FAMILIJNA REGENERACJA SOS

FAMILIJNA REGENERACJA SOS


Zacznę tydzień i nowy post od narzekania. Mam dość zimy! Non stop marznę, spędzam popołudnia pod kocem z termoforem - zamiast maszerować na spacerach, a moja skóra krzyczy RATUUNKU! Jest przeokropnie przesuszona, szorstka, napięta - do granic możliwości. Gdy regularnie używam jakiegoś nawilżacza jest ciut lepiej ale "nie daj boże" pominę tę kwestię na 2-3 dni i robotę trzeba zaczynać od nowa. Ilość kosmetyków nawilżająco-natłuszczających jakie zużywam, wręcz mnie przeraża: coś co kiedyś starczało mi na dłuższy czas ( przy średnio regularnym używaniu ) w tej chwili znika nawet nie wiem kiedy.

Dziś chciałabym Wam pokazać zestaw kosmetyków, które ( ze względu na pojemność ) myślałam, że starczy mi na dłużej..O jakże się pomyliłam! Mało tego - okazało się, że mam wspólników w "zużywaniu" - ale o tym dlaczego, to za moment.



Będą "familijne" kosmetyki. 
Mój zestaw SOS składa się z"
- kremu do twarzy i ciała
Cała trójka przeznaczona jest do intensywnej, codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Kosmetyki te mahą pH neutralne dla skóry i są przebadane dermatologicznie.
( jeśli zainteresują Cię składy tych kosmetyków, znajdziesz je na samym końcu postu )

Zasadniczo obietnica jest jedna, ale za to konkretna: "Skóra jest wygładzona, miękka i delikatna w dotyku." Sprawdziłam!

Zacznijmy od tubki, którą wykończyłam najszybciej, a mianowicie krem do rąk i paznokci. Od zawsze gadam Wam o tym jaki problem mam ze skórą dłoni - nawet po krótkim zmywaniu naczyń ( dlatego unikam! o dzięki Ci Mężu za zmywarkę! ) muszę sięgać po kremu po skóra na dłoniach natychmiastowo robi mi się przesuszona i szorstka, bez względu na to jakiego płynu do zmywania naczyń używam.


Krem przeznaczony jest dla "osób o złej kondycji skóry rąk, suchej i szorstkiej, narażonej na niekorzystne działanie czynników zewnętrznych, o wyraźnie obniżonej kondycji, o skórze rąk skłonnej do przesuszania, z tendencją do nadmiernego złuszczania naskórka" oraz dla "osób, które regularnie malują paznokcie i z tego powodu płytka paznokciowa jest odtłuszczona, łamliwa i skłonna do rozdwajania się." Krem ma być skutecznym zabiegiem pielęgnacyjno-regenerującym.

Nie malują paznokci regularnie, bo moje własne łamią mi się przeokrutnie, a zrobione hybrydy czy tytany ( bez względu na to czy robione z przedłużeniem czy bez ) po prostu same po tygodniu mi odpadają. No niestety, nie mam co liczyć na długie paznokcie ( dlatego z zazdrością spoglądam na niektóre instagramowe konta paznokciowe ).
Ale jeśli chodzi o suche, szorstkie dłonie - to powinnam krzyczeć, że "TO O MNIE!" 

Krem SOS Regeneracja ma konsystencję idealną dla kremu do rąk - nie jest zbyt emulsyjny i nie przelewa nam się przez palce, nie jest też zbyt gęsty i solidny - tak, że aplikacja nie sprawia nam kłopotu ( nie ma nic gorszego niż krem do rąk o tępej strukturze, a przy rozsmarowywaniu mamy wrażenie, że tylko go rozcieramy ). Początkowo zostawia na skórze lekko glicerynowy film, który jednak po kilku minutach znika. Skóra dłoni nie jest klejąco-lepiąca, nie jest tłusta natomiast co jest dość zaskakująco - wyczuwalne jest natychmiastowe wygładzenie, tak jakbym miała na skórze jakąś aksamitną otoczkę. Bardzo przyjemne wrażenie i co zaskakujące: dość długotrwałe. Krem zdecydowanie zmniejsza suchość i szorstkość skóry, łagodzi jej podrażnienie spowodowane przesuszeniem. Poprawia również wygląd przesuszonych skórek wokół paznokci, zmniejszając ich podatność na tworzenie się tzw."zadziorków". Dodatkowo krem ma począkowo intensywny i dość wyczuwalny kremowy, ale neutralny zapach, który jednak dość szybko się ulatnia. Dzięki tej neutralności zapachu może być stosowany i przez kobiety i przez mężczyzn ( nie wszyscy panownie lubią mocno perfumeryjno pachnące mazidła ). Myślę, że sięgnę po ten krem jeszcze nie raz tej zimy.

Zachęcona dobrym działaniem kremu do rąk chwyciłam balsam i krem do twarzy i ciała, licząc na podobne działanie. Jako, że do twarzy stosuję raczej serum i kremy o działaniu liftingującym, odmładzającym, krem SOS REGENERACJA potraktowałam jako solidniejszy balsam do ciała.


Okazało się, że świetnie sprawdza się na takie okolice jak łokcie, kolana i pięty. Nałożony bardzo solidną warstwą łagodzi, mocno odczuwalne wcześniej, napięcie skóry; wygładza ją i UWAGA! zmiękcza naskórek. Skóra staje się natłuszczona, przyjemnie delikatna w dotyku, szorstkość i łuszczenie się suchej skóry, przy regularnym stosowaniu, powoli znika. 
Krem jest zdecydowanie solidniejszy w konsystencji, niż poprzednio opisywany, krem do rąk - ale tu również nie ma problemu z aplikacją i nie należy obawiać się tępego poślizgu, problemów z wchłanianiem się ( czy Wasza sucha skóra również "pije" wszystkie nawilżaczo-natłuszczacze? ) czy bieleniem skóry.
Ten krem pachnie identycznie jak krem do rąk - początkowo zapach jest mocniej wyczuwalny, z czasem jednak ulatnia się prawie do zera i pozostawia po sobie bardzo delikatny kremowy aromat. Nie gryzie się z innymi, bardziej zapachowymi kosmetykami.
Przyznam, że ja używałam tego kremu raczej na noc. W przypadku łokci i kolan po prostu rozsmarowywałam grubą warstwę, a w przypadku stóp: gruba warstwa kremu + bawełniane skarpetki na noc ( rano miłe zaskoczenie - gładka skóra stóp! Polecam ten sposób! ). Taka pielęgnacja przynosiła mi najlepsze efekty. Całe szczęście tego kremu jeszcze trochę po zostało więc moje nocne zabiegi mogę kontynuować, ciesząc się dobrymi rezultatami.

I na koniec zostawiłam sobie kosmetyk, który myślałam, że starczy mi na dłużej. Dużym zaskoczeniem okazało się, że jednak nie i skończył mi sie krótko po kremie do rąk. Brzmi absurdalnie w przypadku 400ml butelki, prawda?


