WŁOSOWY BEST FRIEND FOREVER

WŁOSOWY BEST FRIEND FOREVER


Witajcie poniedziałkowo!
Mam nadzieję, że dzień zaczęliście w dobrym nastroju i z każdą godziną było coraz lepiej. Łudzę się pewnie, prawda? Chyba nikt nie lubi poniedziałków..
U mnie dziś mocno zalatany dzień i przyznam, że dopiero klapnęłam w fotelu z kubkiem kawy, którą zrobiła rano jak wstałam ( czy ktoś z Was też dopija poranną kawę? ). Młoda zaliczyła dziś już wizytę w galerii na zajęciach ( zaskoczę Was - nie chodzi o galerię handlową! ), lekcje w szkole - ja zakupy i zaraz powinnam stanąć do garów..Ale przecież kawa się należy..
W związku z tym chwilowym relaksem pomyślałam, że napiszę Wam o kosmetyku, a dokładnie o masce do włosów, którą wspomagam się już od ponad miesiąca ( na zmianę z jej srebrną siostrą - ale o niej innym razem ). Tym razem nie bedzie to kosmetyk, który ratuje wypadające włosy - ale coś co odżywia, nawilża..a zresztą przeczytajcie niżej :)


Maski firmy Novex poznałam dzięki jednemu z beauty boxów. Co jakiś czas się w nim pojawiały, niestety w malutkiej pojemności. Już nie raz Wam mówiłam, że mam tendencję do przesadzania z ilością nakładanej maski na włosy, więc taki malutki pojemniczek maski, który dostawałam, starczał na dosłownie 3, góra 4 razy. Mało by w pełni ocenić kosmetyk.
Tym razem mam coś w wersji gigant - udało mi się znaleźć litrowe opakowania masek Novex - bez zastanowienia więc sięgnęłam po taką pojemność ( dla zainteresowanych - takie duże opakowania masek i innych kosmetyków Novex można znaleźć w hurtowni FRYZOMANIA ). I teraz mogłam szaleć z pielęgnacją i nie obawiać się, że przesadzam z ilością i maska już mi się kończy.

Sięgnęłam po maskę o wdzięcznej nazwie BEST FRIEND FOREVER, ale to nie nazwa skusiła mnie do użycia a obietnice efektów jakie miały pojawić się po jej stosowaniu:
- silnie skoncentrowany kosmetyk, który sprawdzi się w przypadku włosów suchych
- nawilży i wzmocni pasma
- przywróci włosom elastyczność i młodzieńczy wygląd
- odżywione i pełne blasku włosy
- zapobiega przesuszaniu, a co za tym idzie, zatrzymuje niszczenie włosa i jego starzenie
Kto by się nie skusił przy takich obietnicach? Cena w gruncie rzeczy też nie jest wygórowama, bo raptem 45zł za litrowy kosmetyk.

skład:
aqua, cetearyl alcohol, butyrospermum parkii butter, zea mays starch, cetrimonium chloride, benzyl alcohol, hydroxyethyl urea, parfum, alpha-isomethyl ionone, amyl cinnamal, amylcinnamyl alcohol, anise alcohol, benzyl benzoate, benzyl salicylate, cinnamal, cinnamal alcohol, citral, citronellol, coumarin, d-limonene, eugenol, geraniol, hexyl cinnamal, linalool, benzoic acid, sorbic acid, lactic acid, glycerin, achillea millefolium extract, achyrocline satureiodes flower extract, fabiana imbricata leaf/stem extract, verbascum thapsus extract, arginine, sodium pca, helianthus annuus seed oil, zea mays oil, propylene glycol, argania spinosa kernel oil, olea europaea fruit oil, prunus amygdalus dulcis oil, alcohol, humulus lupulus (hops) flower extract, medicago sativa (alfalfa) leaf extract, melilotus officinalis flower extract, rosmarinus officinalis leaf extract, sodium lactate, aspartic acid, pca, bht, glycine, alanine, serine, valine, isoleucine, proline, threonine, histidine, phenylalanine, afe/proc.:2.02.100-5/25351.289174/2016-10


Wielkie, litrowe opakowanie a w środku po brzegi cudnie pachnącej maski. Intensywny, ale niedrażniący słodki, trochę może kwiatowy zapach, lekko mydlany i perfumeryjny. Co ciekawe - nie mam tu skojarzenia z aromatem typowym dla fryzjerskich kosmetyków. Na pewno wiecie o jaki zapach mi chodzi - ten co osiada na włosach i długo nie możemy się z nich go pozbyć. W przypadku tej maski, po wysuszeniu włosów również wyczuwalny jest jej aromat, ale jest to dość delikatne i przyjemne.
Konsystencja dość charakterystyczna jeśli chodzi o ten typ produktów: średnio gęsta, trzymająca się nawet mokrych włosów, nie spływająca z nich. 

Według producenta maskę możemy stosować na 4 sposoby:
1. PRE-SZAMPON: niewielką ilość nakładamy przed myciem na suche włosy, na dosłownei 3 minuty. Później spłukujemy, normalnie myjemy włosy szamponem i nakładamy zwykłą odżywkę do spłukiwania.
*Przyznam, że często stosuje tę metodą w przypadku masek do włosów, tylko trzymam je na nich zdecydowanie dłużej niż 3 minuty. Zastanawiał mnie ten krótki czas, no bo co maska może w 3 minuty, prawda? Ale okazało się, że jednak może. Ten sposób najlepiej sprawdził mi sie przy nałożeniu kosmetyku od połowy włosów mniej więcej, ze szczególnym zwróceniem uwagi na końcówki. Po umyciu i wysuszeniu włosów okazywało się, że te przesuszone i puszące sie końcówki są ładnie ujarzmione, leżą w jednej linii przyjemnie wygładzone.

2. EFEKT NAWILŻENIA: po umyciu włosów szamponem, niewielką ilość maski nakładamy na włosy na 3 minuty i spłukujemy.
*Po tę metodę pewnie sięga większość z nas, bo kto stojąc pod prysznicem będzie czekał dłużej niż 3 minuty by spłukać maskę z włosów? Raczej mało kto. Tu raczej nie ma też obaw o to, że kosmetyk obciąży nam włosy - szybki aczkolwiek intensywny czas działania maski i gotowe. Włosy bezproblematycznie dają się rozczesać ( bez szarpania i konieczności rozczesywania splątań ). Są aksamitnie gładkie - bardzo przyjemne w dotyku. Wyglądają świeżo, zdrowo - z ładnym połyskiem. Przesuszenia są ładnie wygładzone, a przy regularnym stosowaniu zanikają.

