3 NAJLEPSZE PODKŁADY ORIFLAME

3 NAJLEPSZE PODKŁADY ORIFLAME


Podkłady...Temat rzeka u każdej z nas. Podejrzewam, że każda, ale dosłownie każda, dziewczyna w swoim życiu miała podkładowe przygody. Pamiętam moje makijażowe początki – fakt, było to wieki temu, ale wtedy wyboru nie było – ani jeśli chodzi o rodzaj, formułę – że o kolorach nie wspomnę. Wszystko było zdecydowanie za ciemne i żółto-pomarańczowe albo „świńsko” różowe. A do tego trwałość wołała o pomstę do nieba. Ale to było w poprzednim wieku :)
A teraz? Wybór mamy kosmiczny..Kolory, formuły, konsystencje, trwałość, ceny..Każdy znajdzie coś dla siebie. Tylko czy jak znajdzie to będzie do końca się trzymał jednego produktu? 
Pewnie nie – nasza babska ciekawość na to nie pozwoli, prawda? Każda z nas „przerobiła” z pewnością niezliczoną ilość podkładów ( a jak na tym skorzystały bliskie nam kobietki... - Wy też dajecie Waszym kosmetykom „drugie życie”? ) i znalazła za pewne kilka, które spełniały jej oczekiwania. Co nie przeszkadzało, oczywiście, by sięgać po kolejne i kolejne.



Dziś chciałabym Wam pokazać 3 z całego podkładowego asortymentu firmy Oriflame. Trzy podkłady, którym warto, moim zdaniem, poświęcić uwagę i wziąć je pod uwagę przy chęci poznania czegoś nowego. Trzy produkty, każdy totalnie inny i każdy świetny w swoim działaniu. Ta trójkę zdecydowanie mogę Wam polecić.


Nie przedłużajmy więc – pokrótce przedstawię Wam nasze trio + dodam moje spostrzeżenia – a o tym, na który z nich się zdecydować, podejmiecie decyzję już Wy.
Nie będę opisywała oddzielnie każdego z opakowań – wszędzie mamy 30ml podkładu w szklanych, przezroczystych buteleczkach z aplikatorem w formie pompki ( całość zapakowana jest w lakierowane kartoniki ). Jeśli chodzi o samo opakowanie – nie mam żadnych zastrzeżeń: pompki działają bez problemowo i aplikują odpowiednią ilość podkładu. Z całej trójki wizualnie najlepiej prezentuje się oczywiście podkład z serii Giordani Gold – czarna nakrętka, złote elementy – nie ma co ukrywać to robi wrażenie porządnego produktu ( no cóż..podobno seria Giordani Gold ma być tą makijażową, luksusową serią Oriflame ).


Podkład mineralny Giordani Gold Long Wear SPF 15 – cena: 69,90zł

Pielęgnuj i regeneruj skórę z pomocą podkładu mineralnego Giordani Gold. Jego długotrwała formuła zapewnia pełne krycie. Zawiera filtr SPF 15 i drogocenne minerały wulkaniczne pochodzenia włoskiego, które regenerują skórę i chronią przed starzeniem się.”

odcienie: Porcelain, Light Rose, Natural Beige, Light Ivory, Rose Beige



Ten podkład mam w najjaśniejszym odcieniu – Porcelain. Wydaje mi się, że jest to najbardziej neutralny z tych trzech podkładów, jednak, gdy 3 buteleczki stoją obok siebie, to mamy wrażenie, że GG jest bardzo delikatnie różowawy ( chociaż może to wina tego, że pozostałe dwa podkłady to zdecydowanie te o ziemnym, żółtawym odcieniu ).
To podkład z idealnym kryciem dającym się budować, ( bez efektu maski, „szpachli” ) z jednoczesnym naturalnym i rozświetlonym efektem na skórze. Bardzo ładnie się w nią wtapia, nie pozostawiając smug i plam. Ma lekko satynowe, aksamitne wykończenie. Już przy samej aplikacji czujemy, że mamy do czynienia nie z „bylejakim” kosmetykiem. Z łatwością nałożymy go za pomocą wilgotnej gąbeczki, choć mam wrażenie, że dość szybko schnie na skórze więc aplikując go – nie ma co „myśleć o niebieskich migdałach” - trzeba działać. No i początkowo również mamy wrażenie „mokrości” ale dość szybko zanika, podkład szybko schnie ale nie staje się na skórze matowy. Wymaga sięgnięcia po coś pudrowego by utrwalić nasz makijaż. I co dalej? Jakie efekty? GG sprawia, że nasza skóra jest aksamitnie wygładzona, świeża i wygląda bardzo naturalnie. Sam jest bardzo lekki jeśli chodzi o konsystencje i takie samo wrażenie daje nam na skórze – jest kompletnie niewyczuwalny. Mile zaskoczył mnie tym jak ładnie współpracuje z różnymi kosmetykami – nic się nie ściera, nie roluje, nie waży. Utrzymuje się na twarzy długo, może nie cały dzień - pod koniec dnia lekko się ściera ( równomiernie blaknie, bez robienia na na twarzy nieestetycznych plam ). 