Okazało się jednak, że mam wspólnika jeśli chodzi o ten balsam. Mój Mąż raczej nie sięga po moje balsamy, które zazwyczaj się prefumowane albo słodko zapachowe. A tu, w związku z neutralnością zapachu ( dokładnie ten sam aromat co w przypadku pozostałych kosmetyków z tej serii ) spokojnie mógł po niego sięgać. Zapach jest o tyle delikatny, że spokojnie możemy używać tego balsamu na noc - aromat nie będzie przeszkadzał nam w zaśnięciu, nie będzie drażnił nosa - ale tuż po aplikacji jednak musimy dać mu chwilkę na ulotnienie się.
Lekko emulsyjna konsystencja pozwala szybko, po kąpieli, nałożyć balsam na skórę - chwila moment i zostaje przez nia wchłonięty, pozostawiając na skórze kremowy aromat i wygładzający film ( bez tłustości, coś podobnego jak w przypadku kremu do rąk ). Radzi sobie z przesuszoną zimą i okresem grzewczym skórą, poprawia jej kondycję po stosowaniu perfumeryjnych ale często wysuszających skórę, żeli pod prysznic. 
Balsamu używaliśmy oboje ( w końcu "familijny", prawda? ) i oboje byliśmy zadowoleni. Aż kilka dni temu usłyszałam: "Nie ma już tego czerwonego balsamu?" i okazało się, że zostałam bez swojego SOS ( krem w pudełku chyba muszę schować?! ).

Są to niedrogie, dostępne na każdą kieszeń kosmetyki. Myślę, że osoby z dużym problemem przesuszania się skóry i jej szorstkości, które nie chcą wydawać milionów monet na mazidła, które w zaskakującym tempie im się skończą, spokojnie mogą sięgnąć po kosmetyki z tej serii. Powinny być zadowolone.

POZDRAWIAM ZIMOWO
OLA


A poniżej obiecane składy dla zainteresowanych:

KREM DO RĄK
aqua, glycerin, cyclopentasiloxane (and) cyclosiloxane, isopropyl myristate, glyceryl stearate citrate, glyceryl stearate, cetearyl alcohol, paraffinum liquidum, cetyl riconoleate, helianthus annuus seed oil/amber extract, triticum vulgare (wheat) germ oil, parfum (benzyl benzoate, citronellol, geraniol, linalool, benzyl salicylate, butylphenyl methylpropional, alpha- isomethyl ionone), phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, panthenol, allantoin, carbomer, triethanolamine, 2-bromo-2-nitropropane-1,3 diol

KREM DO TWARZY I CIAŁA
aqua, glycerin, caprylic capric triglyceride, paraffinum liquidum, isopropyl myristate, cetearyl alcohol, glyceryl stearate citrate, glyceryl stearate, helianthus annuus seed oil/amber extract, triticum vulgare (wheat) germ oil, glycine soja (soybean)/butyrospermum parkii (shea butter) extract, ethylhexyl methoxycinnamate, parfum (benzyl benzoate, citronellol, geraniol, linalool, benzyl salicylate, butylphenyl methylpropional, alpha- isomethyl ionone), phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, panthenol, allantoin, carbomer, triethanolamine, 2-bromo-2-nitropropane-1,3 diol

BALSAM DO CIAŁA
aqua, glycerin, caprylic capric triglyceride, cyclopentasiloxane (and) cyclosiloxane, isopropyl myristate, glyceryl stearate citrate, cetearyl alcohol, paraffinum liquidum, cetyl riconoleate, glyceryl stearate, helianthus annuus seed oil/amber extract, triticum vulgare (wheat) germ oil, glycine soja (soybean)/butyrospermum parkii (shea butter) extract, parfum (benzyl benzoate, citronellol, geraniol, linalool, benzyl salicylate, butylphenyl methylpropional, alpha- isomethyl ionone), phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, panthenol, allantoin, carbomer, triethanolamine, 2-bromo-2-nitropropane-1,3 diol




I HEART REVOLUTION I HEART HEAVEN - CZY WARTO KUPIĆ TEN ZESTAW?

I HEART REVOLUTION I HEART HEAVEN - CZY WARTO KUPIĆ TEN ZESTAW?


Jakiś czas temu większość drogerii online, które mają w asortymencie kosmetyki Make Up Revolution, zaczęły pokazywać nowości, zestawy świąteczne. Nie będe ukrywać - oczy mi się zaświeciły jak zobaczyłam niektóre z nich. A, że był czas "pisania maila do Mikołaja" - przejrzałam asortyment, wybrałam sprawdzoną drogerię z najlepszą ceną i list z linkami Mikołajowi wysłałam. Ba..i pomogłam mu w zrobieniu zamówienia, więc wiedziałam, że te pewniaki pod choinką zajdę.

Oprócz tego, który dziś chcę Wam pokazać, dostałam od Mikołaja jeszcze jeden i w gruncie rzeczy mogłabym być usatysfakcjonowana, ale mam chęć na jeszcze jeden - jedyne co mnie powstrzymuje to ilość posiadanych kosmetyków..ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w tej kwestii. Przecież kolorówkę się używa a nie zużywa, prawda?

Dziś chciałabym Wam pokazać zestaw I HEART REVOLUTION I HEART HEAVEN - zestaw 5 kultowych, serduszkowych rozświetlaczy. Poniżej zobaczycie zdjęcia produktów, kolory i dodam tam kilka słów od siebie w kwestii tego czy w ogóle warto inwestować ( od 80-120zł w zależności od drogerii, nie wiem z czego wynika aż tak duża różnica w cenie ) w ten zestaw.



W kartoniku znajdziemy 5 serduszkowych rozświetlaczy i przyznam, że nie widziałam żadnego z nich do kupienia oddzielnie. Czyżby to była edycja tylko do sprzedaży w komplecie? Podobno serduszka z tego kompletu są wersją limitowaną.
Zestaw zawiera serduszka:
- Candy Cane
- Apple Cinnamon
- Marzipan
- Snowflake
- Gingerbread

Każdy z nich z innymi efektem kolorystycznym i inną formułą na skórze: od mocno błyszczącego po delikatną taflę.

Nie przedłużając - pokazuję Wam każde serduszko wraz ze swatchem. Ciekawa jestem czy któreś jakoś szczególnie wpadnie Wam w oko?





Przyznam, że obawiałam się trochę takiego "paskowego" kosmetyku. Nie wiedziałam czy nakładając kosmetyk pędzlem nabiorę taką ilość aby wyglądał w miarę po obu stronach twarzy. Bałam się, że będzie widoczny ciut inny odcień.
W przypadku Apple Cinnamon Heart mamy do czynienia z różnokolorowym serduszkiem, który jednak na skórze zyskuje złoty odcień z lekko różowym połyskiem ( ale nie jest to golden rose ). Mam wrażenie, że jest to opalizujący kosmetyk - w zależności od tego pod jakim kątem na niego patrzymy - taki łapie odcień: czasami bardziej żółtawy, z drugiej strony bardziej różowy. Rozświetlacz jest raczej z tych "taflowych" bez widocznych drobin brokatu. Kosmetyk jest mocno napigmentowany więc aby nie zrobić sobie na twarzy efektu kuli disco - trzeba bardzo uważać jeśli chodzi o ilość tego kosmetyku.
Jeśli chodzi o te konkretne serduszko - ja jestem na tak, ale wydaje mi się, że bardziej będzie pasowało do osób o ciepłym odcieniu skóry. Albo przy jej letnim opaleniu. Myślę, że wtedy dopiero zobaczymy pełen urok tego rozświetlacza.





Rozświetlaczem, który najbardziej ciekawił mnie jeśli chodzi o kolorystykę, był Candy Cane Heart. Biało - czerwone paski i nie wiedziałam czego mogę się spodziewać jeśli chodzi o kolor na skórze. Bałam się efektu "matrioszki".