3. EFEKT MOCNEGO NAWILŻENIA: po umyciu włosów nakładamy maskę na nie na 15 minut i dopiero po tym czasie spłukujemy włosy i suszymy.
*Spodziewacie się pewnie, że ta metoda przyniosła mi najlepsze efekty i najbardziej ją polubiłam? Po umyciu włosów nakładałam solidną dawkę maski i przez te 15 minut działałam z z pielęgnacja ciała: peelingi, olejki, maseczki - czego dusza zapragnie. Gdy skończyłam ( czasami było to 15 minut, a czasem więcej ) obficie spłukiwałam włosy tak by pozbyć się nawet najmniejszej ilości maski ( by nie obawiać się niespodziewanego obciążenia włosów ) i zostawiałam je do wyschnięcia ( bez suszarki, szczotki do układania włosów itp ). A efekt przyjemnie zaskakiwał: włosy robiły się fantastycznie błyszczące ( jak po użyciu jakiegoś nabłyszczacza ), puszyste ( ale nie spuszone ), bardzo przyjemne w dotyku, wygładzone ale odbite ładnie u nasady. Wyglądają jakbym świeżo wyszła od fryzjera po jakiś zabiegach regenerujących. Różnica w wyglądzie włosów jest kolosalna. Po takim spa mam ogromny problem z tym by powstrzymać się z nawijaniem włosów na palec - tak przyjemne są w dotyku.

4. LEAVE-IN: na umyte i lekko wilgotne włosy ( albo suche ) nakładamy bardzo (!) małą ilość maski, pasmo po paśmie, nie spłukujemy i układamy włosy.
*Niestety ten sposób sie u mnie nie sprawdził - myślę, że z dwóch powodów. Po pierwsze: ja nie umiem z maskami użyć minimalnej ilości. Za każdym razem, gdy próbowałam w ten sposób pielęgnować włosy, okazywało się, że zaaplikowałam za dużą ilość kosmetyku i niestety musiałam włosy myć. Po drugie: ja mam bardzo cienkie i delikatne włosy i raczej maski i odżywki bez spłukiwania u mnie się nie sprawdzają, bo bardzo obciążają mi włosy i powodują pojawienie się tzw."przyklapu".

Tak jak czytacie: 3 pierwsze sposoby spisały sie u mnie znakomicie i maska robi cuda z moimi włosami, a ja bardzo chętnie po nią sięgam. A później mam możliwość cieszenia się wygładzonymi, nawilżonymi i błyszczącymi włosami.

Używacie w ogóle masek do włosów? Macie na nie jakieś swoje sposoby? Nakładacie je przed myciem czy w trakcie? Dajcie znać co u Was się najlepiej sprawdza.

POZDRAWIAM PONIEDZIAŁKOWO
OLA


NA RATUNEK W CHOROBIE - TANIO!

NA RATUNEK W CHOROBIE - TANIO!


Dziś zapraszam Was na szybciutki, niedzielny post.
W sumie miałam, gdzieś w między czasie wspomnieć Wam o tym specyfiku - okazało się jednak, że sezon przeziębieniowy trwa i zbiera coraz większe plony.
Kaszel, katar i trudności w oddychaniu mogą skutecznie zepsuć dzień, że nie wspomnę o odpoczynku w nocy. 
Ok - większość z nas ( i jeśli chodzi o nasze dzieci i o nas dorosłych ) sięgamy po krople do nosa, wodę morską, część z Was pewnie ( tak jak i ja ) używa maści majerankowej ( świetna na podrażnione od chusteczki okolice płatków nosa ).. I kombinujemy jak to pozbyć się tego kataru jak najszybciej ( pamiętajcie, że leczony trwa tydzień a nieleczony 7 dni :) ) albo jak najbardziej bezboleśnie przez niego przejść.
W ciągu dnia, w naszym przypadku, z katarem jest jakoś łatwiej - problem zaczyna się wieczorem, przy zmianie pozycji na leżącą: zatyka, utrudnia oddychanie..Istny koszmar!

Zaczęłam szukać dodatkowych rozwiązań jeśli chodzi o ułatwienie oddychania w nocy. Przeszłyśmy przez olejki - ale są ciut za intensywne: przesiąka nimi całe łóżko, pokój i pół domu; plasterki przyklejane na piżamkę - nie działały kompletnie, może przez jakieś pół godziny było je czuć a później nic..; maść kamforowa - za mocno rozgrzewa.
Potrzebne było coś czym można byłoby wysmarować plecy i klatkę piersiową, by ułatwić oddychanie, coś co przeczyści drogi oddechowe swoim zapachem ale nie będzie robiło za "perfumy" w całym domu. Sięgnęłam najpierw po dostępne w aptece, znane i reklamowane maści ale prawie sie przewróciłam jak przyszło mi zapłacić za maluśki słoiczek niespełna 30zł. No litości! Przy chorobach i przeziębieniach i tak zostawiamy w aptekach majątki płacąc za syropy, pastylki, witaminy...to już maść mogłaby kosztować ciut mniej - szczególnie, że stosujemy ją wtedy częściej niż raz dziennie..



Tym razem sięgnęłam po coś: polskiego ( Gorvita )! taniego ( około 8zł/100ml )! i podobno miało działać lepiej niż te reklamowane w telewizji specyfiki. Żel może być stosowany u dzieci od 2 roku życia.

Żel wskazany jest to stosowania:
- przy przeziębieniach, przemarznięciach, pierwszych objawach infekcji dróg oddechowych
- przy infekcjach górnych dróg oddechowych
- przy zapaleniu zatok
- do masażu 
- pomocniczo do usuwania bólu głowy spowodowanego np. gorączką.

Czyli zasadniczo możemy go stosować przy wszystkich objawach przeziębienia czy grypy. Możemy po niego sięgnąć kilka razy w ciągu dnia ( w razie potrzeby ) i cienką warstwą wysmarować czoło, skronie, klatkę piersiową ( a my jeszcze mamy sprawdzone jedno miejsce - spód stóp ).