Podkład The ONE Illuskin Aquaboost Foundation SPF 20 – cena: 49,90zł

Ultralekki podkład o średnim stopniu krycia. Ożywia wygląd cery, nadając jej naturalnie promienny wygląd oraz świetnie ją nawilża. Wyjątkowo jedwabista, doskonale się rozprowadzająca formuła z technologią żelową, naturalną wodą z lodowca i filtrem SPF 20. Zapewnia skórze promienność i uczucie nawilżenia nawet do 8 godzin.”

odcienie: Nude Pink, Porcelain, Light Ivory, Vanilla, Fair Nude, Natural Beige


Jeśli chodzi o ten konkretny podkład, tu również mam najjaśniejszy, z dostępnych w gamie, kolorów – Porcelain. Jest to podkład o idealnie żółtym odcieniu w kierunku neutralnego – nie ma tu różowych podtonów. Taki „cielisty” kolor. Kolejną kwestią, o której nie sposób nie wspomnieć jest jego zapach: delikatny, ale jednak wyczuwalny. Przyjemny, taki kwiatowo-pudrowy. Wiem, że nie każdy lubi zapachowe kosmetyki makijażowe, ale w przypadku tego konkretnego podkładu – uważam, że to „plus”, który uprzyjemnia aplikację. Mamy do czynienia z dość ciekawą konsystencją: nie jest ani gęsta ani lejąca ( nie lepi się i nie klei ) – nie utrudnia w żaden sposób aplikacji. Zapytacie więc co jest innego niż w przypadku każdego innego podkładu? Jego niesamowita lekkość. Już przy pierwszej aplikacji tego podkładu miałam jednoznaczne skojarzenie z kwasem hialuronowym. Fantastycznie lekki, taki mokry-”wodnisty” w odczuciu. Te z Was, którym zdarzyło się używać czystego kwasu hialuronowego do nawilżenia twarzy na pewno wiedzą o jakim efekcie mówię. Przy aplikacji na skórę również mamy wrażenie „mokrości” - nie ma mowy o „tępym efekcie”. Skoro już zaczęłam o aplikacji: podkład ten możemy nakładać na twarz i za pomocą pędzla, gąbeczki i palców. Nie smuży się i nie robi plam. Osobiście uważam, że najlepiej współpracuje mu się z delikatnie wilgotną gąbeczką, chociaż początkowo możemy mieć wrażenie, że jest „za mokro” i podkład nie wtopi się ładnie w skórę i zostawi na niej stempelki od gąbki. Bez obaw! Idealnie się wtapia a my uzyskujemy niesamowicie naturalne wykończenie. To świetny dzienny podkład. Krycie ma dość lekkie, w kierunku lekko średniego – nie zakrywa niedoskonałości czy intensywnych zaczerwienień, natomiast fantastycznie wyrównuje koloryt – daje nam półsatynowe, idealnie naturalne wykończenie. Skóra jest wygładzona i uzyskuje takie naturalne rozświetlenie. Przyjemnie nawilża skórę, nie podkreśla suchych skórek, nie wchodzi w zmarszczki czy pory. I co ważne – nie zapycha i nie waży się na twarzy. W ciągu dnia równomiernie się wyciera – bez plam i zacieków na skórze. Trwałość nie jest powalająca – tak jak wspomniałam wcześniej: mamy do czynienia z idealnym podkładem dziennym. Myślę, że najbardziej zadowolone będą z niego posiadaczki cery suchej lub normalnej ale w kierunku suchej. Podkład nada jej „mokrości” dzięki czemu uzyskamy lekki, nienachalny, naturalny i zdrowy „glow”.


