KOMPLETNIE "NIEBABSKA" KSIĄŻKA, A JEDNAK CIĘŻKO SIĘ ODERWAĆ..

KOMPLETNIE "NIEBABSKA" KSIĄŻKA, A JEDNAK CIĘŻKO SIĘ ODERWAĆ..


Nie jestem typową babską książkomaniaczką. Nie lubię powieści obyczajowych ( raczej rzadko po nie sięgam ), nie przepadam za poradnikami, nie czytam romansów i erotyków. Ale kryminały, thrillery czy dokumenty ( ale te o specyficznej tematyce ) zawsze znajdą miejsce na mojej książkowej półce. A gdy w książce pojawia się mafijny wątek i najlepiej, gdy jest to „dokument” a nie wymyślona opowieść – o tak! To coś dla mnie!
Jeśli chodzi o filmy to mam bardzo podobnie – ostatnio np. odkryłam serię filmów ( jest chyba 5 odcinków ) na temat Pablo Escobara – kolumbijskiego barona narkotykowego. Specyficzny film/dokument, z lekko „sensacyjnym” klimatem, ale ogląda się go z zaciekawieniem ( kanał tv METRO - „Miliony Escobara” ).
Takie wprowadzenie było niezbędne byście wykazali się zrozumieniem, gdy napiszę Wam, że świeżutka książka ( premiera była 19 listopada dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka ) Andreasa Lopeza musiała się u mnie pojawić.


Najbardziej poszukiwany boss narkotykowy na świecie. Niesamowicie potężny i niebezpieczny człowiek. Wróg nr 1 amerykańskich władz. Lopez wprowadza nas w jego życie – od lat młodzieńczych i jego początków w biznesie narkotykowym, ponad dekadę ukrywania się przed władzami, przez spektakularną ucieczkę z najbardziej strzeżonego więzienia, po wyrok dożywocia i odsiadkę bez możliwości wcześniejszego zwolnienia.
El Chapo”, Joaquin Guzman - „Król kobiet i narkotyków”. Myślę, że nawet osoby nie zainteresowane tematem mafii, narkotyków – znają te, pseudonim, jego posiadacza. A na pewno kojarzą jego ucieczkę z więzienia półtorakilometrowym podkopem – czegoś takiego jeszcze nie było. Chyba, że w filmach.

W książce „Joaquin Guzman "Chapo". Król kobiet i narkotyków" oprócz postaci samego mafioza ( ale o tym za moment ) poznajemy całą machinę nakręcającą biznes narkotykowy, pozwalającą zarobić nikomu nieśniące się ogromne sumy pieniędzy ale jednocześnie sprawiającej, że człowiek przestaje mieć skrupuły, wyrzuty sumienia, serce. Staje się maszyną, którego życie to ciągłe niebezpieczeństwo, zamachy, śmierć, utrata najbliższych ludzi – ciągłe życie na krawędzi.
Ale oprócz tego Lopez pokazuje nam, że baroni narkotykowi mają też „zwyczajne życie”, rodzinę. Pojawia się miłość, przywiązanie ale i zwykłe ludzkie słabostki. Przyznam szczerze, że to takie dość „bolesne” zderzenie dwóch światów – niby człowiek ma świadomość niektórych rzeczy, ale takie życie „zwykłego zjadacza chleba” w przypadku niesamowicie bogatego i wpływowego przestępcy, wydaje się być całkiem nierealne.


Co znajdziemy w tej dość nietypowej biografii na temat samego Chapo?
Przyznam, że mocno zaskoczyło mnie to, że w samej książce mamy go ukazanego tak jakby w dwóch wersjach, jako dwóch całkiem różnych ludzi: bezwzględnego i niesamowicie niebezpiecznego człowieka, koszmar na jawie i niesamowicie czułego i rodzinnego faceta, który w relacjach z kobietami i dziećmi był prawie ideałem. Duży szok. Chapo jako zwykły człowiek, marzący o tych samych przyziemnych rzeczach, o których marzymy i my.

Nie ma co się jednak oszukiwać – życie Chapo jako zwykłego człowieka to dodatkowy wątek książki. „Joaquín „Chapo” Guzmán. Król Kobiet i Narkotyków” to jednak, w głównej mierze mroczny i niesamowicie przerażający świat karteli narkotykowych.
Myślę, że część z Was pamięta 2014 rok i pierwsze, spektakularne ( po 13 latach ukrywania się ) aresztowanie El Chapo. Wszyscy wtedy myśleli, że to jego koniec. Nikt nie spodziewał się jak bardzo wszyscy się mylą. Guzman uświadomił wszystkim, że jego aresztowanie to nie koniec jego władzy. Nawet z zamknięcia dalej zarządzał swoim narkotykowym imperium. Pieniądze otwierały każde drzwi, nawet te na najwyższych szczeblach władzy. Wystarczyła odpowiednia suma.
Drugi raz BARDZO głośno o El Chapo zrobiło się, gdy uciekł z najlepiej strzeżonego więzienia w Meksyku. Niemożliwe okazało się być realne do zrealizowania. Półtorakilometrowy podkop, motocykl – ta historia była we wszystkich mediach. A sam „baron” zaczął kolejny przerażający rozdział swojego życia. Po niespełna roku ( w styczniu 2016 ) został ponownie zatrzymany, poddany ekstradycji do USA a w lipcu 2019 roku został skazany na bezwarunkową karę dożywotniego więzienia bez możliwości zwolnienia warunkowego. I tak, powiedzmy, zakończył się pewien rozdział narkotykowej przestępczości.


Książka Andrésa Lópeza „Chapo” Guzmán. Król kobiet i narkotyków” to jedna z tych książek, od których ciężko było mi się oderwać. Cała historia niesamowicie wciąga, niezdrowo fascynuje i przeraża. Uświadamiamy sobie, że to nie bajka, nie film a realne życie, fakty. Uświadamiamy sobie, że mafia, narkotyki i te ogromne pieniądze dalej dynamicznie żyją.