Na swatchach macie go obok Apple Cinnamon.
Jak widzicie - nie ma mocnej czerwieni, ale myślę, że to kolorystycznie, Candy Cane, bardziej okazał się być różem niż rozświetlaczem. Fakt - mamy błysk, ale według mnie jest za intensywny w swojej różowości by używać go jako rozświetlacza.
Myślę, że raczej odłożę go na później - na pewno nie będę sięgała po niego zimą. Mróz i chłod robi mi "naturalny" rumieniec na twarzy i nie muszę już podbijać go kosmetykiem. Zobaczymy jakiego efektu będę mogła spodziewać się na mniej bladej skórze. Może wtedy Candy Cane mnie zachwyci i zdobędzie moje serce. Na razie mam dość mieszane odczucia - kolor jest ładny, przyjemnie błyszczy ale na zimową porę kompletnie się nie nadaje.


 



W przypadku powyższych dwóch serduszek od razu wiedziałam, że to będzie to! I Gingerbread Heart i Marzipan Heart to idealne dla mnie kolory
Jest rozświetlaczowy błysk, ale i kolor.
Marzipan Heart to taki bardziej typowy rozświetlacz - jest bardzo jasny, prawie biały z lekko żółtawym odcieniem ( ledwo widocznym ), a Gingerbread Heart - brązowo-złoty i jeśli ktoś lubi błyszczące i rozświetlające bronzery to idealnie będzie nadawał się do tej roli ( no bo przecież nie wszyscy lubią tylko matowe bronzery, prawda? ).
Niesamowite jest w tych serduszkach to, że one mają naprawdę całkiem solidny pigment. Kolor jest konkretny, nie jest to nic transparentnego ani półprzezroczystego, więc polecam z rozwagą używać tych kosmetyków, bo możemy mieć na twarzy mega błysk i kolor. Całe szczęście całkiem nieźle dają się rozcierać, więc nawet przy przegięciu z ilością, coś tam możemy jeszcze porozcierać, zdjąć.



Fajne są, prawda?

I na sam koniec zostawiłam rozświetlacz, który myślałam, że odcieniem białości przebije nawet Marzipan. Okazało się jednak trochę inaczej. Drogie Panie i Panowie - o to Snowflake Heart.




Snowflake Heart jest chyba najmniej napigmentowany ze wszystkich serduszek, a jednocześnie najdelikatniejszy kolorystycznie. Nim raczej plam sobie nie narobimy, ale jeśli przegniemy z ilością to zrobimy z siebie błyszczącą Królową Śniegu, więc tak jak w przypadku jego braci - radzę na spokojnie z ilością.
Spodziewałam się śniegowej bieli ( podobnej napigmentowaniem do Marzipan, ewnetualnie bardziej srebrnej niż białej ), a tu mamy raczej srebrno-biały połysk. Według mnie te serduszko jest najbardziej rozświetlaczowe ( biorąc pod uwagę taką klasykę jeśli chodzi o same rozumienie słowa rozświetlacz ). Mocno błyszczące, z widocznymi, ale niewielkimi drobinami. Bardzo przyjemny highlighter. AA..i chłodny w swojej tonacji.



Jedno pudełko - 5 serduszek. Każde całkiem inne. Tak naprawdę prawie wszystkie mi pasują i są ok - mam tylko wrażenie, że wszystkie są raczej w ciepłej tonacji ( oprócz Snowflake Heart ) i nie każdy może być z tego zadowolony.
Tak jak pisałam, mam wątpliwości jeśli chodzi o Candy Cane i zaczeka ono na swoją kolej, a jesli jednak okaże się być kosmetykiem nie dla mnie - na pewno znajdzie się jakaś chętna duszyczka do przygarnięcia tego serduszka. Pozostałe Heartsy zostają za mną do codziennego użytku ( ale z umiarem! bez obaw! ).

Podsumowując.. Zestaw zawiera 5 serduszek z limitowanej edycji, koszt pudełka to w najtańszej opcji 80zł ( bez przesyłki ) - pojedyncze serduszko Make Up Revolution to wydatek rzędu 25-30zł. Jakby nie patrzeć, finansowo bardziej opłaca nam się zakup zestawu - oczywiście pod warunkiem, że kolorystyka serduszek z zestawu nam pasuje.
Rozświetlacze są całkiem porządne jeśli chodzi o napigmentowanie i kolorystykę. Trzymają się całkiem nieźle przez kilka godzin - z czasem jednak bledną. Warto jednak zwrócić uwagę na jedną kwestię: są osoby, które maja tendencję do częstego dotykania twarzy i w przypadku tych rozświetlaczy może być "wesoło" bo mają one tendencję do migrowania po twarzu.

Biorąc pod uwagę to, że wiem juz jak wyglądają, jak zachowują sie te serduszka - na pewno drugi raz wpisałabym je na listę prezentów. Myślę, że to fajny zestaw za w gruncie rzeczy bardzo przyzwoitą cenę.


A może któraś z Was ma już ten zestaw? Może ma inne odczucia niż ja i żałuje zakupu? Jakie są Wasze odczucia jeśli chodzi o zestaw I HEART HEAVEN?


CAŁUJĘ CIEPŁO
OLA
EQUILIBRA - ALOESOWE KREMY DO TWARZY

EQUILIBRA - ALOESOWE KREMY DO TWARZY


Kilka dni temu pisałam Wam o moich wrażeniach po stosowaniu dwóch kosmetyków marki Equilibra, z serii wypełniającej. Ciekawych odsyłam do tego postu - KLIK.
Dziś chciałabym Wam pokazać kolejne dwa kosmetyki służące do aloesowej pielęgnacji twarzy. Tym razem wrażenia nie będą moje - ale będą!



"Krem z wysoką zawartością aloesu ( 40% ). Działa kojąco i nawilżająco. Nieperfumowany, szybko się wchłania bez smarowania. Formuła z wyselekcjonowanymi składnikami roślinnymi, bez parafiny i olejów mineralnych, nawilża i delikatnie chroni skórę twarzy. Aloes zawarty w dużych ilościach zapewnia nawodnienie, ochronę i przywraca równowagę skórze twarzy."

skład:
ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, AQUA (WATER), PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, GLYCERYL STEARATE SE, COCO-CAPRYLATE, CETEARYL ALCOHOL, ALUMINIUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, GLYCERIN, TOCOPHEROL ACETATE, LECITHIN, TOCOPHEROL, ASCORBYL PALMITATE, CITRIC ACID, XANTHAN GUM, SODIUM STEAROYL GLUTAMATE, PHENOXYETHANOL, SODIUM BENZOATE, SODIUM DEHYDROACETATE, METHYLDIHYDROJASMONATE, TETRASODIUM GLUTAMATE DIACETATE