Nowa, ulepszona formuła bestsellerowego podkładu The ONE EverLasting zapewnia trwałość przez 24 godziny. Technologia FreshFix zapewnia ultra trwałość podkładu i zwiększa uczucie komfortu skóry. Opatentowany kompleks SkinRenew odżywia, regeneruje i chroni skórę.”
odcienie: Fair Porcelain, Chestnut, Light Ivory, Natural Beige, Porcelain, Fair Nude, Nude Pink


Ostatnim podkładem, o którym chciałabym Wam dziś opowiedzieć to podkład do „zadań specjalnych” - i nie mam tu na myśli krycia a raczej trwałość. To jeden z tych podkładów, które nałożone rano, sprawiają, że wieczorem mamy co zmywać. Trzyma się na skórze cały dzień, nie wyciera ( a mimo tego nie obciąża skóry i nie powoduje jej zapychania, pojawiania się podskórnych gulek ). Mimo dobrych kilku godzin nieskazitelnej trwałości – podkład nie waży się na skórze, nawet w tak newralgicznym miejscu jak np. nos. Jak dla mnie to niezaprzeczalnie jeden z większych atutów tego kosmetyku. Podkład mam oczywiście w najjaśniejszym odcieniu ( nie utlenia się, nie ciemnieje na skórze ) – Fair Porcelain – i tak jak w przypadku podkładu Aqua Boost, mamy do czynienia z kosmetykiem o naturalnym odcieniu z żółtymi podtonami. Fantastyczny odcień, który na skórze nie ciemnieje, nie odcina się. Z łatwością daje się aplikować na skórę i kolejnymi warstwami pozwala stopniować krycie: od delikatnego krycia po całkiem przyzwoite ( ale bez efektu maski, „zaklejenia” twarzy ). Ładnie ujednolica koloryt skóry, przykrywa drobne przebarwienia i zaczerwienienia ( np. popękane naczynka czy niewielkie, niezbyt rozognione niedoskonałości ), sprawiając, że robią się mniej widoczne. Zmarszczki nie są podkreślone, suche skórki nie stają się bardziej widoczne. Podkład z niesamowitą łatwością wtapia się w skórę sprawiając, że pojawia się na niej naturalny, lekko rozświetlony efekt „blur”, a my wyglądamy świeżo, promiennie – jak wypoczęte i pełne życia. To również idealny podkład na dzień, ale on da nam wielogodzinny makijaż bez strachu, że już dawno nam się powycierał i nie mamy go na skórze.

Poniżej znajdziecie swatche wszystkich 3 podkładów z możliwością porówniania ich do siebie. Przypominam, że każdy z nich mam w najjaśniejszym kolorze. Od lewej ( od góry ): Podkład mineralny Giordani Gold Long Wear SPF 15 w kolorze PORCELAIN ( 31802 ), Podkład The ONE Illuskin Aquaboost Foundation SPF 20 w odcieniu PORCELAIN ( 33155 ), THE ONE Podkład The ONE EverLasting w kolorze FAIR PORCELAIN ( 35304 ). 





Ciekawa jestem, który z tej trójki najchętniej zobaczyłybyście u siebie i który z nich byłby idealny dla Was?
OLA



FANTASTYCZNE OFERTY PRZEDŚWIĄTECZNE ORIFLAME

FANTASTYCZNE OFERTY PRZEDŚWIĄTECZNE ORIFLAME


Święta zbliżają się wielkimi krokami i część z nas ( w tym ja ) zaczyna rozglądać się za prezentami dla najbliższych. Nauczona doświadczeniem, ostatnich kilku lat, zakup prezentów świątecznych rozkładam na kilka tygodni przed Wigilią – tak by jednorazowe wydatki nie spowodowały u mnie „grudniowego zawału serca”.

Jakiś czas temu dotarł do mnie katalog Oriflame i przyznam, że miał już wcześniej pojawić się ten post z nowościami i propozycjami kosmetycznych prezentów..Nie chcę jednak po raz tysięczny tłumaczyć się dlaczego jeszcze go nie było – już jest.
Zapraszam Was do przejrzenia najciekawszych ( wg mnie ) ofert – i tych cenowych i prezentowych, może akurat wpadnie Wam coś w oko? Katalog ważny jest jeszcze przez ok. 10 dni i spokojnie można dokonać zamówienia online przez stronę Oriflame – nie trzeba mieć swojej osobistej konsultantki.