A na zakończenia, dla uzupełnienia tematu polecam Wam jeszcze przeczytanie książki „Żony kartelu”. „Książka powstała na podstawie autobiograficznych wspomnień żon bliźniaków Pedro i Jaya Floresów, podwójnej prawej ręki „El Chapo” Guzmana„, którzy zdecydowali się na współpracę z władzami USA i przyczynili się do aresztowania wielu ważnych członków kartelu El Chapo. Mia i Olivia Flores ukażą nam w swojej książce cały ten przestępczy świat ze swojego punktu widzenia.


Ciekawa jestem po jakiego rodzaju literaturę Wy sięgacie najczęściej, z największym zaciekawieniem?


MIŁEGO DNIA KOCHANI
OLA
NATURALNY ZESTAW IDEALNY - TRUSKAWKA & ZIELONA HERBATA

NATURALNY ZESTAW IDEALNY - TRUSKAWKA & ZIELONA HERBATA


Będzie kosmetycznie! I naturalnie! Obiecuję, że biorę się do roboty. Ostatnio mam dość ciężki okres jeśli chodzi o załatwianie różnych spraw: styczeń i początek roku zaczął się u nas z grubej rury. Umawianie wizyt kontrolnych u różnych specjalistów dla Córy, załatwianie spraw firmowych Męża ( wielkimi krokami zbliża się roczne rozliczenie..OMG! ).. Do kompletu ja leczę 7-mkę ( bardzo oporną ) i w ramach atrakcji, w dniu wczorajszym moja pani stomatolog stwierdziła, że wyrwie mi ostatnią 8-mkę, której pozbycie się odwlekałam już od 3 lat mniej więcej ( niestety musiałam się wszystkich czterech pozbyć ze względu na blokowanie szczęki ). Ekstrakcja była konieczna, pomysł zrobienia tego z zaskoczenia całkiem niezły ( nie było możliwości ucieczki z fotela! ) ale od wczoraj lecę na przeciwbólówkach, napojach i papkach a czuję się jakby mnie czołg przejechał. Dziękuję bardzo za taki początek roku..
Dopominam się o współczucie z Waszej strony :)

Ale już nie marudzę, no może jeszcze troszkę, i przechodzę do kilku słów na temat fantastycznego zestawu naturalnych kosmetyków. Wiecie dobrze, że nie jestem zwichrowaną ekokosmetykomaniaczką i chętnie sięgam również po kosmetyki typowo drogeryjne, co nie przeszkadza mi w ogóle by docenić wspaniałe działanie tych „czystych” produktów.



Marka Your Natural Side jest mi świetnie znana ( Wam pewnie też? ) i wszystkie kosmetyki jakie do tej pory miałam okazywały się być wyśmienite w działaniu ( tu znajdziecie wszystkie recenzje tych kosmetyków, które można znaleźć na blogu: kosmetyki Your Natural Side ).

Zestaw truskawka & zielona herbata to trzy wspaniałe produkty, które świetnie sprawdzą się w pielęgnacji cer delikatnych, problemowych i reaktywnych ( i tych suchych i przetłuszczających się ).
W zestawie znajdziemy:
- olej z pestek truskawek ( 30ml – szklana butelka z pipetą; przyjemny słodkawy zapach! )
- wodę z zielonej herbaty ( 50ml – szklana butelka z atomizerem; bardzo świeży zapach a jednocześnie subtelny i niedrażniący )
- różową glinkę ( 100g – słoik z ciemnego szkła )
Same dobroci, prawda? I taka mała dygresja – polecam Wam sięgnąć po niebieską glinkę z tej firmy – UWIELBIAM! Im dłużej ją stosuję, tym bardziej doceniam jej działanie ( niebieska glinka – post ).
Całość znajduje się w zwykłym kartoniku z prostą truskawkową grafiką, nazwą firmy i zestawu. Takie opakowanie w zupełności wystarcza by kogoś obdarować – bez dodatkowej dawki papieru, wstążek i kokardek. Jest prosto, elegancko i eko do bólu.



Oleje – nie każdy je lubi w swojej pielęgnacji, ja BARDZO. Przyznam, że regularnie mieszam moją pielęgnację i po kilku dniach „bezolejowych” siegam po nie i moja skóra fantastycznie na takie zmiany, reaguje. Mam nieodparte wrażenie ( chyba Wam już o tym pisałam? ), że przy takich pielęgnacyjnych zmianach kosmetyki naturalne i oleje jakoś lepiej działają na moją twarz i bardziej widać efekty ich stosowania. A Wy lubicie oleje w pielęgnacji twarzy? Ciekawa jestem po jaki najczęściej sięgacie? Olej z Pestek Truskawek polecany jest do pielęgnacji każdego typu skóry – mieszanej, suchej, dojrzałej, skłonnej do podrażnień – niesamowicie wszechstronny produkt.