Olejek ma konsystencję lekkiego, trochę kremowego żelu w kolorze pastelowej mięty. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze prawie żadnego filmu, więc bez problemu możemy założyć ubranie, piżamę i nie obawiać się jej zabrudzenia czy pojawienia się po nocy tłustych i niespieralnych plam. 
Przyznam, że zapach to coś całkiem innego niż to z czym spotykałam sie dotychczas. W większości przypadków nasze poprzednie specyfiki były mocno eukaliptusowe i bardzo intensywne w zapachu. Tutaj mam skojarzenie z zapachem leśnym - drzewa iglaste - w końcu głównym składnikiem olejku są młode pędy jodły syberyjskiej. Zapach też jest delikatniejszy niż to co znałam dotychczas. Przyznam, że akurat ta kwestia mnie ucieszyła - nie będę czuła tego aromatu w całym domu a przy zamkniętym pokoju dziecięcym swoje będzie robił i podziała na zatkany nos.
I to trzeba mu przyznać - jeśli chodzi o ułatwienie oddychania w nocy, spisał się wyśmienicie. Odetkał trochę nos, pozwolił na swobodne oddychanie, a jednocześnie trochę rozgrzał ale nie na tyle by konieczna była w nocy zmiana piżamki. 
Używałyśmy go również w ciągu dnia ( ze wzgędu na możliwość bezpiecznej kilkukrotnej aplikacji na skórę ) i też fajnie się spisywał odtykając nos, ale całe szczęście nie był mocno i wszędzie wyczuwalny. Nie mówię, że nie było go w ogóle czuć, bo było, ale nie był to zapach dominujący w domu. 
I podziałał na poprawę apetytu! Moje dziecko przy zatkanym nosie je bardzo niechętnie i o każdy kęs czy łyk mamy walkę, a tu nos odetkany i jakoś zupę łatwiej było zjeść.

Zamiast wydawać krocie na znane, zagraniczne maści - możemy sięgnąć po polski produkt. Może nie jest aż tak intensywny w zapachu ( przynajmniej nie drażni ), ale w przypadku mojego dziecka - działa i to najważniejsze.

A już tak całkiem na marginesie - szukając w internecie informacji na temat olejku pichtowego - doczytałam na temat jego działania w kuracji przeciwzaskórnikowej - poczytajcie koniecznie! Ciekawa jestem czy któraś z Was stosowała tego typu kurację i jakie były jej efekty?

DUŻO ZDROWIA KOCHANI
OLA





ZAPACHOWY GIFT SET - CZY WARTO INWESTOWAĆ W TAKIE ZESTAWY?

ZAPACHOWY GIFT SET - CZY WARTO INWESTOWAĆ W TAKIE ZESTAWY?


Witajcie!
Pewnie większość z Was jest już po sobotnich porządkach ( kto ma taki rytuał sprzątania weekendowego? ) i pora na chwilkę relaksu ( może mała filiżanka kawy? albo kubas herbaty? ). 
Dziś króciutki ale przyjemny, zapachowy post. Przyznaję, że często sięgam po perfumy, wody toaletowe Oriflame - możliwość poznania chociaż przybliżonego zapachu dzięki stronom zapachowym w katalogu, do tego opisy + to co znajdę na blogach, powoduje, że udaje mi się znaleźć zapachy wpasowujące się w moje ulubione nuty zapachowe. I jak do tej pory byłam zadowolona z tego co wybierałam.
Tym razem zdecydowałam się na gift set - eleganckie pudełko, zestaw podarunkowy z limitowanej edycji.



"Zestaw idealny dla wyrafinowanych i czarujących kobiet, które potrafią zrobić wrażenie! Woda toaletowa i krem do ciała o boskim zapachu DIVINE w eleganckim pudełku - ekskluzywny zestaw podarunkowy z limitowanej kolekcji. Otul się zmysłowym zapachem płatków orchidei, drzewa sandałowego i piżma."

W skład zestawu wchodzą dwa produkty:
- woda toaletowa Divine o pojemności 50ml ( kosztująca w regularnej cenie 104,90zł )
- perfumowany krem do ciała Divine o pojemności 250ml ( w regularnej cenie dostępny za 42,90zł )
Na oba te kosmetyki, często, możemy trafić w cenie promocyjnej, o czym pisałam Wam np. TU.

Tym razem zdecydowałam się na zestaw z jednego konkretnego powodu - chciałam w ogóle poznać którykolwiek z perfumowanych kremów do ciała ( występują chyba w większości zapachów Oriflame ) i sprawdzić czy w połączniu z perfumami, wodą toaletową ( o tym samym zapachu oczywiście ) zapach będzie trwalszy i intensywniejszy.



Pierwszą kwestią, o której trzeba wspomnieć to to, że sam zestaw prezentuje się całkiem nieźle. Mamy solidnej jakości kartonik - nie jest to cienki i byle jaki papier, który przy pierwszym nacisku wygniecie się i zniszczy. Całość jest lakierowana i utrzymana w niebiesko-złotej stylistyce, tak jak o opakowania kosmetyków. W środku dodatkowo zapach i krem zabezpieczone są przezroczystym, plastikowym wkładem. Myślę, że bez obaw można kogoś obdarować takim pudełkiem: wygląda bardzo ok i nie musimy sie obawiać, że wnętrzr ( np. w trakcie transportu ) mogło zostać zniszczone.

Buteleczka wody - prosta w formie, bez zbędnych udziwnień, ze zwykłym złotym ( a jakże! wszystko w jednym stylu ) korkiem. 
Słoiczek ( chociaż przy 250ml zawartości ciężko jest aż tak zdrabianiać ) z grubego plastiku, solidny i dość ciężki, zakręcany. Sam krem dodatkowo zabezpieczony jest za pomocą srebrnej folii. 


I to tyle jeśli chodzi o detale. Czas przejść do kwestii samego zapachu. Opisywany jest jako kwiatowo-drzewno-owocowy.
W przypadku DIVINE główną nutą, którą ja wyczuwam jest połączenie fiołka i orchidei. Zapach rzeczywiście początkowo może nam się wydawać mocno kwiatowy. Nie jest to jednak mdły aromat. Owszem kwiatowość jest najbardziej wyczuwalna, ale gdzieś z tyłu pojawia się owocowa nuta słodyczy. Zaskoczenie pojawia się dopiero, gdy zapach zaczyna rozwijać się na skórze. Zapach staje się lekko ciężki, z tych ciepłych i zmysłowych. I pewnie to efekt piżma, które również jest tu jednym ze składników. Na sam koniec pojawia się lekko orientalna nuta drzewa sandałowego, która całej wodzie dodaje tylko smaczku. Przestaje być po prostu aromatem kwiatów a robi się lekko ( ale BARDZO ) orientalna, z nutką pikantności.
Wiecie o tym, że ja nie dzielę zapachów na dzienne i wieczorne ani według pór roku - używam konkretnych zapachów w zależności od nastroju i chęci. Ale jeśli miałabym skategoryzować jakoś ten zapach, to raczej przypisałabym go do tych popołudniowych ( ale nie wieczornych - bo nie jest to typowy ciężki, wieczorny zapach ). Jeśli zaś chodzi o pory roku - nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy - zapach całoroczny!

