięcia po tę książkę skusiły mnie dwie rzeczy: porównanie do S. Kinga ( moim zdaniem jednak trochę nieadekwatne – mistrzowi jednak ciężko dorównać ) i zdanie na okładce, o tym, że „Dan Simmons jest genialny” - napisane przez mojego drugiego NAJ autora – Deana Koontza.



Dale Stewart, niegdyś szanowany wykładowca i powieściopisarz, doprowadził do zarówno swoją karierę, jak i małżeństwo – a teraz ciemność nieuchronnie się do niego zbliża. W ostatnich godzinach Halloween wrócił do wymierającego miasteczka Elm Haven, w którym się wychował. Dzięki odosobnieniu ma nadzieję znaleźć tutaj spokój. Ale przeprowadzka do opuszczonej posiadłości – niegdyś będącej domem jego dziwnego i błyskotliwego przyjaciela, który stracił swoje młode życie w przerażającym „wypadku” podczas strasznego lata 1960 roku – stanowi tylko ostatni z długiej serii popełnianych przez Stewarta błędów. Prywatne demony śledzą go w tym domu cieni, który zaczyna przekształcać rzeczywistość w przerażające, nowe formy. W dodatku wszystko pokrywa ciężki, wczesny śnieg, który właśnie zaczął padać...”


Tak jak możemy przeczytać w opisie: mamy Dana – marnego pisarza, beznadziejnego męża i kochanka, który dotarł do swojego „życiowego dna”. Chcąc się ratować wraca do swojej rodzinnej miejscowości, do opuszczonego domu na obrzeżach miasta. Ma zamiar „ogarnąć” swoje życie, znaleźć spokój i wrócić do życiowej równowagi, napisać książkę o pamiętnym lecie 1960.. Nie podejrzewa jednak, że ta przeprowadzka to tylko początek długiej „przygody” i koszmaru, który go czeka.

Spokój i ukojenie? Jak? Skoro okazuje się, że w opuszczonej posiadłości, w przerażającym Elm Haven – wcale nie jest sam. Na każdym kroku spotykają go rzeczy dziwne, wprowadzające go w stan strachu, niepokoju. Niewyjaśnione wydarzenia, straszliwe dźwięki, bezpańskie, czarne psy..I dziwne wizje Dana, niepokojące zaniki pamięci..

Mimo iż jestem fanką tego typu literatury, to dziwnie ( ale szybko ) czytało mi się tę książkę. Myślę, że to wina tego, że miałam wobec niej ogromne oczekiwania – no bo ten Kinga i Koontz.. Myślę, że gdybym podeszła do niej na totalnym luzie, bez porównań – czytało by się łatwiej.
Przyznam, że było kilka momentów, które spowodowały, że szybciej zaczęła mi krew krążyć a puls podskoczył ( nie polecam samotnego czytania w ciemnym domu... ). Momentami robiło się lekko niepokojąco, groźnie..a jednocześnie pojawiały się momentu „smutne” - zmuszające nad do przeanalizowania niektórych wydarzeń. Powodowało to pewnego rodzaju „tarcia” w fabule ( ja wolałabym ominąć te melancholijne momenty ), ale książkę czyta się dobrze i nie czuje się znudzenia czy irytacji.


Przyznajcie się czy macie już przygotowaną listę książek na jesień i zimę? Może polecicie mi coś do „bania się”? Czy Wy raczej wolicie te słodko-świąteczne opowieści?



BUZIAKI
OLA
LOL SURPRISE - NAKLEJAJ, KOLORUJ, PROJEKTUJ..

LOL SURPRISE - NAKLEJAJ, KOLORUJ, PROJEKTUJ..


Podejrzewam, że niektóre mamy jak słyszą hasło "LOL SURPRISE" to mają już dreszcze?! Dziewczynki ( w różnym wieku ) oszalały na punkcie tych mini słodkich laleczek i wszystkich gadżetów i akcesoriów z nimi związanych ( wiecie, że jest też kalendarz adwentowy LOL? z laleczką i akcesoriami - nie ma czekolady! ).
Kilkukrotnie pokazywałam Wam książkowe pozycje z LOL i dziś po raz kolejny chciałabym Wam pokazać nowości z nimi związane. Wiem, że nie tylko ja jestem mamą fanki tych słodziaków, a Mikołajki zbliżają się wielkimi krokami, warto więc może kupić, schować w szafie i wyjąć na odpowiednią okazję?

Dziś pokażę Wam 4 nowe pozycje dotyczące LOL, każda z nich inna i każda gwarntuje mnóstwo zabawy, a jednocześnie kosztuje naprawdę niewiele. Nie przedłużając - zaczynajmy!

Pozwolę sobie zacząć od książeczki dla tych trochę starszych dziewczynek, czytających już ( chociaż te młodsze, przy pomocy mamy również będą miały fajną zabawę ).