Poniżej znajdziecie informacje na temat możliwości zastosowania tego kosmetyku, wraz z kilkoma moimi spostrzeżeniami:
KREM DO TWARZY – to mój ulubiony sposób jeśli chodzi o oleje. Skóra mojej twarzy ( szczególnie teraz zimowo-wietrzną porą ) chłonie je jak oszalała. Nie inaczej jest z olejek z pestek truskawek. Po pierwsze mamy do czynienia z fajnymi doznaniami zapachowymi, po drugie: niewielka dawka naniesiona na skórę pod oczami ( na noc! ) zapewnia jej fajne natłuszczenie ( bez obciążania ), a rano skóra jest miękka, elastyczna i mam wrażenie, że kosmetyki zdecydowanie lepiej się na niej trzymają ( takie „przyklejenie” ). Jeśli chodzi o samą twarz – olej nie ma działania komodennego, więc bez obaw o zapchaną skórę czy wysyp jakichś niedoskonałości – nie będzie! Gdy wyczujemy jaką ilość powinniśmy aplikować na skórę – nie będzie zbytniej tłustości. Przyznam, że ja jestem mocno zaskoczona tym jak moja skóra szybko ten olej wchłania. A co po aplikacji ( regularnej i systematycznej! )? Zero suchych skórek, zero przesuszeń, żadnych podrażnień ( mam wrażenie, że moja skóra mnie reaguje różowością na mniejsze temperatury i wiatr ). Jest miękko, elastycznie i niesamowicie przyjemnie w dotyku. Przy tego typu działaniu nie da się by twarz nie wyglądała lepiej. Automatycznie łapie zdrowszy wygląd i przyjemne rozświetlenie – taki zdrowy blask. A wydajność samego oleju? Kosmiczna!
BALSAM DO CIAŁA – olej można mieszać z naszym standardowym balsamem by wzmocnić jego działanie, ale i sam olej możemy stosować samodzielnie. Polecam sposób na wilgotną skórę po prysznicu – olej lepiej się aplikuje, szybciej wchłania a skóra robi się przyjemnie natłuszczona, nawilżona i gładka. No i wyśmienicie pachnie!
MASKA NA WŁOSY/SERUM NA KOŃCÓWKI WŁOSÓW – olej super sprawdza się w przypadku włosów mocno puszących się – fantastycznie je dociąża i wygładza. Przyznam, że teraz jesienno-zimową aura jest dla mnie zbawieniem, bo moje włosy chyba żyją własnym życiem, są nie do ogarnięcia.
ODŻYWKA DO PAZNOKCI – paznokcie mam nie swoje naturalne więc „marnowanie” na nie tego cudnego oleju nie wchodziło w grę, ale skórki, przy okazji aplikacji na inne części ciała, również były rozpieszczane i trzeba przyznać, że olej wyśmienicie działa na ich nawilżenie i zmiękczenie, a dzięki temu prezentują się zdecydowanie lepiej. Wasze dłonie też tak cierpią zimową porą?
ODŻYWKA DO RZĘS I BRWI – podobno można stosować ten olej jako odżywienie dla włosków rzęs i brwi – jakoś szczególnie na te partie oleju nie stosowałam, ale przy okazji aplikacji na twarz, brwiom również się dostawało.
JAKO SKŁADNIK MASKI DO TWARZY – glinkowa maska, olej i jakiś hydrolat – czy może być lepszy zestaw do tworzenia własnej, naturalnej maski? Nikt nie wmówi mi, że jest jakiś lepszy zestaw.


Glinka różowa podobno idealna dla skóry starzejącej się ( to moja! ) - do ujędrnienia i wygładzenia. Wiecie już o co chodzi? Widzę info o odmłodzeniu i już mnie mają :) Dodatkowo po glinkę mogą sięgać dziewczyny ze skórą wrażliwą lub problematyczną ze skłonnością do powstawania zaskórników.
Różowa glinka + olej z pestek truskawek i później do nawilżenia zasychającej maski – hydrolat. Jak dla mnie zestaw idealny. Fantastycznie rozpromienia skórę – sprawia, że po „zabiegu” jest ona lekko zaróżowiona, tak jakby pobudził jej krążenie, przygotowując na dalszą część pielęgnacji. Po 2-3 zabiegach ( moim zdaniem raz na tydzień, może 5 dni w zupełności wystarczy ) wykonywanych w regularnych odstępach, zauważamy ujędrnienie skóry i jej aksamitną gładkość, plus jakby lekkie napięcie, naciągnięcie.
Glinki lubię, chętnie po nie sięgam ( mimo iż przy tego typu zabiegach moja łazienka wygląda jakby spotkał ją jakiś armagedon ), bo działanie zawsze mile mnie zaskakuje.


I na koniec zostawiłam sobie wodę roślinną, z zielonej herbaty. Ostatni produkt z naszego naturalnego zestawu. „Polecana do każdego typu skóry, szczególnie wymagającej, problemowej, skłonnej do podrażnień czy wyprysków, ale także suchej i delikatnej. Pielęgnuje skórę dojrzałą, jak i z pierwszymi oznakami starzenia i wrażliwy skalp. Dzięki przyjemnemu świeżemu zapachowi może być stosowana jako mgiełka aromatyczna do ciała i włosów.” Jak nic – każdy znajdzie dla niej odpowiedni sposób zastosowania, który u niego sprawdzi się najlepiej.
Tak jak już wcześniej wspomniałam – wodę tę stosowałam do nawilżania maseczek glinkowych ( chyba już każdy pamięta, że nie można zostawiać ich na twarzy do samodzielnego i całkowitego wyschnięcia? ).
Dodatkowo używam jej jako:
TONIK – w tej formie używam tej wody najczęściej. Idealny do złagodzenia podrażnień po demakijażu, przyniesienia ukojenia zmęczonej po całym dniu skórze. Fantastycznie przygotowuje twarz do kolejnych pielęgnacyjnych zabiegów. A największa radość jest rano, gdy po przebudzeniu spryskam twarz delikatną mgiełką – momentalnie czuć odświeżenie i dzięki temu zdecydowanie łatwiej trafić do kuchni by wstawić ekspres na kawę.
MGIEŁKA DO CIAŁA – myślę, że w tej formie ten kosmetyk zdecydowanie lepiej będzie spisywał się ciepłym latem. Da naszej skórze ochłodzenie, nawilżenie i odświeżenie. A do tego przyjemny, naturalny zapach.
WODA PO DEPILACJI – o tym sposobie dowiedziałam się ze strony producenta i przyznam, że nigdy wcześniej nie próbowałam w ten sposób używać hydrolatów. Okazało się jednak, że fantastycznie łagodzą podrażnienia i taką tkliwość skóry, która pojawia się po goleniu. A dodatkowo mam wrażenie, że przyczyniają się do przeciwdziałania wrastaniu włosków.


Jak Wam się podoba taki gotowy zestaw? Zadowolone byłybyście z tego typu prezentu? A może Wasz idealny zestaw z 3 naturalnych kosmetyków powinien wyglądać inaczej? Jaki byłby ten wymarzony i najlepszy dla Ciebie?

MIŁEGO POPOŁUDNIA KOCHANI

OLA
PERFECTA BOTULUX CERAMIDY - NAWILŻENIE I ODMŁODZENIE?

PERFECTA BOTULUX CERAMIDY - NAWILŻENIE I ODMŁODZENIE?