Krem pachnie bardzo podobnie jak woda - wydaje mi się tylko ciut delikatniejszy jeśli chodzi o te mocniejsze nuty. Świetnie wkomponowuje się w jeden wyczuwalny aromat z wodą toaletową.

A co jeśli chodzi o trwałość i intensywność?
Nie od dziś wiadomo, że zapachy lepiej utrzymuja się na solidnie nawilżonej, trochę natłuszczonej skórze. I tak jest w przypadku Divine: woda toaletowa w połączeniu z perfumowanym kremem daje nam intensywny, dużo trwalszy zapach, który ładnie rozwija się na skórze: nie mdli, nie drażni a raczej zachwyca swoją elegancją. Nie jest jednak też na tyle konkretny by przypisać go do konkretnej grupy wiekowej - myślę tylko, że nastolatki albo BARDZO młode kobiety mogą stwierdzić, że to zapach niekoniecznie dla nich. Ale grupa od 25+ w górę - na pewno będzie z niego zadowolona.
Jeśli chodzi o ten konkretny zestaw - ja jestem na tak. Jeśli poszukujemy kosmetycznego, zapachowego prezentu - tu mamy pewniaka. Ładne opakowanie, do tego dwa fajne, zapachowe i świetnie ze sobą współpgrające produkty.


Ale oprócz zestawu Divine, chciałabym Wam pokazać jeszcze jeden zapach -  ELVIE.


ELVIE występuje w trzech wersjach zapachowych:
- klasyczna, o której dziś chcę Wam opowiedzieć ( 32235 - 104,90zł )
- ELVIE FIREFLY ( kwiatowo-owocowo-drzewna; obecnie w promocji za 34,90zł )
- ELVIE SUMMER JOY ( świeża owocowa; niestety w tej chwili nie ma jej w sprzedaży )

Klasyczna woda toaletowa Elvie to symfonia nut zapachowych zaczerpniętych z natury: białe kwiaty, białe piżmo i konwalie. Czy może być coś delikatniejszego?



Jeśli ktoś zapytałby mnie o codzienny, bardzo delikatny, kwiatowy a zarazem lekko słodkawy zapach - Elvie spokojnie mogłabym mu polecić.
Fakt, początkowo czujemy tylko aromat białych kwiatów i woda może wydawać nam się lekko mdła i bardzo delikatna. Z czasem jednak, na skórze, zapach rozwija się i czujemy świeżość a zarazem słodycz konwalii. Bardzo mocno wyczuwalny aromat konwalii. 
Sama w sobie, woda jest raczej z tych lekkich i subtelnych, do codziennego stosowania i nadająca się dla każdej grupy wiekowej: myślę, że zadowolone byłyby i kobietki 20+ i dojrzałe panie w wieku naszych mam. Coś co mnie zaskoczyło to trwałość - niby mamy do czynienia z wodą toaletową, zapach jest kwiatowy i subtelny a utrzymuje się na skórze naprawdę długo.
Nie byłam pewna co do zapachu Elvie - czy aby na pewno miałaby to być moja nuta zapachowa ( uwielbiam ciepłą ale intensywną słodycz )? Okazało sie jednak, że dzięki niesamowitemu zapachowi konwali, polubiłam klasyczną Elvie, od pierwszego użycia.
A Wy lubicie aromat świeżej konwalii?

Macie jakieś swoje zapachy, co do których miałyście wątpliwości a po pierwszym użyciu okazało się, że to jest TO?!

ODPOCZYWAJCIE SOBOTNIO
BUZIAKI
OLA

EMOLIENTY DLA DZIECI I DOROSŁYCH

EMOLIENTY DLA DZIECI I DOROSŁYCH


Zima zaczyna dokuczać i tym młodszym i starszym. Niestety chłód i niskie temperatury + wiatr na zewnątrz, suche powietrze w domu ( okres grzewczy! ) bardzo odbijają się na jakości mojej skóry. Niestety nie tylko na mojej skórze zauważyłam szorstkość, suche skórki, nieprzyjemne napięcie. Moja 8-latka też zaczyna odczuwać zimę na swojej skórze. Ja jednak mam większe pole manewru jeśli chodzi o dobór kosmetyków, które pomagają mi poradzić sobie z tym problemem.
Do tej pory radziłyśmy sobie za pomocą olejków, oliwek i tym podobnych specyfików. I nie marudziła. Teraz jednak tłustość tych produktów zaczęła jej przeszkadzać. Nie pytajcie w jaki sposób, bo nie mam zielonego pojęcia, a ona nie potrafi mi tego wytłumaczyć. To tylko dziecko.
Wiedziałam, że w takiej sytuacji muszę sięgnąć po specyfiki, które nie spowodują, że skóra będzie odczuwalnie tłusta, a jednak podziałają na nią nawilżająco. I od razu wiedziałam po co sięgnąć - emolienty.
Emolienty to taki specjalny rodzaj dermokosmetyków ( który świetnie znają rodzice alergików, atopowców ), które pomagają utrzymać odpowiednie nawilżenie skóry, natłuszczają ją a tym samym niwelują szorstkość, podrażnienia, łagodzą uczucie świądu. Pozwalają natłuścić skórę do takiego stopnia, by wytworzyła się na niej warstwa, która ograniczy parowanie wody i zatrzyma ją w komórkach. To tak w wielkim skrócie.
Czy emolienty rzeczywiście działają? Na skórę mojej córki tak. Wiem jednak, że są rodzice, którzy borykają się z problemem mocno suchej skóry i niewiele specyfików pomaga ich dzieciom.

Tym razem sięgnęłyśmy po nieznaną nam POLSKĄ markę ALLERCO i 3 kosmetyki ( tak by kompleksowo zadbać o całe ciało ): balsam do ciała, szampon nawilżający + krem nawilżający. Wśród asortymentu można znaleźć jeszcze: krem natłuszczający, żel myjący i kostkę myjącą oraz emulsję do kapieli.