Zacznę od dosłownie dwóch rzeczy, których cena znacząco została obniżona w związku z Black Friday – jest coś dla Panów i dla Pań.
Idealnie nadające się na prezent, wyglądające naprawdę luksusowo – KAPSUŁKI DO TWARZY NOVAGE NUTRI6. Ogromna obniżka ceny – warto więc skorzystać jeśli ktoś się kiedyś zastanawiał nad ich zakupem i powstrzymywała go cena kuracji.



Drugim kosmetykiem, którego obniżona cena powala, jest męska WODA TOALETOWA GLACIER. Niespełna 20zł za flakonik? Chyba nie da się taniej.



Czy jest coś prostszego ( i sprawiającego radochę ) jako prezent niż zestaw kosmetyków? Oriflame przygotowało nas zestawy kosmetyków w różnych cenach: od tych naprawdę groszowych po te bardziej ekskluzywne.





Na stronie Oriflame macie również dział z propozycjami Prezentów Świątecznych i tam również możecie znaleźć fajne gadżety, takie jak: puchate kapcie, ciepłe skarpetki, biżuterię ( świąteczne wzory również ), cieplusi puchaty koc i cudnie przytulny szlafrok.





W samym katalogu 16/2019 pojawiło się mnóstwo nowości i przyznam, że na kilka z nich się skusiłam, ale to pokażę Wam innym razem. Poniżej znajdziecie te najnowsze i najciekawsze propozycje – jeszcze jest czas by się na coś skusić. A przyznam Wam, że już ten katalog jest super – nie mogę się doczekać więc propozycji świątecznych. Na pewno będzie wow.
Zapraszam do oglądania – ciekawa jestem co wpadnie Wam w oko?















Jest też coś dla tych najmłodszych...



I to tyle..cały katalog dostępny jest online.
I co? Wpadło Wam coś w oko? Kusi Was coś wyjątkowo? Moim zdaniem jest na czym, przysłowiowe, oko zawiesić.


OLA

MATUJĄCY MINERALNY PODKŁAD SERUM Z ROSSMANNA

MATUJĄCY MINERALNY PODKŁAD SERUM Z ROSSMANNA



Pour La Beaute HD 4M Pixel Fusion Matujący Mineralny Podkład-Serum – brzmi poważnie, prawda? A jak dołożymy do tego wygląd opakowania: szklana butelka, pipeta, złote elementy – to możemy pomyśleć, że mamy do czynienia z dość drogim, może luksusowym kosmetykiem, a okazuje się, że cena jest bardzo przystępna 39,99zł/30ml. Podkład występuje niestety tylko w czterech odcieniach: 101 Light Beige, 102 Rose Beige, 103 Sand Beige i 104 Warm Beige ( niestety mają tendencję do lekkiej oksydacji więc przed zakupem koniecznie sprawdźcie kolor na skórze i odczekajcie moment przed zakupem; nie sugerujcie się też numeracją ) – do kupienia tylko w Rossmannie.



Matujący mineralny podkład-serum z wygładzającym ekstraktem z czarnej róży i kompleksem Royal Caviar™ wyróżnia się unikalną konsystencją LIQUID TO POWDER, która w kontakcie ze skórą zamienia się z płynnej w aksamitnie pudrową. Mineralne pigmenty łączą idealne krycie z naturalnym efektem „drugiej skóry”. Technologia 4M PIXEL FUSION z 24K złotem i jedwabiem zapewnia nieskazitelną i doskonale matową cerę przez 24h. Kompleks ANTI-POLUTTION chroni skórę przed działaniem wolnych rodników (kurz, smog, wiatr, promieniowanie słoneczne).”