Jestem freakiem jeśli chodzi o kosmetyki. Wiem o tym, przyznaję się – leczyć tego nie zamierzam. Jakąś przyjemność z życia trzeba mieć, prawda?
Kosmetyki kolorowe to dłuuuga opowieść i chyba nie na dzisiejszy post, o tyle z pielęgnacją jest ciut łatwiej ( powiedzmy.. ).. Jak widzę, że kosmetyk obiecuje działanie silnie nawilżające i redukujące zmarszczki ( wiecie..takie skoncentrowane „anty-aging” ) - no to muszę spróbować. A jak jeszcze okazuje się, że jest to coś bardzo przystępnego cenowo i z łatwością mogę do kupić w drogerii...No sami rozumiecie?!

Chciałabym Wam pokrótce opowiedzieć o moich wrażeniach jeśli chodzi o kosmetyki z serii BOTULUX CERAMIDY. Widzieliście te uroczo żółte opakowania z pszczółką? Przyciągają wzrok na półce w drogerii – to trzeba im przyznać.



Botulux Ceramidy to seria kremów o działaniu liftingującym, przeznaczonych do pielęgnacji cery dojrzałej ( od 30 do 70 roku życia ), potrzebującej regeneracji, odżywienia i wyrównania kolorytu ( a zmniejszenie napięcia linii mimicznych twarzy i wygładzenie zmarszczek to taki „efekt uboczny” ). Co jest szczególnego w tej serii kremów? Peptyd pszczeli, proteiny jarmużu i miód manuka, ceramidy, mleczko pszczele...samo dobro.


Sięgnęłam po dwa produkty z tej serii: Krem na dzień i na noc 30+ oraz Skoncentrowana maska na tkaninie.

Delikatne zmarszczki i brak nawilżenia? Krem na dzień i na noc 30+ ma jedwabistą konsystencję i wyjątkowo odżywczą formułę. Polecamy go do pielęgnacji cery wymagającej, która potrzebuje wygładzenia pierwszych zmarszczek i intensywnego nawilżenia. Krem na dzień i na noc 30+ przywraca skórze uczucie komfortu, sprawia, że staje się ona aksamitnie gładka, jest doskonałą bazą pod makijaż. Zawiera nie tylko pszczeli peptyd i miód Manuka, ale także ceramidy, które odbudowują barierę lipidową skóry i wzmacniają jej funkcje ochronne. W produktach z serii Botulux Ceramidy znajdują się również proteiny jarmużu zapewniające nawilżenie i odżywienie, chroniące skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników.”

Skoncentrowana maska na tkaninie Botulux Ceramidy Perfecta zapewnia silną redukcję zmarszczek, nawilżenie, ma działanie odmładzające, wygładza i natychmiast odżywia. Dzięki miękkiej tkaninie nasączonej kosmetykiem każdy składnik wchłania się szybko i równomiernie w skórę, wyraźnie ją odmładzając i dożywiając. Jak w kremach, tak i w masce z serii Botulux Ceramidy, działa pszczeli peptyd, mleczko pszczele bogate w aminokwasy, proteiny, minerały i witaminy. Wpływ pozytywny na skórę mają też roślinne ceramidy, które odbudowują barierę lipidową skóry, wzmacniają jej funkcje ochronne oraz zapewniają silne nawilżenie.”


Moje wrażenia zacznę od maski, bo o niej mam zdecydowanie mniej do powiedzenia – jednorazowe użycie więc jakichś oszałamiających efektów w wyglądzie skóry nie będzie. Nie ma co się oszukiwać, że jeden raz z maską zapewni nam natychmiastową i wieczną młodość, ale..
Maski w tkaninie uwielbiam i ich mam tak naprawdę największy zapas. Gdy widzę w sklepie coś nowego albo w atrakcyjnej cenie – kupuję, wkładam do koszyczka w miarę chęci i potrzeb, coś wynajduję. To taka ekspresowa pielęgnacja nie wymagająca od nas jakiegoś szczególnego przygotowania ( oprócz oczyszczenia skóry ) ani żadnych dodatkowych aktywności: mamy gotowy produkt bez konieczności odmierzania, mieszania, nakładania i zmywania. Dodatkowym plusem tego typu masek jest to iż nie „przywiązują” nas do pozycji leżącej czy siedzącej – z taką maską na twarzy możemy normalnie funkcjonować. Ja po tego typu maski sięgam najczęściej wieczorami i na czas jej działania ogarniam sobie np. kuchnię ( Czy ktoś ma tak jak ja, że nie zaśnie mając świadomość, że kuchnia nie jest wysprzątana? Wariatka.. Ale przecież nie ma nic gorszego o poranku niż widok pełnego zlewu, prawda? ).
Wracając jednak do naszej maski..Przyznam, że nie miałam ogromnych oczekiwań jeśli chodzi o jej działanie – miało być chociaż trochę nawilżająco, z wrażeniem, że robię coś dla siebie, coś dla relaksu. I miło było się zaskoczyć.. Po pierwsze bardzo przyjemny zapach ( ale nie miodu! Chociaż w sumie sama nie wiem dlaczego miałabym się spodziewać miodkowego aromatu? ) - kosmetyczny, perfumeryjny, lekko kremowy – ale na tyle delikatny, że nie drażni nosa i nie osiada na skórze ( po zdjęciu maski ). Sama maska jest w odpowiedni sposób nasączona – nie jest za sucha ani za mokra ( nic z niej nie skapuje ). W związku ze swoją wilgocią idealnie przylega do skóry i trzyma się jej przez cały, 15-minutowy czas zabiegu.
Czego możemy się spodziewać po tych 15-20 minutach? Dużym zaskoczeniem było silne nawilżenie skóry. Nie wiem jak mogę Wam to najlepiej zobrazować, ale odczuwalne jest tak jakby wewnętrzna „mokrość skóry”, a po wyschnięciu serum, którym maseczka była nasączona, mamy wrażenie napięcia skóry ale nie jest to taki rodzaj napięcia jak przy przesuszeniu – to coś takiego, jakbyśmy mieli odczucie, że skóra jest naprężona. Przyjemnie..I ciekawie, bo przyznam, że kilkukrotnie sprawdzałam w lustrze, że aby nie naciągnęło mi trochę skóry..Szalony człowiek..Ale było na tyle przyjemnie, że gdy ta saszetka wpadnie mi w oko albo trafię na nią w jakiejś promocji, na pewno zrobię zapas :)