"Krem o lekkiej i jedwabistej konsystencji stworzony, by przeciwdziałać oznakom starzenia się skóry. Nie pozostawia tłustych śladów. Kompleksowa kuracja przeciwstarzeniowa.
Krem bogaty w składniki aktywne tj:
- kwas hialuronowy ( nawilża i daje efekt liftingu )
- kompleks witamin A, C i E ( naturalne antyoksydanty, przeciwdziałają uwalnianiu wolnych rodników )
- olej ze słodkich migdałów ( nadaje skórze elastyczność )
- olejek z konopii ( poprawia ochronę skóry )
- gliceryna roślinna ( przywraca miękkość )
- aloes ( wysokie stężenie 50% w 100% czystego aloesu zapewnia działanie nawilżające, ochronne i kojące )

skład:
ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, AQUA (WATER), PRUNUS AMUGDALUS DULCIS ( SWEET ALMOND) OIL, GLYCERYL STEARATE SE, COCO-CAPRYLATE, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERIN, ALUMINIUM STARCH OCTENYL SUCCINATE, TOCOPHERYL ACETATE, CANNABIS SATIVA SEED OIL, SODIUM HYALURONATE, LECITHIN, TOCOPHEROL, ASCORBYL PALMITATE, RETINYL PALMITATE, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, CITRIC ACID, XANTHAN GUM, SODIUM STEAROYL GLUTAMATE, PHENOXYETHANOL, SODIUM BENZOATE, DEHYDROACETIC ACID, METHYLDIHYDROJASMONATE, TETRASODIUM GLUTAMATE DIACETATE


Po tym krótkim przedstawieniu naszych dwóch bohaterów, czas na podsumowanie i opis ich działania.
Krem 40% ma lekką konsystencję, chociaż jak mu się bliżej przyjrzymy to mam skojarzenie z lekkimi ale glicerynowymi kremami do rąk. Bez problemu daje się wydobyć z opakowania ( a tak na marginesie - tubka i krem do twarzy to takie "inne" rozwiązanie ). Materiał, z którego jest zrobiona tuba jest dość giętki i bez problemu można zużyć krem do samego końca ( oczywiście można również rozciąć opakowanie - tak by ani kropla kosmetyku się nie zmarnowała ). Bardzo szybko się wchłania, wręcz w ekspresowym tempie i nie pozostawia na skórze żadnego filmu - sprawdza sie jako nawilżacz do stosowania pod makijaż. Pojawia się natomiast odczucie natychmiastowej ulgi przy przesuszonej skórze - takie odczucie jakby "mokrości" skóry. Bardzo odczuwalnie nawilża. Jest to kosmetyk wręcz bezzapachowy co jest istotne dla osób o wrażliwych nosach ( ja np. lubię lekko pachnące kremy do twarzy ). Ciekawostką jest kwestia przyspieszenia gojenia się. Przy pojawiających się skórnych niespodziankach, krem ten wpływa na szybsze gojenie się ich. Łagodzi ból tych rosnących i zaczerwienionych, przyspiesza regenerację skóry przy tych gojących się. Nie podrażnia skóry ( jest bardzo delikatny nawet dla tej wrażliwej ), nie powoduje wysypu niedoskonałości. 

Krem przeciwstarzeniowy ma bardzo podobną formułę do tego 40%, ale zdecydowanie intensywniejszy zapach. Pojawia się w nim cytrynowa (?) nuta, która nie do końca odpowiada mi w kremach do twarzy. Konsystencja również jest dość lekka, ale bardziej treściwsza niż w przypadku poprzednika. Krem jest bardziej lepki i zdecydowanie wolniej się wchłania. Z nałożeniem podkładu trzeba chwilę odczekać. Mimo treściwszej konsystencji nie natłuszcza skóry, ale zauważalnie ją nawilża, sprawia, że staje się elastyczniejsza. Pozbywamy się suchych skórek ( szczególnie tych najbardziej dokuczliwych, w okolicy płatków nosa ), znika nieprzyjemne odczucie napięcia skóry, która staje się gładsza i sprawia wrażenie odżywionej, o zdrowym blasku. Może to ten efekt anty aging?


Podsumowując, oba kremy są bardzo fajnymi nawilżaczami. Jeśli zależy Ci na czasie i każda minuta rano ma znaczenie - sięgnij, przed nałożeniem makijażu, po krem 40%. Jeśli szukasz czegoś co dłużej może być na skórze, czegoś co ją, oprócz nawilżenia, odżywi - sięgnij po wersję anty aging i stosuj ja na noc solidną warstwą.


BUZIAKI
OLA
ALOESOWY EFEKT WYPEŁNIENIA

ALOESOWY EFEKT WYPEŁNIENIA


Szalejecie na promocjach? Robicie zakupy online czy raczej macie odwagę wejść w galeriowe tłumy ludzi? Ja nie mam żadnych konkretnych potrzeb w tej chwili ( ani "chciejstw" ), a karty podarunkowe, które znalazłam wśród prezentów świątecznych poczekają na wiosnę i wtedy poszaleję ciuchowo. W tym roku Mikołaj wysłuchał moich próśb ( i przeczytał list wysłany mailem ) i spełnił moje różne pragnienia - a czy 3 torebki to przesada?
Cieszę się, że nie muszę uczestniczyć w tym co się teraz dzieje w sklepach. Dzikie tłumy. Ludzie są w zakupowej gorączce - źli, nerwowi i mało przyjemni. To nie atmosfera dla mnie.


Czas najwyższy napisać o kosmetykach, które mam już od bardzo dawna ( a w sumie to już ich nie mam ). Zrobiłam zdjęcia, zużyłam i czas najwyższy napisać o nich i moich wrażeniach.
W gruncie rzeczy piszę to chyba za każdym razem jak wspominam o tej marce kosmetyków, ale ja naprawdę lubię Equilibrę. Ciekawią mnie wszystkie pojawiające się nowości i już przebieram nóżkami czekając aż w Polsce pojawi się zapowiadana kolorówka tej marki ( wiedziałyście? ).

Dziś chciałabym Wam pokazać dwa kosmetyki z tej samej serii - wspomagające się w działaniu, by osiągnąć obiecywany przez producenta efekt natychmiastowego wypełnienia.



PRZECIWZMARSZCZKOWY KREM DO TWARZY - EFEKT WYPEŁNIENIA
"Krem o lekkiej konsystencji, który szybko się wchłania bez konieczności wcierania. Szczególnie polecany dla skóry dojrzałej, dzięki działaniu aloesu i naturalnych składników aktywnych obecnych w formule, jest wyjątkową kuracją w walce ze zmarszczkami i oznakami starzenia. Stosowany codziennie, nawilża i wygładza skórę twarzy."



skład:
ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, AQUA (WATER), BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA) BUTTER, GLYCERYL STEARATE SE, COCO-CAPRYLATE, CETEARYL ALCOHOL, HYDROLYZED WHEAT BRAN, GLYCERIN, HYDROGENATED VEGETABLE OIL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, VITIS VINIFERA (GRAPE) SEED OIL, ALUMINIUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, TOCOPHERYL ACEATE, ROSA MOSCHATA SEED OIL, SODIUM HYALURONATE, LECITHIN, TOCOPHEROL, ASCORBYL PALMITATE, CITRIC ACID, XANTHAN GUM, PARFUM (FRAGRANCE), PHENOXYETHANOL, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, DEHYDROACETIC ACID, SODIUM STEAROYL GLUTAMATE, TETRASODIUM GLUTAMATE DIACETATE, SODIUM HYDROXIDE


Szklany słoiczek z grubego mlecznego szkła robi całkiem przyjemne wrażenie. Kolorystycznie całość utrzymana w zieleni i bieli - jak większość kosmetyków tej marki. Wszystko jest spójne i sprawia wrażenie "porządności". Jeśli chodzi o rodzaj opakowania: w przypadku kremów do twarzy ja zdecydowanie bardziej wolę kosmetyki z pompką. Są na pewno wygodniejsze w używaniu, słoiczki to po prostu taki standard. Jeśli używam kosmetyku często i regularnie - szybko mi się zużywa więc na kwestię "wkładania palca" do opakowania trochę przymykam oko. Czasami jest jednak tak, że zwiększam wieloetapowość mojej pielęgnacji i wtedy kosmetyki zdecydowanie dłużej używam..no sami rozumiecie - kwestia higieny. Tych aloesowych kosmetyków używałam na przełomie lata i jesieni. Nawilżenie było mi potrzebne więc słoiczek ekspresowo sięgnął dna.