- posiadają w swoim składzie molekułę Regen7 ( substancję fizjologiczną, pochodzenia witaminowego )
- rekomendowane do pielęgnacji skóry dzieci i niemowląt oraz osób dorosłych
- przeznaczone do codziennej pielęgnacji skóry atopowej, skłonnej do podrażnień i alergii, wrażliwej
- hipoalergiczne
- nie zawierają substancji zapachowych i barwników
- zapewniają skórze długotrwałe nawilżenie i natłuszczenie
- zmniejszają szorstkośc i suchość skóry
- przywracają skórze równowagę, odbudowując płaszcz hydrolipidowy
- przebadane dermatologicznie
- dostępne tylko w aptekach


Omawianie tych kosmetyków chciałabym zacząć od szamponu. Większość tych delikatnych szamponów ( szczególnie tych dzieciom dedykowanych ) niestety działa na włosy mojej córki tak, że później mamy ogromne problemy z rozczesaniem ich. Pojawia sie ogromny puch ( uroki falowano-kręconych włosów? ), włosy są splątane i nawet po kompletnym wysuszeniu rozczesywanie ich jest nieprzyjemne i dość bolesne. Sięgać wtedy musimy po jakieś spraye, które mają wspierać mamę w bezbolesnym rozczesywaniu dziecięcych włosków.
I przyznam, że przy tym produkcie najbardziej obawiałam się właśnie takich efektów. Wiedziałam, że jeśli tylko pojawi się problem z rozczesywaniem włosów, będziemy musiały zrezygnować z używania tego produktu, nawet jeśli byłby niesamowity jeśli chodzi o wpływanie na skórę głowy.

Zacznijmy jednak od kwestii prozaicznych. Prosta buteleczka umieszczona w kartoniku. Jest skromnie i bez zbytniego rzucania się w oczy ( ale chyba większość kosmetyków dostępnych w aptekach ma w swoich opakowaniach tą skromność? ) - bez żadnych rażących napisów, bez postaci z bajek. Dopóki nie doczytamy na opakowaniu możemy nawet nie wpaść na pomysł, że jest to produkt, który bezpiecznie możemy stosować u dzieci. Warto by było by producent jakoś zaznaczył tę kwestię w bardziej widoczny sposób - może jakaś ikonka dziecięca?

Na składach się nie znam, ale zauważyłam, że tu nie ma silnych środków myjących, ani alkoholi, ani parabenów czy silikonów. Poniżej macie pełny skład tego produktu:

skład:
aqua, cocamidopropyl betaine, propylene glycol, sodium lauroyl sarcosinate, glycerin, sodium cocoyl apple amino acids, sodium chloride, 1,2-hexanediol, peg-150 pentaerythiriryl tetra-stearate, linum usitatissimum seed extract, ppg-2 hydroxyethyl cocamide, lactic acid, sodium astrocaryum murumuruate, methyl niacinamide chloride, avena strigosa seed extract, lecithin, hexylene glycol, phenoxyethanol, tetrasodium edta, potassium sorbate, disodium edta, citric acid


Trzeba przyznać - produkt jest bardzo ok. Niesamowicie delikatny dla skóry głowy ( spokojnie można stosować go w codziennej i regularnej pielęgnacji ) - nie powoduje żadnych podrażnień, nie przesusza skóry głowy ( a wręcz przeciwnie - łagodzi świąd przesuszonej skóry ) ani włosów. Domywa bez problemu nawet "dorosłe" włosy ( te do których używamy jakichś środków do stylizacji ). Włosy są czyste ale nie skrzypiące. Włosy po wysuszeniu nie są spuszone i nie elektryzują się - to już wielki plus. I najważniejsza kwestia - nie plącze włosów! Bez problemu ( bez bólu ) możemy je rozczesać i otrzymujemy miękkie i bardzo przyjemne w dotyku włosy. Przy używaniu tego szamponu nie ma konieczności częstszego mycia głowy ( nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów ).
Jest to produkt kompletnie bezzapachowy, więc spokojnie można stosować go u nawet małych dzieci i nie obawiać się, że maluch przestanie pachnieć maluchem a zapach kosmetyku będzie mu przeszkadzał.
Jeśli chodzi o ten szampon - ja jestem na tak. Widzę efekty jego działania na skórę głowy i włosy mojego dziecka i jestem zadowolona. I nie szczypie w oczy!



Kolejnym kosmetykiem, o którym chcę dziś wspomnieć jest balsam do ciała.
Przy swojej niespełna 8-letniej karierze mamy nauczyłam się, że emolienty do smarowania ( kremy i balsamy ) najlepiej jest stosować po prysznicu czy kąpieli, na czystą, zmiękczoną ale osuszoną skórę. I tak też używałyśmy tego balsamu. Zaznaczę na początku - to również jest produkt kompletnie bezzapachowy, więc spokojnie możemy używać go tuż przed snem - nie ma zapachu, który może drażnić nos lub przeszkadzać w zaśnięciu.

skład:
aqua, dicaprylyl carbonate, ethylhexyl stearate, glycerin, peg-30 dipolyhydroxystearate, tocopheryl acetate, magnesium sulfate, dicocoyl pentaerythrityl distearyl citrate, sorbitan sesquioleate, magnesium stearate, copernicia cerifera cera, hydroxyacetophenone, cera alba, methyl niacinamide chloride, 1,2-hexanediol, caprylyl glycol, aluminium stearates, tocopherol, hydrogenated palm glycerides citrate

Mamy do czynienia z bardzo lekką formułą, nie jest to jednak totalnie rzadki i lejący się produkt. Zero problemów z rozsmarowywaniem - trochę bieli skórę przy aplikacji, ale w miarę szybko się wchłania i nie pozstawia na skórze tłustego filmu. Nie obciąża jej i nie sprawia, że mamy efekt  tłustości. Bardzo delikatny dla skóry ( można stosować go w codziennej pielęgnacji ) - zero podrażnień czy zaczerwienień. Radzi sobie też ze skórą po takich zabiegach jak golenie ( część balsamów podrażnia mi wtedy skórę - pojawia się pieczenie i zaczerwienienie mieszków włosowych ). Przy regularnym, codziennym stosowaniu dość szybko zauważymy efekt poprawy w kwestii przesuszenia skóry. Znikają suche i łuszczące się miejsca. Skóra jest przyjemna w dotyku, gładka. Efekty zimy i nadmiernego przesuszenia ładnie zniwelowane. Wydajny. Za około 20-30zł ( w zależności od apteki ) otrzymujemy butelkę o pojemności 250ml i mimo codziennego stosowania nie szybko zauważymy zużycie. Ale w gruncie rzeczy - ile trzeba na małe, dziecięce ciało?



Na koniec zostawiłam nawilżający krem emolientowy, którego zadaniem jest wyraźne nawilżenie skóy, zmniejszenie jej suchości i szorstkości, ochrona przed podrażnieniami oraz zmiękczenie i wygładzenie naskórka. Przeznaczony jest do pielęgnacji i ochrony skóry suchej, wrażliwej, atopowej i skłonnej do podrażnień i alergii. 