Miało być krótko? Ale te dygresje jakoś same „cisną się na palce”.
Teraz o kremie.
Mamy szklany, słonecznie żółty słoiczek ( kształtem dość charakterystyczny dla kremów marki Perfecta, prawda? ). W środku znajdziemy bardzo aksamitny, delikatny krem o takiej jakby jogurtowej konsystencji – mam nieodparte skojarzenie z proteinowym jogurtem naturalnym. To taka przyjemna konsystencja, która z łatwością daje rozprowadzić się na skórze. Zaskakująco szybko się wchłania pod warunkiem, że nie przesadzimy z ilością. Tu muszę koniecznie wspomnieć o jednej kwestii: mam tendencje do nakładania zbyt dużej ilości kremu ( jednorazowo ) na twarz. W przypadku kremu Botulux zbyt duża ilość na skórze powoduje problemy z wchłanianiem i rolowanie się kosmetyku. Przy bardzo delikatnej warstwie rolowanie kremu ( i nakładanych później na twarz kosmetyków ) problem ten nie pojawia się. Mała ilość kosmetyku = zauważalne nawilżenie, brak błyszczenia się skóry i ( podobny do maski, choć intensywniejszy ) przyjemny zapach.
Krem niweluje nieprzyjemną szorstkość skóry i jej napięcie spowodowane przesuszeniem, nie spowodował u mnie wysypu niedoskonałości czy zapchania skóry, bez jakichkolwiek reakcji alergicznych. Całkiem przyjemny w użyciu ( i cenowo! ) kosmetyk pielęgnacyjny.


Jeśli miałabym podsumować te dwa kosmetyki to przyznam, że oba były całkiem niezłe ale to maska zrobiła na mnie zdecydowanie lepsze wrażenie. Na pewno jeszcze po nią sięgnę.

A u Was pojawiły się ostatnio jakieś ciekawe pielęgnacyjne nowości drogeryjne?



MIŁEGO DNIA!
OLA
"(...)PRAWDĘ TO..NO KTO TO MOŻE WIEDZIEĆ,PANIE DYREKTORZE?" - "STANISŁAW BAREJA ALTERNATYWNIE"

"(...)PRAWDĘ TO..NO KTO TO MOŻE WIEDZIEĆ,PANIE DYREKTORZE?" - "STANISŁAW BAREJA ALTERNATYWNIE"


Czy jest ktokolwiek kto nigdy nie oglądał „Misia”? Czy znajdzie się ktoś kto nie zna „Bruneta wieczorową porą” albo Marysi z „Poszukiwany, poszukiwana”? Nawet Ci, którzy nie są fanami twórczości Barei znają te tytuły.

Ja należę do osób, które bardzo śmieszy żart przedstawiony w filmach tego reżysera ( choć wiem, że są osoby, którym kompletnie to nie leży ). Niektóre tytuły oglądam po kilkanaście razy i jak widzę w programie po raz tysięczny „Nie ma róży bez ognia” czy „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” ( że o „Zmiennikach” nie wspomnę.. ), to wiem, że zasiądę przed telewizorem i dalej będę śmiała się z powtarzanych, po raz setny, specyficznych tekstów.

Gdy pojawiła się informacja, że w związku z rocznicą 90-tych urodzin reżysera, pojawi się ( dzięki Wydawnictwu Zysk i Ska ) książka „Stanisław Bareja alternatywnie” autorstwa Macieja Replewicza, to wiedziałam, że te ponad 450 stron musi trafić w moje ręce.


Niszczony przez władzę i nie tylko. Również przez klasyków polskiego kina! Nazywany wędliniarzem! Wybrany przez widzów! Nieśmiertelny mistrz polskiej komedii – Stanisław Bareja powraca!
Z okazji 90 rocznicy znakomitego reżysera prezentujemy jego zaskakującą biografię. Król polskiej komedii i zakazanego śmiechu. Po raz pierwszy prezentujemy opis jego debiutanckiego filmu, wstrząsającą wojenną etiudę sprzed 66lat! W książce zamieszczono 90 nieznanych zdjęć.
Ponadto – Bareja jako znany aktor u innych reżyserów, jako nieznany w Polsce dokumentalista.
Kulisy powstawania kultowych komedii i wiele innych nieznanych dotąd faktów.
Mistrza komedii wspominają aktorzy i reżyserzy m.in. Jerzy Gruza oraz w archiwalnych wywiadach: Janusz Morgenstern i Zofia Czerwińska.
Stanisław Bareja alternatywnie to pasjonująca lektura obowiązkowa, nie tylko dla fanów kina!”

Powiem tak – książka fantastyczna! Czyta się ją z nieukrywaną przyjemnością. I ogląda też – chociaż jak dla mnie mogłoby być jeszcze więcej zdjęć. Jest trochę prywatnych zdjęć, zdjęć z planów filmowych, gdzie Bareja był nie tylko reżyserem – ale są i takie cudne smaczki jak scena z serialu „Alternatywy 4” i Bareja jako dzielnicowy Parys. A pamiętacie, w którym z filmów 5 kilogramów kaszanki było bardzo istotnym rekwizytem ( ps. podjadanej przez ekipę w przerwach zdjęć... ).

Co znajdziemy jeszcze w tym opasłym tomie? Listę wszystkich filmów i seriali, które reżyserował, w których występował ( wraz z czasem premiery, wyszczególnionymi głównymi rolami i kilkoma innymi szczegółami ), miejsca w których kręcone były poszczególne filmy i wiele wiele innych informacji związanych z Bareją jako „filmowcem” - i ogrom ciekawostek, które ucieszą ( może raczej zaciekawią ) nie tylko wielbicieli jego twórczości.