Do kremu - tak by był komplet: serum.


ALOESOWE SERUM WYPEŁNIAJĄCE Z EFEKTEM NATYCHMIASTOWYM
"Serum o lekkiej teksturze, które szybko się wchłania bez wcierania. Pomaga utrzymać nawilżoną skórę twarzy przeciwdziałając oznakom starzenia. Jego formuła wzbogacona o czysty kwas hialuronowy przywraca skórze młodość dzięki efektowi wypełnienia zmarszczek skóry twarzy. Aby uzyskać kompletny zabieg, zaleca się używanie go z aloesowym przeciwstarzeniowym kreme do twarzy."


skład:
ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, AQUA (WATER), SODIUM HYALURONATE, GLYCERIN, 1,2-HEXANEDIOL, METHYL PROPANEDIOL, PHENOXYETHANOL, LACTIC ACID, TETRASODIUM GLUTAMATE DIACETATE


Jakie są moje wrażenia po zastosowaniu pełnej kuracji tymi dwoma kosmetykami?
Podstawowa kwestia: chyba lepsze w działaniu było serum. Krem nie był zły, bo rzeczwiście jest dośc lekki w konsystencji i szybko się wchłania ( nie pozostawia na skórze tłustego filmu, początkowo jest lekko świecąca warstwa, która jednak szybko znika ), daje efekt nawilżenia ( napięcie przesuszonej skóry zostaje zniwelowane ), ale tak naprawdę to mam wrażenie, że to serum robi całą robotę.
Serum zawiera w składzie wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy, działający powierzchniowo, ze względu na dużą masę cząsteczek. Nie przenikają one w głąb skóry, ale za to działają na jej powierzchni nawilżając i wygładzając ją. Skóra robi się przyjemnie nawilżona, odczuwalnie elastyczna, delikatnie napięta ( stąd może się pojawić wizualny efekt spłycenia niewielkich zmarszczek ). Skóra staje się miękka i delikatna w dotyku. Serum idealnie współpracowało z moimi podkładami więc najczęściej stosowałam je przy porannej pielęgnacji. Nie wpływało w żaden sposób na trwałość i jakość makijażu - wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że w tych newralgicznych miejscach ( jak np. płatki nosa czy czoło ) lepiej się trzyma niż w czaeie gdy moja skóra była mniej nawilżona, wręcz lekko przesuszona. 

Do tego na sam koniec dołożę jeszcze jedną kwestię. Nie wiem czy jest ktoś kto nie lubi zapachu aloesu, jego świeżości i lekkiej słodyczy ( czy ktoś tak samo odbiera ten zapach )? Oba te kosmetyki pachną zielenią, wodą i świeżością - co, szczególnie rano, przyjemnie pobudza. Zapach jest wyczuwalny ale dość delikatny więc nie drażni nosa i nie "oblepia" nam skóry.

Podsumowując - po serum sięgnę na pewno jeszcze nie raz. Co do kremu - przemyślę. Jest przyjemny w stosowaniu, ale z tego duetu to serum jest moim faworytem.

POZDRAWIAM
OLA
SHINY CHRISTMAS - GRUDZIEŃ 2018

SHINY CHRISTMAS - GRUDZIEŃ 2018


Witam w Nowym Roku!
Mam nadzieję, że święta spędziliście w spokojnej i rodzinnej atmosferze, a 27 grudnia nie jęczeliście z przejedzenia? Sylwester był huczny i imprezowy czy raczej domowo w piżamie i przez TV?
Z Nowym Rokiem życzę Wam spełnienia wszystkich marzeń i bezproblemowej realizacji postanowień. A oprócz tego, tak standardowo, zdrowia, miłości i pieniędzy.

U mnie święta okazały się być jednymi z fajniejszych i weselszych w życiu. Brzuch bolał ale nie z przejedzenia a raczej od śmiechu. Do tego Sylwester w domu z mężem i córką - z puzzlami, planszówkami i bezalkoholowo. I było fajnie! Da się? Pewnie, że sie da!

Zaczęliśmy kolejny rok - chyba szczęśliwy jeśli chodzi o blog, bo zaczęłam właśnie 7 rok z Wami. Nawet nie wiem kiedy minęło tyle czasu. Miewałam różne okresy - od ogromnej aktywności, po tygodnie ciszy. Podjęłam jednak decyzję, że:
1. postaram sie wrócić do regularnego pisania
2. zdecydowanie poprawię się jeśli chodzi o moją aktywność na Waszych blogach
3. chciałabym trochę poprawić się jeśli chodzi o instagram ( niestety chyba facebook to już przeżytek i raczej zostanie tylko do wrzucania aktualizacji tego co jest na blogu i na instagramie )
4. chcę wprowadzić zmiany jeśli chodzi o zdjęcia i troszeczkę "ozdobić" ten surowy minimalizm ( dzisiaj pierwsze próby - bądźcie proszę szczerzy i dajcie znać jak mi te pierwsze próby idą..)
5. bardzo mocno zastanawiam się nad rozszerzeniem tematyki bloga - chciałabym, żeby kosmetyki nadal pozostały głównym i wiodącym tematem, ale może coś jeszcze? coś dodatkowego?
... a co dalej to się okaże w praniu. Jeśli macie jakieś sugestie - będą mile widziane.


Z opóźnieniem ( no ale były święta i w ogóle.. ) przychodzę do Was z prezentacją mojej, ambasadorskiej wersji grudniowego pudełka Shiny Box.
W tym miesiącu było zaskakująco - dotarły do mnie dwa boxy - wiedziałam o tym, że otrzymam poszerzoną wersję, ale nie miałam pojęcia co się w niej znajdzie.
Zapraszam, więc do oglądania - a na końcu pojawi się coś co najbardziej mnie ucieszyło jeśli chodzi o tę edycję Shiny Box.


"Piękne drzewko, cudne prezenty, zapach wigilijnych potraw i co najważniejsze - wyjątkowe chwile z najbliższymi. Podaruj sobie lub swoim bliskim najbardziej wyczekiwane i magiczne pudełko roku - Shiny Christmas!"

Jak widzicie - nie mamy tu pastelowej wersji pudełka, a świąteczną czerwień. Jednorazowo, okazyjnie - jak dla mnie ok, ale zdecydowanie wolę standardowy róż z błękitem ( pisałam Wam już o tym, że pudełka te służą mi do przechowywania różnych rzeczy w garderobie i wolę mieć to wszystko w jednej kolorystyce ).

Nie wiem z jakiego powodu, ale w moim pudełku nie znalazłam ulotki ogólnej ( znalazłam ulotki firmowe produktów ) z opisem i cenami produktów ( tam również była informacja o wymiennych produktach ), więc tym razem musiałam posiłkować się google oraz stroną Shiny Box.
Nie przedłużając - przejdźmy do konkretów.