Krem ten z założenia chciałam stosować na buzię + grubą warstwą na łokcie, kolana i stopy ( na noc ). Zależało mi na tym by móc stosować go solidną warstwą ale by jednocześnie dość szybko się wchłaniał.
Okazało się, że krem jest świetnym i natychmiastowym nawilżaczem. Po aplikacji na skórze pojawia się lekko tłustawa warstewka ( ale bez efektu klejącej się skóry ), która po jakimś czasie jednak wchłania się do zera. Skóra natychmiastowo robi się gładka i niesamowicie miła w dotyku, zauważalnie nawilżona - suche "plamy" na skórze stają się pozbawione szorstkości i przyjemnie miękkie. 

I na koniec jeszcze skład kremu:
aqua, propylheptyl, caprylate, dicaprylyl carbonate, glycerin, glyceryl stearate citrate, isopropyl palmitate, butyrospermum parkii butter, cetearyl alcohol, 1,2-hexanediol, dimethicone, glyceryl stearates, cera alba, sodium acrylate/sodium acryloyldimethyl taurate copolymer, isohexadecane, polysorbate 80, sorbitan oleate, tocopheryl acetate, methyl niacinamide chloride, allantoin, xanthan gum, disodium edta, bha, tocopherol, glycine soja oil


Podsumowując..kosmetyki Allerco są godne zainteresowania i przede wszystkim polecenia osobom, które borykają się z nadmiernym przesuszeniem skóry, jej szorstkością i nieprzyjemnym napięciem. Są delikatne więc bez problemu możemy stosować je również u dzieci ( a w moim przypadku - przede wszystkim ). Dostępne w aptekach w bardzo przyzwoitych cenach - nie "trzepią" portfela ( online można je znaleźć za naprawdę przyjemne pieniądze ).
Ratują nas tej zimy i wiem, że jesli będzie potrzeba to i wiosną i latem również po nie sięgnę, bo wiem, że działają.

Czy są tu jakieś mamy? Ciekawa jestem jak radzicie sobie z mocno przesuszoną skórą Waszych dzieci. A może nie macie takich problemów?
A dorośli "suchotnicy" jak sobie radzą?


POZDRAWIAM CIEPŁO, Z NADZIEJĄ NA SZYBKĄ WIOSNĘ
OLA


SHOW MATTE - BO USTA MUSZA BYĆ MATOWE..

SHOW MATTE - BO USTA MUSZA BYĆ MATOWE..


Czy Wy też tak macie, że jak złapiecie fizia na jakiś rodzaj kosmetyku, to poszukujecie nowości, różnych kolorów, zapachów a Wasza kolekcja zaczyna się niebezpiecznie powiększać? Ja tak mam jeśli chodzi o kolorówkę, a szczególnie rozświetlacze i..no właśnie - matowe pomadki.
Odkąd pojawiły się na kosmetycznym rynku i zaczęły być modne - zwariowałam na ich punkcie. Sięgam po te płynne, w standardowej formule i opakowaniu, tzw. lip laquier'y. Najróżniejsze - byleby były kompletnie matowe i w jakimś konkretnym kolorze ( nude to nie moja bajka - w takich odcieniach wyglądam jakbym była chora ).
Marka Revers Cosmetics zapewne przewinęła Wam się już na blogach lub na instagramie. Musiałam więc sprawdzić co matowego do ust mają w swojej ofercie i tak trafiłam na LIP LAQUIER SHOW MATTE. Do wyboru mamy 12 odcieni: od delikatnych różowych nudziaków, poprzez intensywne róże i czerwienie aż po bordo-fiolety. I tych intensywniejszych kolorów jest więcej - wiedziałam, że wynajdę coś dla siebie.




Długo się nie zastanawiałam nad wyborem koloru - wiedziałam, że chcę coś intensywnego ( no bo jakżeby inaczej? ) bardziej idącego w stronę różu. I tak trafiła do mnie SHOW MATTE LIP LAQUIER w kolorze 08.
Na instagramie macie moje zdjęcie z tą pomadką na ustach - TUTAJ. Na tym zdjęciu mam dosłownie jedną warstwę pomadki a już kolor ma intensywne i pełne krycie. Jeśli jednak zależy nam na czymś intensywniejszym, po wyschnięciu pierwszej warstwy możemy dołożyć kolejną. Wtedy uzyskamy pełną i kompletną głębię koloru, idealnie matowe usta.



Kolor jest piękny - taki mój: intensywny, odważny a jednocześnie nierażący, więc do codziennego makijażu ( przy "delikatnym oku" ) - idealny. 
Oprócz tej intensywności koloru, w tej pomadce zaskoczyły mnie jeszcze inne kwestie. A mianowicie:
- trwałość: jedna warstwa trzyma się całkiem nieźle. Daje radę z picie i jedzeniem, chociaż po czasie zaczyna się ścierać, całe szczęście dość równomiernie. Natomiast dwie warstwy to już całkiem niezły efekt trwałości. 
- formuła: kremowa i wygładzająca usta, bardzo przyjemna w aplikacji. Produkt trzyma sie ust i nawet z czasem nie "wyjeżdża" poza obrys ust ( co często zdarza się np w tintach i bez konturówki wtedy ani rusz! ). Mamy do czynienia z zastygającym produktem ( ale nie tworzy na ustach skorupy - pozostawia je nadal elastyczne ), który mimo wszystko nie powoduje nieprzyjemnego napięcia czy ściągnięcia ust. Nie skleja ust!
- zapach: wyczuwalny, ale delikatny i słodkawy. Bez obaw! Nie ma mowy o zapachu "starej pudernicy".
- cena..kurcze, jest tak przyjemna dla portfela, a produkt tak fajny, że warto sięgnąć po kolejne kolory ( no bo czym jest niespełna 9zł? )

SHOW MATTE LIP LAQUIER okazał się być przyjemnym dla portfela rozwiązaniem jeśli chodzi o intensywny i trwały kolor na ustach. Na pewno sięgnę po kolejne odcienie. Teraz mam chęć na intensywne róże: może 10 albo 13?

Wy też jesteście fankami matowych intensywnych pomadek czy raczej sięgacie po te zdecydowanie delikatniejsze? Na co stawiacie: mocny kolor na ustach i delikatne oko czy mocne oko a usta ledwie zauważalne?