Z „Stanisław Bareja alternatywnie” dowiedziałam się ( i pewnie niewiele osób o tym wie ), że był pełnym odwagi cywilnej, szlachetnym i odważnym konspiratorem ( przemycił maszynę do druku dla Solidarności a w jego piwnicy działania nielegalna drukarnia, przemycał też książki z zagranicy, wspierał KOR )


Ale oprócz faktów związanych z jego twórczością i różnego rodzaju działalnością, jest również mnóstwo informacji związanych z prywatnym życiem reżysera. Czy ktokolwiek z Was wie, że Stanisław Bareja miał dar jeśli chodzi o kucharzenie i świetnie gotował? Czy wiecie, że miał talent w rękach i znakomicie rysował? Ogromnie podoba mi się to, że Maciej Replewicz stara się pokazać mistrza polskiej komedii jako zwykłego człowieka – niezmiernie oszczędnego w swojej twórczości ( taniej było na plan przyjechać na rowerze z teczką z kanapkami, czy nie przykładanie uwagi do ubrań aktorów na planie ).

Nie będę opowiadała Wam całej książki – jeśli ktoś jest ciekaw życia i twórczości Stanisława Barei ale nie oczekuje szczegółowej biografii z opisem „krok po kroku” to z pewnością lektura tej książki sprawi mu przyjemność. Bo tego typu książki czyta się dla przyjemności – bez własnych oczekiwań co do zawartości.


WITAJCIE NOWOROCZNIE!

OLA

EXPRESS SLIM Z PERFECTĄ

EXPRESS SLIM Z PERFECTĄ


Święta już prawie..i pewnie część po 3 dniach siedzenia przy świątecznym stole zacznie się zastanawiać co tu zrobić by te „obżarstwo” nie odbiło się na naszej sylwestce..Mało tego, bo pewnie część też będzie robiło noworoczne postanowienia typu „schudnę”, „będę laską na wakacje” itp..
I powinnam już na samym początku zaznaczyć jedną rzecz – tak żeby była jasność.. Kosmetyki nie odchudzają! Nie ma kremu, balsamu, olejku, który sprawi, że, mimo siedzenia na kanapie i zjadania wszystkiego co pod rękę wejdzie, po posmarowaniu będziemy szczupłe i jędrne. Sorry ale cudów nie ma. Aby mieć wspaniałą sylwetkę ( specjalnie nie piszę rozmiaru bo każda z nas inaczej to postrzega ) - trzeba włożyć w to trochę wysiłku i energii. Odpowiednio zbilansowana dieta i nawodnienie (!), ruch i wtedy rzeczywiście jest sens sięgać po kosmetyki „wyszczuplające”, które mogą wspomóc nas w ujędrnianiu, poprawie elastyczności skóry i w walce z cellulitem.

I właśnie poniżej znajdziecie opinię osoby, która właśnie taki tryb życia prowadzi.

Będzie o dwóch kosmetykach Perfecty z serii EXPRESS SLIM:


DETOX ( ok. 20zł/250ml )
Termo-serum o silnym działaniu ujędrniającym i wyszczuplającym o wyjątkowej recepturze, która miejscowo rozgrzewa skórę. Dzięki temu składniki aktywne lepiej wnikają i efektywniej działają, przez co ekspresowo redukują cellulit i remodelują sylwetkę.”

AQUA, ISOPROPYL PALMITATE, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, DIMETHICONE, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, BEHENYL ALCOHOL, HORDEUM VULGARE LEAF JUICE, ZINGIBER OFFICINALE ROOT EXTRACT, CAFFEINE, VANILLYL BUTYL ETHER, PEG-8, CENTELLA ASIATICA LEAF EXTRACT, DISODIUM RUTINYL DISULFATE, ALGAE EXTRACT, CARNITINE, SALICYLIC ACID, PANTHENOL, SORBITOL, TRIETHANOLAMINE, PEG/PPG-18/18 DIMETHICONE, CITRUS AURANTIUM AMARA FRUIT EXTRACT, DIHYDROMYRICETIN, DIOSCOREA OPPOSITA ROOT EXTRACT, EDTA, POTASSIUM SORBATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CETYL PALMITATE, CYCLOMETHICONE ESCIN, ETHOXYDIGLYCOL, ORYZA SATIVA BRAN OIL, POLYSORBATE 80, SORBITAN OLEATE, SORBITAN STEARATE, BHT, SODIUM METABISULFITE, CETEARYL GLUCOSIDE, SODIUM POLYACRYLATE, SODIUM BENZOATE, CITRIC ACID, PROPYLENE GLYCOL, DISODIUM EDTA, SODIUM HYDROXIDE, OCTADECYL DI-T-BUTYL-4-HYDROXYHYDROCINNAMATE, PHENOXYETHANOL, METHYLPARABEN, BUTYLPARABEN, ETHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, BENZYL ALCOHOL, CITRONELLOL, LIMONENE, LINALOOL, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, PARFUM

HOT-IMBIR
Rozgrzewający kompleks na bazie imbiru ułatwia wchłanianie składników aktywnych i przyspiesza ich działanie. Podczas masażu pomaga pobudzać mikrokrążenie oraz zmniejsza widoczność „skórki pomarańczowej”. Intensywnie ujędrnia i uelastycznia skórę.

ZIELONY JĘCZMIEŃ proSLIM
Wyjątkowy kompleks bazujący na ekstrakcie z młodego jęczmienia, który w diecie znany jest ze swojego wpływu na przyspieszenie spalania tkanki tłuszczowej. Wyszczupla i remodeluje sylwetkę. Zmniejsza widoczność cellulitu oraz zapobiega jego nawrotom. Poprawia także napięcie skóry.

EXTRACT Z GORZKIEJ POMARAŃCZY
Wspomaga redukcję cellulitu i zapobiega jego powstawaniu. Dodatkowo niweluje nierówności na skórze.

KOFEIN COMPLEX
Przyspiesza proces wyszczuplania, wysmukla i rzeźbi sylwetkę.