L.O.L SURPRISE! TY DECYDUJESZ! STWÓRZ WŁASNĄ OPOWIEŚĆ L.O.L.
"Dzięki tej wspaniałej książce wymyślisz wiele nowych przygód L.O.L. Surprise!
To Twoja historia!
Ty decydujesz, co wydarzy się na każdej stronie. W środku czekają na Ciebie Twoje ulubione lalki i ich psiapsiółki! Przygotuj się na świetną zabawę!"

cena: 14,99zł ( teraz po obniżce - 11,24zł )




Książeczka liczy sobie kilkadziesiąt stron i na każdej z nich mamy do wyboru różne postaci, etapy opowieści. Tak naprawdę mamy niezliczoną ilość kombinacji a tym samym możliwość stworzenia wielu historii dotyczących L.O.L.
Zaznaczyłam na samym początku, iż uważam, że to najlepsza książka dla dziewczynek czytających, ponieważ samodzielnie mają możliwośc dokonywania wyborów i tworzenia swojej własnej bajki. W przypadku tych młodszych dzieci, zaangażowanie rodzica jest niezbędne by móc wszystko przeczytać i wyjaśnić dziecku samą ideę książeczki.
Tak czy siak - to takie całkiem coś innego - do tej pory nie spotkałam się jeszcze z tego typu książką, która pozwoli, ułatwi wymyślanie własnej historii z ulubionymi bohaterkami.


Druga książka, a raczej blok - najbardziej zachwycił moją 8-latkę. Jest na etapie rysowania, rysowania i jeszcze raz rysowania. Zeszyty, bloki, kartki, kolorowanki i wszelkie kolorowe akcesoria są u nas teraz na porządku dziennym. Wiedziałam, więc, że BAW SIĘ MODĄ. PROJEKTOWANIE I KOLOROWANIE będzie dla niej idealne.


"Książeczka z kolorowankami dla małych miłośniczek laleczek L.O.L. SURPRISE. Znajdziecie w niej pomysły na ciekawe stylizacje czy dodatki, które można wykonać za pomocą kredek i ołówka. Do tego naklejki i garść ciekawostek z krainy L.O.L. i podpowiedzi jak projektować."

cena: 12,99zł ( teraz za 10,39zł )




Duży format, trochę naklejek i mnóstwo kolorowanek..a do tego mnóstwo podpowiedzi pomocnych przy tworzeniu własnej garderoby dla uroczych L.O.L.. Uwierzcie mi, że moja córa nie mogła się już doczekać aż zrobię zdjęcia czystej książeczki i oddam jej ją w końcu do zabawy. Żałuję, że nie mogę pokazać Wam co już natworzyła, ale niestety to ten wiek, że już się niektórych rzeczy wstydzi i krępuje. A szkoda, bo uważam, że ma dzieciak talent w rękach ( wiem, wiem..każda mama chwali swoje dziecko ).


Jak kolorowanka to musi być też coś dla mniej wyćwiczonej rączki, prawda?


L.O.L. SURPRISE! DODAJ KOLORÓW. NASZA EKIPA.
"Weź się do kolorowania skarbie! Hejka psiapsiółko! W tej fantastycznej książce znajdziesz wszystkie swoje ulubione lalki!"

cena: 5,99zł



Czy może być coś lepszego dla małej księżniczki niż kolorowanka z ulubionymi bohaterkami? Niestety, małe elementy do kolorowania okazują się najczęściej nieodpowiednie dla niewprawionej rączki. W przypadku tej konkretnej książeczki mamy przed wszystkim duże obrazki ( jeden na stronę - a4, a stron jest 24 ) z czego zdecydowana większość z nich ma duży wyraźny obrys/kontur i duże elementy do kolorowania ( te drobniejsze też się znajdą ) co zdecydowanie ułatwi pracę małej rączki, gdy zajmie się upiększaniem ukochanych bohaterek.


I ostatnia z dzisiejszych propozycji.


L.O.L. SURPRISE! HEJKA TO MY!
"Nowa książka z naklejkami dla fanek L.O.L. Surprise!
Poznaj lalki i ich sekrety! Dowiedz się więcej o nieziemsko uroczych lalkach i poznaj ich siostrzyczki. Odkrywaj sekretne wiadomości i baw się naklejkami. Ten boski przewodnik został stworzony tylko dla Ciebie!"





Czy niespełna 10zł za ponad 100 naklejek i 32 strony z ukochanymi L.O.L. i ich uroczymi siostrzyczkami, to dużo? Nie wydaje mi się.
Tutaj również mam takie mini spostrzeżenie, że owszem - książka ucieszy wszystkie dziewczynki, ale te starsze ( i znowu...czytające ) będą mogły samodzielnie korzystać z książki i poznawać fakty na temat laleczek.


To tak pokrótce na dziś - 4 kolejne pozycje dotyczace L.O.L. SURPRISE!, kosztujące naprawdę niewiele a zapewniające dziecku zabawe z ulubionymi bohaterkami.


Szykujecie się już do nadchodzących Mikolajek, świąt i zaczynacie powoli kupować różne drobiazgi i ukrywać w różnych zakamarkach domu, tak na później? Czy to tylko ja tak mam, że rozkładam świąteczne zakupy na dłuższy okres czasu a nie 1-2 tygodnie przed świętami? Chociaż u mnie to pewnie też wynika z tego, że grudzień mam mega prezentowy: córki urodziny i imieniny, męża urodziny i imieniny, mikołajki, nasza rocznica ślubu i święta... No jakoś trzeba rozłożyć te wydatatki by pod koniec grudnia portfel nie płakał z głodu..

BUZIAKI
OLA