KERASYS - Perfumowany szampon do włosów przetłuszczających się
- produkt pełnowymiarowy ( 600ml )
- cena: ok.37zł
- wyciąg z kwiatów Lilii Białej regeneruje, zmiękcza i nawilża włosy
- woda z Róży Damasceńskiej nadaje włosom delikatność i miękkość, działa przeciwzapalnie i łagodząco
- unikalna, perfumowana linia szamponów pozostawia na włosach elegancki zapach perfum przez długi czas
- szampon przeznaczony do codziennej pielęgancji włosów przetłuszczających się

To jeden z tych kosmetyków z pudełka, których "obecność" uważam za plus. Marki Kerasys nie znam w ogóle, ich produktów również, więc mam możliwość poznania czegoś nowego. Ciekawa jestem czy perfumowany szampon może różnić się od zwykłego pachnącego szamponu do włosów. Czy rzeczywiście pozostawi na włosach aromat perfum? Po za tym szampon ( pod warunkiem, że dobrze działa ) to taki kosmetyk, który przyda się zawsze.
Na pewno za jakiś czas wypróbuję te perfumowane cudo. Musi niestety zaczekać na swoją kolejkę, bo zaczęłam niedawno używać nowych szamponów - taki powrót do przeszłości, ale o tym dopiero za jakiś czas.



MEDIQSKIN - Żel punktowy do cery trądzikowej
- produkt pełnowymiarowy ( 30ml )
- cena: ok. 30-40zł
"Specjalistyczny wyrób medyczny stosowany w profilaktyce powikłań trądzikowych wywołanych czynnikami zewnętrznymi. Żel tworzy niezatykającą porów niewidoczną warstwę, która izoluje i chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, mogącymi mieć wpływ na nasilenie objawów trądzikowych."

skład: POLIALKOHOL WINYLOWY PVA, KWAS RETINOWY (TRETYNOINA), KLINDAMYCYNA, KWAS GLIKOLOWY, GLIKOL PROPYLENOWY, PEG-7 KOKOSAN GLICEROLU, AMINOMETYL PROPANOLU, HYDROKSYETYLOCELULOZA, IMIDAZOLIDYNYLOMOCZNIK, DISODOWY EDTA, BUTYLOHYDROKSYTOLUEN, WODA

Ten kosmetyk będę musiała komuś podarować - pewnie podrzucę komuś kto ma w domu nastolatka, który może borykać się z problemem trądziku. Ja nastolatką nie jest już od dawna, problemów z trądzikiem raczej nigdy nie miałam ( nie liczę pojedynczych wyprysków ), a odkąd zmieniłam spoósb żywienia - problemów ze skórą nie miewam prawie wcale.
Myślę, że starsze subskrybentki raczej nie będę używały tego kosmetyku i tak jak ja będą chciały oddać go komuś komu może pomóc, jednak te młodsze ( a przynajmniej niektóre ) będą zadowolone z tego typu produktu w beauty boxie.



BLANX BLUE - Wybielająca pasta do zębów
- opakowanie pełnowymiarowe ( 75ml )
- cena: około 16zł
"Podwójne działanie wybielające dzięki zawartości porostów arktycznych i Blue Formula. Pasta do zębów BlanX Blue na bazie porostów arktycznych zapewnia czyszczenie bez nadmiernego ścierania szkliwa i przywraca zębom ich naturalną biel. Natychmiast zauważalne działanie wybielające pasta zawdzięcza Blue Formula. Ekstraświeży smak pozostawia miłe uczucie w ustach aby Twój uśmiech nie miał sobie równych."

Myślę, że większość osób, które kiedykolwiek interesowały się wybielaniem zębów, słyszało o pastach BlanX. Na rynku są już od dłuższego czasu ( 10 lat conajmniej, ale kiedyś kosztowały zdecydowanie więcej ) i duża część osób je stosujących, jest zadowolona z ich działania. Wizualny efekt wybielenia zębów, który dają może być miłą niespodzianką.
Myślę, że sięgnę po ten produkt i wypróbuję działanie na swoich zębach. Mam tylko nadzieję, że mimo ich wrażliwości nie pojawią się żadne nieprzyjemne odczucia.



DELIA COSMETICS - Mgiełka tonizująca
- produkt pełnowymiarowy (150ml )
- cena: niespełna 9zł
"Mgiełka tonizująca do twarzy, szyi i dekoltu - wspomaga oczyszczanie i pielęgnację skóry twarzy. Gwarantuje szybkie odświeżenie, przywraca naturalne pH skóry i przygotowuje ją do przyjęcia składników aktywnych. Odpowiednia dla każdego typu cery. Nie zawiera alkoholu, silikonów i parabenów."

Używam tego typu produktów na co dzień wspomagając swoją wieloetapową pielęgnację ( szczególnie tę wieczorną ). Fajnie, że w Shiny Box pojawił się tego typu kosmetyk i że nie jest to kolejny krem do twarzy ( tego mam aż w nadmiarze w zapasach ). Myślę, że chętnie sięgnę po tę mgiełkę jak tylko wykończę to czego używam obecnie.



DELIA COSMETICS - Cień do powiek
- produkt pełnowymiarowy
- cena: około 9zł
"Miękkie i mocno napigmentowane cienie do powiek, wyjątkowo łatwe w aplikacji i bardzo trwałe."

Kolejny produkt Delia Cosmetics w tym pudełku. I kolejny cień tej firmy, który pojawił się w ostatnim czasie w Shiny Boxie. Poprzedni niestety dotarł do mnie mocno zniszczony i nie dane było mi wypróbowanie go. Tym razem, jak widać, wszystko jest ok. Trafił do mnie totalnie matowy odcień nr 15. Wypróbuję go z ciekawości by zobaczyć czy w ogóle tego typu kolor na powiece mi pasuje. 
Jest to jedyny kosmetyk kolorowy jaki pojawił się w grudniowym boxie.



DERMAGLIN - Maseczka do cery trądzikowej
- produkt pełnowymiarowy saszetkowy
- cena: około 7zł
"Maseczka na bazie zielonej glinki kambryjskiej, bogata w cenne dla zdrowia skóry minerały, oczyszcza skórę z zanieczyszczeń. Bioaktywny kompleks glinkowo-ziołowy odżywia i regeneruje. Zmniejsza łojotok i zwęża pory. Złuszcza martwy naskórek. Wpływa na zmniejszenie wykwitów krostkowych, trądzikowych, hamuje powstawanie nowych zmian. Łagodzi i koi podrażnienia. Jest doskonałym uzupełnieniem leczenia skóry trądzikowej."

Maseczki Dermaglin znam i lubię. Szkoda, że trafiła mi się wersja do skóry trądzikowej, ale potraktuje ją jak produkt oczyszczający i na pewno po nią sięgnę któregoś wieczoru.



DR.GRANDEL - Krem intensywnie nawilżający z kwasem hialuronowym
- tubka 10ml o wartości 37zł ( jest również możliwość kupienia słoiczka 50ml, ale cena jest już zdecydowanie wyższa - 166zł )
"Krem Hyaluron Refill Cream to jeden z bestsellerów marki Dr.Grandel. Doceniany za multiaktywne działanie, widoczne obiecane efekty oraz zapadający w pamięć, świeży zapach. Specjalnie skomponowany kompleks kwasu hialuronowego zapewnia intensywne, trwałe nawilżenie skóry i wypełnienie nawet mocno zarysowanych zmarszczek od wewnątrz na zewnątrz. Ekstrakt z alg i wodorostów dodatkowo zwiększa poziom nawilżenia i odbudowuje naturalny czynnik nawilżający w skórze. Skwalan i masło shea pielęgnują i pozostawiają skórę jedwabiście gładką. Dzięki innowacyjnej teksturze, krem płynnie rozprowadza się po skórze i szybko wchłania. Natychmiast nawilża, odświeża i ożywia cerę."