MOJE WRAŻENIA:
Mamy tu przyjemne dla oka, żółte „wesołe” opakowanie – dość typowe dla tego typu produktów: tuba stawiana na korku. Tuba jest na tyle giętka, że balsam bez problemu daje się z niej wydobyć nawet pod koniec używania.
Ten balsam to taki „delikatny” kosmetyk ( dalej znajdziecie informację z jakiego powodu o tym wspominam już na samym początku ) - ma fajną, bezproblematyczną w aplikacji konsystencję. Łatwo się rozmarowuje, nie bieli skóry i całkiem szybko się wchłania, nie zostawiając na skórze tłustego filmu. Ma to ogromne znaczenie w przypadku stosowania tego kosmetyku na noc – nie ma obaw o brudną czy zaplamioną piżamę.
Ma przyjemny lekko cytrusowy, trochę pomarańczowy zapach.
Przy tego typu kosmetykach zawsze obawiam się efektów termo, ale tu nie ma ani chłodzenia, ani rozgrzewania skóry, bez mrowienia.
Nie powiem, że balsam wyszczuplił mnie i zmienił mi rozmiar na mniejszy, bo to tak nie działa, ale..Trzeba przyznać, że wspomaga mnie w ujędrnianiu skóry i jej wygładzeniu. W połączeniu ze zbilansowaną dietą i ćwiczeniami poprawia jej wygląd i przy regularnym stosowaniu zauważamy jej delikatne napięcie i ujędrnienie.
Z przyjemnością używałam tego balsamu i myślę, że wprowadzę go do mojej stałej pielęgnacji, nawet nie oczekując od niego jakichś szczególnych działań modelujących sylwetkę.



Drugim z kosmetyków jest „mega hardkorowiec”..

TURBO 95% ( cena: ok.20zł/250ml )Intensywnie wyszczuplająca maska na noc o silnym, całonocnym działaniu. Posiada wyjątkową konsystencję, która miejscowo rozgrzewa skórę, dzięki czemu składniki lepiej wnikają i efektywniej działają. W efekcie znacząco poprawia wygląd skóry, wyszczupla i modeluje sylwetkę.”

AQUA, ISOPROPYL PALMITATE, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, DIMETHICONE, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, BEHENYL ALCOHOL, CAFFEINE, VANILLYL BUTYL ETHER, PROPYLENE GLYCOL, PEG-8, CENTELLA ASIATICA LEAF EXTRACT, DISODIUM RUTINYL DISULFATE, ALGAE EXTRACT, CARNITINE, SALICYLIC ACID, PANTHENOL, SORBITOL, PEG/PPG-18/18 DIMETHICONE, CITRUS AURANTIUM AMARA FRUIT EXTRACT, DIHYDROMYRICETIN, DIOSCOREA OPPOSITA ROOT EXTRACT, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CETYL PALMITATE, CYCLOMETHICONE, ESCIN, ETHOXYDIGLYCOL, ORYZA SATIVA BRAN OIL, POLYSORBATE 80, SORBITAN OLEATE, SORBITAN STEARATE, BHT, SODIUM METABISULFITE, CETEARYL GLUCOSIDE, TRIETHANOLAMINE, SODIUM POLYACRYLATE, EDTA, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, DISODIUM EDTA, SODIUM HYDROXIDE, ETHYLPARABEN, METHYLPARABEN, BENZYL ALCOHOL, PHENOXYETHANOL, OCTADECYL DI-T-BUTYL-4-HYDROXYHYDROCINNAMATE, LIMONENE, CITRONELLOL, BENZYL SALICYLATE, ALPHA ISOMETHYL IONONE, PARFUM

MICRO SMART SLIM COMPLEX
Wykorzystuje technologię micro-migracji i łączy działanie najbardziej skutecznych składników aktywnych. Zamknięte w mikrokapsułkach synefryna, diosgenina, dihydromyricetyna, escyna i kofeina znane są z tego, że intensywnie wyszczuplają. Dodatkowo pomagają modelować sylwetkę oraz wyraźnie napinają i wygładzają skórę.

TERMO REDUKTOR KRĄGŁOŚCI
Pobudza mikrokrążenie oraz rozgrzewa. Przyspiesza proces wyszczuplania i pomaga rzeźbić idealną sylwetkę.

CENTELLA ASIATICA
Redukuje i zmniejsza widoczność „skórki pomarańczowej” oraz silnie ujędrnia.

KOFEIN COMPLEX
Przyspiesza proces wyszczuplania, wysmukla i rzeźbi sylwetkę.

MOJE WRAŻENIA:
Wiadomo, że żaden kosmetyk nie zmniejszy nam centymetrów w obwodach, nie zlikwiduje cellulitu do zera, bez naszego wsparcia. Ale pozytywnego działania na skórę nie można mu odmówić – nic bardziej nie cieszy niż poprawa jej elastyczności, jędrności i znaczące wygładzenie. W przypadku regularnego i systematycznego stosowania TURBO 95% mamy to zapewnione już po kilku użyciach. Niestety nie wiem jak byłoby po zużyciu całej tubki, bo nie mam w sobie tyle..mh..”siły”.
Na opakowaniu znajdziemy informację, iż jest to kosmetyk o działaniu rozgrzewającym ( i wiem, że część osób lubi takie efekty, szczególnie jesienno-zimową porą ), ale nie spodziewałam się, że efekt będzie AŻ tak bardzo odczuwalny. Serum ma całkiem fajną konsystencja ( ani za rządką ani za gęstą ) - trochę jak zwykły krem; z łatwością się rozsmarowuje i dość szybko wchłania, bez pozostawiania filmu na skórze. Pachnie podobnie jak jego poprzednik: lekko cytrusowy zapach ( a tu.. ) z nutką mentolu – trochę jak pasta do zębów.
Efekt rozgrzewania pojawia się na skórze dosłownie kilka chwil po aplikacji. Najpierw odczuwamy delikatne mrowienie, ciepło, które z czasem bardzo się wzmaga i przechodzi wręcz w pieczenie skóry. Dla mnie jest zdecydowanie zbyt intensywne, bo już po kilku chwilach miałam chęć zmyć serum ze skóry z nadzieją, że przyniesie mi to ulgę ( niestety..nie działa ). Efekt intensywnego pieczenia trwa około pół godziny: skóra robi się zaczerwieniona i ciepła w dotyku. Myślę, że osoby z wrażliwą skórą mogą mieć problemy w stosowaniu tego kosmetyku – ja nie mam jakiejś nad wyraz delikatnej skóry a jednak bardzo ciężko było mi wytrzymać ten efekt intensywnego rozgrzania skóry.