Czego możemy się po nim spodziewać?
- przyjemne dla oka, robiące dobre wrażenie opakowanie: szklana butelka z pipetą + złote elementy. Całość wygląda dość elegancko i przyciąga wzrok. I ładnie wygląda na półce!
- bardzo przyjemny, perfumeryjny ( trochę kwiatowy ) zapach wyczuwalny podczas aplikacji ( później się ulatnia )
- płynna, wodnista konsystencja ( a przy tym kosmicznie wydajna ). Przyznam, że dawno nie miałam tak wodnistego podkładu i zanim znalazłam sposób na aplikację trwało to chwilę. Najczęściej sięgam przy podkładach po gąbeczkę, ale w przypadku podkładu CL – kompletnie się to nie sprawdza i pędzel albo palce ( średniowiecze! ) zdecydowanie lepiej się działają: ładnie rozprowadza się podkład
– bez plam, smug i zacieków. I nie marnujemy kosmetyku przez „pijącą go” gąbeczkę. Na skórze zastyga i łapie pudrową strukturę.
- krycie raczej średnie, bardziej z tych naturalniejszych. Bardzo drobne niedoskonałości, naczynka czy piegi ukryje ale osoby z problemami skórnymi raczej będę uważały, że jego krycie to coś zdecydowanie za słabego.
- matowy ( ale nie „płasko” - zaskoczyło mnie lekko satynowe wykończenie ), ale naturalny look ( „efekt drugiej skóry” ) z aksamitną gładkością. Efekt delikatnego matu utrzymuje się przez około 4 godziny, później skóra zaczyna łapać „połysk” od sebum ( ale podkład nie waży się ) i wymaga użycia bibułek albo przypudrowania.
- lekki, dość komfortowy w noszeniu – nie zapycha!
- nie podkreśla suchych skórek, ani porów ( nie zbiera się również w załamaniach skóry, zmarszczkach )
- nie wysusza skóry





Ciekawa jestem czy miałyście jakąkolwiek styczność z marką Christian Laurent? Znacie pielęgnację tej Firmy? A może miałyście do czynienia z podkładami – jak wrażenia?


OLA
HOLO HIGHLIGHT Z BIELENDĄ

HOLO HIGHLIGHT Z BIELENDĄ


Pamiętam, że jako dziecko lubiłam wszystko co świecące i błyszczące. Istne „disco-polo” - nie wiem skąd mi się to wzięło, bo moi rodzice w ogóle nie żyli, nie ubierali i nie interesowali się tego typu klimatami, za to ja... Cekiny, brokaty...Im bardziej błyszcząco, świecąco – tym lepiej. Całe szczęście moja Mama hamowała moje zapędy i chodziłam ubrana jak człowiek. Z błyskotek wyrosłam i przed dłuuuugi czas miałam etap czerni – prosty, kompletnie matowy makijaż, czarne ciuchy bez ozdobników, zero biżuterii..

Teraz w końcu jestem pośrodku, bo: lubię błyszczące dodatki w postaci biżuterii czy ozdób na paznokcie, a w ubraniach jestem bardzo spokojna i w stylu i w kolorystyce ( chociaż kupiłam plisowankę w Reserved – z błyszczącą nitką, ale jeszcze nie miałam ani odwagi ani okazji by ją założyć ). No ale to ubrania i dodatki, a jest jeszcze makijaż i tu ujawnia się moja wewnętrzna sroka – bazy: rozświetlające, cienie ( uwielbiam te błyszczące.. matem nie umiem się obsłużyć ), rozświetlacze: im więcej tym lepiej ( to tak w przenośni, bez obaw ).



Jak pojawiły się w Rossmannach ( bodajże ) rozświetlające mgiełki Bielendy – poleciałam kupić wszystkie kolory, jak pojawiły się rozświetlające bazy ( te kuleczkowe ) - sprawdziłam na testerach, która jest najładniejsza – i oczywiście kupiłam. Jak pojawiają się jakieś nowe bazy z błyskiem, rozświetlacze, podkłady, kremy – no muuuszę.. Ale wiem też, że moja skóra dobrze prezentuje się z rozświetleniem ( z umiarem, z umiarem..wiem! ) - a poza tym kiedy mam się bawić tym błyskiem? Jak będę stara i pomarszczona?

Dziś chciałabym Wam pokazać jeden z tych błyszczących kosmetyków, jeden z tych, który jak tylko pojawił się w ofercie to wiedziałam, że musi być mój. Ba..to moje drugie opakowanie – to chyba mówi samo za siebie?