BUZIAKI
OLA


PSZCZÓŁKOWE, ZDROWE ZAKUPY SPOŻYWCZE I KOSMETYCZNE - HAUL

PSZCZÓŁKOWE, ZDROWE ZAKUPY SPOŻYWCZE I KOSMETYCZNE - HAUL


Widziałyście moje instastory ( gadane! ) na który pokazywałam Wam moje zdrowe zakupy? Ciekawa jestem ile z Was, które są na blogu, zaglądają również na instagram - czy możecie dać mi znać w tej kwestii?
Zarobiłam zakupy w sklepie ze zdrową żywnością i kosmetykami eko i chciałam Wam je tu pokazać ( tak jak na instastory ) - tylko tu będę mogła sie bardziej rozpisać.
Poniższe produkty i kosmetyki pochodzą ze sklepu bee.pl - jest to mój lokalny - białostocki sklep, w którego asortymencie znajdziemy, kosmetyki, zdrowa żywność, produkty dla dzieci ( i zabawki! ), książki.
W sklepie można robić normalne zakupy online z dostawą z pomocą kuriera, poczty polskiej czy paczkomatów, ale dla osób mieszkających w Białymstoku ( to ja! to ja! ) jest świetna opcja kuriera miejskiego ( dostawa w dniu nadania, czyli ekspresowe zakupy - zamówienia zrobione do godziny 13 zostamą wysłane tego samego dnia, pod warunkiem dostępności magazynowej ). Jak dla mnie świetna opcja na dostawę.

Nie przedłużając - zapraszam Was na oglądanie i zacznijmy od produktów spożywczych.


Od jakiegoś czasu szczególną uwagę na produkty spożywcze jakie pojawiają się w naszym domu. Nie mówię, że wszystko jest bio, eko i super zdrowe - ale staram się wprowadzać jak najwięcej zdrowych rzeczy.


SÓL HIMALAJSKA RÓŻOWA DROBNA
Staramy się w domu używać jak najmniej soli - nie od dziś wiadomo, że samo zdrowie to to nie jest. Jeśli już sięgam po sól ( bo muszę ) to właśnie po himalajską. Tu mamy opakowanie aż 1kg i możecie zastanawiać się dlaczego aż tyle skoro staramy się ograniczać sól. Z dość prozaicznego powodu - ceny. 1kg jest teraz w świetnej cenie, bo tylko 3,99zł więc bezsensem byłoby kupowaniem mniejszego ale droższego ( albo w podobnej cenie ) opakowania. Sięgnęłam po firmę Targroch, która od wielu lat zajmuje się sprzedażą zdrowej żywności i zapewnia dobrej jakości produkty w bardzo przystępnych cenach.
Używamy jej jak zwykłej białej soli - do przyprawiania potraw ( zup, mięs.. ) ale doczytałam też, że świetnie nadaje się do stosowania jako główny składnik mocno zdzierających peelingów. Na pewno wypróbuję jak będzie się spisywała w połączeniu z jakimś olejem - właśnie jako peeling. Jeśli któraś z Was już próbowała - chętnie dowiem się jakie były jej wrażenia i efekty na skórze.



NASIONA CHIA
W pewnym momencie pojawiły się na polskim rynku i zrobiły szał wśród osób zainteresowanych zdrowym odżywianiem. Ja jakoś do tej pory po nie sięgnęłam i zastanawiam się czy nie był to błąd. Zaryzykowałam, zamówiłam i będę próbować. Za kilogramowe opakowanie trzeba zapłacić 13,99zł ( jest promocja ) i to również firma Targroch.
Zasadniczo te nasiona chcę stosować do śniadań jako "zamiennik" owsianki - może jako dodatek do koktajli albo składnik domowego muesli. Są doskonałym źródłem białka i nie wiem czy wiecie, ale mogą być stosowane przez osoby z problemami trawiennymi, jako zamiennik siemienia lnianego.
Jeśli macie do polecenia jakiś fajny przepis z nasionami chia, który można będzie wykorzystać jako coś śniadaniowego - koniecznie dajcie znać: link, przepis - mile widziane!



NAPÓJ MIGDAŁOWY BEZGLUTENOWY, BEZ DODATKU CUKRÓW
To zakup tylko i wyłącznie dla mnie. Na co dzień praktycznie w ogóle nie pijam mleka krowiego, a jesli już po takie sięgam to te bezlaktozowe. Zauważyłam, że jest lepiej przyswajane przez mój organizm. Częściej jednak piję mleka, napoje roślinne. I wiem, że takie rzeczy są dostępne w większości sklepów - ale nie jest to produkt tani. Porównując do cen zwykłego mleka - mamy 2,3 krotne przebicie - dlatego szukam miejsc, gdzie tego typu produkty mogę kupić taniej.
Używam takich napojów do "zabielenia" kawy, do shake'ów owocowych. Doczytałam również, że mogę połączyć go z nasionami chia przy robieniu puddingu - na pewno spróbuję.
Zdrowy, niskokaloryczny.



HERBATKA DLA DZIECI NA PRZEZIĘBIENIE
To coś dla mojej córki. Pisałam Wam o tym jakie "czadowe" miałyśmy ferie. Nałożyły nam się dwa wirusy.
Teoretycznie przy przeziębieniu mogłabym sięgać po syropy, nawet te na bazie ziół - tylko to wszystko jest zawsze przeokrutnie słodkie. Przeziębienie, ból gardła, katar - najczęściej wiąże sie też ze zdecydowanie zmniejszonym apetytet. Osłabiać go jeszcze bardziej słodkością różnych syropów?
W tej herbatce mamy mieszankę różnych ziół ( kwiatostan lipy, owoc czarnego bzu, kwiat rumianku, liść maliny i liść mięty pieprzowej oraz owoc rokitnika ), które od zarania dziejów stosowane były przy różnych chorobach: na ból gardła, na gorączkę ( lipa i bez działają napotnie ), na osłabienie.
Przy piciu tego typu herbatki mamy jednoczesne działanie przeciw przeziębieniu + nawodnienie ( wszyscy wiemy, że przy chorobach trzeba dużo pić - wysoka gorączka może wiązać się z odwodnieniem organizmu bez nawadniania - szczególnie u dzieci łatwo o coś takiego ).
Pachnie przyjemnie, w smaku też jest ok i można ją stosować już u niespełna rocznych maluchów.

Na zdjęciu również niewielki prezent jaki otrzymałam do zamówienia - próbki herbaty Fresh Orange. Niby taki drobiazg, ale jakoś tak miło się robi.



HUMMUS Z POMIDORAMI
Ta pychotka to coś dla mnie. Tak jak mówiłam Wam na instastory tego typu pasty stosuję do smarowania wafli ryżowych. I tu napiszę to samo co powiedziałam na story: wiem, że wafle ryżowe do najzdrowszych nie należą, że jest to przetworzona żywność; natomiast ja w ogóle nie jem pieczywa, więc wafle ryżowe z hummusem i jakimś warzywem to dla mnie taki zamiennik kanapki.
Pasty na bazie ciecierzycy ( uważam, że to bardzo niedoceniony kulinarnie składnik ) uwielbiam, tego konkretnego hummusu jeszcze nie jadłam więc sięgnęłam po niego z ciekawości. Bezglutenowy, dobry jakościowo polski produkt.
Muszę kiedyś spróbować zrobić sama hummus w wersji mocno pikantnej. Macie może jakiś sprawdzony przepis?