Stosujecie tego typu „odchudzające” kosmetyki? Wierzycie w ich działanie ( oczywiście przy diecie i ćwiczeniach )? A jakie macie podejście do kosmetyków z efektem termo – dajecie radę wytrzymać?


MIŁEGO DNIA KOCHANI
OLA

ŚWIĄTECZNIE Z ORIFLAME

ŚWIĄTECZNIE Z ORIFLAME


Chyba wszystkie firmy kosmetyczne, w okolicy świat, wypuszczają nowe kosmetyki typowo świąteczne albo stare kosmetyki pojawiają się w nowej odsłonie. I nie wiem jak jest u Was ale na mnie to działa. I zapachy świąteczne kosmetyków i te opakowania - to kusi straszliwie. No a tak już całkiem na marginesie - idealnie nadają się na dodatki do prezentów świątecznych.

Dziś chciałabym Wam pokazać kosmetyki ( z ostatniego katalogu 2019 roku; a od 2 dni pojawił się nowy katalog 01/2020 ) bezapelacyjnie kojarzące mi się z okresem świąt + 2 zestawy ( kobiecy i męski ), które idealnie ( bez dodatkowego pakowania ) będą się nadawały na podarowanie ich komuś.

Nie przedłużając - pokazuję!
Zacznijmy właśnie od tych gift setów. Męski to kosmetyki z zapachowej serii DARK WOOD, a kobiecy DELICATE CHERRY BLOSSOM.



Zestaw Men's Collection Dark Wood ( 37376 ) - 99,90zł ( EDYCJA LIMITOWANA )
zapach orientalno - drzewny
w skład zestawu wchodzi:
- perfumowany żel do mycia włosów i ciała
- woda toaletowa ( 30059 )
"Zamknięty w eleganckim pudełku zestaw produktów dla mężczyzn - jedna z ulubionych wód klientów Oriflame Dark Wood oraz stworzony specjalnie do tego zestawu żel do mycia ciała i włosów. Dark Wood to wyrafinowana kompozycja, przywołująca majestatyczne piękno i moc natury."




Zestaw Women's Collection Delicate Cherry Blossom ( 37375 ) - 99,90zł ( EDYCJA LIMITOWANA )
zapach kwiatowy:
- nuta głowy: migdał
- nuta serca: kwiat wiśni
- nuta bazy: cedr
w skład zestawu wchodzi:
- woda toaletowa ( 32440 )
- perfumowany balsam do ciała
" Niezwykle kobieca, czysta i słodka kompozycja Delicate Cherry Blossom zamknięta w pięknym pudełku - woda toaletowa i stworzony specjalnie do zestawu balsam do ciała tworzą duet, który może stać się wymarzonym prezentem."




Zamówiłam również 3 pojedyncze kosmetyki: dwa typowo świąteczne i zapachem i opakowaniem i jeden, który mimo iż nie jest to kosmetyk jakkolwiek związany z grudniem i okresem świąt to samo opakowaniem,, etykieta - sprawia, że jest idealnym kosmetykiem dla...srok kosmetycznych! ( takich jak ja! ).
I może właśnie od tego cuda zaczniemy?


Olejek do ciała Milk & Honey Gold Precious Collection ( 34923 ) - 150ml/29,90zł
Shimmering Body Oil
"Podkreśl naturalne piękno skóry, stosując lekki olejek z organicznie pozyskiwanymi ekstraktami z mleka i miodu. Olejek odżywia skórę oraz nadaje ciału subtelny blask i cudowny zapach."

Chciałoby się zaśpiewać "Gdy widzę słodycze to kwiczę..." - ale nie na słodycze tak reaguję, ale na drobinki, brokacik i glow w kosmetykach. Nie jest to jednak mocno przesadzony efekt "kuli disco" i królowej parkietów, ale bardzo przyjemny połysk. Do tego olejkowa pielęgnacja, która sprawia, że skóra robi się niesamowicie miękka ( ale ja akurat należę do osób, które uwielbiają pielęgnację ciała i twarzy za pomocą olejków ).
A zapach - delikatny, rzeczywiście taki dość charakterystyczny dla kosmetyków o tego typu nutach zapachowych ( miód i mleko ) - lekko pudrowy, ciepły i otulający. Bardzo subtelny - olejek spokojnie możemy stosować na noc, bez obaw, że zapach będzie przeszkadzał nam w nocnym odpoczynku.
No i te opakowanie..Przyjemne dla oka, prawda?



Sięgnęłam również po dwa TYPOWE świąteczne kosmetyki o zapachu wanilii i cynamonu oraz żurawiny i czarnej herbaty. A pachną tak...że głowa mała!



Płyn do kąpieli Be Merry ( 34959 ) - 300ml/19,90zł
"Płyn do kąpieli o relaksującym, przywołującym cudowne świąteczne wspomnienia aromacie cynamonu i wanilii. Formuła nie zawiera mydła i ma zbalansowane pH. Oczyszcza skórę nie wysuszając jej przy tym oraz nadaje jej delikatny, słodki zapach."



Krem do rąk "Żurawina i czarna herbata" ( 34733 ) - 30ml/5,99zł ( to cena promocyjna! w regularnej sprzedaży krem kosztuje 15,90zł )
"Krem do rąk o zapachu żurawiny, aromatycznej czarnej herbaty i pikantnego imbiru, przywołującym świąteczny nastrój. Sprawia, że dłonie są nawilżone, miękkie i gładkie. Piękny design opakowań!"



Strasznie mnie ciekawi, czy kusicie się na kosmetyki w świątecznych opakowaniach..
A jaki jest Wasz ULUBIONY kosmetyczny zapach świąteczny? Miód? Wanilia? Cynamon? A może goździki?


MIŁEGO DNIA KOCHANI
OLA