Mowa o cudnie opalizującej, fantastycznie pachnącej bazie Bielendy - MAKE-UP AKADEMIE HOLO PRIMER ( holograficzna baza pod makijaż ) - pojemność 30 g/30zł.

Niesamowicie lekka w konsystencji, nietłusta ( nie zostawia na skórze tłustej ani lepiąco-klejącej się warstwy ), o aksamitnej formule z lekko nawilżającym efektem. Z łatwością daje się rozprowadzić na skórze tworząc efekt połyskującej tafli ( bez widocznych drobin brokatu ), nie zasycha w formie smug czy plam ( mimo iż schnie na skórze dość szybko ), nie wchodzi w zagłębienia i zmarszczki. I co ważne – nie zapycha!
Oprócz koloru ( ale o tym za moment ) jest rzecz, o której nie sposób nie wspomnieć w przypadku tego kosmetyku – a mianowicie: zapach! Wiem, że nie każdy lubi perfumowane kosmetyki, ale trzeba przyznać, że ta baza pachnie pięknie. Intensywny przy aplikacji ( później się trochę ulatnia ) zapach eleganckich perfum, takiego perfumeryjnego kremu. Szklana butelka z pompką, kolor + ten zapach robią całkiem fajne pierwsze wrażenie. Mimo niewysokiej ceny mamy wrażenie posiadania porządnego jakościowo kosmetyku. Nie ma co ukrywać – kupujemy oczami, prawda?

No i pora na kilka słów o kolorze i efekcie na skórze. Holo Primer ma dość jasny i perłowy odcień, który jednak mimo wszystko ładnie stapia się ze skórą tworząc na niej połyskującą, wygładzającą taflę, ale nie nadając jej konkretnego koloru. Warto również w tym momencie wspomnieć, iż ładnie łączy się z różnymi podkładami – nie powoduje ich ważenia. Jednak jest to kosmetyk dla osób, które CHCĄ uzyskać widoczny blask i rozświetlenie. Bo baza jednak przebija pod podkładem i nie daje się jej ukryć ( tylko w sumie i po co skoro z pełną świadomością sięgamy po kosmetyk rozświetlający? ). Osoby, które „przeraża” aż taki blask – spokojnie mogą używać jej punktowo jako płynny rozświetlacz. Stosowana jako baza pod podkład, na całą twarz – przyjemnie ją rozświetla i sprawia, że nasza cera wydaje się wypoczęta o przyjemnym, zdrowym blasku. Taki fajny efekt glow.

Przyznam szczerze, że średnio zwróciłam uwagę na jej działanie przedłużające makijaż, a tak naprawdę było to dla mnie mało istotne. Ale trzeba przyznać, że w żaden sposób baza nie wpływa na skrócenie trwałości makijażu ani jego zepsucie efektu wizualnego. Jest tak jak zawsze, ale z przyjemnym dla oka błyskiem.



Tak jak napisałam wcześniej – to moje drugie opakowanie. A w sumie pierwsze, bo druga buteleczka leży w pudełku z zapasami, kupiona na jakiejś promocji za grosze. Wiem jednak, że na pewno pójdzie w ruch i nikomu jej nie oddam, bo to jeden z tych kosmetyków, których używa się z przyjemnością.

Ciekawa jestem czy któraś z Was sięga w ogóle po bazy pod makijaż? A jeśli tak to jakie? Utrwalające? Matujące? A może jednak rozświetlające?


OLA
SOLVERX - POLSKIE DERMOKOSMETYKI

SOLVERX - POLSKIE DERMOKOSMETYKI


Czekam na piątek z wielkim utęsknieniem. Ostatnie dwa tygodnie mocno dają mi w kość i narzekam na notoryczny brak czasu, kładę się do łóżka mocno po północy a 6.10 budzi mnie budzik. Sprawy firmowe, szkoła córki + codzienna rehabilitacja i jeżdżenie i latanie w kółko w tę i z powrotem. Czekam na piątek – koniec tego cyklu rehabilitacji, przedłużony weekend i jest plan wrzucenia córy do babci na 2 dni – odeśpię może w końcu?
W tzw. międzyczasie udało mi się sklecić dzisiejszy post. Zapraszam!