WODA KOKOSOWA 100%
Kolejny napój naturalny. Jako składnik koktajli, smoothies lub po prostu jako napój do picia. Ja za wodą kokosową przepadam - chciałabym również przekonać do niej moją 8-latkę. Zobaczymy jakie będą tego przekonywania, efekty.

I to tyle jeśli chodzi o część spożywczą. Pora na coś kosmetycznego.


Przyznam, że żadnego z tych kosmetyków nie miałam i sięgnęłam po nie z czystej ciekawości. No i nie ma co ukrywać - są bardzo przyzwoite cenowo.



MYDŁO DLA DZIECI KOKOS I MIĘTA
Wspominałam Wam, że u nas wszelkiego rodzaju mydła idą hurtowo. Ja, jeśli miałabym podjąć decyzję za wszystkich członków rodziny, sięgałabym po te naturalne - najlepiej w kostce. Mojej 8-latce zdecydowanie wygodniej jest używać mydeł w płynie, z dozownikiem. A tu mamy właśnie takie mydło - do tego w śmiesznym opakowaniu i z fajnym zapachem, no i składem.
Kosmetyków YOPE do tej pory nie znałam, przwijały mi się na zdjęciach na instagramie i w recenzjach na blogach - w końcu wypróbuję jeden z nich sama ( no prawie! ).

skład:
aqua, sodium cocoamphoacetate, cocamidopropyl betaine, isostearamide mipa, citric acid, aloe barbadensis leaf juice, mentha piperita leaf extract, glyceryl laurate, cocos nucifera fruit extract, glycerin, levulinic acid, parfum, sodium levulinate, sodium anisate, potassium sorbate, sodium benzoate



ŻEL DO MYCIA TWARZY ALOE VERA
Do tej pory nie miałam zbyt wiele styczności z kosmetykami marki Himalaya. Stwierdziłam, więc, że warto zaryzykować i poznać któryś z kosmetyków.
Na co dzień do mycia twarzy używam najczęściej mydeł naturalnych, tu sięgnęłam jednak po żel do mycia twarzy by móc stosować go naprzemiennie z mydłami. Zobaczymy jak mi się sprawdzi i czy będę chciała częściej sięgać po ten kosmetyk. Szczególnie, że jego cena jest dość zachęcająca - niespełnba 12zł.



ŻEL POD PRYSZNIC NAWILŻAJĄCY NOCNA POKUSA
Podobnie jak w przypadku kosmetyków Himalaya - moja styczność z marką Organic Shop była praktycznie zerowa. 
Żel pod prysznic to kosmetyk, który w każdym domu "schodzi jak woda" i zawsze warto mieć zapasowe opakowanie na wszelki wypadek. W moim przypadku okazało się, że NIC zapasowego w domu nie mam, więc nowy żel pod prysznic był koniecznością. A że w bee.pl była akurat promocja ( 8,67zł )..no sami rozumiecie.



PEELING DO CIAŁA SOCZYSTA PAPAJA
MASKA DO WŁOSÓW GRECKA FIGA
I ostatnie dwa kosmetyki - wybrane pod wpływem opinii na blogach. Ostatnio trafiłam na pozytywną opinię na temat tego peelingu ( a że chętnie sięgam po tego typu kosmetyki ) a przy przeglądaniu asortymentu sklepu okazało się, że peeling jest w promocji i kosztuje ledwie 10zł - jedna sztuka wleciała do koszyka. Sprawdzimy czy rzeczywiście jest taki fajny jak o nim piszą.
Maska z obietnicą połysku, gładkości i blasku? Kto by nie chciał mieć takich włosów? O swoje zaczęłam dbać aż nad wyraz, więc i po tę taniutką ( niespełna 7zł ) maskę sięgnęłam. Kosmetyk zawiera 98% produktów pochodzenia roślinnego, a w składzie ma olej ze słodkich migdałów, który moje włosy bardzo lubia i fajnie na niego reagują. Mam nadzieję, że będę zadowolona z efektów jakie da mi ta maska.


I teoretycznie na tym mogłabym zakończyć pokazywanie Wam mojego zamówienia, ale..okazało się, że ekipa bee.pl do paczki dołączyła mi jeszcze bardzo fajny prezent. Zresztą same sobaczcie.


Jest to zestaw do pielęgnacji ust w przeuroczych opakowaniach: słoika miodu i pszczółki. W tych uroczych opakowaniach znajdziemy balsamy o zapachu miodu i wanilii ( mój ulubiony! ). Ze względu na te sympatyczne opakowania okazało się, że będę miała wspólnika ( a raczej małą wspólniczkę ) w używaniu ich. 
A tak na marginesie to świetny sposób na zachęcenie dziecka do używania tego typu produktów ( jest zima i często usta naszych dzieci mogą być spierzchnięte ). Nie wszystkie dzieci chcą sięgać po pomadki ochronne w standardowych opakowaniach, a tak..kto oprze się miodkowi i pszczółce?

Zostawię Wam też składy tych balsamików, jeśli ktoś zastanawiałby się nad zakupem:

balsamik miodowy:
isopropyl palmitate, ozokerite, polyisobutene, paraffinum liquidum ( mineral oil ), cera alba ( beeswax ), hydrogenated coconut oil, glyceryl stearate, cetearyl alcohol, stearic acid, sodum lauroyl glutamate, phenoxyethanol, parfum, ci 19140, tocopheryl acetate

balsamik waniliowy:
isopropyl palmitate, ozokerite, polyisobutene, paraffinum liquidum ( mineral oil ), cera alba ( beeswax ), hydrogenated coconut oil, glyceryl stearate, cetearyl alcohol, stearic acid, sodum lauroyl glutamate, phenoxyethanol, parfum, tocopheryl acetate, benzyl salicylate, benzyl benzoate, benzyl alcohol, hexyl cinnamal, hydroxycitronellal, eugenol


I to wszystko jeśli chodzi o zawartość mojego zamówienia. Czekam aż dacie znać z ewentualnymi przepisami, linkami. Może też znacie któryś z tych kosmetyków? Chętnie doczytam co inne osoby o nich myślą.

POZDRAWIAM CIEPŁO
OLA
Copyright © 2014 Kosmetyki Pani Domu , Blogger