Krem nawilżający zawsze się przyda, szczególnie teraz w okresie zimowo-grzewczym. Ilość jest niewielka, bo tylko 10ml, ale chyba wystarczy na tyle by móc stwierdzić czy warto zainwestować w ten kosmetyk i jego pełnowymiarowe opakowanie, ponad 160zł ( bo to już mocno zauważalna dla portfela kwota ). Tubeczka wyląduje w moim pudełku z miniaturami ( nota bene jest to pudełko po którymś Shiny ) i będzie czekała na jakiś wyjazd i kosmetyczkę, która będzie musiała mieć zminimalizowane wymiary.



NATURA RECEPTURA - Naturalny olejek lawendowy
- 10ml buteleczka o wartości 4zł
"Naturalny olejek eteryczny 100% pozyskiwany z kwiatów lawendy. Posiada zdolność przywracania równowagi wszystkim układom organizmu. Przyspiesza gojenie się ran, podrażnień skóry i oparzeń, także tych słonecznych."
działanie:
- przeciwskurczowe, bakteriobójcze, przeciwzakaźne, przeciwbólowe, antydepresyjne, przeciwreumayczne, antytoksyczne, antyseptyczne, odtruwające, stymulujące, pomaga w zaburzeniach snu i łagodzi bóle głowy, przyspiesza gojenie oparzeń i ran, działa uspokajająco

Nie przepadam za zapachem lawendy i raczej nie sięgam po np. kosmetyki o tym aromacie. Po olejek lawendowy też raczej rzadko, chociaż mam jedną buteleczkę w domu i ratuję się nim szczególnie przy bólach głowy ( gdy nie chcę lub nie mogę z jakiegoś powodu sięgnąć po tabletkę ) oraz przy wieczornej, dość problematycznej bezsenności ( która najczęściej pojawia mi się, gdy mam jakiś silny stres w ciągu dnia ). Wiem, że są ludzie, którzy nie wierzą w atomaterapię i przyznam, że ja też do pewnego momentu nie wierzyłam, nie ufałam i mówiłam, że "to takie czary mary". Sprawdziłam jednak na sobie i wiem, że to działa. 
Buteleczkę tego olejku włożę na zapas do pudełka i będzie czekała na swoją kolej ( oby nie było potrzeby ).




VERA NORD - Pomarańczowy olejek eteryczny
- buteleczka o pojemności 10ml o wartości około 12zł
zastosowanie: kąpiel, masaż, sauna, kominki ceramiczne, aromatyzacja pomieszczeń

Do tej pory jakoś unikałam zapachów cytrusów jeśli chodzi o olejki, woski zapachowe. To chyba nie moje nuty - wolę zdecydowanie słodsze zapachy ( szczególnie wanilia! ). Myślę, że sięgnę po ten olejek ( słodka pomarańcza ) i wypróbuję go w kominku - jeśli jednak okaże się zbyt cytrusowy jak dla mnie, połączę go albo z woskiem zapachowym albo dokupię coś olejkowego mocno słodkiego ( waniliowe kombinacje ).


I przyszła pora na dwie ostatnie rzeczy, które chyba najbardziej mnie ucieszyły jeśli chodzi o zawartość grudniowego pudełka.
Kiedyś nie byłam, absolutnie nie byłam fanką mydeł w kostce. Znalazłam na nie swój sposób ( jeśli chodzi o zachowanie pełnej higieny i czystości kostki ), odkryłam porządne mydła naturalne i... rozkochałam się w nich. W tej chwili nie wyobrażam sobie by nie mieć w łazience kostki fajnego mydła ( i nie mam tu na myśli zwykłych drogeryjnych mydełek ).


LA VIE CLAIRE - Mydło marsylskie 72% oliwy z oliwek
- produkt pełnowymiarowy ( ok. 13zł )
"Mydło z Marsylii jest skutecznym środkiem czyszczącym. Określenie "mydło z Marsylii" odnosi się do sposobu produkcji i oznacza przestrzeganie określonych zasad w procesie powstawania. Mydło z Marsylii to proste, naturalne i skuteczne mydło, w 100% biodegradowalne i hipoalergiczne."

skład: SODIUM OLIVATE, SODIUM COCOATE, AQUA, SODIUM CHLORIDE, SODIUM HYDROXIDE

Te mydło to radość typowo pielęgnacyjna. Właściwości mydeł marsylskich znam i ich działanie świetnie wypływa na skórę mojej twarzy ( przede wszystkim ) i ciała. Dlatego, gdy zobaczyłam, że w świątecznym pudełku znajduje się sporych rozmiarów kostka dobrego mydła, nie pozostało mi nic innego jak się po prostu ucieszyć.




ALLVERNUM - Mydło korzenne Wanilia/Cynamon
- produkt pełnowymiarowy ( ok.4zł )
"Mydło korzenne na bazie oleju palmowego, zawiera wyjątkowe aromaty: cynamonu, imbiru, białego pieprzu, gałki muszkatałowej, wanilii w połączeniu z bergamotką, pomarańczą, karmelem i cukrem trzcinowym. Ta mieszanka tworzy ciepły, zmysłowy zapach, pobudza wyobraźnię i poprawia nastrój."

skład: SODIUM PALMATE, SODIUM PALM KERNELATE, AQUA, PARFUM, GLYCERIN, PALM ACID, SODIUM CHLORIDE, PALM KERNEL ACID, TETRASODIUM ETIDRONATE, TETRASODIUM EDTA, BENZYL BENZOATE, EUGENOL, CINNAMAL, LIMONENE, COUMARIN, METHICONE, CI 77891, CI 77492, CI 73360

Bardzo jestem ciekawa działania tego mydła i przede wszystkim jego zapachu na skórze. W pudełku pachnie przeobłędnie - jak świąteczne pierniki: z mocno wyczuwalnym cynamonem, wanilia i brązowym cukrem. Jeśli ten zapach choć na trochę pojawiłby się na skórze - byłabym wniebowzięta!




Tak wygląda zawartość grudniowej, świątecznej edycji Shiny Box. Zadowoleni bylibyście z tego typu produktów? Przyznam, że ten box ( z dołączonymi dodatkowymi produktami ) robi naprawdę bardzo fajne wrażenie!

Ciekawa jestem jaka będzie zawartość styczniowego, karnawałowego pudełka. Myślicie, że będzie "shine and glow"? Może jakiś nowy rozświetlacz do kolekcji?

PRZESYŁAM NOWOROCZNE UCAŁOWANIA
OLA





ZIMOWA REGENERACJA WŁOSÓW Z IL SALONE MILANO

ZIMOWA REGENERACJA WŁOSÓW Z IL SALONE MILANO


W styczniu tego roku podjęłam decyzję o diametrialnej zmianie jeśli chodzi o moje włosy. Z ciemnego brązu zeszłam na jasny, zimny blond, a moje długie włosy ścięłam do długości do ramion. Z nowym kolorem wytrzymałam do września i spowrotem wróciłam do brązu. Odrosty, ciągłe farbowanie i rozjaśnianie bardzo odbiły się na kondycji moich włosów ( mimo stosowania ogromnej ilości pielęgnacji regenerującej ). Z brązem jest zdecydowanie łatwiej. 
Mimo ciemniejszych włosów, rzadszego farbowania moje włosy nadal potrzebują regeneracji, która pozwoli im odżyć i wyglądać zdrowo. Sięgam po odżywki, maski, olejki i staram się ratować włosy.
Dziś chciałabym Wam pokazać kolejne kosmetyki, które od jakiegoś czasu stoją w mojej łazience i pomagają mi w walce o piękną czuprynę.