Z tymi kosmetykami to jest tak, że wiedziałam o ich istnieniu ( z innych blogów ), czytałam o nich, ale jakoś nigdy nie było okazji by sięgnąć po któryś i sprawdzić jak będzie działał u mnie.
Patrząc na ich opakowania i czytając dostępne informacje, wiedziałam, że do czynienia mam z kosmetykami aptecznymi, z dermokosmetykami, które z założenia przeznaczone są do pielęgnacji skóry problematycznej i wymagającej, wrażliwej i atopowej. Skóra nadwrażliwa, przesuszająca się, łuszcząca, alergiczna to duże wyzwanie dla każdego kosmetyku. Tu potrzebne jest porządne działanie z przedłużonym efektem i trzeba przyznać, że rzadko się zdarza by jakiś zwykły, drogeryjny kosmetyk poradził sobie z tak wymagającym „pacjentem”. Ale..to nie jest tak, że produkty Solverx są tylko dla tych potrzebujących – my, zwykli „zjadacze chleba” również możemy po nie sięgać. I ja..mimo iż chleba nie jadam, to chętnie po nie sięgnęłam.

Taki mini zestaw ( choć produkty wcale nie są małe ): 3 szampony - jeden dla kobiet, jeden dla mężczyzn i jeden ( ten wyjątkowy ), którego mogą używać dzieci już od 3 roku życia.


Wyjątkowość, „inność” tych produktów osiągnięto poprzez wykorzystanie w nich złożonego kompleksu ekstraktów, uzyskanego z rumianku, arniki, rozmarynu, szałwii, sosny, rukwii wodnej, łopianu, skórki cytryny, nagietka, nasturcji, bluszcza i jasnoty białej. Wszystkie te ekstrakty powodują wzmocnienie włosów oraz zahamowanie ich wypadania. Nowatorska kompozycja dwóch olejów - lnianego i z wiesiołka wpływa pozytywnie na proces regeneracji włosów.
Dodatkowo w wersji Atopic pojawiła się ciekawa kompozycja olejów: z czarnuszki, jojoby i lnianego. Jej zadaniem jest wzmocnienie włosów wraz z cebulkami, dodatkowo nawilżając skórę głowy. Atopic pozbawiony jest również substancji zapachowych i alergenów.

Mamy mega prosty design opakowania – białe, matowe tuby stawiane na korku – z dość miękkiego materiału co sprawia, że wydobycie kosmetyku jest kompletnie bezproblematyczne. Na tubie mamy tylko napis z nazwą i kolorystyczne oznaczenie rodzaju produktu: różowy, czarny, niebieski. Jest prosto, bez zbędnych udziwnień, bez ogromu obietnic i błyszczących napisów. Myślę, że już samo opakowanie może nam sugerować to z jakim kosmetykiem mamy do czynienia.

Napis „emulsion” na opakowaniu idealnie określa nam konsystencję tych produktów: biała, dość gęsta ale kremowa. Bez problemu daje się rozprowadzić na włosach chociaż początkowo miałam wrażenie, że za słabo się pienią, ale to taka delikatna formuła – kwestia przyzwyczajenia się i delikatne pienienie przestaje przeszkadzać. Nie ma również problemów z wypłukiwaniem szamponu z włosów.
Dobrze radzą sobie z oczyszczaniem włosów z takiego codziennego brudu ( w przypadku nadmiaru środków do stylizacji konieczne jest podwójne mycie ), nie podrażniają skóry, nie przesuszają jej i nie powodują tego nieprzyjemnego efektu ściągnięcia i swędzenia skóry. Oprócz wersji Atopic, pozostałe mają bardzo delikatny, subtelny i nienachalny zapach – nie utrzymuje się na włosach, nie osiada na nich, nie mamy wrażenia oblepienia.


Niestety szampony delikatnie plączą moje włosy i konieczne było sięgnięcia po olejek, odżywkę, serum – cokolwiek co pomogłoby w rozczesaniu bez wyrywania kosmyków. Ale...gdy już wyschną nam włosy, rozczeszemy je to okazuje się, że są niesamowicie miękkie i sprężyste, pięknie się błyszczą – wyglądają zdrowo i świeżo. Są puszyste i ładnie odbite od skóry i nie zawsze, ale czasami wymagają lekkiego dociążenia.

Ciekawa jestem czy ktoś z Was miał do czynienia z kosmetykami tej firmy? Balsamy? Szampony? Co mieliście i jak Wam się sprawdzało?



OLA