Regeneracja i wzmocnienie - "zapomnij o zniszczonych włosach, przywróć im wyjątkową siłę i blask", "zastrzyk miękkości i blasku, tajemnica natychmiastowego piękna".

Przy regularnym stosowaniu, dzięki kosmetykom z keratyną mamy uzyskać:
- mocniejsze, grubsze i bardziej błyszczące włosy
- nawilżenie
- zregenerowanie rozdwojonych końcówek
- odbudowę włosów
- łatwiejsze rozczesywanie
- wzmocnienie strukury włosa
- zdyscyplinowanie włosów puszących się
- odporność na uszkodzenia mechaniczne
- widoczną gładkość włosów i dociążenie ich

Brzmi nieźle, prawda?


"Intensywnie odbudowująca formuła z keratyną. Wnika głęboko we włosy, odbudowując je i chroniąc przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Włosy stają się mocniejsze, zdrowsze i bardziej elastyczne, efekty widoczne już po pierwszym zastosowaniu."

cena: 250ml za około 25-30zł ( do kupienia online lub w stacjonarnych drogeriach: Hebe, Rossman, SuperPharm )

skład:
AQUA (WATER), CETEARYL ALCOHOL, BEHENTRIMONIUM CHLORIDE, PETROLATUM CETRIMONIUM CHLORIDE, ISOPROPYL ALCOHOL, PARFUM (FRAGRANCE), PHENOXYETHANOL, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, ETHYLHEXYLGLYCERIN, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, CARMEL, CITRIC ACID, HYDROLYZED KERATIN, TRAMETES VERSICOLOR EXTRACT, SODIUM BENZOATE, LEUCONOSTOC/RADISH ROOT FERMENT FILTRATE





OLEJEK REGENERACJA I WZMOCNIENIE
"Z keratyną i olejem migdałowym: lekki olejek wzmacniający ułatwiający rozczesywanie i zapobiegający rozdwajaniu się końcówek. Włosy stają się mocniejsze, zdrowsze i bardziej elastyczne.
- przed nałożeniem szamponu, aby zmiękczyć długie, grube i splątane włosy. Bez spłukiwania, aby chronić włosy przed działaniem ciepła, zapobiegać ich puszeniu się oraz dodawać im blasku. Maska na noc, z dodatkowym efektem odżywczym.

cena: 100ml za około 25zł

skład:
CYCLOPENTASILOXANE, ALCOHOL DENAT., DIMETHICONOL, C12-15 ALKYL BENZOATE, PAFUM (FRAGRANCE), BENZOPHENONE-3, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, TOCOPHEROL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, CAPSICUM ANNUUM EXTRACT, AQUA (WATER), SODIUM COCOYL AMINO ACIDS, POTASSIUM DIMETHICONE PEG-7 PANTHENYL PHOSPHATE, PROPYLENE GLYCOL, HYDROLYZED KERATIN, TRAMETES VERSICOLOR EXTRACT, LEUCONOSTOC/RADISH ROOT FERMENT FILTRATE



Na początek kilka kwestii technicznych i moich spostrzeżeń.
Maska w giętkiej i sporej wielkości tubie. Opakowanie dobrej jakości - bez problemu możemy postawić je w kabinie prysznicowej i na pewno ( przy częstym kontakcie z wodą ) opakowanie nie traci ani na jakości ani na wyglądzie. Zamykana na zwykłą zakrętkę i tu mam uwagę. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem było by zamknięcie "klikowe". Łatwiej i szybciej można byłoby je obsłużyć ( szczególnie jeśli z kosmetyku korzystamy pod prysznicem ).
Maska ma bardzo przyjemny zapach: słodkawy i charakterystyczny dla kosmetyków profesjonalnych fryzjerskich. Na pewno wiecie o jakim zapachu mówię. Przyjemny, lekko "oblepiający" włosy i utrzymujący się na nich, ale jednocześnie dający poczucie zadbania i "zabiegu profesjonalnego".
Konsystencja średniej gęstości, ale dość "sliska" i dająca, bez problemu, rozprowadzić się na całej długości włosów, nie spływająca z nich. 
Maskę nakładamy na włosy, po kilku minutach spłukujemy chłodną wodą ( czy Wy również zwracacie uwagę na temperaturę wody jaką lejecie na włosy? ). Różnicę w jakości włosów zauważamy jeszcze przed wysuszeniem: nawet lekko mokre dają się bez problemu rozczesać, nie plączą się: podczas rozczesywania nie rywywamy ich i nie zdejmujemy ze szczotki kołtuna włosów. A co po wysuszeniu? Lekkie, puszyste ( ale nie spuszone włosy ), dość dociążone przy skórze głowy ( nie ma więc obaw o fryzurę "jak piorun w rabarbar" ), bezproblematyczne w układaniu. Moje włosy wyjątkowo polubiły się z tym kosmetykiem - po 2-3 tygodniach regularnego stosowania ( w połączeniu z olejkiem i zwykłym szamponem myjącym ) zauważyłam, że zaczęły się błyszczeć i wyglądać tak, że nie miałam problemu z rozpuszczeniem ich i nie miałam wrażenia, że zamiast włosów mam pióra na głowie.


Olejek. Idealne dopełnienie kuracji keratynowej.
Plastikowa ( początkowo myślałam, że to szkło ), "apteczna" w kolorze buteleczka z aplikatorem w postaci pompki. Sam olejek jest rzadszy niż bym się po nim spodziewała. Pachnie za to tak obłędnie...- lubię tego typu zapach na włosach. Pachnie bardzo podobnie do maski, choć mam wrażenie, że jest intensywniejszy. 
Olejek stosuję tak jak zaleca producent: jako maskę przed myciem włosów ( raczej na 1-2 godziny przed myciem, na noc nie ).
Myślę, że stan moich włosów ( o którym pisałam kilka linijek wyżej ) to zasługa wspólnego stosowania obu kosmetyków, jednak przy stosowaniu olejku ( używam go co 2-3 mycie ) zauważyłam, że pojawiła sie niesamowita gładkość włosów i ich wyjątkowa lekkość ( olejek nie obciążą ich i nie powoduje szybszego przetłuszczania ). Przyznam, że przy takiej gładkości lubię nosić rozpuszczone włosy, mam wtedy tylko problem by powstrzymać się przed ich dotykaniem, zakręcaniem pojedynczych pasm na palec.


Kosmetyki IL SALONE MILANO nie są drogie. Ceny mają podobne do tych "lepszych" drogeryjnych produktów - za to działanie mają zdecydowanie lepsze. Myślę, że warto zainwestować w nie te 20-kilka złotych i cieszyć się zdrowym blaskiem swoich włosów. Myślę, że sięgnę jeszcze po szampon z tej serii tak by kuracja była pełna.


PRZEDŚWIĄTECZNE POZDROWIENIA
OLA
Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger